Recall cz 9

,, Budzisz się ze snu, kiedy otwierasz oczy. Jednak prawdziwe przebudzenie następuje od chwili, kiedy zaczniesz rozumieć kim jesteś. I już nigdy nie śpisz. Jesteś świadomy".

    Linda, ciągle naga, stała przytulona do niego.
– Jestem taka nieszczęśliwa. Miałam piętnaście lat. Byłam na ulicy.
Henry był pierwszym, ale ja nie byłam gotowa. Zrobił to, mimo że nie
chciałam.  
Dopiero wchodził na pierwsze szczeble drabiny gangsterskiej. Zaraz potem zaczął się mną opiekować. Jestem z nim. Nie jest zły, ale nie mogę mu tego zapomnieć. Pokochaj mnie, ten jeden raz – poprosiła.
Mark ujął jej głowę w dłonie i pocałował ją bardzo delikatnie. Lecz
ten pocałunek nie miał nic wspólnego z erotycznym pożądaniem. To
była czysta miłość. Marr zobaczył jej duszę. Jasną chmurkę z ciemną plamą w środku. Patrzył. Ciemna plama zaczęła topnieć, a po chwili znikła.  
Stał się na powrót Markiem Ferbisonem.
– Spróbuj mu wybaczyć. Powiedziałaś, że nie jest zły. Nienawiść to
zła rzecz. Spala od środka.
Wziął z jej rąk pistolet.
– Obiecaj, że nigdy już tego nie zrobisz.
– Uratowałeś mnie dzisiaj dwa razy. Przed twoim przyjściem
wzięłam tabletki. To była trucizna... Twój pocałunek był silniejszy niż wszystko razem w całym moim życiu.
Mark milczał chwilę.
– Żegnaj Lindo, obiecujesz?
– Tak.
Usłyszał jej głos kiedy mijał drzwi. Jakoś wiedział w swoim jestestwie, że ona dotrzyma tej obietnicy.
    Do hotelu wrócił piechotą. Sara i Julia siedziały w pokoju.
– Nie chciałyśmy się ruszać bez ciebie – rzekła Sara i pocałowała go
namiętnie.
Na szczęście, szósty kobiecy zmysł spał u Sary. Mark zaczął się
zastanawiać czy nie zrobił niczego złego. I znowu Julia mu pomogła.
Właściwie nie Julia tylko Seen. Nachylił się,  żeby przytulić Julię. Przytuliła go i pocałowała delikatnie w usta. Całowała go w usta bardzo rzadko. I robiła to oczywiście bardzo subtelnie.
– Uratowałeś czyjeś ciało, a potem duszę. Zrobiłeś dobrą rzecz. To Linda, prawda?
– Tak. Skąd to wiesz?
– Wiem.
– Kim jesteś teraz? – zapytał nagle.
Julia spojrzała na niego smutno.
– Szkoda, że tak mało rozumiesz i prawie nic nie widzisz, Lordzie Marr.
– Hej, mam pytanie – zawołała Sara. – Dlaczego nazywasz tatę,
Lord Marr? Słyszałam już to kilka razy.
Powiedziała to z wyrazem lekkiej złości na twarzy.
– Bo to jest Lord Marr, ale ty widzisz jeszcze mniej i rozumiesz...
prawie nic.
Julia poszła do drugiego pokoju i zatrzasnęła drzwi. Sara spojrzała na Marka.
– Nic jej nie powiesz? Najpierw pocałowała twoje usta, a potem
coś szepnęła ci do ucha. Następnie powiedziała, że nic nie rozumiesz. Potem, że ja jestem ślepa i kompletnie głupia.
   Mark stał bezradny. Potrafił złapać kulę wystrzeloną z pistoletu, ale
nie umiał znaleźć odpowiedzi na jej logiczne zarzuty.
– Nic jej nie powiesz? – zapytała powtórnie.
   Mark wiedział, że Sara teraz nic nie wie ani o Seen, ani o Marr, więc
tłumaczenie jej tego nie miałoby sensu.
– Dobrze, porozmawiam z nią, tylko się nie denerwuj. Kocham cię,
Saro.
Pocałował ją mocno. Wszedł do drugiego pokoju.
– Co robisz, Julio?
– Ja tak muszę.
Julia płakała. A Mark miał słabość do łez, szczególnie łez Julii.
– No już dobrze, kochanie. Nie płacz.
Podszedł do niej i objął ją. Ona ciągle płakała.
– Czego nie widzę?
– Że jestem Seen!
– To wiem, jesteś w jakiś sposób, Seen. Kiedy Seen miała jedenaście lat.
– Nie, Lordzie Marr. Dlaczego mówisz w trzeciej osobie? To ja! Mam
postać księżniczki Seen taką samą jak wówczas, kiedy obudziliśmy się w grocie. Ja jestem Seen, twoja żona i kochanka. Ty, mama, czy lepiej On-thi i wszyscy ludzie widzą mnie jako małą Julię. I ja jeszcze kilka dni temu tak widziałam. Ale to złudzenie. Przyznasz, że widzisz mnie czasem jako dorosłą Seen, prawda?
– Tak, to prawda. Ale to jest miraż.
– Mylisz się, wtedy widzisz prawdę. Ja wiem, że trudno ci w to
uwierzyć. Tylko dwoje ludzi na Ziemi widzi mnie w prawdziwej postaci.
– Kto?
– Ja i...
– I kto jeszcze? – zapytał zniecierpliwiony.
– Nawet tego nie wiesz?
– Dragonn Kerr? – zapytał niepewnie.
– Oczywiście, że tak.
– Kiedy ten koszmar się skończy? – zapytał zrezygnowany.
– Nie mogę ci teraz powiedzieć, jeszcze nie jesteś gotowy.
Przestała płakać. Mark poczuł się silniej. Przyszło mu coś na myśl
i sądził, że tym co powie wykaże jej, że się myli.
– Dobrze, księżniczko Seen. W takim razie czemu nie czujesz
zazdrości o to, że kocham Sarę, całuję ją i śpimy razem?
– Nie jestem zazdrosna, że całowałeś Lindę, bo zrobiłeś to z miłości.
– Wiesz i to!
– Wiem wszystko co było przedtem.
– Miałaś wizję?
– Nie, to przyszło jako pewność, nie potrafię tego wytłumaczyć.
Przyjdzie dzień, że ty zobaczysz jak jest naprawdę. W tym dniu zobaczysz i zrozumiesz. On-thi i Dragonn Kerr, również zobaczą to i zrozumieją. I nie pytaj skąd wiem, bo nie mam na to racjonalnego wytłumaczenia.
– Co to będzie za dzień?
– Każdy z naszej czwórki otrzymał nieśmiertelność. Niedawno
zrozumiałam i uwierzyłam, że nie tylko Dragonn Keer się nie zmienia.
Ani ty, ani ja, ani On-thi. My jesteśmy w tej samej postaci. Czy pamiętasz Sarę inaczej niż teraz. Znasz ją dwanaście lat? Czy zmieniła się?
– Nie, ale pamiętam siebie jak rosłem.
– Czy kiedykolwiek się zraniłeś?
– Nie… – odrzekł Mark, po chwili zastanowienia.
– A czy pamiętasz mamę, że się skaleczyła?
Mark znowu się zastanawiał dobrą chwilę.
– Na pewno, chociaż raz... Nie, nie przypominam sobie.
– Pamiętasz jak uświadomiłeś sobie, że mam pieprzyki jak Seen?
– Tak, ale Seen się z nimi urodziła.
– Tak?
Spojrzała na drzwi.
– Zamknij drzwi na klucz.
Mark bezszelestnie zamknął drzwi. Sam nie rozumiał, czemu
zrobił to. Nawet nie pomyślał, że córka wydała mu polecenie, chociaż w łagodny sposób.
– Mam nadzieję, że... Julia co ty! To stało się tak szybko, chociaż w normalnym czasie. Za późno. Zdjęła koszulkę. Zdjęła wszystko.
– Robię to, co muszę. To ma ci pomóc. I tak nie widzisz wszystkiego.
    Za jej plecami dostrzegł kominek.*
– Co ty mówisz? Widzę że jesteś goła!
– Czy mam coś na sobie?
Mark był zbyt zaszokowany by dyskutować o tym, co za dziwne
pytanie mu zadała.
– Nic, zupełnie nic.
– Nie widzisz tu nic? – pokazała na biodra.
Widział ją nago. To nie była jeszcze kobieta, ale z pewnością nie
była już dzieckiem. Normalnie by się wycofał, ale teraz trwał jak
zamurowany. A jakby było mało, że stała przed nim nago, prosiła go, by patrzył tam gdzie najbardziej nie chciał.
– Nie masz tam nic – rzekł cicho.
Cały drżał. Mark bał się. Nawet w tej trudnej sytuacji próbował zebrać myśli. Czego się bał? Julia nie była w pełni rozwinięta, ale miała już włoski na łonie. To, że zobaczył ją nago, stawiało go w bardzo niezręcznej i niekomfortowej sytuacji. Ale on wyraźnie bał się jej nagości. Mimo, że wspominała mu poprzednio, że go pragnie i że jest Seen, to nie miało znaczenia. Dla niego była córką i, jako takiej, nigdy by nie tknął, w sensie fizycznym. Wiedział, że tego się nie boi. Dlaczego więc bał się jej nagości? Nie pojmował.
– Mówiłam, że jeszcze nie czas. Ale to widzisz.
Jeden palec wskazywał obojczyk, drugi wewnętrzną część uda, blisko łona. Mark nie chciał patrzeć, ale coś otworzyło się w nim i zobaczył.
   W miejscach gdzie Julia pokazywała palcami były jaśniejsze miejsca. Bez wątpienia miejsca te przypominały blizny.
– Mała Seen tego nie miała, prawda? Uratowałeś Senn kiedy została
zraniona strzałami. Miała wtedy dwadzieścia cztery lata, ale dobrze, że chociaż to widzisz. To jest mój dar dla ciebie. Wiele mnie to kosztowało. Chyba pojmujesz co mam na myśli.                                   Moje wewnętrzne „Ja” cały czas powtarza mi, że jestem Julią. Widocznie moc tego co się dzieje, traci siłę nad moim ciałem i duszą. Ja wiem, że jestem Seen. Tylko Seen.
Ubrała się szybko.
– Jak to możliwe, że tego nie widziałem przedtem, tych blizn?
– Nie mogę ci tego powiedzieć, bo nie wiem.
Julia uśmiechnęła się.
– Powiem ci co wiem. To się skończy kiedy każde z naszej czwórki
stanie twarzą w twarz z tym, czego się najbardziej obawia. Ja prawie
pokonałam to u siebie. Mimo to wiem, że nie będzie łatwo.

Julia, albo lepiej Seen, nie wiedziała, że się myli. Nie zdawała sobie sprawy, że Mark nie może czegoś zobaczyć nie tylko dlatego, że nie jest gotowy.
Nie mógłby i tak ponieważ ona nie była gotowa. Ale Seen tego nie wiedziała...
Ona czuła, że jest blisko rozwiązania. Nie wiedziała, że jest od tego bardzo daleko…
– Dane mi jest wiedzieć czego obawia się Dragonn. Niestety nie
wiem jeszcze czego boi się Sara, lub lepiej On-thi. I oczywiście wiem,
czego ty się obawiasz. To wiedziałam najpierw.
Mark dokładnie wiedział co to jest. Nie wiedział tylko czemu się boi.
Natomiast Seen znowu była w błędzie.
– Nie ma innej możliwości?
– To jest cena za nieśmiertelność – rzekła.
– Pamiętaj, TYLKO BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ JEST
PRAWDĄ, RESZTA TO ILUZJA. Idź za tym… Tobie jest dane zacząć...
– Skąd to wiesz? – zapytał i poczuł uspokojenie.
– Dragonn popełnił błąd – rzekła Seen. – Mimo, że ma doświadczenie 12 tysiącleci, ja mu dorównuję. Miałeś wizję o tym jak nas wrzucił do pętli czasu?
– Nie, a ty?
– Skąd bym o tym wiedziała w innym przypadku?
   Otworzyła drzwi. Weszli do drugiego pokoju.
– Co powiemy Sarze?
– Nic. Ona nic nie pamięta – odrzekła Julia. – Chyba wiem czego
pragnie, ale wciąż nie wiem, czego się najbardziej obawia.
– Piękne i bogate miasto – rzekła Sara, – ale tęsknię za otwartą
przestrzenią i nie wiem czemu.
Julia i Mark spojrzeli po sobie.
– Jadłyście lody, kiedy byłem zajęty?
– Nie – rzekła Sara.
– To pójdę kupić.
– Mogę iść z tobą, tata?
– Jasne, kochanie.
– Tylko nie znikajcie na długo. Lubię być sama, ale nie za długo.
   Pojechali windą na dół.
– Dobrze, że poszłaś ze mną. Mam parę pytań. Wygląda na to, że uczę się od ciebie. Trochę się otrząsnąłem więc jestem gotowy cię zapytać. Dlaczego wcześniej nie widziałem tych blizn?
– Nie znam mechanizmu działania tego wszystkiego. Nie sądzę, aby to wymyślił Dragonn. On jest tylko przekaźnikiem. Boisz się nadal, prawda?  
Nie dała mu odpowiedzieć. Kontynuowała monolog.  
–Teraz ja z kolei zapytam ciebie, aby się upewnić. Jako Mark, nie miałeś wizji jak wygląda On-thi?
– Nie – odrzekł wprost.
– Sara ma ciało On-thi, kiedy ta była jakieś dziesięć lat młodsza –
odrzekła Julia.
Kupili lody i pojechali na górę. Kiedy wychodzili z windy, Mark zapytał.
– Naprawdę nie można nas zabić?
Pamiętał, że rozmawiali o tym, ale nie przypominał sobie kiedy.
– Jedno z naszej czwórki można.
– Och tak! Kogo?
– Zdziwisz się. Dragonna Keer. I tylko ty możesz to zrobić. I tylko
swoim mieczem.
Kiedy mieli wejść do pokoju, Julia zastąpiła mu drogę.
– Co się stało?
– Jako Mark mogłeś uratować Henrego, a wcześniej Samuela. Lecz nie ma człowieka na ziemi, który mógłby uratować Lindę. Kim jesteś Mark?
Nie zdołał ochłonąć po tym pytaniu, bo Julia powiedziała coś
równie mocnego.
– Mam tylko trzy szanse jak dzisiaj, nie zmarnuj następnej. Jeśli Sara śpi, nic mnie nie powstrzyma, bo pragnienie ciebie pali mnie jak ogień. I wiem, że mi nie odmówisz.
– Czemu nazywasz mamę po imieniu? – zapytał słabo.
– To nie jest moja mama, wiesz o tym. Poza tym jest teraz moją rywalką.
    W tym momencie Mark wszystko zapomniał. Poczuł tylko, że kolana mu drżą i nie wiedział dlaczego.  
Natomiast Julia zapomniała w tej chwili, że jest Seen. Pamiętała jednak, że niedawno stała naga przed ojcem i nie wiedziała dlaczego, choć czuła podświadomie, że miała powód. Lecz to bardzo jej nie poruszyło. Zaczęła się zastanawiać dlaczego nie czuła się winna ani zawstydzona z tego powodu. I to bardziej
absorbowało jej wnętrze niż to, że stała prze nim nago.  
Mimo, że Seen w postaci Julii „płonęła” w środku, pamiętała że powinna respektować, że jest teraz w ciele jego córki i pewne sprawy nie powinny pójść za daleko.  
Nie wiedziała jeszcze kilku spraw. Tego, że Sara spała, ale coś ja obudziło...
Sara śniła i ten sen ją obudził. A teraz czekała, by im to powiedzieć.
Julia położyła dłoń na klamce lecz zanim ją nacisnęła, poczuła że czas się zatrzymał. Nic się nie stało, żadna wizja nie przyszła… Jednak...
Coś ją uderzyło w sensie mentalnym. Ponad wszelką wątpliwość parę minut temu stała przed nim nago. Lecz nie jako Seen. Uświadomiła sobie, że jako Seen wie o Julii, lecz jako Julia nic nie wie o Seen. Przez jeden ułamek chwili wiedziała teraz, że się myli co do siebie. Nie tylko, że nie wiedziała kim jest Julia. W tym momencie w ogóle nie wiedziała kim jest! Ale trwało to tylko małą chwilkę. Znowu zaczęła odczuwać jak Julia.
Jako ta, pokonała tylko to, że odkryła przed nim swoje ciało. Ale było coś jeszcze. Do tej pory sądziła, że to wszystko jest trudne. Teraz uświadomiła sobie, że to jest niemożliwe. Do tej pory mówiła mu, jako Markowi, jej ojcu, że nic nie wie o „tych sprawach”. Ale teraz poczuła, że jest inaczej. Czuła, że pragnie go jak Seen, ale na pewno odczuwała to w ciele Julii. Wiedziała w jakiś sposób, że on
musi potraktować ją jak córkę. Z drugiej strony wiedziała, że Mark, jako ojciec Julii, nigdy tego nie zrobi. A jeśli zrobi to jako Marr w stosunku do Seen, to nie będzie działać.  
O czymś zapomniała, lecz przez ułamek chwili
wiedziała co to jest. Czego boi się księżniczka Seen i kim jest Julia? Przez chwilę pomyślała o Bogu, do którego Sara się nieraz modliła. Może powinna poprosić? Jako Julia czuła, że Bóg istnieje. Jako Seen miała pewność. Ale z jakiegoś powodu nie mogła o to prosić. Nie mogła...
Weszli do apartamentu. Sara siedziała przy stole. Kiedy weszli,
odwróciła się do nich. Jej oczy paliły się stalowym blaskiem.
– Powiem wam coś, czego nie wiecie, Marr i Seen.
– Nie jechaliście pół dnia do Or. Zajęło wam to miesiąc i dużo się
w tym czasie wydarzyło.
Gdy tylko to powiedziała, jej oczy wróciły do normalnego koloru
i znowu o wszystkim zapomniała...
Tu w XXI wiecznym Singapurze minęła może jedna sekunda, lecz
w ciągu tego ułamka chwili Marr i Seen przypomnieli sobie wszystko.
Tamten miesiąc. Dwanaście tysięcy lat temu.
* Kominek odgrywa pewne znaczenie. W tym opowiadaniu pewne symbole i słowa odgrywają istotną rolę.

202 czyt.
100%2
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2652 słów i 14953 znaków. ·

Dodaj komentarz