Praca i koleżanki VIII

Zobaczyłam jak w jednym z nielicznych pojazdów, zapaliło się światło.
Tak to ten, w środku siedział Krzysztof.
Ciekawe, jaki jest w łóżku?
Sama nie wiem, dlaczego, ale zaczął mi się kojarzyć jakoś erotycznie.
Przecież to wstrętny szantażysta, drań, który chce wykorzystać moją chwilę słabości.
Mimo tej świadomości zaczęłam dostrzegać w nim mężczyznę, a nie tylko kolegę z pracy.
Był starszy ode mnie chyba o kilkanaście lat.
Zaraz ja mam dwadzieścia pięć, to on chyba czterdzieści cztery a może pięć.
No tak dzieliła nas spora różnica wieku.
Jak to jest ze starszym facetem?, aż się oblizałam na myśl, że ja i on.
Do tej pory nie miałam takich doświadczeń.
Doświadczeń !zakpiłam z siebie.
Mariusz mój mąż był drugim moim partnerem i miałam nadzieję, że to się nie zmieni.
Pierwszy to chyba Piotr, przypomniałam sobie imię kolegi ze szkoły, który na jakimś wyjeździe uczynił mnie kobietą.
Cholera nie pamiętam jego twarzy, może dlatego, że tamto trwało wyjątkowo krótko, całe dwa miesiące wakacji.
Później on wyjechał i tak to się skończyło.
Na szczęście nie było żadnych konsekwencji.
Aż się wzdrygnęłam na wspomnienie naszej głupoty.
Dwójka nastolatków napalonych na siebie, pieprzących się bez żadnego zabezpieczenia.
Żadnych prezerwatyw, tabletek czy też spiralek.
Cud, prawdziwy, że nie wpadliśmy, uśmiechnęłam się na wspomnienie tamtych chwil.
Nie to, co dzisiaj, chociaż mimo dostępności tych wynalazków nadal zdarzały się wpadki.
Przypomniałam sobie nerwówkę kilka dni temu, kiedy mimo założonej spiralki bałam się, że wpadłam.
Muszę w końcu powiedzieć Mariuszowi, że wszystko ok, niech się mężulek nie dręczy.
Chociaż musi być jakaś kara, przypomniałam sobie imprezę i jej pokłosie, dzisiejsze kłopoty
Jak wróci z dzieciakami, to mu powiem.
Uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie jego reakcję, na wieść, że to był fałszywy alarm.
Ciągle się uśmiechając, wsiadłam do oczekującego samochodu.
  W końcu się doczekałem, odetchnąłem z ulgą, widząc podchodzącą do samochodu Gośkę.
Jej strój zaskoczył mnie.
Jeśli wcześniej w tych landrynkowych spodniach opinających jej zgrabny tyłek, wyglądała niezwykle kusząco, to teraz wprost kipiała erotyzmem.
Czułem, jak kutas rośnie, twardnieje a wraz z nim moje postanowienie, że muszę dopaść tę suczkę.
Musiałem ją mieć bez względu na konsekwencje.
Byłem gotowy użyć każdego argumentu, żeby zaciągnąć ją do łóżka.
Jak to mówią, cel uświęca środki a moim celem, była ona.
Jeśli w łóżku zachowywała się, tak jak teraz wyglądała, to miałem szansę na spełnienie moich najskrytszych fantazji.
Wcześniej główną rolę grała w nich moja małżonka, teraz zastąpiła ją Gośka.
-Jedź!, nie chcę, żeby ktoś mnie tutaj zobaczył, rzuciła, kiedy już zajęła miejsce.
-Dobrze!, tylko zapnij pas.
-Faktycznie, zapomniałam, zaczęła się wiercić, usiłując trafić w zapięcie przy fotelu.
W czasie tego wiercenia jej krótka sukienka podwinęła się, odsłaniając uda.
Na samym skraju, ostro kontrastując z ciemnym kolorem sukienki, widać było kawałek białych majteczek.
Czułem jak z wrażenia, zaschło mi w gardle.
W czasie tej szamotaniny z krnąbrnym pasem musiała zauważyć, gdzie spoglądam.
Gwałtownie wyprostowała się, obciągając skraj sukienki.
-Szkoda, westchnąłem, robiąc zawiedzioną minę.
Nie odpowiedziała, tylko jeszcze bardziej się podciągnęła na fotelu.
Ten manewr spowodował, że teraz miałem okazję podziwiać jej piersi i sterczące brodawki, podkreślone przez pas przebiegający tuż pod biustem.
-Jedź, znajdź jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
W jej głosie zabrzmiała ulga, kiedy w końcu wyjechałem z parkingu.
Przez miasto opustoszałe z powodu burzy przejechaliśmy w kilkanaście minut.
  Prawie dojeżdżaliśmy do celu, kiedy Goska zareagowała.
-Gdzie jedziesz? W głosie słychać było zaniepokojenie.
-Tam, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał, uśmiechnąłem się uspokajająco.
-Ale? Przerwała, widząc, że zatrzymuję się przed bramą zamykającą wjazd na rozległą posesję.
Nacisnąłem przycisk i skrzydła bramy przesunęły się na boki.
Po chwili parkowałem przed wejściem do niskiego parterowego domostwa.
-Tutaj mieszkam, wyjaśniłem, widząc jej zdziwione spojrzenie.
-Ale przecież, znowu przerwała, żeby po chwili podjąć, tym razem prawie krzycząc.
-Jeśli myślisz, że tam wejdę, to się grubo mylisz.
-Gośka zgłupiałaś? Sama chciałaś, żeby nikt cię nie zobaczył.
-Tutaj na pewno ci to nie grozi.
Starałem się mówić spokojnie, chciałem, żeby przestała histeryzować.
-Chyba że chcesz, to możemy podjechać, do jakiejś knajpy, ale sama wiesz, że w piątek na pewno spotkasz tam jakichś znajomych.
-No dobrze, zobaczyłem, że pierwsze zaskoczenie i szok mijają.
-Ale na pewno nikogo tam nie ma? Spojrzała na dom.
-Na pewno! Potwierdziłem.
-Mieszkam tylko z żoną, a ona wyjechała na trzy dni, o mały włos a dodałbym, że pojechała z kochasiem.
-Na pewno nikt nam nie przeszkodzi, w moim głosie musiała zabrzmieć jakaś dwuznaczna nuta, bo w jej spojrzeniu znowu ujrzałem obawę.
Przez chwilę siedziała w milczeniu, jakby ważyła wszystkie za i przeciw.
W końcu głęboko odetchnęła, jakby podjęła decyzję.
-No dobrze! Otworzyła drzwiczki i wyszła na zewnątrz.
-Załatwmy to szybko i odwieziesz mnie z powrotem, dodała, kiedy stanąłem obok niej.
Nic nie odpowiedziałem na takie postawienie sprawy.
Ja miałem zupełnie inne plany.
Jeśli myślała, że wywinie się tanim kosztem, to grubo się myliła.
Sama pchała mi się w ręce i nie miałem zamiaru nie skorzystać z takiej okazji.
Przez chwilę manipulowałem kluczem w zamku.
W końcu drzwi stanęły otworem.
Jednocześnie jak za skinieniem różdżki zapaliło się światło.
-Proszę! Skłoniłem się dwornie, zapraszając Gośkę do środka.
Zrobiła jeden krok, po chwili drugi i znalazła się w środku.
Nie czekając, aż się oswoi z nowym miejscem, delikatnie dotknąłem jej ramienia i skierowałem w głąb pomieszczenia.
-Rozgość się, wskazałem wygodny fotel stojący obok fikuśnej ławy.
-Coś do picia, woda, kawa a może coś mocniejszego, uniosłem kąciki ust w uśmiechu.
-Nie dziękuję!, załatwmy to, po co tutaj przyjechaliśmy i odwieziesz mnie z powrotem, starała się być stanowcza.
Jednak jej załamujący się głos kolidował, z tym co mówi.
-Dobrze Gosiu zaraz załatwimy, ale ja jednak coś się napiję, odwróciłem się i wyszedłem do kuchni.
Drań, cholerny drań patrzyłam, jak wychodzi, zostawiając mnie samą.
Pierwszy szok z przyjazdu do jego domu minął.
W najśmielszych myślach nie przypuszczałam, że przywiezie mnie do siebie.
Wydawało się, że wywiezie mnie na jakiś odległy parking i tam usłyszę, czego tak naprawdę chce.

  Nieźle mieszka rozejrzałam się po ogromnym pokoju, był chyba większy niż moje całe mieszkanie.
Skąd on to ma? Zaczęłam się zastanawiać.
Coś tam w pracy mówili, że facet ma kasę, ale jakoś nigdy nie przywiązywałam do plotek wagi.
Zresztą on sam nigdy nie okazywał, że jest zamożny, może tylko niezłe ciuchy świadczyły, że pieniędzy mu nie brakuje.
A tu proszę, taka chałupa, pokiwałam głową w podziwie.
Przypomniałam sobie o pieniądzach, jakie chciałam mu zaoferować, żeby oddał nagranie i dał mi spokój.
Teraz wydało mi się to takie żałosne.
Czułam, że to, co dla mnie jest niezłą forsą, nic nie znaczy dla Krzyśka, a to oznaczyło tylko jedno, że będzie chciał coś innego.
Na samą myśl o tym innym poczułam, jak robi mi się gorąco.
Nie i jeszcze raz nie, na pewno się nie zgodzę na to, co w tym momencie przyszło mi do głowy.
Mówiąc wprost, na pewno mu się nie nadstawię, nie dam mu dupy.
W tym momencie przypomniało mi się selfie jakie zrobiłam, pod wpływem groźby, że wyśle nagrania do moich i Mariusza znajomych.
Przypomnienie tego było jak zimny prysznic.
-Już jestem, głos Krzysztofa wyrwał mnie z zamyślenia.
Stał tuż przy ławie.
W dłoniach trzymał tacę, na której stały filiżanki z kawą i szklanki z jakąś wielokolorową zawartością.
-Jednak zrobiłem kawę również dla ciebie.
-Zdaje się, że nasze rozmowy trochę potrwają i będziesz potrzebowała wzmocnienia, podał mi szklankę z kolorową zawartością.  
Jego krzywy uśmieszek miał w sobie jakąś groźbę.
-Wiesz Gosiu, zanim zaczniemy negocjacje, przeciągnął to słowo, to może zobaczymy, co ma być ich przedmiotem.
Nie czekając na odpowiedź, wcisnął guzik pilota leżącego na ławie.
Po chwili wielki ekran telewizora wiszącego na ścianie rozjarzył się i zobaczyłam siebie klęczącą przed małżonkiem.
Nie tylko nie to, zakryłam twarz rękoma, bojąc się spojrzeć na ekran.
Czułam jak wstyd i przerażenie bierze mnie w posiadanie.

20 692 czyt.
100%525
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1616 słów i 9012 znaków, zaktualizował 15 mar o 18:22

Komentarze (5)

 
  • Tory

    Tory 17 cze 2018

    Opowiadanie jak opowiadanie ale brzydzę się szantażem - nawet jak to tylko fikcja- seks za szantaż to ohydne   

  • iDiotka

    iDiotka 16 cze 2018 ip:195140220

    Tak! Tak właśnie postępują nasi mężowie. Dla rozrywki szantażują nas. Mój były też mnie próbował tak zrobić, skumał się z moim chłopakiem z lat kiedy byłam nastolatką. Młode i naiwne dziewczę dało sobie zrobić kilka fotek "bez majtek". Podobno dał za nie niezłą kasę . Razem z kolegą świadczyli sobie usługi wzajemne. Jaki numer wykręcili tamtej żonie nie wiem, mnie próbowali szantażować zdjęciami. Kilka z nich nawet zamieścili w internecie, trochę głowy poprzycinali. A szantażowali mnie telefonem. Tylko porozumiewali się ze sobą tymi samymi. Przez przypadek miałam telefon mojego byłego w ręce, on się pluskał pod prysznicem, a telefon dzwonił uporczywie. Więc go sprawdziłam, z jakimi numerami się łączył. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam tam numer szantażysty. Przez pewien okres nawet pozwoliłam wodzić się za nos. Chciałam się dowiedzieć jaki to układ i co właściwie chcieli. bo jakoś nie było mowy o pieniądzach. Tamten facet chciał "uaktualnienia moich aktów". Założył mi pocztę, znał doskonale moje dane i kazał je sobie wrzucić na emaila. Były warunki: miały to być fotki śmiałe, pełne tych najbardziej intymnych części mojego ciała. Dla lepszego efektu przyznałam się mężusiowi iż jestem szantażowana, dotychczas  nic mu o tym nie mówiłam. I poprosiłam o pomoc. Tego się nie spodziewałam, od razu podał mi jakie zdjęcia powinnam sobie zrobić. Z detalami, gdzie mają być zrobione, w jakich powinny być pozach i etc. Zaoferował nawet swój czynny udział w robieniu zdjęć, a ja się zgodziłam. Trochę mnie to bawiło, to pozowanie nago. Nie odbyło się to tylko w naszym mieszkaniu. Był i plener, ulica gdzie mi kazał rozpiąć płaszcz. A pod płaszczem byłam goła. W kawiarni gdzie siedziałam bez majtek i musiałam podciągnąć spódnicę. Jednego tylko pilnowałam: aparatu! Moment i podmieniłam pamięć. Co było na tej pomienionej? Oskarżenie go o szantaż! Jego przerażona mina kiedy sprawdzał jak nago wygląda jego osobista dziwka. Wyskoczył z domu i ... , nawet rozwód chciał uzyskać bez zobaczenia mnie, poprzez adwokatów. Kiedy mnie zobaczył to tłumaczył się, że tymi fotkami chciał jeszcze bardziej mnie przyciągnąć do siebie. Po co tu piszę? ... bo nie mam komu się wyżalić jaka spotkały mnie w życiu krzywdy, a wy tak łatwo tutaj obrzucacie nas inwektywami

  • Gaba

    Gaba 11 cze 2018

    Jeszcze jeden taki numer i dodam do Merlina Turbo!!! Ale się rozpędziłeś! Powiem tak - są te co piszą, te co piszą dobrze albo lepiej i JEST MERLIN. I to by było na tyle. Pozdrawiam!👍👍👍👏!

  • Robert72

    Robert72 10 cze 2018

    Czemu tak krótkie?  
    super !!!

  • AnonimS

    AnonimS 10 cze 2018

    Dobrze piszesz ale w moim odczuciu przedłużasz " dojście do konkluzji". Zestaw na Tak. Pozdrawiam