Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 9

— To dobrze.
Potem poszli do kuźni. Kerst miał pewność, że jej nie widział. Greyann pokazał mu jak się kuje. Do późnego południa Kerst kuł żelazo. Greyann zasugerował zamianę rąk. Kerst spróbował, szło mu dużo gorzej kiedy trzymał młot lewą ręką. Ale dla prawicy była to ulga.
— Nauczysz się. Nauczę cię władać mieczem i lewą ręką, to bardzo przydatne. Jutro rano nie będziesz mógł ruszać dłońmi, więc będziesz pracował na miechu, jak ja dzisiaj. Trochę rozwiniesz inne partie mięśni.
Po skończonej pracy w kuźni Kerst rzeczywiście czuł się zmęczony.
— Widzisz tam? — Greyann pokazał na małe wzniesienia          — Pojedziesz na koniu. To zupełnie blisko. Znajdziesz wodospad i ciepłe źródło. Dobrze ci zrobi na zregenerowanie ciała.
— Greyann, możesz mówić, żebym rozumiał? Co było to wodo... i to drugie.
Stary zaczął się śmiać.
— Wodospad. Woda spada z wysokości. Zobaczysz. A zregenerował znaczy odnowił, wzmocnił. Źródło jest nie tylko ciepłe, a w wodzie jest coś rozpuszczone, co sprawi, że poczujesz się mniej zmęczony. Ja będę gotował zupę.
Kerst zebrał się i osiodłał Sa. Czuł się bardzo zmęczony. Jechał powoli, bo nie chciał spaść. Chciał wziąść ze soba miecz, ale Greyann przekonał go, że nie potrzebuję żadnej broni. Co prawda mówił mu już, ze okolica jest niezamieszkała, ale chłopiec nie przyjął tego zbyt poważnie. Po jakimś czasie ( to był kwadrans, ale Kerst nie miał poczucia czasu w sensie godzin. Czas mierzono klapsydrami. Zmiana straży odbywała się śrdnio co dwie godziny).
chłopiec zwrócił wagę, że krajobraz się zmienił i wzgórza zaczęły być porośnięte trawą. Z powodzeniem można było przejechać koniem. Kerst rozgladał się uważnie. W końcu przestał.
— Skoro powiedział, że nikogo nie spotkam, to pewnie tak będzie. Muszę mu ufać.
Po jakimś czasie usłyszał szum. Nigy jeszcze czegoś takiego nie słyszał. W końcu odkrył źródło hałasu.
— A wiec to jest wodospad.
Woda spływała z małej skały. Może z piętnastu yardów. Na dole utworzyło się małe jeziorko. Powietrze miało świeży zapach. Chłopak podjechał jeszcze trochę. W końcu zobaczył małą kotlinkę, a w niej kilka małych zagłębień z wodą. Woda nie była przezroczysta. Miała mocno zielony kolor. Kerst czuł jakiś zapach. Niezbyt miły.
Trzeba spróbować, pomyślał.
Zaczął zdejmować ubranie. Kerst był raczej wstydliwy. Rzadko kiedy kąpał się zupełnie nago. W sumie prawie nigdy. W czasie służby, chłopcy kąpali się nago w jeziorze, ale nie było co do tego przymusu. Niektórzy kapąli się w kalesonach. Kalesony nosili tylko mężczyźni. Kobiety miały długie koszule, ale oczywiście Kerst o tym nie wiedział. Sprawy związane z kobiecym ciałem były dla niego tabu. Wiedział, że kobieta jest zbudowana inaczej, ale dokładnie jak, nie miał pojęcia.
Wszedł do wody. Od razu poczuł ulgę. Woda była gorąca. Czuł pod stopami skałę. W końcu wyczuł, że woda wypływa z dna. Ta która wypływała z dna, miała cieplejszą niż w całym zbiorniku. Chłopak miał wrodzoną inteligencję i od razu pomyślał, że gdzieś musi być ujście. I rzeczywiście, wyczuł dłońmi, że z boku woda wypływa. Postanowił zapytać o to Greyanna. Ale teraz zamknął oczy i rozkoszował się miłym uczuciem. Literalnie czuł, że ból dłoni i nadgarstków przechodzi. Starał się o niczym nie myśleć. Ale to wydawało się niemożliwe. Natychmiast przyszła myśl dotycząca siostry. Czy jest bezpieczna i czy ma się dobrze. Pomyślał też o rodzicach i całej tej wojnie. Kiedy się nieco uspokoił, zaczał rozważać kim właściwie jest jego nowy przyjaciel. Nikt nie żył tak długo. Trzeźwy umysł Kersta nie chciał się poddać. Do tej pory obserwował przyrodę, głównie chmury i pogodę. Nie rozumiał wiele, ale miał przekonanie, że wszystko jest do wytłumaczenia. Ale z drugiej strony sprawa związana z Halsą nie była taka prosta. Faktycznie nie rozumiał jak to możliwe. Wierzył siostrze, że te wiadomości, które mu przekazywała, pochodziły od Rey. Sam ją słyszał. Ale jak to mogłobyć możliwe, nie rozumiał. Sama Halsa mu wspomniała, że ma jakieś własności, ale znowu nie wiedział dokładnie, jakie. Nigdy się nie dowiedział co się właściwie wydarzyło zanim uderzył Sergenta, a to co zrobiła Halsa z Kruunem i jego przybocznymi, stało się kiedy chłopak jechał z Atamirą, więc o tym również nie wiedział.
Na szczęście myśli uleciały. Kerst poczuł się wypoczęty. Woda sprawiła mu przyjemność, ale miała nieprzyjemny zapach. Kerst wyszedł z wody. Zasłonił machinalnie intymność i sam się roześmiał. Przecież nie było nikogo kto mógłby patrzeć. Po za Sa. A koń spojrzał tylko i dalej skubał trawę. Jednak Kerst miał mały kłopot. Zamierzał iść do wodospadu, a nie chciał zamoczyć ubrania, bo później musiałby je prać. Szedł nago, a obok szedł za nim Sa. Mimo, że nie było nikogo, czuł się dziwnie. W końcu doszedł do wodospadu. Wszedł pod strumień wody. Woda wodospadu była zimna, ale nie lodowata. Chłopak stał kilka dobrych chwil. Miał pewność, że nieprzyjemny zapach zniknął. Zastanowił się chwilkę. Słońce grzało mocno. Położył się na skale, na plecach. Potem przekręcił na brzuch. Ta pozycja wydawała się mniej wygodna ale jakoś wytrzymał. Miał już suchą skórą i mógł założyć ubranie. Czuł się zupełnie wypoczęty. Powrotna droga zajęła mu dużo miej czasu niż kiedy jechał do wodospadu. Dojechał do zabudowań. Zanim wszedł do domu wyszczotkował Sa i nalał mu świeżej wody ze studni. W stajni nie było ani kur ani krówki. Kerst miał pewność, że są w ogrodzie. Do ogrodu prowadziła ścieżka, a samo wejście zdobiła bramka. Greyann zrobił ją z drewna. Porastały ją pnącza winogron. Dostrzegł kurki. Chodziły po ogrodzie i grzebały w ziemi. Kamila skubała trawę. Matylda przybiegła pierwsza, a w chwile potem dwie pozostae kury. Patrzyły na niego.
— To trzeba wam przyznać, że jesteście bardzo zmyślne.
Ale kury stały i wyraźnie na coś czekały.
— Witaj Matyldo, witaj Aksano i Anastazjo.
Kurki gdaknęły i poszły z powrotem na grządki.
— Coś takiego, chciały się przywitać! — powiedział do siebie.
Kerst podszedł do Kamili i również przywitał ją podobnie. Kamila delikatnie dotkneła go swoim wielkim łbem po torsie. Po tym wydarzeniu chłopak zawsze się z nimi witał, wołająć po imieniu.
Poszedł do domu. Ale chata była pusta. Na piecu stał wielki gar z zupą. Kerst czuł głód i już miał sięgnąć po wielką, drewniana łychę, ale zatrzymał się w pół drogi.
Poczekam na Greyanna, przecież nie umieram z głodu, pomyślał.  
Nie bardzo wiedział gdzie jest jego przyjaciel. Tak, pomyślał o nim właśnie tak. Znał go bardzo krótko, a przecież odbierał go nawet mocniej niż Rexana.  
Nie miał pojęcia ile czasu minęło. Usłyszał że ktoś jedzie na koniu. Rozejrzał się za jakąś bronią, ale nic nie znalazł. Zanim coś pomyślał, wszedł Greyann.
— Och to ty, trochę mi narobiłeś stracha. Nie miałem żadnej broni. Łuk w stodole, a ty musiałeś zabrać miecz.
— Wziałem na wszelki wypadek, ale tak jak sądziłem, nikogo nie spotkałem. Nie cieszysz się?
— Chcesz powiedzieć, że znalazłeś Chmurę?
— A po cóż innego miałbym jechać!
Kerst spojrzał szybko na starego i wybiegł na dwór.  
— Chmura, moja kochana.
Klacz zarżała krótko i stała spokojnie. Kerst objał jej kark i przytulił głowę do jej szyi.  
Chmura patrzyła na chłopca. Delikatnie przejechała głową po jego twarzy. Kerst nie miałby nic przeciwko gdyby go nawet polizała swoim szorstkim językiem, ale klacz tego nie zrobiła.  
Chłopiec dał jej wody i zaczął ją czyścić.
— Wybacz mi Chmura, nie zapomniałem o tobie. Czekałaś!
Kiedy skończył ją czyścić i czesać zaprowadził ją do stajni. Sa od razu ją poznał. Wydał krótki radosny odgłos. Kerst pomyślał o czymś i uśmiechnął się sam do swoich myśli. Nie czekał długo. Po chwili do stajni wbiegły kurki, a zaraz potemi weszła Kamila.
— Przedstawiam wam moją kochaną klacz. Chmura. Chmura to jest Matylda, Anastazja i Aksana. A to jest Kamila. No to już się poznaliście. Muszę lecieć, bo jestem bardzo głodny.
Po drodze Kerst śmiał się sam do siebie.  
— Nie zjadłeś zupy. Myślałem, że będziesz głodny.
— Chciałem, ale pomyślałem, że zjemy razem.
Kerst wyjął dwie miski i nalał. Piec był wciąż ciepły i zupa była nadal gorąca.
— Mam nadzieję, że się nie przypaliła.
Usiedli. Kerst zanużył łyżkę. Była gładka i stalowa. Greyann dał mu ręką znak, żeby poczekał.
— Dzieki ci Panie Boże za ten posiłek. Proszę i dzięki składam za wszystko w imieniu Jezusa Chrystusa.  
— Amen — powiedział Kerst.
— Amen — powtórzył Greyann. Nie dziękowaliście przed posiłkiem?
— Tak, tak. Zawsze. Przepraszam.
— Jedz, mam nadzieję, że ci będzie smakować.
Zupa była pyszna.
— Poza nauką walki chciałbym uczyć cię pisać i czytać. Chciałbyś?
— Bardzo. Możesz mnie uczyć liczenia. Aksana jest lepsza ode mnie.
Greyann się tylko uśmiechnął.
— Dobrze, zgoda. Będziemy to robić wieczorami.
— Nie widziałem żadnych ksiąg. Z czego będziemy czytać.
— Mam jedną. Najlepszą. Pismo Święte.
Greyann poszedł do drugiej komnaty i przyniósł księgę w czarnej oprawie.
— Delikatna skóra. Jeleń?
— Syntetyczna.
— Proszę?
— Wygląda jak skóra, ale to nie skóra.
— Rozumiem. Może kiedyś przywyknę do tych dziwnych nazw.
— Tak, prawdopodobnie. Byłeś w ciepłych źródłach i pod wodospadem?
— Tak, czuję się zupełnie wypoczęty. Musiałem przejść nago ze źródła do wodospadu. Trochę się wstydziłem.
— Przywykniesz. Nikogo tu nie ma.
— Pamiętam, że mi to mówiłeś. To troche dziwne. Okolica piękna i nikogo. Dziwne.
— Tak już jest czasem — powiedział Greyann. To jak, jesteś gotowy podać rękę Kruunowi?
— Wolałbym nauczyć się szybkiego strzelania.
Greyann nic tym razem nie powiedział.  
— To co, chcesz zacząć naukę pisania i czytania?
— Dobrze.
Po chwili Greyann przyniósł rolki papieru, które Kerst widział pierwszy raz. Greyann przyniósł rownież atrament i gęsie pióra.  
— Dobrze napiszę ci najpierw litery. Widzisz jak trzymam pióro? To nie miecz, ale i miecza nie trzyma się zbyt mocno. Wszystko jest kwestią praktyki i chęci. A może chęci i praktyki. Zaczynamy.
                              *
Sala tronowa wyglądał bardzo okazale. Podłoge miała z podobnych materiałów jak w reszcie pałacowych sal. Stały tu piękne rzeźbione krzesła. Jednak najbardziej okazały był tron. Był nieco wiekszy niż krzesła i w zasadzie różnił się tylko tym od krzeseł, ze miał złote ornamenty. Halsa sądziła, że ministrowie będę starsi, ale okazało sie, że są w podobnym wieku jak inni. Dopiero teraz Halsa uświadomiła sobie, że Rey jest najmłodsza. Miała przecież tyle lat co ona.  
— Drodzy ministrowie. Pragnę wam przedstawić moją umiłowaną przyjaciółkę Halsę.
Wszyscy ministrowie skłonili się nisko. Halsa oddała im wszystkim pokłon.
— Możesz mówić, Ministrze mądrości.
— Dziękuję ci umiłowana królowo południowych zorzy o włosach jak przedni onyx z królewskich kopalni, o oczach jak przednie szafiry, skórze w kolorze wypieczonego chleba. Jako minister mądrości pragnę wypowiedzieć imiona twojej i naszej przyjaciółki, Halsy. Jeśli w czymś uchybię, zechciej wybaczyć, ty królowo Rey i ty przyjaciółko królowej południowych zorzy.
— Mów drogi ministrze.
— Pragnę przekazać, że lud cały i my, rada, mamy radość w sercu, że nasze oczy mogły wreszcie ujrzeć przyjaciółkę twoją Halsę o włosach jak miedź z królewskich kopalni, oczach jak trawa soczysta z królewskiej łąki, przy którym bledną wszystkie przednie szmaragdy z królewskiego skarbca. O skórze w kolorze jednej części papki z dzewa sandałowego, jednej porcji złota i pięciu porcji mleka krów królewskich.
— Przyjaciółko moja, Halso miła. Czy masz jakieś uwagi? — zapytała Rey
— Jestem w pełni zadowolona. Kolor moich włosów jest miedziany. Ale ty królowo południowych zorzy określiaś ten kolor jako złoty zmieszany z sokiem malin.
Powstało małe poruszenie pośród rady.
— Zechciej wybaczyć najmilsza Halso. Twoje włosy są z pewnością w kolorze złota z królewskiego skarbca zmieszanym z sokiem malin z królewskiego ogrodu.
— Ależ drodzy ministrowie, możecie uważać kolor moich włosów jako miedziany. Dla mojej najmilszej przyjaciółki Rey, będą o kolorze złota zmieszanym z sokiem malin z królewskiego ogrodu.
— Szanowni ministrowie, dziękuję wam, że przybyliście. Teraz udam się do moich obowiązków, a wy udajcie się do swoich.
Rey wstała z tronu. Ministrowie powstali ze swoich krzeseł. Młodzieńcy otworzyli drzwi i wszyscy wyszli.
— Rey, umiłowana. Mogę pomóc ci w twoich obowiązkach?
— Jeśli zechcesz, najmilsza. Ale najpierw proszę cię, zechciej póść do mojej sypialni. Zapoznam cię z dziennym planem zajęć, królowej Rey.
Po chwili obie znalazły się w sypialni Rey. Oczywiście kłaniały się wszystkim napotkanym osobom.
— Siadaj gdzie chcesz, Halso umiłowana.
Halsa usiadła na krzesełku.
Zanim podam ci plan zajeć królowej południowych zorzy, pragnę cię o coś zapytać.
— Pytaj, królowo południowych zorzy.
— Mam wiele pytań, ale zaczne kolejno. Twoja sukienka jest śliczna, ale jeśli zechcesz możesz nosić taką jak ja mam na sobię. W moim królestwie wszyscy noszą różne ubrania i w różnych kolorach. Tylko królowa południowych zorzy nosi białe ubranie.
— To dlczego chcesz, żebym i ja takie nosiła? Będę się czuła szczególnie wyróżniona.
— Jeśli to uczynisz i zgodzisz się, moja radość będzie pełna.  
— Dobrze, Rey. Zrobię to z radością.
Rej podeszła do wielkiej szafy z orzechowego drzewa. Otworzyła drzwi. Szafa była wielka. I w zasadzie pusta. Tylko po jednej stronie na bambusowym kijku wisiały białe suknie i koszulki. Koszulki były bez żadnych ozdób. Ale Halsa zauważyła od razu, że są w dwóch rodzajach. Krótsze i dłuższe.
— Te dłuższe są do spania — powiedziała Rey.
— Tak myślałam. Tam są drzwi!
— Tak. W twojej sypialni, która znajduje się dokładnie po drugiej stronie jest podobna szafa i właśnie tędy będziesz mogła przychodzić do mnie, żebyśmy mogły sobie poszeptać.
— A ty nigdy do mnie nie przyjdziesz?
— Królowa południowych zorzy nie może nigdy opuszczać swojej sypialni w nocy.
— A jak chcesz siusiu?
Rey uśmiechnęła się ślicznie.
— Jesteś taka spostrzegawcza i mądra. Ale tego nie odkryłaś!
— Chcesz powiedzieć, że...
— Tak. Tu jest troche inaczej. Jesteś już kilka godzin. Och! Godzina to pół waszej straży, przepraszam. Nic nie zauważyłaś?
— Rozumiem. A co jeżeli chodzi o...
— Nie. Ani to co masz zwykle raz na miesiąć.
— Och. Właściwie powinnam się domyśleć. Czy wszyscy są w jednym wieku?
— Tak. Tylko królowa południowych zorzy ma wiek jak jej przyjaciółka.
— To znaczy nie ma dzieci i starszych?
— Nie.
— To znaczy nikt tu nie umiera?
— Nikt.
— Wobec tego i nikt się nie rodzi, prawda?
— Tak. Masz znowu rację, przyjaciółko moja.

225 czyt.
92%225
Alex1999

opublikował opowiadanie , aktualizował 18 maj, 7:16 w kategorii fantasy, użył 2721 słów i 15537 znaków. ·

Dodaj komentarz