Praca i koleżanki VI

Obudził mnie miły zapach świeżo zaparzonej kawy.
Cholera! Która godzina? Przestraszony, że zaspałem, zerwałem się z łóżka.
Rzut oka na zegar uspokoił mnie, dochodziła dopiero piąta.
Jakby na potwierdzenie, że wzrok mnie nie myli, zadzwonił budzik w telefonie.
Dziwne! Zawsze to ja wstawałem wcześniej, nigdy nie zdarzyło się, żeby Elka była pierwsza.
W tym samym momencie jakby na potwierdzenie, że jednak cuda się zdarzają, do sypialni weszła żona.
-O wstałeś już?
-Myślałam, że zrobię ci niespodziankę.
Zobaczyłem jak, wyciąga dłoń, w której trzymała kubek z kawą.
-Dzięki, mruknąłem i łyknąłem łyk aromatycznego napoju.
-Co cię wyrwało tak wcześniej? Zdziwiony jej zachowaniem nie wytrzymałem.
-Zapomniałeś? Przecież wybieram się z koleżanką na weekend.
-Muszę się przygotować, ciuchy i tam takie machnęła ręką.
Faktycznie zapomniałem.
Przez chwilę obserwowałem, jak krząta się po sypialni, szykując stosik ubrań, jak wybiera bieliznę.
Robiła to z namaszczeniem, zastanawiając się nad każdą sztuką, szczególnie bielizny.
Zachowywała się, jakby od tego, co ubierze na siebie, zależało jej życie.
W końcu się zdecydowała, zgarnęła wszystko na ramię i wyszła do drugiego pokoju.
Przez chwilę stałem zaskoczony.
Po cholerę jej tyle majteczek i biustonoszy?.
Jeśli dobrze się domyślałem, to częściej będzie paradowała rozebrana niż ubrana.
Eh! Kto trafi za kobietą, machnąłem ręką i przestałem zawracać sobie głowę.
Golenie, prysznic i byłem gotowy.
Miałem jeszcze kilkanaście minut, zanim będę musiał wyjechać do pracy.
No dobrze jeszcze się upewnię, kiedy planuje powrót i mogę jechać.
-Kiedy wracasz? Rzuciłem, stając w drzwiach.
-Chyba w niedzielę, chociaż Ad…, zobaczyłem, jak przerywa i na policzki wypełza rumieniec.
-Chociaż Ada coś wspominała, że może wrócimy w poniedziałek, dokończyła już pewniej.
-Wszystko zależy od pogody.
Postanowiłem trochę się podroczyć.
-No, nie wiem, czy wytrzymam tyle, puściłem jej oczko.
-Może w sobotę dojadę do was?
Zobaczyłem jak zesztywniała. I zaczęła protestować.
-Nie, nie możesz, to taka babska impreza, same dziewczyny.
Uśmiechnęła się, chcąc osłodzić odmowę.
-Trudno! Westchnąłem, udając rozczarowanie odmową.
-To chociaż pozwól, że cię odwiozę do koleżanki.
-Nie, nie trzeba dam sobie radę, zresztą ty jeszcze będziesz w pracy.
No tak! Faktycznie, zgodziłem się z jej argumentacją,  
Ja również miałem plany i nie chciałbym, żeby ktoś mi je popsuł.
Do pracy zdążyłem dosłownie minutę przed siódmą.
Ostatnio drogowcy z S3 starali się, żeby człowiek nie mógł być pewny, co go może spotkać po drodze.
Pierwsze co zobaczyłem, kiedy zasiadłem za biurkiem, była Gośka.
Ubrana jak mniszka, w coś, co przypominało pokutny worek.
Wyglądała, jakby chciała coś zamanifestować.
Czułem, że jest to przesłanie do nadawcy wiadomości.
Dobrze, że jeszcze nie wie, kto nim jest, zachichotałem w duchu.
-Gosiu! Co się stało? Spytałem z udanym przerażeniem.
-Nic! W jej głosie zabrzmiała złość.
-To dobrze! Bo już myślałem, że jesteś w żałobie, skrzywiłem wargi w imitacji uśmiechu.
Zlekceważyła moją zaczepkę i odwróciła się tyłem, jakby ignorując moje kpiarstwo.
Multum zawodowych obowiązków sprawił, że czas mijał błyskawicznie.
Właśnie dochodziła czternasta, kiedy uporałem się z ostatnim wyjątkowo skomplikowanym problemem i mogłem wyłączyć komputer.
Przez chwilę panowało zamieszanie jak zwykle w piątek, kiedy wszyscy żegnali się, opowiadając o swoich planach na nadchodzący weekend.
Jedynie Gośka milczała.
-Gosiu a Ty! co masz w planach?
To był stojący obok mnie kumpel zaskoczony jej milczeniem.
-Nic! Sprzątanie, jej odpowiedź była wyjątkowo zwięzła.
-Szkoda, a może wybrałabyś się z nami na piwko, spojrzał na nią z nadzieją, że zmieni zdanie.
-Nie, nie mogę, mam naprawdę huk roboty, jej wargi skrzywiły się w imitacji uśmiechu.
-Ale następnym razem chętnie.
Do diabła muszę się pospieszyć, jeśli chcę zobaczyć, z kim to prowadza się małżonka.
Rzuciłem cześć i wyszedłem.
Tym razem obyło się bez żadnych niespodzianek i po kilkunastu minutach zaparkowałem niedaleko domu.
Uf! Miałem szczęście, z domu właśnie wychodziła Elka, ciągnąc za sobą walizkę na kółkach.
Przez chwilę stała, rozglądając się, jakby kogoś szukała.
Po chwili ruszyła w stronę stojącego na pobliskim parkingu volkswagena.
Zobaczyłem jak z pojazdu, wychodzi jakiś mężczyzna i podchodzi do małżonki.
Ta objęła go.

Cholera! Ona go całuje, poczułem, że ogarnia mnie złość.
Co innego podejrzenie, że żona przyprawia ci rogi, ale zupełnie czym innym było zobaczyć to na własne oczy.
Może nie było to zbyt drastyczne, ale wystarczająco wymowne, żeby uruchomić wyobraźnię.
Przyjrzałem się uważniej, właśnie oderwali się od siebie i twarz mężczyzny była doskonale widoczna.
Była znajoma, musiałem ją widzieć stosunkowo niedawno.
Starałem się przypomnieć w jakich okolicznościach, ale jak na złość umykało mi gdzie i kiedy widziałem kochasia mojej małżonki.
Po chwili facet otworzył bagażnik, wrzucił walizkę i pomógł Elce wsiąść do pojazdu.
No tak jednak miałem rację, żoneczka daje dupci jakiemuś fagasowi,  
Znowu poczułem złość, ale zaczynało rodzić się też podniecenie, na myśl o mojej żonie z obcym facetem.
Podejrzewam, że spory procent żonatych facetów ma marzenia o zobaczeniu swojej ślubnej w niedwuznacznej sytuacji z kochankiem.
Poczekałem aż para kochanków odjedzie i skierowałem się do domu.
Pierwsze co to prysznic, parna pogoda i wyjątkowo wysoka temperatura powodowały, że lepiłem się od potu.
Mimo braku słońca było wyjątkowo gorąco, kłębiące się na niebie chmury zapowiadały burzę.
Żeby tylko nie zaczęło padać, westchnąłem.
Mogło to skomplikować moje plany co do Gośki.
Dochodziła siedemnasta, kiedy byłem gotowy.
Miałem zamiar poobserwować Gośkę w drodze na miejsce spotkania.
Wprawdzie byłem święcie przekonany, że nikomu nic nie powiedziała, ale wolałem się upewnić, że spotkamy się tylko we dwoje.
Zdążyłem tylko znaleźć miejsce do parkowania, kiedy z domu wyszła Gośka.
Zobaczyłem, jak spogląda na zegarek i szybkim krokiem udaje się w stronę pobliskiego przystanku.
Była ubrana inaczej niż w pracy.
Zniknęła sukienka udająca pokutny worek.
Jej miejsce zajęły landrynkowe spodnie, które zrobiły takie piorunujące wrażenie na męskiej części załogi.
Również bluzka, którą ubrała, sporo odsłaniała.
Czułem jak w podbrzuszu, zaczyna się mrowienie.
Miałem nadzieję, że będę miał okazję sprawdzić, czy to, co się skrywa pod ubraniem, jest równie atrakcyjne.
Włączyłem bieg i ruszyłem za autobusem, który w międzyczasie podjechał na przystanek.
Czułem się jak myśliwy na polowaniu.
Miałem wrażenie, że jeszcze odrobina wysiłku i dopadnę moją ofiarę.
Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce.
Autobus odjechał, zostawiając Gośkę na przystanku.
Znowu spojrzała na zegarek i obejrzała się, jakby chciała sprawdzić, czy ktoś jej nie obserwuje.
Inspekcja musiała wypaść po jej myśli, gdyż zdecydowanym krokiem udała się do knajpki będącej miejscem spotkania.
Odczekałem jeszcze pięć minut, nic się nie działo, nikt inny się nie zjawił.
Mogłem spokojnie udać się na spotkanie z obiektem mojego pożądania.
Właśnie wchodziłem w drzwi lokalu, kiedy spadły pierwsze krople deszczu.

18 421 czyt.
100%358
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1339 słów i 7648 znaków, zaktualizował 3 cze 2018.

8 komentarzy

 
  • Robert72

    Robert72 · 7 cze 2018

    Czarodzieju nie każ czekać i Czaruj nam! Czaruj! Czaruj!!!

  • ehh

    ehh · 6 cze 2018 · 194008903

    Szkoda, że nie potrafisz poprawnie zapisywać dialogów.

  • pawka1313

    pawka1313 · 4 cze 2018 · 193143480

    Merlin dawaj 7 cześć wrrr

  • AnonimS

    AnonimS · 4 cze 2018

    Część ciekawa . Podejrzewam że panowie wzajemnie sobie rogi przyprawiają. A nie lepiej tak we czwórkę? Stresu mniej i zostaje prawie jak w rodzinie.

  • pawka1313

    pawka1313 · 4 cze 2018 · 230360611

    Kiedy 7 cześć? Bo nie mogę się doczekać

  • elninio1972

    elninio1972 · 4 cze 2018

    @Merlin, dobrze kombinuje, Adam jest mężem.... ? kiedy dalsza część?

  • likeadream

    likeadream · 3 cze 2018

    Baardzo przyjemne.

  • Gaba

    Gaba · 3 cze 2018

    Znakomicie ! Zdaje się, że £oj będzie się działo!!!😋 Pozdrawiam!👍