tylko jeden błąd - 55 - EPILOG

To był bardzo dziwny rok.
Dowiedziałam się wiele nie tylko o sobie, ale także jak jednocześnie paskudne i piękne może być życie.
Przez następne dwa tygodnie po wypadku Liama budziłam się w nocy kilkakrotnie, by sprawdzić, czy Liam na pewno śpi i miarowo oddycha. Wciąż śniły mi się koszmary – że Liam się nie obudził, że lekarz zapomniał sprawdzić jego funkcji życiowych i Liam zmarł z powodu powikłań, że wdało się zakażenie. Mój mózg wymyślał różne czarne scenariusze. Mogłam ponownie zasnąć dopiero, kiedy upewniłam się, że moje dziecko jest bezpieczne.
Gdy wychodziliśmy ze szpitala, nie mogłam przestać przytulać Liama. Obiecałam sobie, że już nigdy go nie puszczę, choć oczywiście, nie mogłam dosłownie dotrzymać tej obietnicy. Stałam się jednak jeszcze bardziej przezorna i uważna. Nie zamierzałam już nigdy popełnić podobnych błędów. Wiedziałam, że na pewno jeszcze jakieś popełnię, bo – jak mówiła Debora – takie po prostu jest życie.
Wszyscy przyjechali z nami do mieszkania, gdy Liam został już wypisany. Nie miałam siły na gości, ale cieszyłam się, że nasi rodzice byli tu z nami. Gdy Liam zasnął w swoim łóżeczku, szepnęłam do Dylana:
- Mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Porozmawiaj ze swoją mamą.
Dylan jedynie skinął powoli głową. Gdy moi rodzice pojechali już do siebie, Debora została z Dylanem w salonie. Słyszałam ich przyciszone głosy, siedząc w sypialni i wyobrażałam sobie, że ten mur, który Dylan stworzył przez te wszystkie lata, właśnie się rozpada – kawałek po kawałku. W końcu usłyszałam płacz Debory, jednak był to płacz wzruszenia. Potem bardzo długo milczeli. Nie wiedziałam, co robili, ale chciałam myśleć, że siedzieli przytuleni. Mama z synem, w końcu pogodzeni po wielu latach. Być może Dylan naprawdę chciał się zmienić.
Ale mnie nie mógł tak łatwo z powrotem do siebie przekonać. Nasza relacja była skomplikowana dosłownie od pierwszej minuty, kiedy go poznałam. Od początku coś stało nam na drodze. Najczęściej był to po prostu cholernie złożony i skomplikowany charakter Dylana. Trochę go rozumiałam, co nie znaczyło, że byłam gotowa od razu rzucić mu się w ramiona. Tym razem przekroczył granicę i dobrze o tym wiedział.
Długo nad tym rozmyślałam. Widziałam, że Dylan czekał cierpliwie na jakąś decyzję z mojej strony, ale przez dłuższy czas nie potrafiłam jej podjąć. Najpierw załatwiłam bieżące sprawy. Otis na szczęście mnie nie zwolnił. Gdy tylko Liam wydobrzał, z powrotem mogłam pracować. Debora była bardzo chętna do opieki nad Liamem, więc razem z nią i moją mamą ustaliłam grafik, kiedy i która mama będzie się nim zajmować. Spotkałam się też z Mikiem i Lacey, oczywiście zabierając Liama, by pobawił się z Naomi. Dylan ze mną nie poszedł. Na jakiś czas chciałam się od niego odciąć. Zaczęłam się zachowywać tak, jakby w moim życiu nie było żadnego mężczyzny poza moim synkiem. Była to spora ulga, nagle poczułam się wolna. Nie musiałam się nikomu tłumaczyć i nikim przejmować.  
Ale tęskniłam. Czułam podświadomie, że Dylan jest tym jedynym, że chyba już nigdy nie zakocham się w innym mężczyźnie. Nie cierpiałam tej myśli. Jeśli Dylan miał się nigdy nie zmienić, to moja przyszłość nie rysowała się kolorowo. Jego zachowanie w dzień wypadku Liama przyćmiło wszystko.
Z drugiej strony, Dylan nie był złym człowiekiem. Był tylko wybuchowy i nie potrafił panować nad swoimi emocjami. To nie był grzech ani ciężkie przewinienie, jedynie dość znacząca wada. Gdyby tylko ją wyeliminował, byłabym najszczęśliwsza na świecie. Nie chciałam rozwalać naszej rodziny. Nie wtedy, kiedy tak długo i zaciekle o nią walczyłam.  
Zresztą, w końcu doszliśmy do jakiegoś porozumienia. Dylan powiedział, że mnie kocha. Że zawsze mu na mnie zależało. W końcu potwierdziło się to, co mówiła mi Kathy.  
Problem leżał jednak gdzie indziej – w jego okropnych słowach, które wdarły się głęboko w moje serce, powodując, że zaczęłam w siebie wątpić. Zaczęłam uważać, że nie nadaję się na matkę, bo zawiodłam syna, nie uchroniłam go przed wypadkiem. Dylan przepraszał mnie za te słowa niezliczoną ilość razy. Widziałam, że żałuje i wiedziałam, że emocje zrobiły swoje, ale i tak nie potrafiłam o tym zapomnieć.
Szesnastego listopada po raz pierwszy nie robiłam nic. Normalnie pewnie upiekłabym jakieś ciasto bądź tort. Kupiła prezent. Tym razem jednak nie miałam do tego głowy ani nawet chęci, ale gdy wróciłam po pracy do mieszkania, na stole w kuchni stała patera z tortem. Widać Dylan sam go sobie kupił.  
- Wszystkiego najlepszego – powiedziałam, wchodząc do kuchni i zmusiłam się do delikatnego uśmiechu. Znowu miał na sobie ten czarny sweter, ten sam, który miał na sobie, gdy ponownie się pocałowaliśmy po bardzo długiej przerwie.  
- Dziękuję. Ale ten tort nie jest dla mnie. – Dylan wyciągnął talerzyki oraz ostry nóż i zaczął kroić tort.
- Nie?  
- Nie.
- Ale masz dziś urodziny. – Nic z tego nie rozumiałam.
- Nie chcę ich świętować. Kupiłem tort, ale dla ciebie. Dla nas. Żeby móc świętować, jaką dobrą mamą jesteś. – Zapalił świeczkę, która była w kształcie jedynki. – Jest całkiem neutralny, więc nawet Liam będzie mógł zjeść kawałek.
- Dylan…
- Wiem – przerwał mi. – Głupi tort tego nie naprawi. Ale staram się. Wiem, że nadal jesteś na mnie wściekła i że cię zraniłem. I że nie przejdzie ci to tak szybko. Ale powinnaś wiedzieć, że codziennie żałuję tych słów. Wiem, że to była moja wina. Nie potrafiłem znieść tego ciężaru, więc w chwili słabości obarczyłem nim ciebie. Jestem słaby. Jeszcze daleka droga przede mną. Ale dziś chciałbym choć na chwilę o tym zapomnieć. Zjeść tort z tobą i z Liamem, cieszyć się, że jest tu z nami. Tylko o tyle cię proszę.
Miał rację. Widziałam, że się starał. Nie biczowałam go, nie wypominałam mu tego, co się stało, ale on sam codziennie wciąż brał na siebie całą odpowiedzialność i żałował tego. Na pewien czas odsunęłam się od niego, ale nie mogło tak przecież być wiecznie. Mogłam usiąść i zjeść z nim ten tort. Mogłam sobie pozwolić na chwilę spokoju.
- Dobrze. – Posłałam mu niepewny uśmiech. Odpowiedział mi tym samym.

✰✰✰

Zasugerowałam się tym, co mówiła Debora, choć zgodnie z moimi przypuszczeniami, mina Dylana nie była zbyt szczęśliwa, gdy przedstawiłam mu swoją propozycję.
- Terapia? – spytał z powątpiewaniem.
- Tak. Wiem, że pewnie nie chcesz rozdrapywać starych ran i rozmawiać o swoim dzieciństwie, ale to siedzi w tobie zbyt głęboko i wychodzi w najgorszych możliwych momentach. Czas się z tym rozprawić raz na zawsze. – Byłam stanowcza.
Dylan westchnął.
- Rzeczywiście, nie mam na to ochoty. Ale jeśli to sprawi, że na nowo mi zaufasz, to wchodzę w to.
Ulżyło mi, że się zgodził. Zasugerowałam Kathy jako naszą terapeutkę, ale w tym przypadku Dylan odmówił.
- Wolałbym kogoś nowego. Dużo opowiadałaś Kathy o mnie, gdy chodziłaś do niej w czasie ciąży. Nie chcę, by patrzyła na mnie przez pryzmat starych historii. Wolałbym rozmawiać z kimś, kto będzie bardziej obiektywny.
Była to celna uwaga, więc przystałam na jego pomysł. Znaleźliśmy psychologa niedaleko nas. Miał na imię Nick, był miłym, brodatym facetem po czterdziestce i miał świetne opinie. Dylan zgodził się na terapię, więc pokładałam w niej duże nadzieje.
Ciężko było opowiedzieć naszą historię od początku i to ze szczegółami. Zajęło nam to aż dwie wizyty. Nick ani razu nam nie przerywał, słuchał uważnie. Później poprosił, by Dylan na chwilę wyszedł. Odezwał się ponownie, gdy zostaliśmy sami.
- Camillo, chciałbym teraz, abyś powiedziała mi, jaki masz stosunek do Dylana. Nie chodzi mi o aktualne uczucia, wywołane wypadkiem waszego synka. Chciałbym, żebyś wzięła pod uwagę całokształt. To zostanie tylko w tych czterech ścianach.
- Kocham go – powiedziałam stanowczo. – Od początku chciałam tylko jego, choć momentami wykańczał mnie psychicznie. Kiedyś trudno było go kochać. Nie mówił o swoich uczuciach. Uciekał przede mną. Wolał pozwolić mi odejść, niż wziąć się w garść i zawalczyć o nas. Zmienił się trochę dzięki Liamowi, ale ta tendencja do obwiniania mnie i wszystkich innych dookoła nadal pozostała…
- Rozwiń tę myśl.
- Zostawiłam go, bo nie potrafił wyrażać swoich uczuć, ale myślę, że wtedy też uważał, że rozstaliśmy się z mojej winy. Gdy zostałam zgwałcona, obwiniał mojego przyjaciela. Nadal pamiętam ich kłótnię na szpitalnym korytarzu. Teraz, gdy Liam miał wypadek, obwinił mnie, choć to on wtedy był w domu i to on nie dokręcił tej cholernej półki. Powiedział mi potem, że nie umie brać odpowiedzialności za swoje czyny, że wszystko odreagowywał na mnie, bo nie umiał sobie z tym poradzić.  
- Uważasz, że zależy mu na tobie?
To pytanie trochę mnie zaskoczyło. Musiałam chwilę pomyśleć nad moją odpowiedzią.
- Sama nie wiem. Wszyscy dookoła mówili mi, że mu na mnie zależy, nawet kiedy on sam mi tego nie mówił. Czasem się z tym zgadzałam, a czasami nie. Myślę, że… - zawahałam się.
- Mów.
- Myślę, że mu zależy, ale on sam do końca tego nie rozumie i że nadal się tego boi. Boi się, że go zranię i dlatego nie okazuje mi uczuć w pełni. A ja boję się, że on będzie się tak bał, że w końcu mnie zostawi, by wrócić do przelotnych, nic nie znaczących znajomości.
- Dziękuję ci. – Nick poprawił okulary. – Mogłabyś teraz poprosić Dylana?
Dylan wszedł do Nicka, a ja zostałam na korytarzu. Byłam ciekawa, o czym rozmawiali. Nie było jednak sensu podsłuchiwać, zwłaszcza że drzwi były wygłuszone. Zresztą, Nick na pewno miał powody, by rozmawiać z nami osobno.
Chodziliśmy do Nicka dwa razy w tygodniu. Wkrótce zaczął umawiać się na sesje tylko z Dylanem. Właściwie było to zrozumiałe, bo to w końcu jego problemy musiał naprawić, ale korciło mnie, by też w tym uczestniczyć. Nic jednak nie mówiłam. W końcu zauważyłam, że Dylan zaczął się bardziej otwierać. Był to powolny proces, prawie niezauważalny, ale jego oczy nabrały jakiegoś blasku. Nie były już tak puste i zmartwione jak wcześniej. Wyglądał tak, jakby ktoś zdjął mu z piersi ciężar. On był szczęśliwszy, więc automatycznie i ja byłam szczęśliwsza.  
Dużo rozmyślałam o przebaczeniu. Już miało miejsce w naszej historii. Przebaczyliśmy sobie w momencie, kiedy ostatecznie porzuciliśmy wszystkie złośliwości i na nowo zaczęliśmy być razem. Tak nas do siebie ciągnęło, że już żadne z nas nie chciało rozpamiętywać przeszłości, choć nie mówiliśmy o tym głośno. Każdy ból w końcu mija. Wiedziałam, że i ten najnowszy w końcu minie. Nie poganiałam go. Robiłam to, co zawsze. Każdego dnia wybaczałam Dylanowi po kawałku. Zdawałam sobie sprawę z tego, ile rzeczy powiedzianych w emocjach pragniemy później cofnąć. Nie mogłam wiecznie się wściekać i chować. Dylan był dobrym tatą. Wziął sobie do serca to, co się stało i już nie odkładał niczego na później. Gdy tylko wróciliśmy do domu ze szpitala, od razu wziął się na dokręcenie tej nieszczęsnej półki. Stał się dużo uważniejszy, podobnie jak ja. Starał się. Tak jakby nagle dorósł. Może jednak Mike miał rację – może było to szczęście w nieszczęściu. Nie chciałam mówić, że ten wypadek był nam potrzebny, ale na pewno dużo zmienił i pozwolił spojrzeć na nas inaczej.
Zwierzyłam się ze swoich obaw Nickowi.
- Miłość nie jest prosta jak dwa dodać dwa. Wymaga poświęceń. Nie tylko takich, że choć jesteś zmęczona, to gotujesz tej drugiej osobie zupę. Przebaczenie to też poświęcenie.
- Wybaczałam mu już inne rzeczy, ale teraz zwyczajnie boję się, że jeśli się ugnę, to będzie to oznaczało, że przegrałam – przyznałam się. – Sama nie wiem… przez jego słowa zwątpiłam w to, czy jestem dobrą mamą. W tamtej chwili on kompletnie mnie nie szanował, a ja nie chcę dać sobie wejść na głowę. Najważniejszy jest Liam.
- Zgadzam się.
- Ale Dylan jest jego tatą. Nie chcę rozwalać rodziny…
- Mam do ciebie pytanie. - Nick nagle spojrzał na mnie znad okularów. – Powiedziałaś, że jeśli się ugniesz, to przegrasz.
- Tak.
- Co przegrasz?
Zbił mnie z tropu tym pytaniem.
- Przegram… szacunek do samej siebie? Poczucie własnej wartości?
- Czy twoja wartość zależy od tego, co mówi Dylan? – Dalej patrzył na mnie tym przenikliwym wzrokiem.
- Nie…
- Właśnie. Ty sama decydujesz o swojej wartości. Znasz ją, znasz siebie. Wiesz, że nie pozwolisz, by Dylan cię zdominował. On żałuje tych słów i więcej ich nie powtórzy. Musicie teraz tylko popracować nad tym, by stać się jednością.  
- Co przez to rozumiesz?
- Kiedy Liam miał wypadek, zamiast się wspierać, zaczęliście nawzajem się obwiniać. Co jest całkiem zrozumiałe. Jesteście młodymi rodzicami, to była pierwsza niebezpieczna chwila w życiu waszego dziecka, na którą nie byliście przygotowani. Tylko co będzie, jeśli jakiś wypadek znowu się powtórzy? Nie musi być wcale tak drastyczny. Liam może zwyczajnie rozciąć sobie rękę, ale będzie wtedy przytomny i będzie widział, jak się kłócicie i obwiniacie. Tego chcesz?
- Boże, oczywiście, że nie!
- Pracuję z Dylanem nad jego charakterem, nad tą główną wadą, która ci przeszkadza. On naprawdę stara się zmienić. Doceń to i wyciągnij do niego rękę, bo on teraz boi się pierwszy zrobić krok.  
Ha. Dylan się bał. Mnie. Coś zupełnie nowego.
Miałam w głowie gonitwę myśli. Nie miałam pojęcia, co zrobić, jak się zachować. Ciągle myślałam, że jeśli zakopię topór wojenny, to Dylan uzna, że może się z powrotem zachowywać jak skończony idiota i cała historia zatoczy koło.
Ale później zaczęłam wspominać. Wspominałam całą naszą historię od początku. Owszem, Dylan nie był idealny, ale ja też nie byłam. Wiele razy przez niego płakałam, ale byłam też szczęśliwa. Wyzwalał we mnie coś, czego nie potrafił obudzić nikt inny. Tyle razem przeżyliśmy. Były to najczęściej okropne sytuacje, padały różne okropne słowa… powiedziałam mu, że był moim błędem. Do teraz pamiętałam ten ból w jego oczach. Zraniłam go podobnie, jak on zranił mnie w szpitalu. Również zdeptałam jego pewność siebie i jego wartość. Nie zastanawiałam się nad tym. Byłam wtedy skupiona na sobie i nie myślałam o jego uczuciach. Wtedy też emocje wzięły górę.
Uświadomiłam sobie, że jesteśmy do siebie podobni.
Niezaprzeczalnie przez ten cały czas coś nas do siebie ciągnęło. Połączyła nas głównie ciąża, ale chciałam myśleć, że nawet bez niej odnaleźlibyśmy do siebie drogę. Przecież nie chodziło mi o to, by Dylan był idealny. Pragnęłam tylko jego miłości, uczucia, o którym nie mówił przez ten cały czas. W końcu się przemógł, powiedział te dwa magiczne słowa. W końcu zaufał mi, że go nie zranię.
Teraz to ja powinnam zaufać jemu.
Miałam dość uciekania, więc któregoś wieczora po położeniu Liama spać po prostu poszłam do Dylana, który siedział w salonie i czytał książkę.
- Hej – powiedział, podnosząc na mnie wzrok, gdy usłyszał moje kroki. – Chcesz może coś zjeść? Mogę zrobić nam kola…
Nie dokończył, bo jednym ruchem wytrąciłam mu książkę z ręki, usiadłam okrakiem na jego kolanach i pocałowałam go. Poczułam, jak jego ręce obejmują moje plecy i mocno wpijają się w moją skórę. Już nie czułam złości ani żalu. Jedynie wdzięczność, że wszystko tak dobrze się skończyło. Liam nadal był z nami, a my w końcu zostawiliśmy przeszłość za sobą.
- Nie chcę już się kłócić ani oddalać od ciebie – wyszeptałam z przymkniętymi oczami. – Kocham cię i chcę zbudować z tobą przyszłość.  
Słyszałam jego przyspieszony oddech.
- Ja też cię kocham – szepnął mi do ucha, gładząc moje włosy. – I niczego bardziej nie pragnę niż reszty życia z tobą.

✰✰✰

*rok później* - Dylan  
- Cholera… - mruczałem, ślęcząc przed witryną i próbując w końcu podjąć jakąś decyzję. – Zaraz dostanę oczopląsu. Wszystkie wyglądają tak samo, tylko ceną się różnią. Gdzie tu sens?
- Pewnie te droższe mają dodane jakieś karaty, czy jak to się tam zwie – zauważył Mike. – Wybierz jakiś w końcu. Stoimy tu od godziny. Ta parka minęła nas już z pięć razy i zaczynają się dziwnie na nas patrzeć. Chyba myślą, że to dla mnie wybierasz ten pierścionek. Zaczynam czuć się niekomfortowo.
- Nie wiem, który jej się najbardziej spodoba. Usiłuję wybrać spośród czterech.
- To naprawdę ma aż takie znaczenie? – Przyjaciel udał, że ociera sobie pot z czoła. – Jeśli tak, to chyba już teraz muszę zacząć szukać pierścionka dla Lacey, bo widzę, że to nie jest łatwe zadanie. Weź jakiś najtańszy i chodźmy stąd wreszcie.
- Nie wybiorę najtańszego tylko po to, żebyś już mógł pójść do McDonalda i napchać się frytkami. To poważna sprawa. I to Camilla, a nie jakaś dziewczyna na pocieszenie. Zasługuje na porządny pierścionek, a nie najtańszy.
- No wiem… - Mike wywrócił teatralnie. – Wiesz, może zamiast mnie, powinieneś poprosić o pomoc Otisa. W końcu jest gejem, pewnie lepiej się na tym wszystkim zna.  
- Może i tak, ale Otis nie umie utrzymać języka za zębami. Zaraz by jej wypaplał, a ja chcę, żeby to była niespodzianka.
- W sumie jeszcze masz trochę czasu, jak chcesz się oświadczać w święta.
- Niby tak, ale sam widzisz, ile się z tym schodzi.
Planowałem oświadczyć się Camilli w święta, bo był to już najwyższy czas na poważne kroki, zwłaszcza, że ostatnio nasza rodzina się powiększyła o jedną osobę. Ta grypa żołądkowa, którą Camilla miała przed wypadkiem Liama rok temu, jednak wcale nią nie była. Mdłości szybko jej minęły, więc oboje myśleliśmy, że to było jedynie coś zakaźnego, ale później nie dostała okresu. Najpierw sądziła, że to z powodu stresu, który odczuwaliśmy oboje jeszcze przez długi czas po operacji Liama. Dopiero jakiś czas później zauważyła, że chyba nieco „przytyła”. Dodaliśmy dwa do dwóch i zanim się obejrzałem, pędziłem do apteki po test ciążowy. No cóż, nie planowaliśmy na razie drugiego dziecka, ale Bóg sam dał, więc przyjęliśmy je z otwartymi ramionami. Camilla była tak zaskoczona, że najpierw zaczęła się śmiać. Ja właściwie też, bo to była już nasza druga wpadka. Ciekawe, czy kiedyś w ogóle zaplanujemy jakieś dziecko?  
Przynajmniej teraz wszystko było prostsze i łatwiejsze – już nie mieliśmy niedokończonych spraw. Zostawiliśmy przeszłość za sobą i czekała nas tylko przyszłość. Mieliśmy synka, później nastał czas na córeczkę.
Alexia urodziła się cztery miesiące temu. Była najsłodszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widziałem, oczywiście oprócz Liama. Wszyscy byli wniebowzięci – zwłaszcza moja mama, bo teraz była podwójną babcią, ale tym razem mogła uczestniczyć w życiu wnuczki od pierwszych jej chwil. Było mi głupio, że ukrywałem przed nią Liama. Kolejny mój błąd, który jednak zdołałem naprawić.
Tak więc teraz tworzyliśmy prawdziwą rodzinę. Camilla i ja nie mieliśmy już wzlotów i upadków. Nasz związek był stabilny, bez równi pochyłej. Wreszcie nauczyliśmy się komunikować, rozumieć się nawzajem. Przez pewien czas chodziliśmy nawet na randki, by się na nowo poznać, bez przeszłości wiszącej nam nad głowami. W końcu zrozumiałem, że chcę być tylko z nią i zachodziłem w głowę, jak mogły mnie satysfakcjonować znajomości z takimi dziewczynami jak Elena czy Hilary. Nic sobą nie reprezentowały. Camilla była inteligentna, pełna pasji i determinacji. Każdego dnia mogłem obserwować, jak wspaniałą jest mamą. Także widok Liama, opiekującego się młodszą siostrą był błogosławieństwem, za które codziennie dziękowałem opatrzności. Camilla otworzyła mi oczy. Pomogła zagoić rany. Wciąż pamiętałem, ile razy ją zawiodłem i obiecałem sobie, że już nigdy nie popełnię tego błędu. Naprawiliśmy się nawzajem. W życiu nie pomyślałbym, że będę miał tyle szczęścia. Kiedyś byłem dzieciakiem, który pozwolił, by wspomnienia z dzieciństwa zaważyły na jego dorosłym życiu. Odpychałem miłość, bo się jej bałem. Bałem się zranienia do tego stopnia, że odpychałem od siebie Camillę, a także moją mamę. Obie mnie kochały, mimo tego, jaki byłem. Teraz, kiedy wreszcie stałem się takim mężczyzną, jakim powinienem być od początku, zamierzałem im to sowicie wynagrodzić.
Trochę się bałem tych oświadczyn, choć wiedziałem, że Camilla mnie kocha i na pewno też już myślała o tej chwili. Mimo wszystko, czułem lekki stres. To był kolejny krok naprzód, choć właściwie czym on był przy dwójce maluchów?
- Stary, któregokolwiek nie wybierzesz, ona i tak będzie przeszczęśliwa.
- To prawda – przyznałem przyjacielowi rację.  
W końcu wybrałem srebrny pierścionek z granatowym oczkiem. Ładnie się mienił, więc miałem nadzieję, że się jej spodoba. Zapłaciłem, co trochę odchudziło mój portfel, ale było warto.  
- To teraz pozostaje mi tylko życzyć ci powodzenia. – Mike poklepał mnie po ramieniu. – Choć właściwie go nie potrzebujesz.
- Oby.
- A teraz chodźmy już do tego McDonalda, bo burczy mi w brzuchu.
Poszliśmy na szybkie jedzenie, a potem wróciłem do domu, do moich dziewczyn. Liam szalał dziś u mojej mamy, więc byliśmy tylko z Alexią. Camilla ubrała ją w tę śliczną sukienkę, którą dostaliśmy od jej rodziców. Zadziwiające, jak piękna mogła być taka mała, czteromiesięczna istotka.
- Jak się mają moje dziewczyny? – Dałem buziaka Alexii, siedzącej w kołysce, a później Camilli.
- Świetnie. Właśnie się nakarmiłyśmy. A jak było z Mikiem?
- Fajnie, chociaż powinien się lepiej odżywiać. Ciągnął mnie tylko na frytki.
- Kupił tę koszulę, co chciał?
- Tak. – Camilla myślała, że poszliśmy kupić Mike’owi koszulę. Dla pewności wepchnąłem głębiej pudełeczko z pierścionkiem. Rozmyślałem, gdzie najlepiej go schować, by Camilla go nie znalazła. Powinienem chyba mieć jakąś torbę ze sprzętem bokserskim, czy coś. – Poczekaj, zaraz wracam.
Poszedłem do sypialni i schowałem pudełeczko w szafie na najwyższej półce, w kieszeni spodni, których nie noszę. Później wróciłem do kuchni, by już bez przeszkód móc porwać moją prawie narzeczoną w ramiona.
- Masz może ochotę na małe co nieco? – wymruczałem, trącając nosem jej szyję.  
Posłała mi rozbawione spojrzenie.
- Twoja córka siedzi za tobą i wnikliwie cię obserwuje. Lepiej nie robić tego na jej oczach.
- Niedługo pójdzie spać, a my możemy iść do salonu. W końcu od czego są elektroniczne nianie?
- Ty zbereźniku. – Trąciła mnie żartobliwie. – Uważaj, bo zaraz zrobisz kolejne dziecko i zrobi się tu za ciasno.
- Może czas pomyśleć o jakimś domu – zasugerowałem, patrząc, jak rozszerzają jej się oczy.
- Naprawdę?
- A czemu nie? Syna już spłodziłem, teraz czas postawić dom i zasadzić drzewo.
- Skoro mowa o synu, to może już po niego pojedź – powiedziała, zerkając na zegarek, ale widziałem, jak oczy jej się świeciły na myśl o domu. I bardzo dobrze. Mówiłem prawdę. Zamierzałem go dla niej zbudować, byśmy mogli odchować w nim dzieci i razem się zestarzeć.
Pojechałem po Liama i wróciliśmy do domu akurat na kolację. Po wszystkim przenieśliśmy się do salonu. Siedziałem z Camillą na kanapie, w tle grała muzyka z telewizora, a Liam bujał Alexię w kołysce i pokazywał jej różne zabawki. Nie żeby coś rozumiała z jego prezentacji, ale ten obrazek ściskał za serce. Rodzina. Coś, czego nigdy nie miałem. Mimowolnie mocno ściskałem Camillę, jakby miała zaraz odlecieć. Wszystko dzięki niej. Dała mi szansę, swoje zaufanie i miłość, a także dwójkę wspaniałych dzieci.  
Nie zamieniłbym tego na nic innego.


KONIEC




No, moi kochani, dotarliśmy wspólnie do tej chwili! Dziękuję Wam za te tygodnie, że wytrwaliście z Camillą i Dylanem mimo wachlarzu różnych emocji. Pomysł na tę historię zrodził się pod wpływem chwili, ale jestem zadowolona z końcowego rezultatu. Chciałam pokazać, jak świat się zmienia, gdy ma się dziecko i że wszystko da się naprawić, jeśli tylko się chce. Dzidziuś był tu czynnikiem łączącym, a Camilla i Dylan po prostu dwójką zagubionych ludzi, którzy musieli na szybko się "ogarnąć", by zapewnić dziecku dobre dzieciństwo. Wszyscy wiemy, że nie ogarnęli się za szybko :D problemy się piętrzyły, ale dali(śmy) radę! Bardzo dziękuję każdemu, kto czytał rozdziały, nawet jeśli nie komentował. A za jakiś czas, zapraszam na historię z perspektywy Liama, przedstawiającą jego dalsze losy :D

769 czyt.
100%2810
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4654 słów i 25448 znaków

Komentarze (10)

 
  • agnes1709

    agnes1709 1 godz. temu

    Dzięki, piękna

  • AlexAthame

    AlexAthame Przedwczoraj o 21:36

    Od tego czasu jak mi to napisałeś nie wysłałem żadnej wiadomości. Juz Ci pisalem .Jest tylko miłość albo strach.Masz prawo zrobić co chcesz.Ja nie mam nienawiści ani nie jestem o to zły. Dobrego zycia That was last message. ..cześć

  • Jer

    Jer 2 dni temu ip:518437

    Jestem tu od początku i szczerze to czytałam to do końca czekając aż w końcu stanie się coś tandetnego, a ja porzucę to opowiadanie jak prawie każde inne. Mało jest autorek które mają pomysł na siebie, na opowiadanie. Dziękuje ci za dawkę tak wielu skrajnych emocji przez które jedząc obiad moja mama pytała czy wszystko ze mną dobrze bo zrobiłam z kotleta papkę po którymś z tych ,,smutnych" rozdziałów. Dziękuje ci za to, że mogłam wcielić sie w niektórych bohaterów i w końcu za to że dzięki temu poczułam sie bardziej wartościowa. Niestery moje oceny mogą nieznacznie ucierpieć z powodu porzucania szkolnuch obowiązków na rzecz przeczytania nowej części, ale Dziękuje było warto.  
    Życzę ci coraz szerszego grona fanów oraz wydania książki, która kto wie być może osiągnie sukces ,,miłostek" Kasie West..
    Powodzenia.

  • Pielgrzym2001

    Pielgrzym2001 2 dni temu ip:2247241

    Sandro jestem pod wrażeniem twojej powieści pełnej smutku i rozpaczy ale też radość życia i miłości dwojga ludzi która potrafi nadać sens życia. Przeczytałem wszystkie rozdziały i dziękuję za dojrzałe opowiadanie o miłości i wybaczaniu to jest prawda o naszym życiu każdego z nas. Tak trzymać pisz tak dalej dajesz cale swoje serce i tworzysz coś pięknego i niepowtarzalnego nie marnuj swego talentu.POWODZENIA👍

  • Lula

    Lula 3 dni temu

    Jestes przecudowna, najlepsza 😘 moje ulubione opowiadanie 😍

  • Lilu

    Lilu 3 dni temu ip:37248210

    Wiedziałam że będzie córa super ❤ 😘😘 Gratulacje dla Ciebie i kolejnych tak wspaniałych i o tak silnych emocjach opowiadan. Uwielbiam Cię powodzenia 😘

  • szaramyszka

    szaramyszka 3 dni temu ip:91246213

    Historia pełna bólu i cierpienia ale mimo wszystko piękna i szczęśliwe zakończenie,  powodzenia autorko w pisaniu kolejnych histori 😊😘🤗😍

  • Wiki♡♧

    Wiki♡♧ 3 dni temu ip:18525187

    Aż łezka się w oku kręci że to już koniec... To było coś na prawdę cudowne ta cała historia była piękna i pokazała jak duża i trwała może być miłość 😊😊 aż mi przykro że to już koniec 😕 ale wszystko ma swój początek i koniec i tak musi być A ty jesteś świetną osobą która pięknie pisze i nie powinnaś przestawac życzę Ci z całego serca powodzenia i żebyś zawsze miała chęci to pisania tak pięknych historii ❤❤❤❤❤❤❤

  • Lolissss

    Lolissss 3 dni temu ip:176111123

    Ach co to była za szalona ale jakże piękna historia! Cieszę się ze jednak tak się skonczyło. No i teraz jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa historii Liama, czy tez będzie taka pokręcona, czy może jeszcze bardziej albo jednak mniej? no coz, do kooejnego opowiadania kochana!
    P. S. Jak będzie papierowa wersja jakaś to ja druga zaklepuje sobie

  • Speker

    Speker 3 dni temu

    Rewelacja !!!
    Jestem pierwszy w kolejce po wersję papierową! Tfu, tfu, zaklepane
    No opowiadanie rewelacyjne. Szkoda, że ta przygoda się kończy, ale trzymam Cię za słowo i czekam na perspektywę Liama.
    Brak słów, dziękuję za ten cały czas.