Kamienicznik, praca i koleżanki VII

Okazało się, że kolega chce odświeżyć znajomość i zaprasza na parapetówkę z okazji ukończenia remontu domu.
Dodał jeszcze, że razem z osobą towarzyszącą.
Wprawdzie teraz nie mieliśmy już takiego kontaktu jak kiedyś, ale dochodziły do mnie wieści, że kupił jakiś dom, że go remontuje.
Ten dom to podobno był jakiś przedwojenny ekskluzywny burdel.
Ciekawe zamyśliłem się na wspomnienie naszych szaleństw.
Ile to panienek razem przelecieliśmy, uśmiechnąłem się do siebie, przypominając sobie orgietki, które organizował.
Zawsze miał talent do wyrwania jakiejś laseczki.
Ona najczęściej też miała koleżanki.
Fakt z Mariuszem nigdy nie było nudno.
Mogłem mieć tylko nadzieję, że dalej jest takim luzakiem.
Chyba że się ustatkował – zona, dzieciaki.
Nie, jednak chyba nie, coś bym słyszał.
Zresztą w sobotę porozmawiamy o starych dobrych czasach.

Skończyłem rozmowę i zacząłem zastanawiać się co dalej z tak miło rozpoczętym dniem.
Myśl o Gośce i tym, co jej obiecałem, spowodowała, że mój nastrój jeszcze bardziej się poprawił.
Wyobrażenie jej dupci i rozkoszy, jaką może mi dać, spowodowało, że kutas znowu stanął, jakby on też nie mógł się doczekać, kiedy zagości w jej ciasnym brązowym oczku.
-Muszę coś zjeść, mruknąłem sam do siebie.
W natłoku dzisiejszych zdarzeń zapomniałem o śniadaniu.
Niestety organizm ma swoje prawa i zaczął się dopominać o swoje.
Miałem szczęście, że knajpa była stosunkowo blisko 5 minut spacerkiem i byłem u celu.
Dzisiaj faktycznie był mój szczęśliwy dzień.
W zwykle zatłoczonej restauracji bez żadnych problemów znalazł się wolny stolik.
Nawet na realizację zamówienia nie musiałem długo czekać.
Kończąc posiłek, zobaczyłem jak wyświetlacz, leżącego obok telefonu rozbłysnął i usłyszałem sygnał zwiastujący nadejście SMS.
Nie zdążyłem sprawdzić, kto był nadawcą, kiedy telefon znowu pisnął, przyszedł następny.

Ciekawe! Nacisnąłem ikonkę wiadomości.
Nadawcą pierwszej była małżonka, druga pochodziła od Gośki.
Elka zawiadamiała, że wróci około 20.00 i żebym przyjechał po nią na przystanek, na którym wysadzi ją koleżanka.
Tak! Koleżanka, uśmiechnąłem się kpiąco.
Kochaś boi się podwieźć ją pod dom.

Wiadomość od Gośki była lakoniczna „zadzwoń, musimy się spotkać”.
Poczułem, jak kutas zesztywniał, przecież nie minęło więcej niż dwie godziny, no może trzy poprawiłem się, patrząc na zegarek, a już jej brakuje mojego towarzystwa.
Ciekawe, o co jej chodzi? Zacząłem się zastanawiać.
Nie ma co sobie łamać głowy, po prostu zadzwonię, tak jak chciała.
Odebrała prawie natychmiast, jakby czekała na mój telefon.
-Jeszcze ci mało! Zażartowałem
-Nie przypuszczałem, że tak Ci się spodoba, jak chcesz, to zaraz przyjdę i będziemy kontynuować.
-Ale pamiętaj, tym razem dokończę to, co nam przerwała mamuśka.
Przez chwilę po drugiej stronie panowała cisza, przerywana jakimś podniesionym głosem.
-Krzysztof! Przestań, to nie jest śmieszne, w jej głosie zabrzmiał jakby niepokój, strach.
-Nie, nie jest, ale za to jakie podniecające, a twoja dupeczka, zawiesiłem głos, to marzenie każdego faceta dokończyłem.
-Przestań! Musimy się spotkać jeszcze dzisiaj, zanim wróci mąż.
W jej głosie brzmiało błaganie, chcę coś wyjaśnić, dodała.
-Dobrze! Przerwałem gdzie i kiedy?
-może za pół godziny?
-Ok. Może być, zgodziłem się natychmiast.
-Gdzie? Padło następne pytanie.
-Samochód stoi dalej na parkingu niedaleko twojego bloku.
-Nie! Tam teraz może być sporo ludzi, zaprotestowała.
-O tej porze? Skarbie jest niedziela, parking był prawie pusty, jak wychodziłem.
-No dobrze! Westchnęła.
-Tylko bądź na pewno, upewniła się i skończyła połączenie.

Czułam, że jestem czerwona, prawie purpurowa, wzrok stojącej obok mnie matki wprost palił.
Rozmowa, którą musiałam przełączyć w tryb głośno mówiący, musiała potwierdzić jej podejrzenia.
-Ba podejrzenia, ona była pewna, że coś między mną i Krzyśkiem było, kiedy tylko weszła do mieszkania.
Zaraz po jego wyjściu zaczęła swoje śledztwo.
Na nic się nie zdały moje zaprzeczenia, że to tylko kolega, że nic między nami nie było.
W końcu miałam już dość, opowiedziałam wszystko i jak do tego doszło.
Miałam nadzieję, że zrozumie, że nie miałam innego wyjścia.
Widziałam, że była zaskoczona, a jeszcze bardziej, kiedy pokazałam jej nagrania.
Jej pierwszą reakcją było, że też nie mieliśmy gdzie się pieprzyć tylko tam na imprezie.
-Nie mogliście z tym poczekać, aż wrócicie do domu?
-Chciałam, rozszlochałam się, ale Mariusz umilkłam.
-Mariusz, był pijany, nic do niego nie docierało, wykrzyczałam przez łzy.
-On to spowodował, a ja teraz, nie dokończyłam.
-Jak ja mu teraz spojrzę w oczy, znowu pociekły mi łzy.
-Nie maż się, głos matki był wyjątkowo spokojny.
-Ja to załatwię.
-Naprawdę? Spojrzałam na nią z nadzieją.
-Przynajmniej się postaram.
-Dzwoń do niego, podała mi telefon, na którym oglądała nasze małżeńskie igraszki.
-I usuń to, wskazała na filmik, który cały czas się odtwarzał.
-Jeszcze ktoś to zobaczy i znowu będzie afera, mruknęła pod nosem.
-Bardzo dobrze! Zrobimy mu niespodziankę, matka uśmiechnęła się, kiedy zakończyłam rozmowę.
-Zamiast z tobą spotka się ze mną, jej uśmieszek nie wróżył nic dobrego.
-Powiedz, jaki on jest, nagle zażądała.
Zaskoczyła mnie tym zupełnie.
Jaki jest? Zaczęłam się zastanawiać.
Na pewno lepszym kochankiem niż mój mąż, poczułam, jak wilgotnieję tam na dole.
Przypomniałam sobie minetkę w jego wykonaniu i to jak doprowadził mnie na szczyt rozkoszy.
Po raz pierwszy przeżyłam coś tak niesamowitego.
Wprawdzie nie mogłam narzekać na seks z mężem, ale Krzysztof to była zupełnie inna klasa.
Samo wspomnienie tego, co robił ze mną, powodowało, że na dole w brzuchu czułam, jak to poetycznie mówią motylki.
Coś z tych myśli musiała zobaczyć na mojej twarzy matka.
-Widzę, że nie narzekasz, uśmiechnęła się kpiąco.
-Pamiętaj ! Masz z nim skończyć i nie chcę już słyszeć, że musiałaś, że nie miałaś wyjścia, pogroziła mi palcem jak małemu dziecku.


Mijało właśnie umówione półgodziny, kiedy dotarłem na parking.
Oprócz mojego samochodu stało na nim jeszcze kilka pojazdów, wszystkie puste.
Właśnie dochodziłem do pojazdu, kiedy na parking weszła Gośka.
Co jest ? Nie wierzyłem własnym oczom.
Nie była sama, razem z nią szła jej matka.
Cholera, co ona robi, poczułem się lekko stremowany.
Czyżby starsza pani chciała się przyłączyć do naszej zabawy, uśmiechnąłem się cynicznie.
Chociaż nie taka starsza, miałem teraz okazję przypatrzyć się dokładnie jej matce.
Chyba nawet w moim wieku albo nawet ciut młodsza.
Zaraz! Gośka ma chyba 25 albo 26 lat, a podobno mamuśka urodziła ją wyjątkowo wcześnie jako siedemnastolatka, wynika, że mamuśka ma  chyba czterdzieści kilka lat lata.
Jest młodsza ode mnie o rok.
Spojrzałem jeszcze raz, no niezła z niej dupcia, szczupła spory biuścik i dupeczka podobna jak u córki.
Szkoda tylko, że kiepsko ubrana, jakaś kwiecista sukienka, która ją postarzała.
Chociaż! Zobaczyłem, jak powiew wiatru uniósł do góry jej skraj.
Nogi ma niezłe, szczupłe, zgrabne.
Kutas zaczął się budzić do życia.
Ciekawe co ona tu robi?.

7 931 czyt.
97%393
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1325 słów i 7490 znaków, zaktualizował 15 mar o 18:18

Komentarze (3)

 
  • Robert72

    Robert72 17 marca

    Czaruj nam Czarodzieju , ciekawy pomysł

  • Anonim2

    Anonim2 16 marca ip:311823

    Ciąg dalszy bardzo fajny. Ciekawy pomysł na połączenie dwóch opowiadań. I nudne pytanie z mojej strony. Co z innymi opowiadaniami?

  • Gaba

    Gaba 15 marca

    No, Merlinie! Tego się nie spodziewałem. Tak powiązać wszystko to, co do tej pory napisałeś - bardzo fajnie. Jestem pod wrażeniem!