Nikomu ani słowa (IV)

Nikomu ani słowa (IV)

Szefowie zazwyczaj romansują z sekretarkami. Jednak Maks uległ urokowi zwykłej sprzątaczki. I to na dodatek w wieczór poprzedzający jego ślub. Próbował zapomnieć o przeszłości, lecz wkrótce okazało się, że ona o nim nie zapomniała.
Siedziała, otulona grubym kocem, wpatrując się w padający za oknem deszcz. Nadchodząca jesień witała ich paskudną pogodą.Jednostajny, rytmiczny szum, normalnie działał na nią usypiająco, ale nie dziś.

Dziś, jedyne o czym myślała, to pocałunek sprzed kilku dni.

Uniosła dłoń i w zamyśleniu dotknęła ust.

Nataniel wywoływał w niej mieszane uczucia – z jednej strony strach i niechęć, z drugiej dziwną tęsknotę.

Wstała z ociąganiem i podeszła do otwartej, na wpół zapełnionej walizki. Maks zaproponował, by zabrała Amelkę i udała się na kilka dni w góry, do ich prywatnego domku. Pokusa odpoczynku gdzieś z dala od tego wszystkiego, była zbyt silna. Zgodziła się bez chwili wahania.

Westchnęła. Choć wciąż tak bardzo brakowało jej siostry, to życie znów nabierało kolorów.

– Ciociu, kiedy jedziemy? – Drgnęła, gdy za plecami rozległ się dźwięczny, dziecięcy głosik.

– Popołudniu skarbie. Tylko mam nadzieję, że nie będzie tak lało przez cały czas naszego pobytu.

– A ja mam kalosze – pochwaliła się mała, z ciekawością zaglądając do walizki. – Spakowałaś moje kalosze?

– Tak. Hm. Co ja jeszcze miałam…?

Trzy godziny później siedziały w wygodnym aucie Maksa, które mknęło z zawrotną prędkością w kierunku Karpacza. Ich kierowca wydawał się jakby rozkojarzony i lekko poirytowany, dlatego Marika nawet nie próbowała zabawiać go rozmową. Amelka zaś po prostu zasnęła.

Jeszcze intensywniej zaczęła się zastanawiać, dlaczego on to wszystko robi?

Wyrzuty sumienia? Wobec kogo? Klara przecieżnie żyła.

Miała tylko cichutką nadzieję, że to zwykła ludzka życzliwość. Polubiła Maksa, ale to do jego brata ciągnęło ją serce. Niechętnie to przyznała, ale jaki był sens w ukrywaniu własnych myśli przed samą sobą?

– Spodoba się wam. Domek leży nieco na uboczu, w cichej i spokojnej dzielnicy, a jednocześnie do centrum idzie się jakiś kwadrans.

– To dobrze – odpowiedziała apatycznie.

– Coś nie tak? – zerknął na nią pytająco.

– Nie. Po prostu czuję się taka zmęczona. Przytłoczona. Nie umiem tego ubrać w odpowiednie słowa.

– Porozmawiamy podczas powrotu. Mam szczerą nadzieję, że wtedy będzie o wiele lepiej.

– Pewnie tak – odważyła się odwzajemnić uśmiech. A potem wzorem siostrzenicy, zasnęła.

Zapanowała cisza, zakłócana jedynie jednostajnym szumem radia. Maks spojrzał dziewczynę, skuloną obok na siedzeniu. I poczuł nieoczekiwaną czułość. Była taka drobna, delikatna i niewinna. A przy tym wydawała się jakby zagubiona w tym wielkim świecie, przytłoczona rolą, która na nią spadła. Wyciągnął dłoń i poprawił koc zsuwający się z ramion Mariki. Później bardzo delikatnie pogładził ją po miękkim policzku.

Absurdalnie poczuł zazdrość wobec brata. To było chore uczucie, przynoszące ze sobą wstyd i poczucie winy. Zacisnął palce na kierownicy. Jak najszybciej powinien się go pozbyć!

Z niechęcią pomyślał o swoim własnym małżeństwie. Oliwia była piękna, mądra i reprezentacyjna. I tylko tyle. Co ich łączyło? Łóżko, ten sam krąg znajomych i stan konta. Poza tym byli kompletnie różni. On wolał pracować, ona imprezować. Kiedy chciał wyjechać na kilka dni nad polskie morze, Oliwia zażądała pobytu na Maledwiach. Teraz znów jechał do Karpacza, podczas gdy żona jutro wylatywała do Australii.

Uwielbiała błyszczeć przed kamerami, on chronił swą prywatność i nigdy nie afiszował się majątkiem.

W zasadzie po cholerę była mu taka żona? A no tak, prawda. Idealnie pasowała do wizerunku bogatego biznesmena.

Skrzywił się i posmutniał, bo przypomniała mu się Klara. A potem znów spojrzał w bok na śpiącą Marikę. I nagle postanowił, że zostanie te kilka dni razem z nimi. Dom był duży, miał pięć sypialni, więc z noclegiem nie będzie problemu.

To nie było słuszne posunięcie, ale po raz pierwszy w życiu miał ochotę zrobić to, czego tak naprawdę pragnął.

***

Obudził ją wesoły głos Maksa.

– Pobudka!

– Już jesteśmy? – Wyprostowała się i ziewnęła, wciąż jeszcze zaspana.

– Prawie.

– Boże! Już ciemno!

– Nie bój się, trafię – głos mężczyzny był najwyraźniej rozbawiony. – O, proszę! Skręcamy tutaj i jesteśmy.

Maks wyciągnął ze skrytki pilota i otworzył bramę. Samochód powoli wtoczył się na małe podwórko. Kiedy wysiadła, rozejrzał się z ciekawością, a potem westchnęła z zachwytem. Za plecami miała ogromny piętrowy budynek, wybudowany w starym, góralskim stylu. Stał on na zboczu góry, otoczony drzewami. A przed nią rozciągała się, migocząca zapalonymi światłami, panorama Karpacza.

– Pięknie – wyszeptała, mimo woli poruszona do głębi.

Maks uśmiechnął się i objął szczupłe ramiona Mariki. Potem pochylił się i wyciągnął przed siebie dłoń, wskazując coś, czego i tak nie mogła dostrzec.

– Tam jest centrum, do którego jest jakieś dwa kilometry. Po drodze masz cudowną piekarnię, z pysznymi bułeczkami. Wszystko wam jutro pokaże.

– No właśnie – wyplątała się z zakłopotaniem z jego uścisku. – Muszę przenieść Amelkę.

– Pozwolisz mi? Tylko najpierw otworzę drzwi i zapalę światła.

– Dobrze.

Delikatnie wydobył śpiącą dziewczynkę z fotelika. Troszkę pomarudziła, ale szybko zaniósł ją do jednej z sypialni. Była nieduża, ale przytulna, z kominkiem i ogromnym łóżkiem. Z boku widniały drzwi do łazienki, a z okna roztaczał się ten sam przepiękny widok, który urzekł ją tak bardzo przed kilkoma minutami.

Marika szybko przebrała małą w piżamkę i otuliła kołdrą. Potem zostawiła zapaloną lamkę nocną i udała się do salonu.

– Nie wnosiłem walizek, bo nie wiedziałem czy nie przeszkodzę?

– Nie ma sprawy. Jutro się rozpakuję, wezmę ze sobą tylko kosmetyczkę.

– Jesteś głodna?

– W zasadzie to tak – uśmiechnęła się niepewnie. – Chyba zostały jakieś kanapki…

– Daj spokój. Zaraz coś zamówimy.

– O tej porze?

Maks zerknął na zegarek.

– Mamy piętnaście minut. Zdążymy. Może być pizza?

– Może. Obojętnie jaka.

– Oki. Jeśli masz ochotę Mariko, możesz zwiedzić dom. Śmiało!

Chętnie skorzystała z jego pozwolenia. Całość była utrzymana w tak zwanym wiejskim stylu, z niskim drewnianym sufitem. Przez drzwi główne wchodziło się do ogromnego salonu, połączonego z jadalnią i kuchnią. Z boku były jeszcze dwa wyjścia, do dwóch mniejszych pokojów, z pojedynczymi łóżkami. Ich okna wychodziły na tył domu, a konkretniej na malutki ogród.

Drewniane schody odrobinę trzeszczały. U góry zachwycił ją ogromny hall, z wygodnymi pufami i ogromną kanapą, stojącą tuż przy wielkim na całą ścianę oknie. Stamtąd również miała wspaniały widok na miasteczko. Po każdej ze stron widniały dwie pary drzwi. Jedne należały do sypialni jej i Amelki, a pokój naprzeciwko zajął Maks.

Zmarszczyła brwi. Nie pytała wcześniej, czy on także zostaje. Cały czas sądziła, że będą same. Jeśli jednak… Poczuła jak się rumieni. Trochę dziwnie będzie spotykać przy porannej kawie w zasadzie obcego mężczyznę, a w dodatku w dezabilu.

Życie doprawy potrafi pisać oryginalne scenariusze.

Rozluźniła się i uśmiechnęła. Maks był miły i wcale nie nachalny. Dom ogromny, a ona nie miała zamiaru spędzać w nim całych dni. Poza tym dużo lepiej czuła się mając tuż obok dużego i silnego mężczyznę.

Szkoda tylko, że nie był to Nataniel…

– Marika? – dobiegło do jej uszu ciche wołanie z dołu. Powoli zeszła, starając się, by podłoga nie skrzypiała zbyt mocno.

W salonie palił się kominek, a na stole przed nim stały dwa kartony z pizzą, butelka wina i kieliszki.

– Nie powinnam pić – popatrzyła z powątpiewaniem na alkohol.

– Tylko lampkę, nic ci nie będzie. – W białej koszuli, na bosaka, Maks sprawiał wrażenie niezwykle rozluźnionego. – Zresztą w kuchni jest sok, a w dzbanku zaparzyłem herbaty. Tak na wszelki wypadek, gdybyś miała ochotę.

– Dziękuję – znów poczuła, że się rumieni.

– Rano skoczę po świeże bułki i mleko. A poza tym lodówka i szafki są pełne. Prosiłem gosposię, by kupowała produkty z myślą o dziecku, więc na pewno znajdzie się… Marika, co jest? – zaniepokojony pochylił się w jej kierunku. – Hej? Nie płacz mi tutaj! Miałaś być szczęśliwa!

Kciukiem otarł łzy, powoli spływające po policzku dziewczyny.

– Jesteś taki dobry – wyjąkała zawstydzona. – Więc jestem. Ale nie przywykłam, by ktoś, prócz Klary tak o mnie dbał.

Roześmiał się i przyciągnął ją ku sobie, sadzając na kolanach. Miał po prostu ochotę, by przytuliła się tak jak wtedy, gdy wyratował ją od niechcianych zalotów Nataniela.

– Możesz sobie myśleć, że to wyrzuty sumienia lub poczucie obowiązku. Ale powiem ci Mariko, że dawno żadna rzecz nie sprawiała mi takiej przyjemności.

– Chyba nie bardzo rozumiem? – Uczucie paniki narastało, choć była pewna, że Maks nie zrobi nic, czego by nie chciała.

Delikatnie gładził ją po karku, wpatrując się w ogromne, błyszczące oczy z pół uśmiechem na ustach. Potem westchnął i spoważniał.

– Przepraszam, nie powinienem sprawiać, byś czuła się zażenowana.

– Trochę tak – pisnęła cichutko.

– Widzę – odparł z czułością. – Chodź, bo wszystko nam ostygnie.

Usiadła naprzeciwko i w milczeniu pochłonęła pierwszy kawałek. Dopiero gdy zaczęła jeść, zorientowała się jak bardzo była głodna.

– Mam nadzieję, że Amelka nie obudzi się w środku nocy i nie zażąda kolacji? – odezwała się nagle zaniepokojona.

– A pija mleko? Mogłabyś szybko podgrzać w mikrofali i podać.

– Dobry pomysł – ucieszyła się, częstując się kolejnym kawałkiem.

– Wina?

– Nie, dziękuję. Wystarczy to co mam.

Nie nalegał tylko wstał i z kuchni przyniósł dwa kubki parującej herbaty.

– Proszę. Pamiętam, że podczas wizyty u mojej siostry mówiłaś, że nie słodzisz.

– Tak.

– A może lepiej sok?

– Nie Maks, naprawdę dziękuję. Chce skończyć i pójść spać, bo czuję, że padam z nóg.

– Mariko – zaczął z wahaniem. – Wiem, iż mówiłem, że będziecie tu same. Ale czy nie miałabyś nic przeciwko temu, abym został z wami na te kilka dni? Nie będzie cię to krępować?

– To ogromny dom. A w nocy z pewnością, będziemy się czuły bezpieczniej.

Maks wyglądał jakby spadł mu z serca wielki kamień. Roześmiał się radośnie i dolał sobie wina.

– W taki razie toast za udany pobyt w tym miejscu!

Również uniosła swój kieliszek.

– Ja także mam nadzieję, że przed nami kilka wspaniałych dni.

Kiedy w końcu kładła się z uczuciem ulgi w miękkiej pościeli, wciąż miała przed oczyma jego roześmianą twarz i szczery uśmiech.

Przytuliła się do błogo pochrapującej Amelki i pierwszy raz od bardzo dawna w jej sercu zagościł spokój. Oraz ostrożna nadzieja na szczęśliwą przyszłość.

Kilka minut później Marika zasnęła.

A w pokoju obok, z rękoma skrzyżowanymi pod głową, zapatrzony w sufit, leżał Maks, zastanawiając się, jakim cudem wpakował się w to wszystko i czego tak naprawdę pragnął.

4 145 czyt.
100%141
blackjack

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne, użyła 2003 słów i 11586 znaków

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 2 dni temu

    Ciekawe czego pragnie . Ma teoretycznie wszystko a jednak szuka czegoś innego. Pozdrawiam