Ukojenie 2. Młody #25

Ukojenie 2. Młody #25Od razu po wejściu skierował gniewny wzrok na Denise.
– Nawet o tym nie myśl – zaśmiała się Emily, obejmując ramię chłopaka.
– Nic nie myślę – warknął Trevor, który w tym momencie najchętniej rozszarpałby Denise na strzępy.
– Nieeee? – wesołość blondynki nabierała na sile.  
Chłopak przemilczał i ruszył do ławki, lecz nie było mu dane usiąść, bo okazało się, że jego miejsce jest zajęte.
– Co się tu wyprawia? – teraz i on wygiął usta, widząc siedzącą obok Darrena Penny.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, operując przyjazną miną.
– Dobra, kumam. Wisisz browar – wyszczerzył się do przyjaciela i zaraz klapnął obok Emily.
– Zrobili cię, co? – cieszyła się kumpela. – No i czy ja powiedziałam, że możesz tu usiąść?
– Bawi cię coś? – syknął Trevor, którego żarty przyjaciółki zaczynały powoli drażnić. Nie miał pojęcia, co dzieje się z Susan, czy w tej chwili nie robi jakiejś głupoty i to nie dawało mu spokoju, poza tym wiedział, że dziś miałby okazję z nią usiąść, a tu taka porażka.
– Magiku – trąciła go. – Wyluzuj. Nie ma jeszcze grubasa, to może do niej zadzwoń? Dlaczego o tym nie pomyśleliśmy?
Trevor szybko wydobył telefon i wybrał numer ukochanej, lecz stało się tak, jak przewidywał – nie odbierała.
– Włączony, ale nie odbiera – spojrzał na Emily.
Z boku dochodziły ich ciche, nieudolnie kamuflowane chichoty Denise i Cindy, podnosząc chłopakowi ciśnienie. Na zegarze wybiła dziesiąta.
– Nie ma? Zawsze wcześniej, a teraz nie ma? – zdziwił się chłopak, napomykając o osobie nauczyciela. – Nie będzie historii – zawyrokował, samemu w to nie wierząc.
W odpowiedzi otrzymał jedynie uśmiech przyjaciółki.  
Ray Willman wszedł do klasy po chwili i towarzystwo momentalnie ucichło, dużej postury zimny, wredny facet od zawsze siał postrach wśród uczniów. Trevor wiedząc, jakie ma oceny, wgapił się w zeszyt w nadziei, że stanie się niewidzialny i chyba się udało, bo facet nie zaczął przepytywania, tylko kazał otworzyć podręcznik i napisać rzeczową, słusznej długości notatkę na temat Konstytucji. Szesnastolatek zbladł, nie miał pojęcia, jak się za to zabrać.
– Pisz ode mnie, tylko nie ząb w ząb – szepnęła Emily, która mimo iście imprezowego stylu życia nigdy nie miała problemu z nauką.
Trevor spojrzał na nauczyciela – siedział z nosem w jakiejś książce. Emily nie czekała, tylko od razu wzięła się do pracy, zaglądał więc do niej, próbując poprzekręcać powstałe zdania. Dziewczyna skończyła dziesięć minut przed dzwonkiem i dyskretnie zajrzała w zeszyt przyjaciela.
– Kurde, Magiku, aleś naplątał – szepnęła wesoło. – Kurde, taka łatwa notatka, wystarczy zajrzeć do książki. Trzeba tylko chcieć – drwiła. – Dawaj, podyktuję ci. Zdążymy, najwyżej będzie krótsze.
Trevor nie dyskutował, tylko przewrócił zapisaną, a raczej zabazgraną kartkę i czekał na instrukcje. Notatka wyszła tylko odrobinę krótsza od zapisków Emily, dryg dziewczyny i prędkość pisania szatyna dały pożądane rezultaty.
Zadzwonił dzwonek, więc Willman kazał zostawić zeszyty i pozwolił opuścić klasę.
– Przejdźmy się jeszcze – poprosił Trevor, gdy Susan dalej nie odbierała telefonu. – Dzięki za pomoc, miałbym ciepło – mocno objął Emily, która z satysfakcją wyszczerzyła zęby.
Ponownie sprawdzili wewnątrz i naokoło budynku, lecz Susan zapadła się jak kamień w wodę.
– Nie mamy anglika? – zapytał Trevor.
– Nie.
– To czemu ja nic o tym nie wiem?
– Jak zawsze – zaśmiała się Emily. – Wracamy, nie ma sensu tak krążyć.
– Chyba nawiała na dobre – mruknął zmartwiony chłopak, niechętnie kierując się do budynku.
– Nic jej nie będzie – powtórzyła blondynka.
Minęło dziesięć minut lekcji, kiedy rozległo się pukanie i w klasie pojawiła się Sue w towarzystwie wyraźnie niezadowolonego dyrektora.
– Panie Sanders, znalazłem zgubę – oznajmił chłodno.
Denise od razu się uruchomiła, chichocząc jak kretynka pod nosem, co nie umknęło uwadze Trevora.
– Dziękuję. Sue, usiądź – rzekł nauczyciel matematyki, ciepły i przyjemny facet.
– Kurwa, przysięgam, że jej dziś wpierdolę – syknął nastolatek, patrząc to na Denise, to na Susan.  
– Mówiłam, że nie zginie – odparła Emily. – I nikogo nie najebiesz… sama to zrobię – ironizowała, operując złośliwym uśmieszkiem.
Sue usiadła w ostatniej ławce przy ścianie, w której siedziała Polly, jedna z sympatyczniejszych osób w szkole, i nerwowo otworzyła plecak. Ręce jej drżały.
– Co jej jest? – zapytał Trevor, który w mig zauważył dziwne zachowanie ukochanej.
– Nie wiem.
Susan siedziała z nosem w zeszycie, ani razu nie spojrzała jeszcze na przyjaciół. Wyglądała dość licho, była smutna i jakby niewyspana. Na nic zdawało się jej aktorstwo, niewyraźna prezencja dziewczyny od razu rzucała się w oczy.
– Może ty spróbuj z nią pogadać? Jest chyba gorzej, niż wczoraj – poprosił Trevor.
– To raczej nie jest dobry pomysł, ale ok, spróbuję na przerwie – odparła Emily i wzięła się za przepisywanie zadań z tablicy.
Szatyn nadal bacznie obserwował to Sue, to Denise, napompowując się irytacją coraz bardziej. Gdyby mógł, najpewniej teraz by wstał i cisnął dowcipnisią o ścianę.
– Denise, Cindy, proszę o ciszę! – zareagował w końcu nauczyciel.
Dziewczyny się uspokoiły, nadal jednak szeptały coś do siebie. Spojrzał na Sue – wyraźnie słyszała drwiny, o czym świadczyła jej niecodzienna mina.
– Magiku, nie odpalaj się – szepnęła Emily.
Milczał, nabuzowany i nie odezwał się aż do końca lekcji. Zadzwonił dzwonek i Sue szybciej niż błyskawica schowała zeszyt i zerwała się z miejsca, chcąc chyba uciec. Trevor był jednak szybszy i migiem znalazł się przy dziewczynie.
– Sue… – mruknął błagalnie, tarasując jej przejście.
– Magiku, puść mnie, muszę do kibla – syknęła dziewczyna, próbując przejść.
– Ja też. Możemy iść razem? – zapytała Emily.
Susan natychmiast się pogubiła, po chwili jednak skinęła głową i w towarzystwie blondynki ruszyła w stronę drzwi. Trevor od razu rozejrzał się za Denise, ale ta była cwana, bo już się gdzieś schowała. Po dwóch, może trzech minutach Emily wróciła… sama.
– Gdzie Sue? – natychmiast zapytał.
– Zaraz przyjdzie, wyluzuj. A gdzie ta szmata?
– Nie wiem, spierdoliła. Ale ją chwycę, dziś jej nie podaruję. Gadałaś?
– Tak... nie... zresztą potem ci powiem.
Chwilowo odpuścił.


Przerwa była krótka, więc dzwonek zadzwonił bardzo szybko i dopiero teraz Sue wróciła z toalety, a chwilę później Denise, która stanęła przy ścianie, bacznie obserwując Trevora i Emily. Humor nadal jej nie opuszczał, w czym pomagał fakt, iż kolejna lekcja odbywała się w sali znajdującej się przy samym pokoju nauczycielskim, przez co dziewczyna czuła się bezpiecznie.
– Magiku, zostaw, złapiemy ją po zajęciach – Emily mocno trzymała ramię chłopaka wiedząc, co mu chodzi po głowie.
Szepty trwały w najlepsze, wystawiając cierpliwość chłopaka na coraz większą próbę, w końcu wyrwał się Emily i ruszył w stronę Denise. Ubiegła go Sue, która nagle rzuciła plecak, doskoczyła do dziewczyny i z całej siły huknęła ją w twarz, po czym chwyciła nastolatkę za włosy i agresywnie nachyliła jej głowę niemalże do samej ziemi
– Ty tępa szmato, odpierdolisz się w końcu ode mnie, czy nie?! – zagrzmiała.
– Puszczaj – zajęczała Denise.
– Odpierdolisz się, pytam? – powtórzyła szatynka, wyginając ciało koleżanki do nienaturalnej pozycji.
Trevor z Emily aż otworzyli usta.
– WRIGHT! – ryknął złowrogo dyrektor, który nagle wyłonił się zza ściany.
Susan zbladła…

405 czyt.
100%81
fazka

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1330 słów i 7971 znaków, zaktualizowała 4 lis 2018.

1 komentarz

 
  • aKubek

    aKubek · 7 lis 2018

    W końcu wróciłaś ^^ i jakie zakończenie...nonono...