Uzależniona. Rozdział trzeci. Drzazga.

Uzależniona. Rozdział trzeci. Drzazga.Niedzielne popołudnie było wymarzoną porą dnia, zwłaszcza dla osoby, która ma pierwszy raz od dwóch miesięcy wolną niedzielę. W domku numer cztery, znajdującego się na terenie ośrodka leczenia uzależnień „Nowy start” znajdował się ogromny pięćdziesięcio calowy telewizor, a tuż przed nim na skórzanej kanapie leżało zmęczone ciało Wojciecha Drzazgi. Męczyna korzystał z uroków życia, wiedząc, że od jutra znów czeka go harówka. Stanowisko szefa SUPO nie wymagało może ciężkiej pracy, ale męczyło psychicznie i wiązało się z dużą odpowiedzialnością.
   Seriale kryminalne emitowane o tej porze w jednej z niszowych polskich stacji telewizyjnych były dokładnie tym, o czym marzył. Nic tak nie odprężało, jak widok innych ludzi użerających się z patologiami społecznymi, zwłaszcza kogoś kto musi to robić na co dzień. Ten trwający od kilku godzin błogostan przerwał dźwięk telefonu komórkowego, który rozbrzmiał w liczącym dwadzieścia metrów kwadratowych domku.
   Mężczyzna już wiedział co to może oznaczać. Wszystkie rozmowy jakich się spodziewał zostały już tego dnia odbyte. Telefon o tej porze może oznaczać tylko, że żelazny zapis w jego umowie o prace mówiący o tym, że w razie potrzeby może zostać ściągnięty nawet w dzień wolny zadziałał.
Ostatnią nadzieją było to, że to tylko prośba, któregoś z pozostałych pięciu „supowców” o zmianę w grafiku, lub dzień wolny, i nie będzie musiał podnosić się ze swojego legowiska.
   Nadzieje dwudziestodziewięcioletniego strażnika moralności i porządku ośrodka zostały rozwiane, gdy na wyświetlaczu swojego służbowo - prywatnego samsunga dostrzegł napis KIEROWNICZKA.  
- Tak Pani Beato - rozpoczął rozmowę. Na jego twarzy kilka chwil później pojawił się grymas nie wróżący nic dobrego. Krótki komunikat szefowej skwitował słowami zapewniającymi ją o szybkim pojawieniu się w jej gabinecie. Nerwowym ruchem wyłączył telewizor i żwawym krokiem wyszedł z miejsca swojego kwaterunku.
   Cały kompleks znajdował się na oddalonej od plaży zaledwie o sto metrów dwuhektarowej działce. Był to spory teren, na którym mieściło się siedem małych domków i jeden duży kompleks przypominający mały hotel. W tym ostatnim zamieszkiwali podopieczni, tam było też biuro, areszt, kuchnia i administracja. Resztę budynków zwanych „domkami” zamieszkiwali pracownicy SUPO, wychowawcy i pracownicy gospodarczy. Lwią cześć całego terenu zajmowały wysłużone kompleksy sportowe i park.  
   Po kwadransie od telefonu w gabinecie kierowniczki rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejdź - odpowiedziała na nie czterdziestoletnia kobieta, wiedząc, że to na sto procent on. Nikogo innego się nie spodziewała.
- Witam Pani kierownik.
- Coś ty się nagle taki oficjalny zrobił - zapytała, jednocześnie uśmiechając się od ucha do ucha.
Mężczyzna nie odpowiedział nic tylko odwzajemnił uśmiech i usiadł na krześle. Wiedział, że wchodzenie zbędne dyskusje i rozluźnianie stosunków z przełożonymi to droga donikąd.
- Poprosiłam Cie bo nazbierało się kilka spraw. Jutro czeka nas ciżężki dzień, choć w sumie to powinnam powiedzieć, że Ciebie czeka ciężki dzień.
- Stało się coś? - zapytał zaciekawiony, jednoczenie wyczuwając nosem jakieś problemy.
- Nie, ale będzie sporo roboty - ostudziła jego carne myśli szefowa.
- Jak zawsze w poniedziałki.
Kobieta kiwnęła znacząco głowa i otworzyła swój kalendarz na dacie piątego marca, która była zaznaczona grubym sznureczkiem czerwonego koloru.
- Najpierw powiedz jak sytuacja z Michałem. Robi jakieś problemy?
- Żadnych. Siedzi spokojnie, nie awanturuje się. Myślę, że dobrze wpływa na niego fakt, że od dziesięciu dni nie widział żadnej kobiety, ani na żywo, ani na zdjęciu.
- W środę go wypuszczamy. Musi wrócić na terapie. Trzeba nauczyć go by traktował płeć przeciwną jak partnera a nie jak kawał mięsa do zaspokojenia swoich popędów.
Kobieta wyraźnie uniosła ton. Widać było w tym lekki feministyczny ton, który wywołał nie lada zdziwienie w jej rozmówcy.
- Pani kierownik...
- Daruj sobie. Mam prawo mieć swoje zdanie, z tym, że nie koniecznie musisz informować o nim innych pracowników. Jasne?
- Oczywiście - odpowiedział nie mając najmniejszego zamiaru kontynuować tej polemiki.
- Wracając do sytuacji. Trzeba wyciągnąć wnioski i to nie tylko na czas pobytu Michała ale także na przyszłość. Rozmawialiśmy z psychologiem i nawet psychiatrą i wszyscy zgodziliśmy się, że trzeba wprowadzić pewne ograniczenia dla kobiet, dla ich własnego bezpieczeństwa i poprawy leczenia seksoholików.
- Co Pani ma na myśli? - Wojtek podniósł się z krzesła i przybliżył do biurka, jakby to co miał za chwile usłyszeć miało należeć co najmniej do kategorii „tajne”.
- Wprowadziłam do regulaminu zapis o zakazie noszenia, a nawet posiadania czarnej bielizny przez kobiety.  
Wojciech zmarszczył brwi i spojrzała na nią z lekkim uśmiechem na twarzy
- To może ci się wydawać kretyńskie, ale to konieczność. Agnieszka omal nie została zgwałcona tylko dlatego, że jej strój wywołał w podopiecznym ogromne pożądanie.
- Wyśle, że to był jednostkowy przypadek
- Może i tak, ale nie mam zamiaru czekać aż taka akcja się powtórzy. Jeszcze dziś wieczorem wprowadzę ten zapis do regulaminu, z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Obowiązuje wszystkie kobiety, nie tylko podopieczne, ale także z SUPO i pielęgniarkę, nawet mnie.
Kobieta uśmiechnęła się. Pomimo tego, że miała swoje czterdzieści lat była bardzo atrakcyjna. Liczyła na to, że ponad dziesięć lat młodszy od niej podwładny w tym momencie wyobrazi sobie ja w czarnym koronkowym staniku. Była znana z tego,że lubiła flirtować, i nigdy nie dawała po pysku, gdy ktoś pozwolił sobie na seksistowską uwagę w jej obecności. Trochę to kolidowało z jej wcześniejsza wypowiedzią o seksoholicznym pacjencie, ale wszyscy wiedzieli, że to kobieta z zasadami. Jedną z nich była nienawiść do napaleńców, ceniła jednak mężczyzn z klasą.
- Jak pani sobie wyobraża sankcje i kontrole ?
- Normalnie - odpowiedziała jakby pytanie wydało jej się idiotyczne. Macie prawo w każdej chwili poprosić kobietę o pokazanie biustonosza i tyle. W przypadku ujawnienia czarnego stanika na ciele delikwentka trafia na dołek na pięć dni. W przypadku gdy znajdziecie taki stanik w trakcie rewizji pokoju kara trzy dni. Jutro wystawi się wielki kosz w holu do którego każda będzie mogła oddać swoje czarne fatałaszki. Karać zaczynamy dopiero od wtorku. Jasne?
-Jasne - odpowiedział usatysfakcjonowany uzyskanymi informacjami Drzazga.
- Świetnie. Druga sprawa, znacznie gorsza to taka, że Marta i Magda się rozchorowały i masz okrojony skład osobowy.
Mężczyzna westchnął ciężko. Od dawna walczył o to by do jego drużyny zatrudniono jeszcze dwie osoby. W ostatnim czasie jak na złość nękały ją choroby i nieprzewidziane okoliczności.
- Oj nie wzdychaj, nie wzdychaj. Nie mamy pełnego składu ośrodka, tylko dwanaście osób. Właściwie trzynaście.
Wojciech spojrzał na szefowa pytająco. Wolał się już nie odzywać, wybrał pozawerbalny sposób komunikowania się z przełożoną.
- Jutro przyjedzie do nas nowa podopieczna. Paulina Krajewska, lat dwadzieścia sześć. Z zawodu farmaceuta. Zgadnij jaka ma przypadłość.
Na twarzy kierowniczki pojawił się dziki uśmieszek. Uwielbiała takie gierki.
- Nie mam fioletowego pojęcia, ale obstawiam, że seksoholiczka.
- Pudło kolego. Myślałam, że jesteś bardziej inteligentny.
Ta uwaga nie spodobała się chłopakowi, ale zacisnął żeby i nie odpowiedział. Już wystarczająco był zdenerwowany tym co w ciągu ostatnich kilku chwil usłyszał. Zastanawiał się co jeszcze spadnie na niego jutro.
- Farmaceutka, rozumiesz? - powiedziała. Jest uzależniona od leków przeciwbólowych.
- No to nieźle. Będziemy mięć komplet, bo ostatniego lekomana wypuściliśmy z naszego pensjonatu przed bożym narodzeniem.
- Trzeba na nią uważać. Cierpi na chroniczny ból nogi spowodowany urazem. Musimy ją nie tylko leczyć, ale i rehabilitować. Rok temu miała wypadek.
- Bardziej mnie interesuje, czy przewiduje Pani z nią problemy? - zapytał.
- Nie wykluczam. Będzie tu za namową ojca, któremu podkradała leki z rodzinnej apteki. Wpadła na gorącym uczynku i dostała prosty wybór: my, albo więzienie.
- Wielkiej różnicy nie ma - powiedział z uśmiechem który można by bez cienia wątpliwości zakwalifikować jako ironiczny.  
- Nie przeginaj. Rozmawiałam z jej ojcem i przesłał mi jej kartę. Jest dobrze zbudowana, silna. Powaliłaby cie jednym sierpowym.
-Zajebiście - powiedział pod nosem. - O przepraszam.....
- Spokojnie nie będzie tak źle. Jednakowoż dla bezpieczeństwa w sytuacjach wymagających zdyscyplinowania zawsze ma być skuta. Jasne?
- Tak jest - powiedział śpiewająco. Miał już tej rozmowy powyżej uszu.
- Nie powinna się stawiać, musi dostać od nas dyplom za dobre sprawowanie by mogła wrócić do pracy.
- Zobaczymy. O której mam się jej spodziewać?
- Ma być około południa. Wykonaj z nią wszystkie czynności, a potem napisz opinie i przedstaw Tomaszowi
- A kto ją przeszuka, jak nie będzie żadnej dziewczyny?
Kierowniczka ośrodka dopiero teraz uświadomiła sobie, że to faktycznie może być problem.
- Mam nadzieje, ze sobie jakoś poradzisz - powiedziała z uśmiechem na twarzy. Tylko nie nakręcaj się, nie jest w twoim guście.
Szef drużyny SUPO chciał rozwinąć wątek tego skąd jego szefowa zna jego upodobania, ale ostatecznie skwitował tę wypowiedź tylko spojrzeniem i uśmiechem skierowanym w stronę kierowniczki. Pożegnał się i wyszedł z gabinetu by wrócić na swoją kanapę, z której w bezczelny wręcz sposób został wyrwany. Spędził na niej całą resztę dnia.

5 086 czyt.
100%162
Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i obyczajowe, użył 1726 słów i 9998 znaków, zaktualizował 12 sty o 22:06. Tagi: #szefowa #seks #kajdanki #areszt

2 komentarze

 
  • Smutnapani

    Smutnapani · 13 sty 19:51

    Od jednego uzależnienia do kolejnego. A wszystko zaczyna się od problemów i braku akceptacji. Czekam co dalej

  • Piotrek11111

    Piotrek11111 · 12 sty 16:43 · 201442601

    Są błędy ortograficzne