Zastępstwo VII

Zacząłem się zastanawiać nad szokującą informacją od Adiego, ciekawe, co chce moja ex?.
Nie mogłem uwierzyć w jej nagły wybuch uczuć macierzyńskich.
Przypomniałem sobie, jak nas porzuciła, jej chłód, sposób, w jaki kontaktowała się ze mną po złożeniu pozwu, miałem wtedy wrażenie, że nawet jej adwokat ma za złe jej zachowanie.
Jedno muszę przyznać, nie usiłowała obarczyć mnie winą za to, co robi.
Wyglądało to, przynajmniej dla mnie jakby nagle przestało jej zależeć na synu, na naszym związku, jakby chciała, żeby to wszystko się skończyło, odpłynęło w niebyt.
Zachowywała się jakbyśmy nigdy, nic dla niej nie znaczyli.
I udało się jej doprowadzić do tego, że nie robiłem żadnych problemów, nawet nie usiłowałem walczyć, przekonać ją, siebie, sąd, żebyśmy mogli mieć szansę na naprawę tego wszystkiego.
Zgodziłem się na wszystko, co chciała, żeby jak najszybciej zniknęła z naszego życia.
Muszę jednak przyznać, że w rzadkich chwilach, ważnych dla Rafała datach, myślałem o tym, co robi jego matka, jak jej się wiedzie, czy choć czasami myśli o swoim potomku.
Nie zauważyłem, kiedy dziewczyny weszły, dopiero głos Anki wyrwał mnie z tego swoistego stuporu.
-skąd znasz szefa? I dlaczego nie powiedziałeś mi o tym? Spojrzała w oczekiwaniu na odpowiedź.
-stare dzieje, nie ma czym się chwalić, machnąłem lekceważąco ręką.
-ale przecież wiedziałeś, że tam pracuję, mogłeś, chociaż coś wspomnieć, a tak wyszłam na kretynkę, w jej głosie zabrzmiał wyrzut.
-nie przesadzaj, to znajomość z dawnych czasów, chmurnych, ale durnych uśmiechnąłem się melancholijnie.
-Ty też nic nie opowiadasz o znajomych, chociażby o tej uroczej dziewczynie wskazałem na milczącą Ewkę.
-to, co innego.
-no dobrze skończmy ten temat, nie chciałem zaogniać sytuacji, lepiej opowiedzcie, jak się wam tam pracuje, zwekslowałem rozmowę na bezpieczniejsze tory.
Siedziałem zrelaksowany, popijając drinka i słuchałem opowieści dziewczyn.
Były to jakieś ploteczki, typu, że któraś z koleżanek, zdradza, że jakiś kolega się rozwodzi, bo żona nie może dać mu dziecka, szczerze mówiąc, nie docierało to do mnie, bardziej skupiony byłem na obserwacji moich towarzyszek.
Musiałem przyznać, że obie robiły wrażenie, młode, zgrabne, Ewa była ciemną blondynką, niezły biust taki w sam raz, patrząc na niego, czułem, jak świerzbią mnie dłonie, żeby go objąć, poczuć jego jędrność, possać sterczące sutki.
Dodatkowego uroku dodawał jej jakby kpiący uśmieszek widniejący na ustach. Z tym krzywym uśmieszkiem wyglądała jakby całe otoczenie, miała w głębokim poważaniu i te nogi jak u rasowej klaczki, cienkie pęcinki, zgrabne łydki.
Eh, gdyby tak! Wyobraziłem sobie ją leżącą na łóżku odzianą w cienki peniuar, czułem jak kutas, drgnął.
Spokojnie Adaś, to, że trochę z tobą poigrała w taksówce, nie znaczy, że może być coś więcej, przywołałem siebie do porządku.
Anka była zupełnie inna, bardzo jasna karnacja, twarzyczka upstrzona delikatnymi piegami, ten jej lekko zadarty nosek, i co najdziwniejsze, jej brwi, ciemne, prawie kruczoczarne, podobnie jak burza włosów w tym samym kolorze okalająca jej głowę, były taką wyrazistą ozdobą jej twarzy, podkreślały jasną karnację.
Jak na kobietę była stosunkowo wysoka, prawie dorównywała mi wzrostem, a miałem metr osiemdziesiąt dwa.
No synek miał szczęście, że trafił na nią, poczułem lekkie uczucie zazdrości.
Muszę przyznać, że byłem dumny z takiej synowej.
-Adam ? Usłyszałem głos Anki.
-tak? Spojrzałem na dziewczyny lekko rozkojarzony.
-ja mam dosyć, idę spać.
-pokaż Ewce jej pokój i też się kładźcie, zobaczyłem jak, wstaje i kieruje się do wyjścia.
Kładźcie? Czyżby coś mi chciała zasugerować?
Nie to niemożliwe, chociaż coś było w jej głosie, jakby nutka oczekiwania, na moją reakcję.
-rozkaz moja pani rzuciłem w stronę jej pleców.
Stojąc już w progu, odwróciła się i spojrzała na Ewkę.
-pamiętaj, nie męcz już dzisiaj staruszka, niech się wyśpi, jutro też jest dzień, posłała mi uśmiech i nie czekając na ripostę, zniknęła.
-złośliwa wiedźma? Mruknąłem pod nosem.
-martwi się o pana, Ewcia pokazała w uśmiechu ząbki. Boi się, że może coś nie wytrzymać albo co gorsze stanąć, jej uśmieszek stał się dwuznaczny.
-co takiemu staruszkowi jak ja może stanąć, najwyżej serce, może żywiej zabić, podjąłem jej gierkę.
-Ejże! może jeszcze coś by się znalazło, co stoi, skierowała spojrzenie na moje krocze.
Zobaczyłem jak koniuszkiem języka, oblizuje wargi. Wyglądała jak smakosz na widok apetycznej potrawy.
Cholera faktycznie widać było wyraźnie namiocik, jaki utworzył mój sztywny kutas, czułem, że na policzki wypełza rumieniec.
No tak fizjologii nie da się oszukać, mój kutas był tego namacalnym dowodem.
Wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że już dawno nie gościł w ciepłej, wilgotnej norce.
-wypijmy! Podniosłem rękę z resztką napoju, za zdrowie uroczych dam, liczyłem, że w ten sposób odwrócę jej uwagę od mojego krocza.
-i może zaczniemy sobie mówić po imieniu? Zaproponowałem nieśmiało.
-zgoda! Podeszła bliżej i wysunęła rękę z napojem.
-jestem Ewa, jej usta przylgnęły do moich warg.
-Adam, zdążyłem powiedzieć, kiedy na chwilę odsunęła się, żeby postawić szklankę na stoliku.
Po chwili znowu poczułem jej miękkie wilgotne wargi na swoich ustach.
Poczułem smak whisky i jakiś taki nieuchwytny zapach ni to perfum, a może to jest zapach podnieconej kobiety.
-no ładnie gołąbeczki od drzwi doleciał nas głos Anki, zostawić was na chwilę samych.
-to tylko bruderszaft posłałem jej szelmowski uśmieszek, przeszliśmy na ty.
-Ewa była tak łaskawa, że się zgodziła, kontynuowałem lekko zażenowany tym, że synowa nas nakryła.
-mam nadzieję, że tylko na to, usłyszałem ciche mruknięcie Anki.
-przyniosłam ci balsam, o który prosiłaś, podała jej opakowanie z kremem.
-prezent od niego wskazała na mnie, będziesz miała okazję wypróbować czy dobry, francuski, prosto z Paryża.
-prezent? Ewka przeciągnęła to słowo, jakby je smakowała, z jakiej okazji.
-tak! Prezent z okazji urodzin.
-wiesz w tym domu, jeszcze kultywują takie dziwne okazje, jak urodziny, imieniny i takie tam machnęła ręką.
-no ja już uciekam, wy też idźcie się położyć, mam nadzieję, że nie razem, znowu mruknęła tak, żebym usłyszał tylko ja.
-cóż nie pozostaje jak być posłusznym, wstałem z fotela.
-chodź! Pokażę Ci twój pokój, wyciągnąłem w stronę Ewki rękę.
-proszę, zatoczyłem ręką łuk, wskazując wnętrze pokoju, dzisiejszej nocy to Twoje królestwo, tam masz łazienkę, wybacz, że nie ma wanny, jest tylko prysznic.
-w garderobie na pewno znajdziesz jakieś ręczniki, zresztą, gdybyś coś chciała, krzyknij, ja jeszcze chwilę posiedzę.
-ok, skinęła głową.
-to cóż dobranoc, rzuciłem, wychodząc z pokoju.
Nie zdążyłem jeszcze usiąść, kiedy doleciał mnie jej głos.
-Adam, mógłbyś przyjść?
-oczywiście! Znowu skierowałem się w stronę gościnnego.
Nawet się nie zdziwiłem, spodziewałem się czegoś podobnego, ciekawe, jaki pretekst znalazła, uśmiechnąłem się pod nosem.
-nie mogę znaleźć płaszcza kąpielowego, jej głos zabrzmiał żałośnie.
Przez chwilę myszkowałem po garderobie, faktycznie nie było.
-trudno musisz się bez niego obyć, chyba że zadowolisz się czymś innym, zaraz Ci przyniosę.
Przypomniało mi się, że niedawno kupiłem parę koszul flanelowych takich do chodzenia po ogrodzie, były dość obszerne, od biedy mogły zastąpić szlafrok, chociaż mogą być trochę przykrótkie, zachichotałem, wyobrażając sobie widok Ewci w takiej koszuli.
Jeśli nie ubierze majteczek, może być podniecający widok, na samą myśl o takim obrazku kutas znowu utworzył namiocik, co ja mówię namiot.
-dobrze, daj coś innego, wiesz, nie lubię spać w bieliźnie, wyszeptała, jakby zdradzała jakąś tajemnicę.
-rozumiem, ja również lubię czuć się swobodnie, pokiwałem głową ze zrozumieniem.
-zaraz coś zaradzimy na ten problem.
-chodź, coś sobie wybierzesz, pociągnąłem ją do swojej sypialni.
-może być, wyciągnąłem z opakowania koszulę i podałem jej.
-trochę przykrótka, zacząłem się sumitować, ale za to wyjątkowo wygodna, puściłem oczko.
-fajna, taka mięciutka, przytuliła policzek do materiału, jesteś cudowny, poczułem, jak muska mnie wargami.
-teraz się przebiorę, wyskoczyła z sypialni jak nastolatka.
Odprowadziłem ją wzrokiem, ogniskując spojrzenie na podskakujących pośladkach, kutas sterczący cały czas, zesztywniał jeszcze bardziej.
Ciekawe? Kiedy od słów przejdzie do czynów, jej zachowanie było wyraźnie prowokujące, przez moment miałem nawet ochotę bezpośrednio jej zaproponować, żeby została u mnie, że pomogę jej w kąpieli.
Szczerze mówiąc odeszła mnie ochota na sen, miałem ochotę na coś innego.
Posiedzę przed telewizorem, wypiję jeszcze jednego drinka i pójdę lulu.
Ledwo wszedłem do pokoju, zorientowałem się, że drzwi do gościnnego są uchylone, a Ewcia się przebiera.
W świetle kinkietu wiszącego nad łóżkiem doskonale widać było, jej zgrabną sylwetkę.
A kiedy jeszcze pochyliła się, zdejmując majteczki, pomiędzy udami zobaczyłem jej szparkę połyskującą w półmroku.
Ona to robi celowo, dotarło do mnie, może teraz wejść, czułem, że kutas jak kompas sterczy w kierunku wejścia do gościnnego.
Nie, jeszcze poczekam, zobaczę, jak daleko się posunie.
-dobranoc Ewo rzuciłem w stronę uchylonych drzwi.
Dobranoc, usłyszałem w odpowiedzi i jeszcze coś jakby jęk zawodu, a może przekleństwo.
Wszedłem do sypialni i zacząłem się rozbierać, byłem prawie pewien, że za kilka, kilkanaście minut będę miał gościa, że mój rycerz w końcu doczeka się ciepłej wilgotnej norki.

28 887 czyt.
97%362
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1768 słów i 10052 znaków, zaktualizował 16 paź 2016

Komentarze (2)

 
  • Ramol

    Ramol 17 paź 2016

    Twój styl Czarodzieju jest już rozpoznawalny i lubiany na całym świecie (a na naszej półkuli to już na pewno!). Czy widziałeś swe opowiadanko pisane chińskimi "krzaczkami"? Ja jeszcze nie i nie mogę się tego doczekać!

  • nanoc

    nanoc 17 paź 2016

    Dobre, stopniuje podniecenie i chęć czekania na następne.