Zdrada XXIV

Wypoczynek był potrzebny również mnie, nadmiar rozkoszy może być jednak wyczerpujący.
Czułam jak powoli, ustępuje to wewnętrzne rozedrganie, które zafundował mi Jan.
Musiałam teraz spokojnie zastanowić się jak najbardziej dopiec mojemu mężusiowi i jednocześnie zdobyć coś, czym będę mogła go szachować.
Dwie sprzeczności, na pierwszy rzut oka nie do pogodzenia.
Jeśli pokażę mu filmik, na którym daję dupy Jankowi lub Markowi to ukręcę bat na siebie, dam mu do ręki argumenty.
Jeśli zaś zobaczy filmik, jak pieprzy się z dziewczyną Janka, to wprawdzie to ja będę miała go w ręku, ale nie będę mogła uderzyć w jego ego.
Ja jednak chciałam upokorzyć mężusia, pokazać mu, że jego kutas nie potrafi zadowolić kobiety, że inni są dużo lepsi od niego.
No cóż, później zastanowię się nad tym, jak to zrobić.
Teraz chciałam, maksymalnie doświadczyć jak to jest z innymi, zanim zacznę rozgrywkę z mężulkiem.
Przez chwilę wyobraziłam sobie, jak jednocześnie dobierają się do mnie Jan z kolegą, jak ich kutasy wdzierają się w moją rozognioną cipę, jak ją rozpychają, wypełniają swoim nasieniem, które cienkim strumyczkiem ścieka po udach, plamiąc prześcieradło.
Czułam jak w podbrzuszu, zaczynają trzepotać motylki.
Kiedy dotknęłam krocza, poczułam śliską wilgoć wypływającą z mojej pochwy.
Irena uspokój się, skarciłam sama siebie, wytrzymaj jeszcze trochę, wieczorem jak dobrze pójdzie, to poszalejesz.
-Pójdę nad jeziorko! Usłyszałam głos Janka.
-Dobrze ja za chwilę też dołączę, przytaknęłam.
W domku było wyjątkowo gorąco, mimo otwartych okien nie było żadnego przewiewu.
No i nasze wcześniejsze igraszki, przeciągnęłam się z zadowoleniem na ich wspomnienie- spowodowały, że wprost ociekałam potem.
-Może popływamy, trochę się ochłodzimy? Zaproponowałam.
-Dobry pomysł! Cholera nie mam kąpielówek, entuzjazm Janka przygasł.
-Ja również nie mam stroju, ale to chyba żadna przeszkoda uśmiechnęłam się kusząco.
-Weź koc, ja zaraz dołączę.
Chciałam zmienić bieliznę na tę przywiezioną z domu.
Nie chciałam, żeby ten seksowny komplecik, który kupiłam, chcąc oczarować męża, żeby ten wydatek poszedł na marne.
Czułam, że jak chłopaki zobaczą mnie, ubraną w te prześwitujące cudo, to nie utrzymają kutasów na wodzy.
Kończyłam właśnie ubieranie, kiedy doleciał mnie chrzęst żwiru rozgniatanego kołami samochodu.
Przez szeroko otwarte okno ujrzałam jak samochód, z Anką za kierownicą wtacza się na podwórze i podjeżdża pod ganek.
Szkoda, że już przyjechali! Miałam nadzieję, jeszcze trochę pobaraszkuję z Jankiem.
Trudno! Muszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać do wieczora westchnęłam lekko zawiedziona.
Narzuciłam na siebie sukienkę i nie trudząc się jej zapięciem, wyszłam przed domek.
-Coś długo was nie było? Kupiłaś wszystko? Spojrzałam na koleżankę wychodzącą z samochodu.
Zobaczyłam, że się lekko zmieszała.
-Czyżby jakiś postój po drodze, uśmiechnęłam się kpiąco.
-Nie! Żaden postój, pech, po prostu pech, korki, kolejki i jeszcze ten upał westchnęła ciężko.
-Ale za to Ty masz szczęście! Kupiłam wszystko, facet w aptece jak go poprosiłam o tabletkę, to prawie zdębiał.
-Myślałam, że szczęką rozbije ladę, Anka zachichotała.
-Dlaczego? Spojrzałam zdziwiona.
-Na tym zadupiu?. Tutaj chyba kobiety w ogóle nie słyszały, że jest coś takiego jak tabletka "po".
-Ale kupiłaś? Spojrzałam zaniepokojona.
-Tak kupiłam, chociaż w życiu nie spodziewałabym się, że w tej pipidówce można coś takiego dostać.
-Mówię Ci, facet spoglądał na mnie jak na jakąś dziwkę, znowu zaśmiała się kpiąco.
Uf! Odetchnęłam z ulgą, chociaż jedna sprawa z głowy, miałam jakieś wyjście awaryjne na wypadek, gdybym zaszalała jeszcze bardziej.
Zresztą co to za szaleństwo?, biorę, to co już dawno mi się należy, poczułam jak wargi, wyginają się w uśmiechu.
Ciekawe co ją tak bawi, Marek wpatrywał się w stojącą w przy samochodzie Irenę.
Stojące nisko słońce przeświecało przez zwiewną sukienkę, uwydatniając jej zgrabny tyłeczek.
Miał wrażenie, że nie ubrała bielizny.
Wytężył wzrok i spojrzał uważniej.
Nie! Jednak ubrała, lekki powiew wiaterku rozchylił poły niezapiętej sukienki, odsłaniając cieniutkie prawie przezroczyste majteczki.
Czuł jak kutas, sztywnieje, kiedy przypomniał sobie ubiegłą noc, miał wtedy okazję poznać dokładniej ukryte teraz wdzięki.
-Gdzie Janek? Panującą ciszę przerwał głos Anki.
-Poszedł się ochłodzić, machnęłam ręką w stronę pobliskiego jeziorka.
-Niegłupie, ja chyba też tak zrobię, zobaczyłam jak koleżanka, kieruje się w stronę jeziorka.
-Irka! Zanieś zakupy do domu, ten upał mnie wykańcza.
-Marek Ci pomoże, uśmiechnęła się do ciągle siedzącego w samochodzie mężczyzny.
-Chyba nie tylko upał szepnęłam, podchodząc bliżej.
-Co sugerujesz? jej uśmiech, był lekko niepewny
-Masz plamę na pupie.
Zobaczyłam jak powoli, odwraca głowę i lustruje tył sukienki.
-Masz rację, musiałam na czymś usiąść.
-Chyba tak, uśmiechnęłam się kpiąco.
-Trzeba uważać, na co się siada.
Roześmiałam się, widząc jej zmieszanie.
Coś było na rzeczy, Anka taka wygadana tym razem nic nie odpowiedziała.
Prawie biegiem ruszyła w stronę widniejącego niedaleko jeziorka.
Kiedy zniknęła mi z oczu, odwróciłam się w stronę stojącego obok samochodu.
-Chodź, zaniesiemy zakupy, miałam zamiar jeszcze coś powiedzieć, kiedy zorientowałam się, że mnie nie słucha.
Siedział dalej w rozgrzanym pudle samochodu i jak zaczarowany wpatrywał się w we mnie, a dokładnie jego wzrok spoczywał na wysokości pasa.
Poczułam, jak robi mi się gorąco, no tak pomiędzy połami rozchylonej sukienki widać było cieniutkie majteczki, które prawie nic nie zasłaniały.
Cholera! Miałam w nich pokazać się dopiero wieczorem, a tu klops nici z niespodzianki.
Chrząknęłam, przerywając jego zapatrzenie.
-Co mówiłaś? Przeniósł spojrzenie na moją twarz, jednocześnie gorączkowo manewrował trzymaną w ręku gazetą.
Dopiero to zwróciło moją uwagę na wybrzuszenie wyraźnie odznaczające się na luźnych spodenkach.
-Miałeś mi pomóc! Nie komentując jego zachowania, wyjęłam z bagażnika jedną z toreb i ruszyłam do domku.
Po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiczek i chrzęst żwiru pod stopami idącego za mną Marka.
Ciekawe czy uda mi się go jeszcze bardziej nakręcić, przed oczami ciągle widziałam wypukłość w jego kroczu.
Sprawdzę przy okazji czy faktycznie zrobili sobie z Anką postój na małe bara-bara.
Jak zdążyłam poznać moją przyjaciółkę, to chyba nie przepuściła takiej okazji.
Zresztą sama mówiła, że musi teraz nadrobić przymusową wstrzemięźliwość.
Popuściłam wodze fantazji, wyobrażając sobie Ankę z wypiętą dupcią i stojącego za nią Marka jak wsadza kutasa w jej mokrą cipę.
Ja też tak chcę, o mało nie zawołałam.
W ostatniej chwili przygryzłam wargi prawie do krwi.
Z ust wyrwał mi się mimowolnie jęk.
-Co się stało, zaniepokojony Marek przyspieszył i zrównał się ze mną.
-Nic takiego, przyspieszyłam i prawie wbiegłam do domku.
Czułam, że znowu mam ochotę się pieprzyć- cholera czyżby coś mi podali, przecież nie minęła nawet godzina, a ja znowu mam ochotę na kawał dorodnego kutasa w mojej cipie.
Starając się opanować, położyłam torbę z zakupami na stole i odwróciłam się w stronę Marka, żeby zabrać od niego, to co on niósł.
-Daj, wyciągnęłam rękę i zamarłam w bezruchu.
Teraz wyraźnie widać było wybrzuszenie w spodenkach.
Kutas musiał już być sztywny, gotowy do działania przemknęła mi myśl.
Wyobraziłam sobie jak łapię za niego i zaczynam go ssać.
Coś z moich myśli musiało się odbić na twarzy.
Zobaczyłam jak Marek, upuszcza trzymaną torbę na podłogę i powoli podchodzi.
To było jak impuls, który wyzwolił tłumioną żądzę.
Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę tapczanu.

17 166 czyt.
100%344
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1432 słów i 8155 znaków, zaktualizował 24 sty o 18:11

Komentarze (4)

 
  • POKUSER

    POKUSER 23 stycznia

    Jest moc

  • Pawel1988

    Pawel1988 23 stycznia ip:8320144

    Niezły jesteś w pisaniu

  • Wili

    Wili 18 stycznia ip:94254155

    Czarodzieju , mam problem z twoim opowiadaniem ... w końcu przyjaciel Janka ma na imię Krzysiek czy Marek ? bo się trochę pogubiłam :/

  • Danka84

    Danka84 17 stycznia ip:838212

    Pliss dokończ to opowiadanie jak najszybciej ???? Jestem bardzo ciekawa jak się skończy...