Zdrada ? II

Na ulicach jak to w piątkowe popołudnie panował ogromny ruch.
Zaaferowani przechodnie gnali przed siebie, nie zwracając uwagi na innych.
Nawet nie spostrzegłam, kiedy znalazłam się niedaleko lokalu, w którym miała czekać Anna.
Przyśpieszyłam, chcąc jak najszybciej przejść przez ulicę.
Już prawie weszłam na przejście, kiedy nagle poczułam jak ktoś, chwyta mnie wpół i gwałtownie szarpie wstecz.
W tym samym momencie tuż przy krawężniku przemknął jakiś pojazd.
-trzeba uważać, usłyszałam za sobą głęboki głos.
Na nagle miękkich nogach odwróciłam się, dopiero teraz dotarło, do mnie, że zdecydowana reakcja nieznajomego uratowała mnie przed potrąceniem przez jakiegoś pirata drogowego.
-bardzo, chciałam podziękować, zaczęłam i zamurowało mnie, kiedy spojrzałam w oczy mojego wybawcy.
To były najbardziej niezwykłe oczy, jakie w życiu widziałam, brązowe ze złocistymi plamkami.
Stałam przed nim jak ciele i nie mogąc nic z siebie wydusić, zatopiłam się w jego spojrzeniu.
W końcu nieznajomy przerwał tę krępującą ciszę.
-na przyszłość proszę bardziej uważać, rzucił sucho, odwrócił się i odszedł, zostawiając mnie stojącą jak żona Lota na środku chodnika.
Z odrętwienia wyrwało mnie dopiero, potrącenie przez jakiegoś przechodnia, który zmierzył mnie oburzonym spojrzeniem.
-stoi taka i blokuje przejście, usłyszałam, kiedy mnie w końcu wyminął.
Dopiero to mnie oprzytomniło.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła właśnie osiemnasta, na szczęście byłam już prawie na miejscu.
Posłuchałam rady nieznajomego i ostrożnie przeszłam przez jezdnię.
Anka już była
Zobaczyłam jak macha ręką, żeby zwrócić moją uwagę.
Wyglądała oszałamiająco, jakby dopiero co otrzymany rozwód dodał jej blasku.
Z westchnieniem ulgi opadłam na krzesło.
-co się stało? Anka spojrzała zaniepokojona.
-to chyba nie mój dzień, uśmiechnęłam się sarkastycznie.
-dlaczego?
-Marek mnie ignoruje, o mały włos przed momentem byłabym rozjechana, a tak w ogóle to
życie jest do dupy, skrzywiłam usta w imitacji uśmiechu.
-gadanie, życie jest piękne, wolność jest piękna, Ankę wprost roznosiła energia.
-zaraz coś zamówimy, wypijemy i pogadamy, zobaczysz, od razu zrobi Ci się lepiej, roześmiana spojrzała na mnie.
-dobrze, poddaję się, jej zapał był zaraźliwy.
Po chwili stały przed nami dwie szklaneczki z cuba libre.
W miarę opróżniania kolejnych szklaneczek miałam coraz lepszy nastrój.
Czas upływał w miłej atmosferze, udało mi się wyprzeć z głowy myśli o powrocie do domu.
Miałyśmy już zakończyć nasze spotkanie, kiedy Anka zaproponowała jeszcze po jednej szklaneczce na koniec.
Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu kelnera, kiedy zauważyłam Jego, mojego tajemniczego wybawcę.
Siedział dwa stoliki dalej, w towarzystwie jakiegoś faceta.
Wyglądali na mocno pogrążonych w rozmowie, nie zwracali uwagi na otoczenie.
Wyglądał dokładnie tak jak ucieleśnienie moich dawnych marzeń o rycerzu na białym koniu.
-co się stało, Anka zaniepokojona moich bezruchem potrząsnęła moją ręką.
Oprzytomniałam i szybciutko usiadłam, nie chcąc zwracać na siebie uwagi.
-to mój wybawca, czułam, jak mój głos trochę się łamie.
-wybawca, Anka przeciągnęła to słowo, patrząc jednocześnie jak na osobę pozbawioną rozumu.
-tak! Uratował mnie, potwierdziłam i zaczęłam opowiadać.
-W miarę jak Anka dowiadywała się więcej szczegółów, jej głowa coraz częściej zwracała się w stronę dwójki mężczyzn siedzących dwa stoliki dalej.
-niezłe ciacha oceniła po kolejnym spojrzeniu.
-wiesz, jeden z nich wydaje mi się znajomy.
-który?
-ten siedzący po lewej stronie, doprecyzowała.
Odetchnęłam, to nie mój wybawca.
-powinnaś mu podziękować, że cię uchronił, Anka zaczęła coś kombinować, może ich zaprosimy do stolika?
-przecież miałyśmy wychodzić? Zdziwiłam się.
-spieszysz się gdzieś, spojrzenie Anki było bardzo wymowne.
-jutro sobota, nie musimy się nigdzie spieszyć.
-spójrz, jakie niezłe sztuki kiwnęła głową w stronę stolika z mężczyznami.
-dopiero, co się rozwiodłaś, jesteś wolna i znowu chcesz zaczynać?
-Irena ty chyba zgłupiałaś? Anka spojrzała na mnie z kpiną.
-przecież nie mam zamiaru znowu włazić w jakiś związek, ale wiesz, już dawno nie miałam faceta.
-wcześniej musiałam żyć jak mniszka, żeby temu złamanemu kutasowi nie dać żadnego pretekstu.
-zresztą ja jestem monogamiczna, nie szukam drugiego, póki z kimś jestem.
-wiesz, już prawie zapomniałam, jak to jest z facetem, czuć jego dłonie na ciele.
-to tak jak u mnie, wyrwało mi się spontanicznie.
-Ty? Przykładna i szczęśliwa mężatka, spojrzała zaciekawiona.
-zawsze Ci zazdrościłam.
-niestety, było, ale się skończyło, wyobraź sobie, że ostatni raz byliśmy ze sobą jakieś pół roku temu.
-żartujesz?, Podobno Marek ma duże potrzeby, sama mi mówiłaś.
-miał, kiedyś, teraz nawet nie udaje, że interesuje się mną, uśmiechnęłam się smutno.
-nawet dzisiaj, jak dzwoniłaś, brałam właśnie prysznic, kiedy podawał mi telefon.
-nawet nie spojrzał na mnie, potraktował jak przedmiot, czułam, że za chwilę się rozpłaczę.
-głupek, wyrwało się jej spontanicznie.
-a może on ma kogoś na boku?
-nie chyba nie, przynajmniej nic o tym nie świadczy.
-jak to nie świadczy, oburzyła się, a ten brak zainteresowania?.
- mówię ci, nie ma takiego faceta, który by wytrzymał tyle czasu bez seksu.
-na pewno ma, tylko Ty nie chcesz tego dostrzec.
-zainteresuj się tym, sprawdź jego komórkę, albo wynajmij jakiegoś detektywa, niech pochodzi za nim, Anka zasypała mnie radami.
Dalsze rozważania na temat Marka i jego domniemanej kochanki, przerwał widok kelnera, który w końcu podszedł do naszego stolika.
-idziemy już czy jeszcze posiedzimy, Anka spojrzała na mnie.
-nie, jeszcze posiedzimy, zdecydowała widząc moją minę..
-musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć.
-proszę nam podać jeszcze raz to samo.
Pochyliła się w stronę kelnera i coś mu szepnęła do ucha.
Zobaczyłam jego zdziwioną minę, ale po chwilę uśmiechnął się i skinął głową.
-i proszę to doliczyć do naszego rachunki, dodała.
-co mu powiedziałaś? Byłam ciekawą, co też ta wariatka wymyśliła.
-Zaraz się dowiesz, odwróciła się i obserwowała kelnera, który właśnie szedł z naszym zamówieniem.
Zaciekawiona jej zachowaniem też zaczęłam go obserwować.
Naprzód podszedł do stolika, przy którym siedział mój Wybawca, postawił dwie szklaneczki jakiegoś trunku.
Zobaczyłam, jak coś do nich mówi i wskazuje na nasz stolik.
-Anka, co Ty kombinujesz? Spojrzałam podejrzliwie na koleżankę.
-Nie uważasz, że należy jakoś podziękować facetowi, który cię uchronił przed wypadkiem, uśmiechnęła się szelmowsko.
-nie wygłupiaj się, co oni sobie pomyślą, czułam, jak się rumienię.
-jeśli są normalni to, że tutaj są dwie napalone laski, które chcą ich poderwać, w jej oczach zabłysły szelmowskie iskierki.
-zobacz sama, niezłe ciasteczka z nich, oblizała wargi koniuszkiem języka, chętnie bym któreś z nich schrupała, dodała, obserwując cały czas nieznajomych.
Czułam, jak rumieniec na moich policzkach się pogłębia, jeszcze tylko brakuje, żeby któryś z nich podszedł do nas.
No tak, chyba wykrakałam, zobaczyłam jak jeden z nieznajomych, wstaje od stolika i kieruje się w naszą stronę.

36 015 czyt.
19949100% 20
merlin

merlin opublikował opowiadanie , aktualizował 4 sie 2016 w kategorii erotyczne, użył 1295 słów i 7517 znaków. ·

Komentarze (4)

 
  • Olciiak

    Olciiak 4 sie 2016 ip:8522240

    Cudo czekam na kolejną część

  • onaoan

    onaoan 2 sie 2016 ip:37248161

    Biuru?

  • xx

    xx 1 sie 2016 ip:37248164

    Czekam na kolejna czesc

  • Mmm

    Mmm 31 lip 2016 ip:188146186

    Ciekawe czekam na next