Zastępstwo IV

Podróż taksówką trwała krótko.
Po kilkunastu minutach pojazd zatrzymał się przed wejściem do okazałego o nowoczesnej sylwetce budynku, w którym mieściła się redakcja.
No, nieźle, widzę, że moje udziały mają się dobrze, pierwsza ocena rządów mojego przyjaciela była pozytywna.
Muszę się bardziej tym zainteresować.
Kiedyś dając pieniądze, a właściwie wykupując udziały w niej, traktowałem to bardziej jako przysługę dla starego przyjaciela.
Ile to już lat? Nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy Adrian zaczął zajmować się mediami.
Chyba w 1990 prosił mnie, żebym zainwestował w jego gazetę.
No tak szmat czasu, dwadzieścia sześć lat już upłynęło.
Jacy to wtedy byliśmy młodzi, pełni ideałów, marzeń.
Życie później je zweryfikowało, chociaż ja nie mogłem narzekać.
-Adam! Z zamyślenia wyrwał mnie głos Anki.
-przepraszam, uśmiechnąłem się, już wracam, dodałem żartobliwie.
Ująłem ją pod ramię i weszliśmy do okazałego westybulu.
Zaraz w drzwiach zostaliśmy przywitani przez miłego recepcjonistę, który wskazał nam drogę do szatni.
-tutaj tak zawsze? Spojrzałem na Ankę.
-żartujesz, na co dzień kto miałby ochotę na takie wygłupy, zaśmiała się.
-wiesz dzisiaj to wyjątek, znasz powiedzenie, że reklama jest dźwignią handlu?
-oczywiście! Potwierdziłem.
-więc rozumiesz, musimy zrobić wrażenie na gościach no i na konkurencji, jej oczy zaskrzyły się złośliwie.
-0! Spójrz, wskazała dyskretnie głową, tam stoi naczelny Faktu ze świtą, tam z kolei prezes TVI
Spojrzałem w we wskazanym kierunku.
Faktycznie stał tam właściciel jednej z liczących się stacji.
Kiedy nasze spojrzenia spotkały się, lekko skinął głową i odwrócił się w stronę towarzyszącego mu mężczyzny.
To był Adrian- to on stał obok prezesa.
Czym prędzej się odwróciłem, nie chciałem robić widowiska, liczyłem, że uda mi się porozmawiać z przyjacielem w bardziej spokojnych okolicznościach.
-znasz go? Anka zauważyła naszą dyskretną wymianę uprzejmości.
Nie odpowiedziałem, odwrócony plecami od tej dwójki, starałem się jak najprędzej, zejść im z oczu.
-znasz? Anka dalej nalegała.
Już prawie dochodziliśmy do szatni, kiedy za plecami usłyszałem charakterystyczny głos.
-Adam?, czułem jak na plecach, ogniskują się spojrzenia co najmniej połowy obecnych w westybulu.
Nie chcąc dalej robić zamieszania, odwróciłem się powoli w stronę, z której dobiegał głos Adriana.
-Adaś, przyszedłeś jednak stary byku, zobaczyłem, jak rzuca się w moją stronę.
Poczułem jego ramiona obejmujące mnie i potrząsające mną jak workiem ziemniaków.
-wysłałem Ci zaproszenie, ale nie odpowiedziałeś, myślałem, że nie przyjdziesz.
Zachciało mi się śmiać na widok miny Anki zaskoczonej tą sceną.
Wcześniej nikomu nie mówiłem, że jestem współudziałowcem.
-witaj Adi użyłem imienia, którym posługiwaliśmy się w dawnych zamierzchłych czasach.
-miło Cię widzieć, uśmiechnąłem się i w rewanżu prawie do bólu ścisnąłem jego dłoń.
-stary numer, zaśmiał się, uwalniając swoją dłoń.
-wiesz, ja jestem tutaj jako osoba towarzysząca, wyszeptałem konspiracyjnie.
-kto jest tą szczęściarą? Zaśmiał się jowialnie.
-czyżby Ewa wróciła, dodał, poważniejąc.
-chciałbym, ale wiesz, że to niemożliwe.
- wybacz, obowiązki wzywają, skinął głową w stronę przybywających gości.
-później znajdziemy jakiś spokojniejszy kąt i porozmawiamy ok?
- zgoda.
-i pamiętaj przedstaw mnie swojej pani, pogroził żartobliwe palcem.
-znasz szefa? Anka patrzyła szeroko otwartymi oczami.
-nigdy nie mówiłeś, w jej spojrzeniu zobaczyłem wyrzut.
-stare dzieje, machnąłem lekceważąco ręką, lepiej czyń honory domu.
-prowadź o Pani, skłoniłem się dwornie, podając jej ramię.
Stolik, na którym zobaczyłem rezerwację, stał w całkiem ustronnym miejscu, dodatkowo towarzystwo- para współpracowników Anki, również sprawiała sympatyczne wrażenie.
Po wzajemnej prezentacji zaczęła się część oficjalna, parę drętwych przemówień, wyliczenie dorobku, pochwalenie się sukcesami.
Na szczęście trwało to krótko-jednak Adi tak bardzo się nie zmienił.
Pamiętałem, że podobnie jak ja nie znosił tych oficjalnych, sztywnych mów, pełnych gładkich sloganów, z których nic nie wynikało.
Ledwo oficjele skończyli, atmosfera zrobiła się swobodniejsza.
Kelnerzy zaczęli roznosić jedzenie, napitki, gdzieniegdzie słychać było ożywione dyskusje, wybuchy śmiechu.
Zaczęła również grać orkiestra, na szczęście żadna z tych nowych kapel.
Grali takie bardziej spokojne, stonowane kawałki.
Zrobiło się całkiem miło.
-Adam pozwolisz, zobaczyłem jak Anka, wstaje.
-oczywiście, ale czynisz to na własne ryzyko.
-państwo wybaczą, uśmiechnąłem się do pary siedzącej przy naszym stoliku.
-ja zamawiam następny, dziewczyna, która siedziała vis a vis, mnie pokazała w uśmiechu zęby, pamiętałem, że ma na imię nomen omen Ewa.
-drań, czego nie uprzedziłeś, że znasz naczelnego, usłyszałem jadowity szept Anki, kiedy znaleźliśmy się na parkiecie.
Nie odpowiedziałem, przytuliłem ja mocniej do siebie i ruszyliśmy w tany.
O dziwno całkiem nieźle mi szło, nie wiem tylko, czy to moje subiektywne odczucie, czy zasługa partnerki.
Chyba jednak partnerki, nigdy nie byłem mistrzem parkietu, nawet w czasach dawno zapomnianej młodości, przyznałem samokrytycznie.
No na szczęście utwór zmierzał ku końcowi, niestety moje nadzieje okazały się płonne, orkiestra płynnie przeszła do drugiego.
-to za karę usłyszałem cichy podszyty śmiechem głos Anki.
-przecież byłem grzeczny, zaprotestowałem.
-grzeczny, Anka znacząco przeciągnęła to słowo.
-porozmawiamy na ten temat po powrocie, dodała z lekką pogróżką w głosie.
Odbijany, poczułem lekkie klepnięcie w ramie, obok stała nasza towarzyszka Ewa.
Z niechęcią wypuściłem z ramion Ankę i skłoniłem się przed nową partnerką.
Tym razem szło mi nieco gorzej.
Jednak wszystko zależy od partnerki, przypomniałem sobie wcześniejsze rozważania.
-Anka nigdy się nie chwaliła, że ma takiego sympatycznego teścia, poczułem, że Ewa, mówiąc te słowa, przyciska się mocniej do mnie.
Czułem jak jej udo, ociera się o moje, powodując lekką erekcję.
Musiała to wyczuć, ale nie odsunęła się, wręcz przeciwnie jeszcze mocniej przylgnęła do mnie.
W tym momencie zespół przerwał, odetchnąłem z ulgą.
Skłoniłem się i podając jej ramię, skierowaliśmy się do naszego stolika.
Uf, westchnąłem teatralnie, opadając na krzesło.
-co się stało, Anka z uśmieszkiem spojrzała na mnie.
-czyżby Ewa Cię zmęczyła?
-wiesz skarbie, w tym wieku taki wysiłek, no i te emocje, dwie takie śliczne niewiasty.
- nie wiem? Jak wytrzyma to moje skołatane serce.
-kokiet! Anka krótko podsumowała moje tłumaczenie.
-siłownia w piwnicy, mecze w piłkę ze znajomymi nie męczą? A dwa takie krótkie kawałki mają Cię wykończyć?
-to, co innego usiłowałem się bronić.
-gadanie, przerwała.
-Adam, to, kto jest tą Twoją wybranką, głos Adiego wybawił mnie z konieczności riposty.
-pozwolisz, że Ci przedstawię, wstałem i wskazałem na Ankę.
-wprawdzie nie moją wybranką, a szkoda, ale mojego syna uśmiechnąłem się do kumpla.
-ona? Zdziwienie Adiego było niebotyczne.
-czego wiedźmo nie powiedziałaś, że jesteś jego synową? Wskazał na mnie.
-bo nie wiedziałam, Anka zrobiła się purpurowa.
-czego nie wiedziałaś, że jesteś synową Adama, widać było, że Adi doskonale się bawi.
-że się znacie, rumieniec Anki powoli ustępował.
-też się dopiero dzisiaj dowiedziałam, dodała zła jak osa.
-właśnie a co tam u Rafała? Spojrzał pytająco.
-podbija Europę, a mnie oddał pod jego opiekę, wskazała na mnie.
-popatrz, zaśmiała się złośliwie. Minęło kilka miesięcy tej opieki, a już narzeka, że za stary, że serce Mu nie wytrzyma.
-hola moja Panno, czyżbyś chciała mnie obrazić? W głosie Adiego zabrzmiało rozbawienie.
-on jest moim rówieśnikiem, a ja nie czuję się staro, szczególnie w takim uroczym towarzystwie.
-pochlebca, to była Ewa.
-Adam, może pójdziemy do mnie? Jak znam swoich pracowników, na pewno zaraz któryś z nich zajmie się naszymi paniami.
-wypijemy, powspominamy stare dobre czasy.
-ok, zgodziłem się.
-a wy, Adi spojrzał surowo, na dziewczyny, bądźcie grzeczne, bo starszy pan o wszystkim będzie wiedział, pogroził palcem.
-idziemy?
-oczywiście, idziemy.

31 229 czyt.
100%282
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1493 słów i 8592 znaków, zaktualizował 11 wrz 2016

Komentarze (2)

 
  • Ramol

    Ramol 12 wrz 2016

    Hmmm... To tak Merlinie deprawujesz młodzież? W tańcu (i to pierwszym z daną panią) wypadałoby myśleć o motylkach, kwiatkach i podobnych urokliwościach! A Ty co? Przeżywasz stan swego zaganiacza!!! Wstyd chłopie, oj wstyd!

  • volvo960t6r

    volvo960t6r 12 wrz 2016

    Jak zawsze super część