Kamienicznik, praca i koleżanki XX

Obudziło mnie słońce świecące prosto w twarz.
-Cholera! Wczoraj wieczorem zapomniałem zaciągnąć rolety.
W pierwszej chwili chciałem je zasunąć, ale rzut oka na zegar uświadomił mi, że nie ma to już sensu.
Za kilkanaście minut i tak obudziłby mnie alarm w telefonie.
Dodatkowo pęcherz zaczął się dopominać opróżnienie.
Starając się nie budzić śpiącej obok Elki, zwlokłem się z łoża i powędrowałem do toalety.
-Można ją wynieść, a i tak się nie obudzi, spojrzałem z zazdrością na pogrążoną w głębokim śnie żonę.
Wizyta w toalecie poprawiła mi humor.
Gdyby jeszcze nie ta poranna erekcja to można by powiedzieć, że dzień zaczął się nieźle.
-Może jednak jest na to sposób, spojrzałem na śpiącą małżonkę.
Przykrywająca ją kołdra zsunęła się na bok.
Podciągnięta prawie do pasa koszulka odsłaniała jej lekko rozchylone uda i wydatny wzgórek łonowy.
Wyglądała tak, że nawet święty by się skusił.
Ja nie byłem świętym.
Powoli, żeby jej nie zbudzić, podszedłem bliżej.
Miałem ją teraz przed sobą, tuż na wyciągnijcie ręki.
-Ręki! A może czegoś innego?.
Na razie wystarczą palce.
Położyłem dłoń na wzgórku i palcem rozchyliłem sklejone wargi.
Przez chwilę pocierałem po powiększającej się łechtaczce.
Czułem, jak twardnieje.
-Krzysztof przestań, wyszeptała.
Zrobiła ruch, jakby chciała się podnieść.
O nie, nie teraz.
Mocniej nacisnąłem na wzgórek.
Jej oddech przyspieszył, przestała zaciskać uda.
-Krzysiu później, znowu wyszeptała.
-Przecież wyjeżdżasz.
-Chcesz, żebym się męczył przez cztery dni?
To ją przekonało.
Złapała mnie za ramiona i pociągnęła na siebie.
Poczułem, jak jej nogi oplatają mnie w pasie, przyciskając do swoich bioder.
-No dobrze dostaniesz małą zaliczkę.
-Ten przymusowy post nadrobimy po moim powrocie.
Czyżbym w jej głosie słyszał kpinę?
Chyba tak, kłamczucha, miałem ochotę roześmiać się w głos.
Na pewno przez tych parę dni nie będzie żyła jak mniszka.
Ja również nie zamierzałem żyć w celibacie.
Jej dłoń wślizgnęła się między nasze ciała i objęła kutasa.
-Czuję, że faktycznie byś się męczył, zachichotała, kiedy poczuła jego sztywność.
-Zaraz coś zaradzimy.
Ruszyła kilka razy dłonią, odsłaniając żołędź i powodując, że kutas jeszcze bardziej urósł.
Rozszerzyła jeszcze bardziej uda i zaczęła pocierać żołędzią między wargami.
Jakby się drażniąc, zanurzała jego koniec w pochwie, żeby za moment wyciągnąć z powrotem.
-Podoba ci się?.
-Chciałbyś go wepchać?
Poczułem, jak mocniej ściska kutasa, nie pozwalając na jego wtargnięcie do pochwy.
Miałem ochotę ją udusić.
To drażnienie powodowało, że byłem prawie na krawędzi spełnienia.
Widać było, że sprawia jej to przyjemność.
Znowu wsunęła koniuszek do wnętrza, ale tym razem poczułem, że już nie ściska go tak mocno.
Tak to był ten moment.
Naparłem mocniej biodrami i byłem w środku.
Zaskoczona moim niespodziewanym wtargnięciem usiłowała ścisnąć uda.
Czułem, jak zaciska mięśnie kegla, usiłując wypchnąć tkwiącego w pochwie kutasa.
O nie moja droga, dość zabawy.
Złapałem ją za pośladki i silniej przycisnąłem do swoich bioder.
Poczułem, jak jądra dotykają spojenia łonowego.
Teraz ja byłem panem sytuacji.
Zacząłem się ruszać coraz gwałtowniej, coraz mocniej.
Nie dbałem o to, czy jest jej przyjemnie, czy może odczuwa ból.
Zachowywałem się, jakby to miał być ostatni raz.
Cały czas do gdzieś w tyle głowy kołatała myśl, że jeszcze dzisiaj w jej cipie będzie gościł inny kutas, że jej pochwa będzie pełna nasienia jej kochasia.
Usłyszałem, jak jęczy, jej pochwa zaciska się w niekontrolowanych skurczach.
Doszedłem prawie w tym samym momencie, co Elka i wycieńczony przeżytym orgazmem opadłem na jej piersi.
Powoli nasze oddechy uspokajały się, opadało podniecenie.
Dodatkowo dźwięk telefon, który właśnie zadzwonił, wyrwał nas z letargu.
Leniwie podniosłem się z Elki.
-Kto to może być o tej porze? Elka zdziwiona spojrzała na zegar.
-Nie patrząc na wyświetlacz, wziąłem leżący obok łoża telefon.
-Tak słucham?
Cholera! To dzwoni Gośka.
-Część! Przepraszam, że dzwonię tak wcześniej, zaczęła.
-Nie szkodzi, już wstałem, przerwałem jej.
-Co się stało?
- Mogę się zabrać z tobą do pracy?
-Oczywiście!
-Gdzie mam podjechać?
-Możesz na parking przy moim bloku.
-Dobrze będę o piątej czterdzieści.
-Dziękuję! W jej glosie zabrzmiała wdzięczność.
-Czekam nie dłużej jak pięć minut.
Przerwałem połączenie i wstałem.
-Kto dzwonił? W spojrzeniu Elki widać było ciekawość.
-Gośka! koleżanka z pracy chce się zabrać ze mną.
-Chyba mają jakiś problem z samochodem, uciąłem dalsze wyjaśnienia.
Do diabła!, Że też nie miała, kiedy zadzwonić, byłem wściekły.
Liczyłem jeszcze na lodzik w wykonaniu małżonki a tu nici.
Podniosłem się z łoża i wyszedłem do łazienki.
Szybki prysznic, golenie sobie darowałem.
Już miałem wychodzić, kiedy jeszcze zatrzymała mnie Elka.
-Krzysiu! Jedzenie będziesz miał przygotowane w lodówce.
-Urwę się wcześniej i coś ci ugotuję.
-Kolega obiecał, że przyjedzie po mnie do domu.
-Umówiłam się z nim o trzynastej, żebyśmy na miejsce dojechali jeszcze za dnia.

Zobaczyłem, jak mówiąc kolega, lekko się zarumieniła.
Nie skomentowałem.
-Ok! Pamiętaj, tylko żebyś nie przyprawiała mi rogów, dodałem żartobliwie.
-No wiesz, jak tak możesz mówić.
Gdybym nie znał prawdy, to może bym jej uwierzył.
W tym oburzeniu była prawie autentyczna.
-Kiedy wracasz?
-To zależy, ale najprawdopodobniej w piątek po południu.
-Pamiętaj, że na sobotę zaprosiłem Mariusza i Zośkę.
-Może przyjdzie jeszcze kilka osób z mojej firmy, dodałem po namyśle.
Zachmurzyła się, kiedy przypomniałem jej o wizycie Mariusza.

Dopiero kiedy dotarło do niej, że będą jeszcze inni, cień na jej twarzy zniknął.
-No na mnie już czas, cmoknąłem ją na pożegnanie i wyszedłem.
Dojeżdżałem już na parking, kiedy zobaczyłem wychodzącą z klatki Gośkę.
Ubrana w znane mi już spodnie lekko czerwonawe, które podkreślały kształt jędrnej dupeczki i cieniutka bluzeczka idealna na panujące upały wyglądała jak marzenie każdego samca.
Mimo że wcześniej przeleciałem małżonkę, kutas znowu stanął gotowy na nowe wyzwania.
Szkoda, że nie mam więcej czasu, może udałoby mi się namówić Gośkę na małe co nieco.
-Część Krzysiu! Uśmiechnęła się na przywitanie.
-Samochód nawalił?
-Nie! Nie nawalił, to Misiek zrobił mi niespodziankę.
-Jaką? Spojrzałem zaciekawiony.
-Jego firma robi wakacyjną przerwę, a ten gamoń dopiero w niedzielę mi o tym powiedział.
-Dodał jeszcze, że dostał trzytygodniowe wczasy rodzinne w ich ośrodku wypoczynkowym.
-No, no niezła firma, funduje pracownikom wczasy.
-Nie funduje, ale faktycznie kosztuje to grosze.
-Wiesz, taki bonus dla pracowników dodała.
-Zazdroszczę Ci, pogoda wymarzona na urlop, skrzywiłem się, kiedy dotarło do mnie, że moje plany związane z Gośką wezmą w łeb.
-Niestety musi jechać tylko z dzieciakami.
-Wczoraj dzwoniłam do szefa, żeby przesunął mi urlop, ale się nie zgodził.
Jej słowa od razu poprawiły mi humor.
-To znaczy, że przez trzy tygodnie będziesz słomianą wdową?
Coś w moim głosie musiało ją zaniepokoić.
-Prawie, ale nie rób sobie zbytnich nadziei, matka będzie u mnie przez tydzień.
-Joanna?
-Tak! Joanna potwierdziła.
Dopiero teraz dotarło do niej, że obecność jej matki może mi nie przeszkadzać a wręcz przeciwnie.
-Kiedy wyjeżdżają?
-Jutro z samego rana, dzisiaj pojechał przeglądnąć samochód.
-Chciał wymienić klocki i chyba olej.
Przez chwilę jechaliśmy, milcząc.
-Wiesz Gosiu…przerwałem, chcąc podsycić jej ciekawość.
Zobaczyłem, jak odwraca się w moją stronę i patrzy, czekając, aż skończę.
-Będziemy mieli doskonałą okazję na jeszcze bliższe poznanie.
Nie czekając na odpowiedź, położyłem dłoń na jej udzie.
-Krzysztof! Przestań.
Poczułem, jak usiłuje odsunąć moją dłoń.
Jednak robiła to mało zdecydowanie.
Nie czekając na bardziej zdecydowaną reakcję, nacisnąłem na jej krocze.
Jej uda rozsunęły się, umożliwiając mi łatwiejszy dostęp do szparki skrytej za materiałem spodni.
-Szkoda, że nie ubrałaś sukienki, miałbym łatwiejszy dostęp.
-Krzysztof! Przestań, jej protest był jakiś mało zdecydowany.
-Jeszcze ktoś zobaczy.
Faktycznie miała rację, prawie już dojeżdżaliśmy.
-Wracasz ze mną?
-Nie mam wyjścia, uśmiechnęła się i ku mojemu zaskoczeniu przeciągnęła ręką po wzgórku, jaki utworzył się w moim kroczu.
Niezła szelma, jej zachowanie zaskoczyło mnie.
Naprzód ten niemrawy protest a teraz to.
Poczekam, aż jej Misiek wyjedzie i wtedy się z nią zabawię.
Reszta dnia zleciała, jak z bicza strzelił.
Już miałem szykować się do wyjścia, kiedy zadzwonił kurier.
Podobno ma jakąś przesyłkę i prosi, żeby ktoś poczekał na jego przyjazd.
Poczekam, nigdzie mi się nie spieszyło.
-Gosiu! Wyjedziemy trochę później, zakomunikowałem jej niezbyt miłą wiadomość.
-Dlaczego?
-Muszę poczekać na kuriera, podobno będzie za piętnaście minut.
-Trudno! Jak mus to mus westchnęła.
Właściwie to nie miała wyjścia, zostałem tylko ja i ona.
Nie miała, z kim wrócić.
Skorzystam z okazji i zadzwonię do Elki.
Chciałem się upewnić, że wróci dopiero w piątek.
Kiedy w końcu dodzwoniłem się do jej firmy, przeżyłem małe zaskoczenie.
Okazało się, że Elżbieta ma urlop od dzisiaj do piątku włącznie.
Kobieta, która mnie o tym informowała, na szczęście nie zorientowała się, że rozmawia z jej mężem.
Ładne kwiatki, to taka delegacja.
Z jednej strony to byłem wkurzony, a z drugiej chciało mi się śmiać z jej konspiracji.
Co ta suczka sobie wyobraża?
Myśli, że jestem ślepy.
Dalsze rozmyślania o żonie przerwało przybycie kuriera.
Po kilku minutach mogliśmy ruszyć do domu.
Gośka przez całą drogę milczała.
Siedziała wtulona w fotel, starając się być jak najdalej ode mnie.
-Jutro nie przyjeżdżaj, w końcu się odezwała.
-Misiek, jadąc z dzieciakami, przy okazji odwiezie mnie do pracy.
-Ok! Nie ma sprawy.
-Zresztą ja jutro będę później, muszę załatwić parę spraw u dostawców.
-Przyjadę dopiero około trzynastej i wrócisz ze mną.
-No to do jutra, rzuciła na pożegnanie i wyszła z samochodu.
Przez chwilę obserwowałem, jak idzie do klatki.
-Cholera jej dupcia jest niesamowita, kutas znowu bryknął.
Pośladki pod obcisłymi spodniami przyciągały wzrok jak magnes.
W końcu muszę rozdziewiczyć jej dupeczkę.
Obiecałem jej to przecież, a ja zawsze staram się dotrzymywać słowa, uśmiechnąłem się w duchu.
W końcu zniknęła w wejściu do bloku.
Miałem już ruszać, kiedy w bramie, w której przed chwilą zniknęła Gośka, zamajaczyła znajoma sylwetka.
-No nie to niemożliwe.
Powiedziałem to głośno, nie wierząc własnym oczom.
Dziewczyna, która właśnie wychodziła, była młodszą siostrą Gośki.
Tak to była ta gówniara o lepkich rączkach.
-Jednak dzisiejszy dzień nie będzie stracony.
Czułem, jak wraca mi dobry humor.

8 501 czyt.
100%531
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2033 słów i 11335 znaków, zaktualizował 8 cze o 20:59.

1 komentarz

 
  • nanoc

    nanoc · 9 czerwca

    Wszyscy Cię chwalą, bo jest za co, dobrze Ci idzie.