Ukojenie 2. Młody #20

Ukojenie 2. Młody #20Usiadła na łóżku i spojrzała w dół – plama na spodniach, efekt "romantycznych” poczynań brata była trochę widoczna. Niedobrze jej się zrobiło, postanowiła jednak, że dziś prać ich nie będzie, że zrobi to, jak się zmobilizuje. Ojciec zniknął, więc ból powrócił, przez to całe zamieszanie w napadzie stresu zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Piekło niemiłosiernie, włożyła więc rękę pod bieliznę i dotknęła pośladków. Poczuła niewielką wilgoć, co znaczyło, że na skórze pojawiła się odrobina krwi. Nie zdziwiło jej to, kabel w większości przypadków zostawiał ranki, był bardzo cienki, twardy ale i elastyczny, dlatego nie było problemu, aby waląc nim z taką siłą, rozciąć delikatną skórę na tyłku.
Spodnie były bardzo wygodne i jakby na nią szyte, aczkolwiek zrobione z dość grubego jeansu, dlatego też przywierały do bielizny i szarpały rany jeszcze bardziej.  
Zerknęła na zegarek – za niecały kwadrans dziewiąta. Wstała, otworzyła szafę i zaczęła szukać w niej czegoś lżejszego, lecz gdy tylko ukucnęła, aby wynaleźć jakiekolwiek dresy, skóra na pośladkach się naciągnęła i wywołała jeszcze większy ból. Znów zaczęła chlipać, lecz był to już prowizoryczny płacz, dziewczyna chyba nie miała już łez.
Znalazła w końcu białą koszulkę i czarne, bawełniane spodnie, które zaraz wydobyła. Czym prędzej zdjęła z siebie zasyfione jeansy, które niechlujnie rzuciła za łóżko. Na samą myśl o tym, co na nich jest, znów zerwało ją na wymioty, w czym bardzo pomagał fakt, że od trzech dni nic nie jadła.  
Pomyślała o słowach ojca, lecz nie miała ani odrobiny ochoty na jedzenie, żołądek już nie chciał, a dzisiejsze wydarzenia jeszcze bardziej wypierały chęć na cokolwiek.  
W okowach cierpienia przebrała się w lekkie ciuchy i położyła na lewym boku. Pościel była chłodna, lecz nie dawała ukojenia, do tego miejsca intymne rwały coraz bardziej. Nie dotykał jej jeszcze żaden chłopak, do tego brunet zrobił to bardzo brutalnie, co musiało dać efekt taki, jaki dało. Ból był bardzo dziwny, nieznany i nieprzyjemny, i uporczywie wypychając na wierzch myśli o tym, co się stało, nie pozwalał zasnąć.

Leżała już dobrą godzinę, lecz sen nadal nie przychodził, pomyślała więc o kąpieli, mając nadzieję, że jak się odświeży, uda jej się w jakimkolwiek stopniu zasnąć, lub chociaż zdrzemnąć.
Wstała i po chwili była w łazience, w której zamknęła się od środka i odkręciła wodę. Zdjęła ciuchy i za moment stała już pod chłodnym strumieniem. Woda była dość zimna, lecz to nic nie zmieniło, rana bolała i paliła, do czego dochodziły niepogojone jeszcze ręce i plecy.
Pominąwszy tyłek i odpuszczenie sobie zetknięcia go z piekącym mydłem, po dziesięciu minutach udało jej się w końcu wykąpać. Wytarła się byle jak i otworzywszy znajdującą się obok wanny szafkę, wyjęła z niej niewielkie lusterko. Stanęła przed lustrem, które w łazience było dość duże, odwróciła się i przy pomocy mniejszego zwierciadełka postanowiła obejrzeć swoje plecy i pośladki. Pręg było sporo i wyglądały jak jakaś sadystyczna mozaika. Odłożyła lusterko i zaczęła oglądać się cała. Zobaczyła cztery siniaki, jeden na prawym, trzy na lewym ramieniu, na przedramionach zaś pięć czerwonych pasków, które nie były już tak nabrzmiałe i szerokie, jak świeżo po pobiciu, niemniej jednak były i nie dało się ich nie zauważyć.  
Gdy już napodziwiała swoje ciało, wzięła lusterko i chciała schować je na miejsce, lecz w tym momencie usłyszała pukanie, a po nim zachrypnięty głos brata:
– Wyłaź, chcę się odlać!
Podskoczyła, zaskoczona i momentalnie upuściła lusterko, które upadło na czarne kafelki i rozbiło się w drobny mak. Zastygła w bezruchu przerażenia, pomyślawszy od razu o kolejnym powodzie do bicia, choć przecież nie był to żaden powód.
– Wyłaź, kurwa! – Stephen szarpnął za klamkę, aczkolwiek ściszył ton głosu.
– Zaraz! – warknęła Sue i wciąż nieubrana, zaczęła nieporadnie zbierać szczątki.
"Może nie zauważy” – pomyślała o kacie, starając się jak najszybciej zebrać bałagan.
Wystraszona, nie patrząc na ból sprzątnęła w okamgnieniu i nie mając żadnej zmiotki, rękoma pozbierała mniejsze kawałki, po czym ręcznikiem przetarła podłogę, aby usunąć lustrzany pyłek. Sprawdziła jeszcze, przejeżdżając dłonią po podłodze, nastąpienie przez kogoś z rodziny na jakąś zabłąkaną kruszynkę na pewno nie byłby rzeczą, która jest dziewczynie w tej chwili potrzebna.  
– Kurwa, wyłazisz, czy nie? Co tam robisz, walisz palcówę?! – ponaglał wściekły chłopak, wywołując popłoch u nastolatki, miała świadomość, że sprzątała bałagan ze dwie lub trzy minuty, co dla tego dupka było zapewne stanowczo za długim czasem.
– Już – wydusiła i mimo bólu, w ekspresowym tempie wskoczyła w te same ciuchy, wrzuciła ręcznik do kosza na pranie i całkowicie rozczochrana, niepewnie wyszła z toalety.
Gdy zobaczyła wyraz twarzy stojącego przy drzwiach chłopaka, przeszło ją nieprzyjemne ciepło i ogarnął strach, wyglądał jak niewyżyty psychopata. Stephen widząc dziewczynę, natychmiast wciągnął ją z powrotem do łazienki i przekręcił za sobą klucz. Nadal czuć było od niego alkohol.  
Od razu szarpnął nastolatką i napierając na nią całym ciałem, agresywnie przycisnął ją twarzą do ściany, po czym boleśnie wykręcił do tyłu jej prawą rękę, niemalże wyrywając ją ze stawu. Chciała odruchowo krzyknąć, gdyż ból był nie do zniesienia, nie zdążyła jednak, bo w okamgnieniu zakrył jej dłonią usta.
Ogarnęła ją panika, a łzy popłynęły ciurkiem, chłopak wygiął jej kończynę do momentu, aż spotkał opór.
– Kurwa, mała suko, co narobiłaś? – zagadał cicho do jej ucha.
Przerażona dziewczyna zupełnie nie myślała o tym, co mówi, w głowie stało jej tylko przenikliwe cierpienie, miała wrażenie, że brat łamie jej rękę.
– Ty zajebana suko, popamiętasz mnie, rozumiesz? – syknął i wygiął kończynę jeszcze bardziej, choć już bardziej raczej się nie dało.
Głośno zawyła z bólu przez zatkane usta, nie ruszając się z miejsca, aby nie spowodować jeszcze większego cierpienia, poza tym i tak była ściśle przyszpilona do ściany.
– Połamię ci ręce, rozumiesz, jebany sprzedawczyku – warczał, ani na moment nie zwalniając uścisku.
Z oczu nie leciały już krople, a strumienie i zrobiło jej się słabo, miała wrażenie, że zaraz zemdleje.
– Masz to odwołać, szmato? – rozkazał. – I nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, rozumiesz?
Natychmiast przytaknęła głową. Stephen puścił jej rękę, chwycił dziewczynę za włosy i mocno odgiął jej głowę, nadal nie wypuszczając jej z uścisku.
– Daję ci czas do jutra, a jeżeli nie, pogadamy inaczej.
– Ale on przecież teraz nie uwierzy – wystękała strachliwie szatynka, która nie miała pojęcia, jak odkręcić swoją skargę.
Wiedziała, że jeśli spróbuje to zrobić, ojciec domyśli się, że chłopak ją zaatakował, znów go ukarze, on znów się zemści, do tego na pewno jeszcze gorzej, i dziewczyna będzie tak trwać w tym błędnym kole i ciągle obrywać.
– Gówno mnie to obchodzi – warknął oprawca, boleśnie przyciskając do płytek jej twarz.
– Stephen, ale on się kapnie, że kłamię. Proszę cię… – wydusiła, mając już dość tej katorgi.
Chłopak w tej chwili uderzył głową siostry o ścianę, była ewidentnie rozjuszony.
– Masz czas do jutra – powtórzył, po czym spokojnie przekręcił klucz i wypchnął dziewczynę na zewnątrz.
Migiem uciekła do pokoju, trzymając się za rwące ramię – była na skraju wyczerpania. Weszła do sypialni i od razu lgnęła na łóżku, zupełnie nie patrząc, że kładzie się w mokrym bandażu.  
Nie umiała sama zawinąć nogi, poza tym nie miała czym, wlazła więc pod natrysk w opatrunku.  
Opanował ją olbrzymi lęk, nie miała pojęcia, co zrobić. Z jednej strony jeśli nie posłucha chłopaka, ten może zrobić jej krzywdę, zwłaszcza, że lubi sobie wypić, do tego bała się że kiedyś, po napiciu się do upadłego, przyjdzie i naprawdę ja zgwałci; z drugiej natomiast jeśli uda jej się przekonać ojca, że skłamała, przez co jego ukochany synuś dotkliwie oberwał, kara będzie zapewne tak gorzka, że zapamięta ją do końca życia.
Leżała i dumała, płacząc z bólu i z faktu, że ma tak przejebane w życiu. Zupełnie pogubiła się w całej tej sytuacji i oddałby wszystko, aby w tej chwili umrzeć. Choć minęły już dwa lata, szatynka nadal nie mogła uwierzyć, jak człowiek, w którym zawsze miała oparcie, który od zawsze pomagał jej we wszystkim w kilka tygodni mógł zmienić się w tak bezwzględnego sadystę, żeby aż do tego stopnia zacząć znęcać się nad bezbronną dziewczyną.
Pomyślała też o jutrze, bała się iść do szkoły. Piekące żarem pośladki, do tego ból po gwałcie i osłabienie, nie wiedziała, jak to wszystko ukryć. Pamięta do dziś, jak już kiedyś tak oberwała i nie dała rady usiąść na tyłku, co nieucząca się już z nimi koleżanka od razu wyłapała i zaczęła wypytywać. Dziewczyny już nie ma, ale przecież jest Trevor, który na pewno to zauważy i zaczną się pytania, zwłaszcza, że dziś zaczął już coraz bardziej naciskać. I jeszcze pogoda. Na zewnątrz z dnia na dzień robiło się coraz cieplej, a ona przecież nie będzie cały czas ubierać się, jakby zamierzała urządzić sobie wycieczkę na biegun. Poza tym była świadoma, że Emily ją wtedy przyłapała i bała się, żeby i ona nie zaczęła przesłuchania, przecież to najlepsza przyjaciółka chłopaka.
Dziewczyna do tej pory nie miała pojęcia, że Trevor coś do niej czuje, myślała, że to po prostu tylko i wyłącznie troska o nią. Zaprzątnięta dzień w dzień myślami, co będzie w domu po szkole i jak przeżyć w spokoju do kolejnego poranka nie zwróciła uwagi na fakt, że chłopak nos-stop się na nią gapi, zawsze staje w jej obronie, gdy nielubiana Denise czasem zaczyna stroić sobie z niej żarty, do tego praktycznie zawsze jest tam, gdzie jest ona.
No i jeszcze jeden problem, a mianowicie dwa ostatnie wychowania fizyczne, to już dobiło ją psychicznie. Ciężko jej było chodzić, a co dopiero biegać, co trener na pewno każe im robić jako rozgrzewkę, w końcu pogoda nieubłaganie skłaniała do przeprowadzenia lekcji na świeżym powietrzu. "Może nawiać?” – pomyślała i to wydało jej się w tej chwili najlepszym wyjściem, bała się tylko, aby nie zadzwonili do ojca, że wagaruje, czasem tak robili, zależało od dnia i humoru nauczycieli.
Tak się zadumała nad tym wszystkim, że boląca od uderzenia w ścianę głowa zaczęła dokuczać jeszcze bardziej, teraz już po prostu nie bolała, tylko napierdalała. Sprawdziła godzinę – dochodziła północ. Ból był coraz większy, a dziewczyna coraz bardziej zmęczona, lecz mimo wyczerpania, nadal nie dała rady usnąć. Wiedząc, że jest już bardzo późno i że pewnie wszyscy śpią, ciężko zwlekła się z łóżka i bezszelestnie ruszyła do kuchni w poszukiwaniu tabletki. Zapaliła małą, stojącą przy lodówce lampkę i zaczęła przewalać zawartość szuflady z lekami.
– Czego szukasz? Dlaczego nie śpisz? – usłyszała za plecami i mimo, że głos nie brzmiał groźnie, momentalnie znieruchomiała.  
Odwróciła się strachliwie – stał w dzwiach z komórką w dłoni.
– Głowa mnie boli, nie dam rady zasnąć – wypaplała szybko nie wiedząc, co zaraz nastąpi.
Ojciec ruszył w jej stronę i dziewczyna od razu oblała się zimnym potem. Nie chciała już żadnej tabletki, ani niczego, chciała tylko, aby zniknął.  
Facet poszedł do córki, zamknął otwartą wciąż szufladę, sięgnął do szafki na górze i wydobył coś z małej fiolki.
– Jadłaś coś? – zapytał, o dziwo, bardzo łagodnie.
– Tak – skłamała.
– Weź jedną, a drugą dopiero, jakby ta nie pomogła. I kładź się, o wpół do ósmej musisz wstać – rzekł, dając nastolatce dwie pigułki i jakąś małą maść, po czym bez słowa zniknął za drzwiami swojej sypialni.
Stała tam jeszcze chwilę nie wierząc w to, co się stało, że jej nie uderzył, nie krzyczał, nie zrobił czegokolwiek, przecież nawet głupie poszukiwanie lekarstwa mogłoby być dobrym powodem, aby zrobić jej krzywdę.
Popiła lek wodą z kranu i wróciła do pokoju. Spojrzała na tubkę i uśmiechnęła się szyderczo pod nosem z tego, jak można być takim hipokrytą. Przecież on nie dał jej leku po to, aby złagodzić jej cierpienie, tylko aby szybciej zlikwidować ślady jego rodzicielskiej troski.
Nasmarowała jednak ręce i pośladki i po chwili poczuła kojący chłód. Chętnie nasmarowałby też plecy, niestety, nie dała rady sięgnąć, co utrudniała jeszcze boląca ręka, odpuściła więc i ponownie skryła się na łóżku.
I nagle do niej doszło: "wpół do ósmej?”. Nie rozumiała, dlaczego, przecież ma na dziesiątą i zawsze wstaje najpóźniej przed dziewiątą, gdyż do szkoły ma niecałe dziesięć minut piechotą. Znów się zlękła, w głowie pojawiały się opcje, że może ojciec chce jeszcze przed wyjściem poznęcać się nad nią psychicznie, co nie zdziwiłoby nastolatki, często to robił.
Ręka przestawała boleć, kręciła tylko dziwnie i była odrobinę zdrętwiała, jakby przez jakiś czas nie dochodziła do niej krew, głowa także się uspokajała, więc w dalszym opatulona tysiącami myśli o wszystkim, około pierwszej w nocy w końcu zasnęła.

Nie spała dobrze, budziła się trzy razy, śniąc przy okazji jakiś koszmary, przez co wstała kompletnie niewyspana. Spojrzała na komórkę – 07:13, postanowiła więc już wstać, przecież i tak zaraz musiałaby to zrobić. Głowa przestała dokuczać, lecz reszta ciała bolała nadal, a najbardziej tyłek, dolne partie i trochę noga, reszta była przygojona i nie dokuczała już tak mocno dziewczynie. Spociła się cała przez niewdzięczne sny, musiała więc wziąć kolejny prysznic, lecz po wczorajszym incydencie bała się iść do łazienki.  
Wstała i znów zaatakowała szafę wiedząc, że ma gdzieś ciemnogranatowe, bawełniane, lekkie dresy. Szukała ich dobre pięć minut, w końcu znalazła, chwyciła bieliznę, żółtą, przewiewną koszulkę, oczywiście z długimi rękawami i zaraz była w łazience. Usłyszała krzątającą się po kuchni matkę, dlatego też nie bała się już opuścić sypialni.
Dziesięć minut później czysta, pachnąca i w końcu uczesana pojawiła się w kuchni. Kobieta od razu ją przytuliła i ruchem ręki kazała usiąść przy stole. Sue nadal odczuwała kompletny brak apetytu, aczkolwiek usłuchała matki i usiadła. Pojawiły się przy niej dwa składane tosty z szynką i kubek herbaty. Nie ruszyła kanapek, napiła się tylko. Kobieta wymownie spojrzała na córkę.
– Mamo, nie jestem głodna, wezmę do szkoły i tam zjem, dobrze?
Matka wiedziała, że córka nigdy nie miała problemu z jedzeniem, dlatego też natychmiast uwierzyła i zapakowała dziewczynie posiłek.
Od samego przebudzenia znęcał się nad nią ból, gwałt, perspektywa dzisiejszych lekcji i dług, który zaciągnęła u klasowego sknerusa. Dziewczyna zostawiła w klasie książkę od angielskiego, a gdy wróciła, już jej nie było. Tak bała się reakcji ojca za zgubienie podręcznika, że zmuszona była (co ledwo jej się udało) pożyczyć od bogatego, lecz bardzo skąpego chłopaka dwadzieścia dolców i kupić inną. Nie miała pojęcia, co powie Kevinowi, bo mimo, iż nigdy nie narzekał na posiadanie pieniędzy, był bardzo skrupulatny w kwestii zaciągniętych długów i Sue bała się, aby nie przyszło mu do łba poskarżyć się komuś jak mały dzieciak i narobić jej kłopotów.  
Najbardziej jednak od wczoraj męczył nastolatkę ten nieszczęsny wyjazd matki. Przecież nie będzie jej przez tydzień i nikt jej nie obroni, przynajmniej w dzień, teraz ojciec będzie miał wolną rękę od rana do nocy.

Daria wpadła do kuchni, z wesołym: "cześć!” mocno przytuliła siostrę i bez zbędnego zaproszenia zabrała się za kanapki z dżemem i mleko. Matka zniknęła, aby w jej miejsce pojawił się ojciec i natychmiast podniósł nastolatce ciśnienie. Facet nalał kawy i spokojnie zasiadł do posiłku. Susan chętnie uciekłaby do siebie, lecz bała się ruszyć.
– Odprowadzisz Darię na dziewiątą do szkoły – oświadczył znienacka mężczyzna. – Matka się pakuje i nie ma czasu.
Dziewczynie kamień spadł z serca, gdy dowiedziała się, że prawdopodobnie to było powodem jej wcześniejszego wstania.
– Co z twoją nogą? – zapytał nagle.
– Nic.
– Jak to nic? Kulejesz i masz opatrunek… a raczej to, co z niego zostało.
Dziewczyna już nie widziała, co myśleć, przecież nigdy nie pytał, a jak już, to sporadycznie. "Kurwa, z nogą? A moja cipa i dupa to już cię nie interesują? Noga to najmniejszy problem... pierdolony gnój!” – warknęła w duchu, wściekła jego fałszywą troską.
– Skaleczyłam się – mruknęła.
Po chwili matka powróciła do kuchni i ojciec poprosił, aby zobaczyła stopę dziewczyny. Kobieta zdjęła bandaż i od razu zbladła – rana mimo, iż nie bolała już tak, wyglądała dość brzydko.
– Nastąpiłam na szkło – nastolatka szybko uprzedziła jej pytania marząc, aby już zniknąć z tej pierdolonej kuchni i z w ogóle z domu.
Kobieta szybko przemyła ranę, podłożyła na nią trzy razy grubszą gazę, niż Billy, po czym ładnie zawinęła i kazała dziewczynie wstać. Gdy tylko Susan się podniosła, od razu poczuła różnicę, grubszy opatrunek nie pozwalał skórze tak mocno się napinać, co znacznie zwiększyło komfort chodzenia i znacznie zmniejszało ból.
– O wiele lepiej, mamo, dzięki – nastolatka zaraz odpowiedziała na zadane jej bezgłośnie pytanie.
Kobieta zniknęła, Susan dokończyła herbatę i zobaczywszy, że jest 08:12, wstała i ruszyła do łazienki. Załatwianie spraw było istną katorgą, dolne mięsnie napięły się i wywołały jeszcze gorszy ból, jednak zacisnęła zęby i dokończyła "dzieła”, musiała się przecież wysikać. Wilgotna na twarzy z wysiłku załatwiła w końcu potrzebę i ruszyła do pokoju, szykować się do wyjścia.
– Sue, chodź tu! – zawołał nagle ojciec i dziewczyna od razu straciła zaufanie do losu, do tej pory miała nadzieję, że chociaż poranek minie w miarę spokojnie.
Zmuszona wrócić do kuchni zaraz się tam udała i stanęła przed facetem ze zgrozą w oczach. Ojciec spojrzał na córkę i położył na stole dziesięć dolarów.
– O której kończysz? – zapytał.
– O trzeciej.
– To dobrze, więc odbierzesz Darię, bo kończy tak samo, kupisz jakieś frytki czy coś i dasz jej obiad. Ja dziś pracuję do późna i wrócę dopiero po dziewiątej – stwierdził, pokazując pieniądze i nadal będąc bardzo spokojnym.
Susan od razu zinterpretowała następująco: "Jest grzeczny, bo wie, że wyżyje się wieczorem, przecież nie będzie matki”. Ale czy matka kiedykolwiek przeszkadzała mu w zadaniu jej bólu? Kurwa, zapewne jest wielce szczęśliwy”.
– Sue, słuchasz mnie?! – teraz już podniósł głos.
– Tak, przepraszam.
– Tylko nie zgub tak, jak ostatnio i daj małej obiad! – powtórzył surowo i zniknął w małżeńskiej sypialni.
Susan schowała pieniądze do okładki podręcznika do chemii, chwyciła plecak i ruszyła do wyjścia.
– Daria, zaraz wpół do dziewiątej, wychodzimy! – krzyknęła.
Dziewczynka pojawiła się przy niej za chwilę, a za nią matka. Daria wskoczyła w buty i Susan już chciała wychodzić, lecz kobieta chwyciła jej ramiona i nachyliła się do ucha dziewczyny.
– Nie powinnam jechać – wyszeptała i nastolatkę z miejsca szarpnął potężny dreszcz, jakby ktoś podłączył ją pod dwadzieścia tysięcy wolt, to były pierwsze słowa matki od śmierci Sary.
Zdębiała, szeroko otworzywszy usta. Kompletnie ją zamurowało i nie miała pojęcia, jak zareagować. Matka już nic nie mówiła, patrzyła tylko ciepło na córkę.
– Nie mamo, jedź, dlaczego miałabyś nie jechać? Przecież to ci pomaga – wydusiła w końcu dziewczyna mając nadzieję, że przekona matkę, że nic się nie dzieje i że był to jednorazowy przypadek.  
Kobieta nadal przecinała córkę wzrokiem, chyba i ona zaczęła czuć pismo nosem.
– Mamo, czekałaś pół roku, musisz jechać – nalegała dziewczyna i miała rację, matce naprawdę pomagały te zabiegi, była coraz mniej skryta, dzika, no i te słowa przed chwilą…
– Muszę już iść, młoda się spóźni – oświadczyła, chcąc już uciec, gdyż po tej szokującej wypowiedzi kobiety miała ochotę się rozpłakać.
Matka przyłożyła dłoń do ucha i wyprostowując dwa palce, nakazała w milczeniu, że w razie czego Susan ma dzwonić, i gdy ta obiecała, dopiero wtedy ucałowała córkę, uwolniła z uścisku i zniknęła z korytarza.
– Idziemy! – ponaglała Daria, ciągnąc siostrę za nogawkę.
Sue poprawiła plecak, głaszcząc przy okazji swoje plecy i wyszła z małolatką z mieszkania. Szkoła Darii stała dokładnie obok jej, więc niecały kwadrans później dziewczynka zniknęła w jej wnętrzu, a Sue, wciąż targana słowami matki, pokuśtykała do swojej, bezustannie zastanawiając się, co będzie robić przez godzinę i szukając racjonalnego wytłumaczenia Kevinowi, Trevorowi, Emily, a co najgorsza, nie daj Boże – nauczycielom…

1 154 czyt.
100%123
fazka

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3988 słów i 21880 znaków, zaktualizowała 4 sty 2018.

3 komentarze

 
  • aKubek

    aKubek · 5 sty 2018

    No wzmogłaś ciekawość

  • zabka815

    zabka815 · 5 sty 2018

    Fajna część   Czekam na kolejną  

  • Fanka

    Fanka · 4 sty 2018

    Tego jej brata bym poslala na księżyc    
    Martwie się co będzie z Sue jak nastąpi wieczór... biedna    
    Zapraszam ją do siebie