Nikomu ani słowa (V)

Nikomu ani słowa (V)Szefowie zazwyczaj romansują z sekretarkami. Jednak Maks uległ urokowi zwykłej sprzątaczki. I to na dodatek w wieczór poprzedzający jego ślub. Próbował zapomnieć o przeszłości, lecz wkrótce okazało się, że ona o nim nie zapomniała.
Pierwsze spotkanie przy kawie było nieco krępujące. Kiedy Marika, otulona w puszysty szlafrok, zeszła na dół, Maks wesoło pogwizdując, szykował śniadanie wraz z roześmianą Amelką.

Zdumiona uniosła brwi, widząc tych dwoje w tak dobrej komitywie.

– Ubrałem małą. Pokazała co chce włożyć. I uczesałem. Choć chyba kiepsko mi poszło? – krytycznie spojrzał na krzywą kitkę na dziewczęcej głowie.

Amelka zaczęła chichotać, z buzią pełną jedzenia.

– Powiedzieć, że mnie zaskoczyliście, to mało. – Marika lekko się uśmiechnęła i sięgnęła po kubek z kawą, który postawił przed nią Maks. – Kochanie, jak zjesz, proszę idź do łazienki i umyj ząbki.

– Dobrze. Poproszę jeszcze chlebek z nutellą!

– Proszę bardzo, wedle życzenia! – Maks z gracją postawił przed nią talerz z kanapką, gdzie czekoladowego kremu było więcej niż przewidywał zdrowy rozsądek.

Marika zrezygnowana pokręciła głową, patrząc z czułością na dziewczynkę, która ze smakiem zajadała swoją porcję.

Potem przeniosła wzrok na Maksa. A on nieoczekiwanie się roześmiał.I pomyśleć, że wcześniej nigdy nie uszykował żadnej kobiecie nawet kawy.

– Jak myślisz, mam zadatki na dobrego męża?

– Nie wiem – lekko się zarumieniła. – Najlepiej oceniłaby to twoja żona.

– No tak… – Głupio było przyznać, że przez chwilę o tym zapomniał. Postawił przed Mariką kubek z kawą i talerz z kanapkami.

– Jedz chudzino – mrugnął okiem. –Musisz nabrać trochę ciałka.

– Uwielbiam krem czekoladowy, ale posmarowałeś trochę za grubo.

– Jesteście na wakacjach. Raz można zrobić wyjątek.

– Można.

W milczeniu jadła, obserwując jak Maks prowadzi poważną rozmowę z najwyraźniej towarzysko nastawioną Amelką. W końcu dziewczynka zjadła swoją porcję i z głośnym tupotem pobiegła do góry.

– Smakowało ci?

– Chleb z nutellą i kawa? Były pyszne – powiedziała nieco kpiąco.

Maks zrobił dziwną minę, chyba doskonale zrozumiał delikatną ironię tych słów.

– Nie jestem dobry w takich sprawach. Od ponad dwudziestu lat dba o to gosposia.

– No wiesz. A tutaj? – Zatoczyła dłonią dookoła. Kuchnia była wyposażona wręcz luksusowo, w najbardziej wymyślny sprzęt.

Najwyraźniej się zakłopotał.

– Tutaj zamawiałem obiady, a na śniadanie jeździłem do pobliskiej restauracji.

– Aż do teraz?

– Aż do teraz. Przypuszczałem, że ciężko cię będzie namówić do stołowania poza domem.

Ach, ci mężczyźni i ich pokrętny sposób rozumowania. Podniosła się z zamiarem sprzątnięcia po sobie. Maks również się poderwał, wyjmując jej naczynia z rąk.

– Ja to zrobię. A ty idź się ubrać. Potem ruszymy w trasę. O ile oczywiście będziecie chciały mnie ze sobą wziąć?

Stała niezdecydowana, zerkając na niego spod opuszczonych rzęs. Nieoczekiwanie poczuł, że robi mu się dziwnie gorąco.

Cholera! Wszytko zaczynało być doprawdy niepokojące. Zarówno to co czuł, jak i to co robił. Nagle przestało mu zależeć, by traktowała go jedynie jako przyjaciela. Pomalutku wkradło się pragnienie, by zamienić to na coś więcej.

Zmieszany, energicznie przystąpił do mycia naczyń. I z tym głupio się czuł, ale na szczęście Marika wróciła na górę.

Pół godziny później zaniepokojony Maks zapukał do sąsiednich drzwi. Otworzyła mu roześmiana Amelka.

– Oglądam bajkę – poinformowała go radośnie.

– A twoja ciocia?

– Jest pod prysznicem – dziewczynka udzieliła mu szczegółowej informacji i biegiem wróciła na fotel przed telewizorem.

Dyskretnie się wycofał i usiadł na jednej z sof stojących w hallu. Zatopił wzrok w krajobrazie rozciągającym się za ogromnym oknem, ale zamiast dobrze znanej panoramy przed jego oczyma ukazał się widok nagiej Mariki, stojącej w strugach lecącej z góry wody.

Przymknął oczy i wygodnie się oparł.

A potem pozwolił sobie na więcej. Każdy szczegół tak doskonale wyrzeźbionej sylwetki, jeszcze po dziewczęcemu smukłej. Niewielkie, jędrne piersi, płaski brzuch, delikatna, złocistobrązowa skóra. Jego dłonie docierające do każdego zakamarka…

Ocknął się dopiero, gdy tuż obok rozległ się natarczywy dźwięk telefonu. Po krótkiej, acz treściwej rozmowie z Agatą, z jękiem wplótł palce we włosy.

Boże! On chyba zwariował?! Dobrze, można jeszcze zrozumieć, że kierowany chwilowym impulsem, skusił się na krótki numerek wtedy w biurze. Ale co teraz miał na swoje usprawiedliwienie? Nie, nie powinien był zostawać, nawet na te kilka dni.

– Jesteśmy już gotowe – Marika stała tuż obok i uśmiechała się niepewnie. – Bajka kończy się za kilka minut i możemy iść.

Milczał, patrząc na nią nieco zagubiony. Właśnie tak by to określiła.

– Coś się stało?

– Nie! Nie, skąd – powtórzył, tym razem znacznie spokojniej, zrywając się przy tym z miejsca.

– Ja również jestem gotowy. Niech mała skończy oglądać i pójdziemy.

Uciekł do kuchni, by napić się wody, a może i czegoś mocniejszego. Dopadł lodówki, jakby to była jego ostatnia szansa i wyjął z niej schłodzoną butelkę whisky. Mały drink nie zaszkodzi, a przywróci odrobinę równowagi.

Pewnie i tak, gdyby zaniepokojona Marika nie podążyła za nim.

– Coś musi być nie w porządku. Wyglądasz na wytrąconego z równowagi.Czy u Agaty…

Nie powinna była podchodzić tak blisko. Nie powinna była go dotykać, kłaść dłoni na jego ramieniu.

Maks całkowicie stracił zdrowy rozsądek. Zresztą nigdy nie grzeszył powściągliwością w tych sprawach. Pochylił się i pocałował zdumioną dziewczynę. Dotknął ustami miękkich warg i cały świat dookoła przestał istnieć. Nie zwrócił uwagi na jej zdziwienie, a nade wszystko na gościa, który właśnie stanął w progu z pobladłą twarzą i przyglądał się całej tej scenie.

– Dzień dobry. Nie przeszkadzam? – rozległ się pełen tłumionej złości głos.

Marika odskoczyła w tył, czując, jak na policzku wypełza zdradliwy rumieniec. Ale Nataniel nie patrzył na nią. Wlepiał wzrok w znieruchomiałego brata.

– Nie przeszkadzasz – wykrztusił w końcu Maks. – I to nie to, co myślisz.

– O, tak! Z pewnością. –Nataniel wszedł i postawił na ziemi niewielką walizkę. Ale nie zamknął drzwi. I po chwili okazało się dlaczego. Tuż za nim ukazała się kobieta – wysoka, zgrabna brunetka, o jasnej, porcelanowej cerze. Włosy miała zaczesane w schludny kok, oczy błękitne niczym niebo, a do tego idealną twarz, o tak regularnych rysach, że sprawiała wręcz nienaturalne wrażenie. Kiedy ich ujrzała lekko, niemal niedostrzegalnie zmarszczyła brwi w geście niezadowolenia.

– Myślałam, że będziemy sami? Cześć Maks.

Starszy z braci stał nieruchomo, wlepiając w nią zaskoczony wzrok. Na schodach rozległo się głośnie tupanie – to Amelka zbiegała w szalonym pędzie w dół.

Kiedy zobaczyła gości, w pierwszej chwil się zawstydziła, dopiero gdy rozpoznała Nataniela, jej szczupła buzia rozjaśniła się radośnie.

– Patrz ciociu! Przyjechał ten książę, co całował cię pod drzewem.

Cztery dorosłe osoby skamieniały słysząc te słowa. I nagle Marika zaczęła chichotać. Cała ta sytuacja była tak kuriozalna, tak nieoczekiwana, że nawet przy największych staraniach, nie dałaby rady wymyślić czegoś podobnego.

Kiedy spojrzała prosto w twarz Nataniela, chichot zamienił się w głośny śmiech. Zataczając się uciekła na górę, padła na łóżko i wtuliła twarz w poduszkę, usiłując stłumić napad wesołości.

Na dole Maks podjął nadludzki wysiłek ratowania sytuacji.

– Cześć Zoe. Nie przypuszczałem, że cię tu spotkam.

Zamilkł, doskonale pamiętając te burzliwe dwa tygodnie, krótkiej znajomości z posągową pięknością.

– Nie przypuszczałeś, że będę tu z twoim bratem? – To mówiąc przeszła do salonu, a za nią podążył nadal milczący Nataniel.

Maks uśmiechnął się do zmieszanej Amelki.

– Idź do Mariki. Powiedz, że wychodzimy za kwadrans.

– Dobrze. – Dziewczynka skinęła głową i pobiegła na górę.

Przesunął dłonią po twarzy. Co za niezwykle głupi zbieg okoliczności. Chociaż… O ile nie myliła go pamięć, to właśnie przy Natanielu mówił, że wyjeżdża w tym terminie w góry.

Odetchnął i wszedł do salonu.

– Co was tu sprowadza?

– Krótki urlop – odezwał się milczący dotąd Nataniel.

– Nie ma sprawy. Na górze zostały jeszcze dwie wolne sypialnie.

– Nat opowiadał mi, że roztacza się z nich bajeczny widok na góry? – Zoe założyła nogę na nogę, eksponując je na całej długości.

– Owszem. Ale akurat te są zajęte. Będziecie musieli zadowolić się tymi z widokiem na ogródek.

– No wiesz? – Nataniel wybuchnął z nagłą złością. – Jakim prawem?...

– Doskonale wiedziałeś, że tu będę. Bierzecie to co jest, albo nie. Droga wolna! – Maks ze spokojem rozsiadł się na kanapie. Już dawno uodpornił się na urok siedzącej przed nim kobiety. To było tuż po tym, jak wróciwszy niespodziewanie do ich apartamentu, zastał ją baraszkującą z dwoma obcymi mu osiłkami.

Ciekawe czego chce od niej Nataniel?

3 komentarze

 
  • jumi0006

    jumi0006 · 18 czerwca · 193423666

    Ciekawe opowiadanie.. Nie mogę się doczekać następnej części  

  • edi

    edi · 16 czerwca · 200182567

    dobre  wiecej prosze

  • AnonimS

    AnonimS · 15 czerwca

    Kręci się karuzela zdarzeń . Czekam na kolejne części