Praca i koleżanki

Nuda! Z wysiłkiem powstrzymałem ziewnięcie.
Zaczynałem żałować, że znowu uległem i zjawiłem się na tej, pożal się boże imprezie integracyjnej.
Przyjdź, zobaczysz, będzie fajnie, pogadamy, nalegał szef i uległem.
Cholera to już ostatni raz, więcej nikt mnie już nie namówi, jak będę chciał wypić, to nie muszę jechać kilkadziesiąt km i później zastanawiać się jak wrócić.
Rozglądnąłem się wokół, impreza wchodziła w fazę, kiedy tworzyły się kółka wzajemnej adoracji.
Zewsząd dolatywały strzępki rozmów toczonych podniesionymi głosami, żeby przekrzyczeć głośną muzykę.
Wszędzie widać było ludzi z zaczerwienionymi od alkoholu twarzami, gestykulujących, nachylających się ku sobie.
W towarzystwie przeważali faceci, było też kilka pracujących z nami kobiet, ale one przyszły ze swoimi połówkami.
Tym razem na imprezę można było przyprowadzić osobę towarzyszącą.
Tylko że z tej opcji skorzystały tylko panie, żaden z pracujących ze mną facetów nie przyprowadził małżonki.
Ciekawe, dlaczego nasze panie nie przyszły same, czyżby ich połowy były zazdrosne, bali się puścić je same?
Chyba coś było na rzeczy, ich towarzysze nie odstępowali ich na krok, jakby się bali, że ktoś porwie ich towarzyszki.
No tak odruch właściciela, co moje to od tego innym wara, czułem jak na usta, wypełza mi uśmieszek.
Podobnie jak reszta towarzystwa oni również byli nieźle podpicie, cóż ilość wypitej wódki była wprost proporcjonalna do ilości zawieranych nowych znajomości, uśmiechnąłem się złośliwie.
Oj chyba niektóre zaczynają żałować, że przyszły z mężami.
Zobaczyłem jak Gośka ze skwaszoną miną, kiwa przecząco głową na widok kieliszka podniesionego przez jej małżonka.
Przez hałas orkiestry doleciał mnie jej podniesiony głos.
-Obiecałeś, proszę, nie pij już.
Odpowiedzi nie dosłyszałem, ale pusty kieliszek świadczył, że małżonek nie posłuchał.
No tak jak wrócą do domu, facet dostanie za swoje, przemknęła mi przez głowę myśl.
-Jak się bawisz? Tuż za sobą usłyszałem głos animatora tej zabawy i jednocześnie szefa.
-Super skrzywiłem usta w imitacji uśmiechu.
-Mówiłem, rzucił i nie czekając na odpowiedź, powędrował do następnej grupki.
Miałem już dość, poczekam jeszcze kilkanaście minut i ulotnię się po angielsku, postanowiłem.
Nikt, tego nie zauważy, znowu rozejrzałem się po sali.
Zabawa weszła na wyższy poziom, może nie intelektualny, ale na pewno, jeśli idzie o ilość wypitego alkoholu.
Niektórzy mieli już wyraźnie dość, widać było, że mają problemy z utrzymaniem równowagi, potrącając co chwilę kogoś i opierając się o ścianę, usiłowali złapać równowagę.
Zacząłem zbierać się do wyjścia, jeszcze tylko wyjdę na zewnątrz i zapalę, nie chciałem palić w samochodzie.
W ogrodzie znajdującym się na tyłach knajpy było sporo miejsc, w których można było się schować przed wzrokiem ciekawskich, jeśli chciało się pobyć samemu.

Właśnie takim miejscem była ławka stojąca w kępie zarośli niewidoczna dla innych.
Za to umożliwiała obserwację pozostałej części ogrodu i wnętrza szopki, która jak się domyślałem, mogła służyć za schronienie w razie deszczu.
Stało w niej kilka krzesełek i solidny drewniany stół, co sugerowało, że mogły w niej odbywać się jakieś kameralne imprezki.
Wrażenie to potęgowało dyskretne światło, które rozjaśniało panujący w niej mrok.
Kończyłem palenie, kiedy w ogrodzie pojawił się mąż Gośki, przez chwilę szukał czegoś w kieszeniach, w końcu zabłysnął wątło ogieniek zapalniczki i na wysokości głowy rozjarzył się purpurowy punkt.
Też wyszedł zapalić, dotarło do mnie.
Siedziałem nieruchomo, nie zdradzając swojej obecności.
Poczekam, aż skończy, wtedy spokojnie zmyję się, bez pożegnania.
Niestety moje plany wzięły w łeb, właśnie facet szykował się do powrotu na salę, kiedy obok niego zmaterializowała się postać Gośki.
-Palisz! Usłyszałem jej pełen wyrzutu głos.
Cholera co za upierdliwa suka, facet musi mieć z nią krzyż pański, zacząłem współczuć jej mężowi.
Nie pal, nie pij, prawie jak w starym dowcipie zaśmiałem się bezgłośnie.
-Zostaw mnie! Doleciał mnie lekko podniesiony głos Gośki.
-Zgłupiałeś, jeszcze ktoś wejdzie.
Co się dzieje? Zaintrygowany spojrzałem na parę znajdującą się w ogrodzie.
-Spójrz! Tutaj nikogo nie ma, zaczął ciągnąć Gośkę w stronę szopy znajdującej się nieopodal.
-Tutaj nikt nam nie przeszkodzi, zobaczyłem, jak przyciąga ją do siebie i jego ręka wędruje pomiędzy uda przykryte krótką spódniczką.
-Zostaw! Gośka usiłowała odepchnąć małżonka, szarpiąc się w jego ramionach.
Widać było jak kurczowo, zaciska uda i jednocześnie usiłuje go odepchnąć.
Nagle się uspokoiła.
-No dobrze, puść mnie, ujrzałem, jak rozsuwa mu zamek spodni i gmera, usiłując wyciągnąć kutasa.
-To będzie mała zaliczka, usłyszałem jej cichy pełen obietnic głos.
-jak będziesz grzeczny, to resztę dostaniesz w domu.
Zobaczyłem jak jej dłoń, obejmuje sterczącego kutasa i zaczyna go masturbować.
Nie wierzyłem własnym oczom.
Gośka ta cicha myszka taka zasadnicza, czerwieniąca się za każdym razem jak ktoś opowiadał seksistowskie dowcipy.
Pamiętam, jak kiedyś zażartowałem, że powinna zrobić sobie jeszcze dziewczynkę, mając już dwójkę chłopaków.
Jej zarzekanie się, że już dosyć, że żadnych nowych dzieciaków.
Kiedy zapytałem, czy jej mąż też tak uważa, to jej odpowiedź mnie zamurowała.
To, że ona nie chce więcej dzieci, wcale nie oznacza, jej mąż może na nią narzekać w łóżku i ten jej uśmiech.
Właśnie wtedy pierwszy raz zapomniałem języka w gębie, przez dobrych kilka minut patrzyłem na nią niezdolny wymyślić jakąkolwiek ripostę.
Od tego momentu zacząłem ją bacznie obserwować.
Pomijając jej poglądy, była niezłą suczką, zgrabna dupcia podkreślona przez opięte spodnie, nieduże piersi, takie, jakie lubiłem, które aż się prosiły, żeby przykryć je dłonią.
Nieraz wyobrażałem sobie, jaka musi być w łóżku.
-Obciągnij! Doleciał mnie chrapliwy, głos jej męża.
-Nie! Jeszcze ktoś wejdzie, sprzeciwiła się Gośka, ale jakoś tak bez przekonania.
-No dobrze w końcu uległa.
Zobaczyłem, jak kuca i jej rozchylone usta obejmują sterczącego kutasa męża.
Przez chwilę dolatywały do mnie tylko odgłosy ssania i pojękiwanie jej męża, Mariusz przypomniałem sobie jego imię.
Czułem, jak kutas sztywnieje, zazdrościłem jej małżonkowi, chętnie bym się teraz przyłączył do nich.
Ciekawe jakby zareagowali, gdybym się teraz ujawnił, uśmiechnąłem się sam do siebie.
Do diabła przecież mogę to nagrać, dotarło do mnie.

Przecież nikt mi nie uwierzy, że nasza Gosia może być taka wyzwolona.
Wyciągnąłem aparat i sprawdziłem, czy nagranie będzie dobre.
Panujący w szopie półmrok nie ułatwiał zadania, ale można było rozpoznać osoby i to, co robią.
-Jak będziesz dochodził, to powiedz, Gośka oderwała usta od kutasa Mariusza i podniosła głowę.
Ten nie odpowiedział, zobaczyłem, jak łapie ją za ramiona i podnosi z kolan i popycha na stojący obok stół.
Zaskoczona opadła piersiami na stojący obok stół.
Leżała teraz na nim wypinając w stronę stojącego za nią małżonka pośladki.
Ten nie czekając, aż zareaguje, zadarł skraj spódniczki i prawie zerwał z jej dupci skąpe majteczki.
-Mariusz! Nie, ja teraz nie mogę, do Goski dotarło co mąż, chce zrobić.
-Będę uważał, usłyszałem jego chrapliwy głos.
Po chwili jego kutas wbił się pomiędzy pośladki.
A! Jęk Goski był wyraźnie słyszalny, zaniepokojony rozejrzałem się czy oprócz mnie nikt inny ich nie obserwuje.
Nie nikogo nie było.
Uspokojony skupiłem się na obserwacji kopulującej pary i nagrywaniu ich igraszek.
Widać było, że to nie potrwa długo.
Mąż oddychał, coraz szybciej, jego ruchy były coraz bardziej gwałtowne.
Nagle jakby zastygł i w tym momencie Gośka szarpnęła się i odepchnęła się od stołu.
Zobaczyłem, jak Mariusz zatacza się do tyłu i wyciąga kutasa, za którym ciągnie się cieniutka nić spermy.
- Miałeś uważać, głos Gośki kipiał wściekłością, mówiłam ci, że nie mogę, że mam płodne dni.
-Uważałem! Przecież wyszedłem, głos Mariusza był pełen skruchy.
-Tak uważałeś, a to co, wskazała na cipę, z której sączyła się sperma.
-Może nie zajdziesz, a jakby co to zawsze możemy, przerwał jakby dopiero teraz, dotarły do niego możliwe konsekwencje.
-Masz chusteczki? Gośka już go nie słuchała, muszę się wytrzeć.
Widząc, że nie doczeka się odpowiedzi, podniosła leżące obok majteczki i zaczęła wycierać cipę i uda.
No, no niezłe widowisko zademonstrowała mi koleżanka, kiedy w końcu zostałem sam.
Nie spiesząc się, wróciłem na salę i nie żegnając się z nikim, wyszedłem na parking.
Czułem, że nie zaznam spokoju, jak sam się nie przekonam, jaka jest moja koleżanka.
Dobrze, że mam to nagranie to będzie niezły argument w jej przekonaniu, żeby pokazała mi  swoje wdzięki.

13 957 czyt.
100%342
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1686 słów i 9259 znaków

Komentarze (2)

 
  • Robert72

    Robert72 4 dni temu

    Czarodzieju bardzo fajne już chce się czytać dalej.

  • nanoc

    nanoc 15 kwi 19:47

    Dobrze napisane, seksownie, czekamy na CDN