tylko jeden błąd - 41

*kiedyś*

Czekając na Dylana, zrobiłam sobie herbatę, chociaż było już grubo po północy, ale nie mogłam zasnąć z nerwów. Próbowałam czytać książkę, ale nie mogłam się skupić. W ciągu pięciu minut zajrzałam do Liama jakieś osiem razy, bo po prostu mnie nosiło. Gdybym potrafiła, zaraz zaczęłabym chodzić po ścianach. Skończyło się na tym, że połowę herbaty wylałam, tak trzęsły mi się ręce. Wycierając ją z podłogi, zastanawiałam się, co w tej chwili robił Dylan. Gadał z kumplami, którzy tym razem namówili go na papierosa? Dylan nigdy nie palił, ale też nigdy nie okłamał mnie jeszcze prosto w twarz. Były striptizerki? Co się w piątek działo w takich klubach? Nie wiedziałam. Nigdy nie chodziłam do takich miejsc. Ale może miał dzisiaj miejsce jakiś wieczór kawalerski, który umilały skąpo odziane panie. Nie było się co oszukiwać. Dylan był przystojny, przyciągał kobiety, które zwykle nie miały nic przeciwko temu, żeby pójść z nim do łóżka. Zresztą, o jakim łóżku ja bredzę? Równie dobrze Dylan mógł w tym momencie posuwać jakąś dziewczynę na ścianie klubowej łazienki. Wyobraziłam to sobie i zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że mi to zrobił. Wyciągnęłam rękę, chciałam wykonać ten pierwszy mały krok, a on nawet nie chciał zjeść ze mną obiadu. Naprawdę nie mógł ze mną wytrzymać dwudziestu minut? Aż tak bardzo by mu to zaszkodziło?  
Koniec końców, siedziałam na podłodze przy oknie, opierając się o ścianę i wpatrując się w wysokie budynki oraz rozświetlone latarnie. Co i rusz na chodniku widziałam zataczające się towarzystwa wracające z imprez i krzyczące tak, żeby je usłyszał cały świat. Siedziałam nieruchomo, a w środku szalałam z niepokoju. Byłam zazdrosna. Tak bardzo zazdrosna, że nie potrafiłam nawet nad tym zapanować. Zastanawiałam się, co mam zrobić, gdy Dylan wróci. Mam udawać, że o niczym nie wiem? Pozwolić, by mnie okłamywał i traktował jak idiotkę? Ale przecież nie byłam jego dziewczyną. Mógł robić co chciał, a ja nie mogłam go zatrzymać.
Nagle obudziła się we mnie jakaś demoniczna strona i usłyszałam w głowie jakiś cichy głos. Należał do Kathy albo do mnie. Sama nie wiedziałam.
"Ale jesteś matką jego dziecka i masz prawo chcieć, by był wieczorem w domu. To jest też jego dziecko, a on, zamiast się nim zajmować, wychodzi gdzieś do klubu, w dodatku cię okłamując."
Nie wiedziałam, której siebie mam słuchać. Byłam po prostu zazdrosna i zła. Co tu było właściwe? Kto miał rację, a kto nie? Czy nasza sytuacja usprawiedliwiała jego zachowanie?
Chyba przysnęłam na jakąś godzinę. Gdy się obudziłam, kark miałam zesztywniały od opierania się o twardą ścianę. Siedziałam chwilę, próbując rozluźnić mięśnie i się obudzić, kiedy usłyszałam, że drzwi się otwierają. Choć nie chciałam, szybko poderwałam się z podłogi, by zobaczyć, w jakim stanie jest Dylan. Podeszłam do niego, gdy przetaczał się przez drzwi i aż zmarszczyłam nos. Śmierdziało od niego mieszanką alkoholi, na tyle silną, że miałam ochotę zwymiotować tuż na jego nogi. Serio? I jeszcze chciał, żebym uwierzyła, że był w pracy?  
- Śmierdzisz - powiedziałam chłodnym tonem, kiedy wreszcie wszedł do środka i spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem. - Śmierdzisz jak gorzelnia. W banku otworzyli bar? Ciekawe, co na to klienci - dodałam, nie mogąc się powstrzymać. Chyba musiał naprawdę uważać mnie za idiotkę, jeśli myślał, że się nie zorientuję, gdzie naprawdę był tej nocy.
- Byłem... - Zatoczył się lekko. Złapałam go odruchowo, czując się tak, jak rok temu, kiedy też wrócił pijany. Zamierzał chyba tak spędzać każde urodziny. - Nie... nie byłem w pracy...
- Co ty nie powiesz - mruknęłam. Wzdrygnęłam się, kiedy but Dylana z hukiem spadł z jego stopy i uderzył o podłogę. - Możesz zachowywać się ciszej? Obudzisz Liama.
- Prze... - Nie dokończył, bo nagle runął na podłogę. Załamałam ręce. Przez chwilę nasłuchiwałam płaczu, ale Liam chyba się nie obudził. Dylan w międzyczasie pokracznie stanął na nogi. - Po prostu... musiałem...
- Upić się z kumplami, rozumiem - przerwałam mu. - To w końcu ważniejsze od twojego dwumiesięcznego dziecka, prawda?
- Nie, tylko...  
Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń. Poczekałam, aż skupi na mnie rozchwiany wzrok i powiedziałam spokojnie:
- Będziesz dzisiaj spał na kanapie, bo nie zamierzam narażać dziecka na ten smród, który od ciebie bije. Może weź szybki prysznic, o ile się pod nim nie utopisz, i przebierz się w czyste ciuchy. I postaraj się nie hałasować.
Po tych słowach zostawiłam go i odeszłam w stronę sypialni. Normalnie pewnie przypilnowałabym go, by nie zrobił sobie krzywdy, pajacując po pijanemu. Pewnie postawiłabym mu szklankę wody obok łóżka. Ale nie dziś. Za bardzo mnie zranił. Kompletnie olał mnie i Liama i to chyba bolało najbardziej. Przecież to było jego dziecko. Jego część. Naprawdę wolał upić się w klubie niż spędzić czas ze swoim synem? Ponownie pokazał mi swoją ciemniejszą stronę i to było najgorsze jej oblicze. Po raz pierwszy pomyślałam, że chyba go nienawidziłam. Nienawidziłam tego, że był uparty, że nie dawał sobie nic powiedzieć ani wytłumaczyć i że robił to, co było wygodne dla niego. Nie myślał o dziecku. Myślał o sobie. Tego nie mogłam mu wybaczyć.
Popłakałam jeszcze przez chwilę, a później w końcu poszłam spać.

✰✰✰

Gdy wstałam rano, nie zamierzałam odzywać się do Dylana. Byłam ciekawa, czy sam zacznie temat, ale jeszcze spał. Wobec tego zrobiłam sobie kawę bezkofeinową i stałam przy oknie, popijając ją. Za szybko skończyłam i zaraz dopadły mnie różne myśli na temat tego, co wczoraj robił Dylan. Odstawiłam kubek i poszłam do łazienki się ogarnąć. Po drodze zerknęłam na Dylana. Spał tak rozwalony, że prawie spadał z kanapy. Chwilę na niego patrzyłam, ale później wzruszyłam ramionami i weszłam do łazienki. Przemyłam sobie twarz, związałam włosy w kucyka i umyłam zęby. To by było na tyle. Nie miałam ochoty się stroić ani malować. Bo i po co? Dla mojego dziecka? On kochał mnie bezwarunkowo, tak jak ja jego. Za to dla Dylana nigdy nie byłam i nie będę wystarczająca.
Otwierając drzwi, zorientowałam się, że ktoś stał po drugiej stronie. Dylan już się obudził i wyglądał fatalnie: włosy miał powyginane w różne strony, pod oczami worki z niewyspania. I nadal cuchnęło od niego alkoholem. Chyba nie brał w nocy prysznica.
Minęłam go bez słowa, wracając do kuchni. Dobiegło mnie westchnienie i jego znużony głos:
- Camilla, zaczekaj.
Nie zareagowałam. Weszłam do kuchni, chwyciłam kubek, w którym piłam kawę i zaczęłam go myć tak energicznie, jakby zależał od tego los całego świata. Usłyszałam, że Dylan wszedł za mną.
- Camilla...
- Wiesz, co ja przeżywałam? - przerwałam mu, gwałtownie się odwracając w jego stronę. Kubek odstawiłam z powrotem do zlewu. Postanowiłam jednak nie mówić Dylanowi o moich prawdziwych uczuciach, więc poruszyłam inną kwestię: - Olałeś mnie. Okłamałeś. Nawet nie zaprzeczaj, bo znam prawdę. Ale to nie jest najgorsze. Olałeś swoje dziecko. Dwumiesięczne dziecko, Dylan, z którym powinieneś spędzać czas, którym powinieneś się zajmować, a ty po prostu go zostawiłeś - mówiłam, ledwo powstrzymując łzy. Dylan patrzył na mnie zmrużonymi oczami. - I w imię czego? Wódki z kumplami? To było dla ciebie ważniejsze? A co, gdybyś nie wrócił? Gdybyś wpadł pijany pod samochód? Pomyślałeś o tym?
Po jego minie uznałam, że nie, faktycznie o tym nie pomyślał. Na twarzy miał skruchę. Przynajmniej tyle.
- Dobra, Camilla, przepraszam - odezwał się w końcu. - Wiem, że nawaliłem... Po prostu przypomniał mi się zeszły rok i pomyślałem...
- Już nie jesteś tą samą osobą, co rok temu! Masz dziecko i obowiązki! - Nie krzyczałam, wręcz szeptałam, ale nie potrafiłam zdobyć się na to, by mówić spokojnie. - Dlaczego, dlaczego to wyjście było dla ciebie aż tak ważne? Ważniejsze od syna? Mnie może kiedyś zabraknąć - dodałam, a Dylan ściągnął brwi. - I co wtedy? Liam zostanie bez rodziców?
- Oczywiście, że nie! Co ty w ogóle mówisz? Dlaczego miałoby cię zabraknąć?
Odetchnęłam głęboko.
- Zostałam zgwałcona - powiedziałam z naciskiem. - Myślałam, że nikt mnie nie znajdzie, że tam umrę. Jaką miałam gwarancję, że Jack mnie nie zabije? - Przełknęłam głośno ślinę. - Szykowałam się już wtedy na śmierć. Kto wie, czy spotka mnie jeszcze coś podobnego?
Dylan nagle złapał mnie za ramiona, aż się wzdrygnęłam.
- Nie mów tak. Nic ci się nie stanie.
- Nie wiesz tego! I ja też nie wiem! Ale gdyby tak było, Liam musi wiedzieć, że może na ciebie liczyć, Dylan. - Nie mogłam się powstrzymać i rozpłakałam się. Chryste, byłam chodzącym wodospadem.
- Nawaliłem. Wiem. Przepraszam. - Puścił mnie i odetchnął głęboko. - Sam nie wiem. Byłem głupi. Ale więcej tak nie zrobię. Obiecuję ci, że Liam zawsze będzie u mnie na pierwszym miejscu. Kocham go, wiesz, że tak jest.
- Wiem, Dylan, ale czasem miłość to nie wszystko - powiedziałam z żalem i uświadomiłam sobie, że to zdanie mogło się również odnosić do naszego związku.
- Spieprzyłem. Ale więcej tego nie zrobię. Obiecuję. Możesz na mnie liczyć. Naprawdę. I przepraszam, że cię okłamałem.
Jego głos brzmiał, jakby bardzo chciał, żebym mu uwierzyła. I właściwie chyba tak było. Owszem, popełnił jeden błąd, ale go zrozumiał. To chyba było najważniejsze, ale i tak nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Nagle usłyszałam płacz dochodzący z sypialni.
- Skoro mogę na ciebie liczyć, to proszę, zmień Liamowi pieluchę - powiedziałam. Dylan skinął głową i wyszedł z kuchni, a ja otarłam łzy i wróciłam do mycia kubka. Dobrze, że porozmawialiśmy i że Dylan zdał sobie sprawę ze swojego błędu, ale i tak miałam wrażenie, że coś się zmieniło w moim podejściu do niego, i to już bezpowrotnie.

✰✰✰

*teraz*

Miałam za sobą kurs samoobrony, ale sama nie wiedziałam, czy to sprawiło, że poczułam się lepiej i bezpieczniej. Moje myśli zaczynały krążyć wokół jednej rzeczy, a mianowicie seksu. Było to niebezpieczne do tego stopnia, że praktycznie nie myślałam już o niczym innym, dlatego poszłam do Kathy, bo musiałam w końcu z kimś o tym pogadać.
Chyba wyczuła zmianę w moim nastawieniu, bo chociaż przekroczyłam gabinet z niepewną miną, ona się uśmiechnęła.
- Oho. Coś się zmieniło.
- Skąd wiesz? - zdziwiłam się, siadając na fotelu. Na pewno zmieniło się to, że tym razem zamiast pudełka chusteczek, Kathy podała mi ciasteczka. Wzięłam jedno.
- Nie byłabym dobra w swojej pracy, gdybym nie widziała. Coś się u ciebie zmieniło. - Też wzięła jedno ciasteczko i odgryzła kawałek. - Nawijaj.
Więc zaczęłam nawijać. Powiedziałam, że poszłam na kurs samoobrony, a także, że coś się zmieniło między Dylanem a mną. Że się pocałowaliśmy, i to niejeden raz. I że bardzo chcę czegoś więcej, ale...
- Ale wiem, że musimy najpierw sobie wszystko wyjaśnić. A przynajmniej umówić się, że taka rozmowa będzie miała miejsce. Myślę, że teraz w końcu będzie chciał mnie wysłuchać i zgodzi się.
- No proszę. - Kathy zacmokała. - Wiem, że namawiałam cię już dawno do tej rozmowy, ale może rzeczywiście ten właściwy moment jest teraz. Ale chyba nie to cię trapi.
- No... nie... - Trochę dziwnie było mi o tym mówić, bo Kathy była w wieku mojej mamy, ale w końcu była też moim psychologiem, więc odpowiednią osobą do tych tematów. - Bardzo chcę pójść dalej. Nie ograniczać się do tych pocałunków. Tylko boję się, że nie będę potrafiła... - Urwałam, ale Kathy i tak wiedziała, o co mi chodzi.
- Przez Jacka - powiedziała cicho.
Pokiwałam głową.
- Ilekroć myślę o sobie z Dylanem, zaraz powracają wspomnienia z tamtego wieczoru. A ja nie chcę porównywać Dylana do Jacka i nie tworzyć nowych wspomnień w obawie przed starymi. Nie chcę się go bać...
- A boisz się go?
Zastanowiłam się nad tym chwilę.
- Nie boję się samego Dylana. Boję się tego aktu. Boję się, że mogę już nie odczuwać z tego przyjemności...
Kathy westchnęła, po czym wbiła we mnie ostry wzrok.
- Camilla. Jesteś silna. Za silna, by się tym przejmować.
- Ale...
- Nie, posłuchaj mnie teraz. Na pierwszy rzut oka jesteś niska, chudziutka i wyglądasz, jakbyś tylko potrzebowała ratunku. Ale to nieprawda. Potrafisz uratować się sama. - Jej kojący głos był dla mnie niczym balsam. - Tylko tak uważasz, że nie potrafisz. Nie doceniasz samej siebie, ale popatrz, przez co przeszłaś. Przetrwałaś toksyczny czas z Dylanem i znalazłaś w sobie siłę, by odejść, gdy sprawy zaszły za daleko. Zaszłaś w ciążę, która była zagrożona, ale to też przetrwałaś. Wiedziałaś, że nie dasz Jackowi przekreślić tego ważnego momentu w swoim życiu. Przetrwałaś napaść we własnym mieszkaniu. Zostałaś matką i jesteś wspaniała. Zasługujesz na coś dobrego. Zasługujesz, by Dylan cię kochał.
Chwilę przetwarzałam jej słowa. Chciałam jej uwierzyć, tak strasznie chciałam wierzyć, że w jakimś stopniu jestem wyjątkowa i że mogę być szczęśliwa. Problem w tym, że gdy tylko zaczynałam w to wierzyć, zawsze działo się coś złego.
- On nadal mi tego nie powiedział. Nie powiedział, że mnie kocha. Czasem wątpię, że cokolwiek do mnie czuje - powiedziałam szczerze. - Może to tylko pociąg fizyczny albo zwykły sentyment. Przecież chyba gdyby mnie kochał, powiedziałby mi...
- Chyba musisz być cierpliwa. Dylan potrzebuje więcej czasu na wyrażenie swoich uczuć. Jest uparty. W dodatku pod względem emocjonalnym to wciąż dziecko, które obserwowało, jak jego rodzina się rozpada. Musi poczuć się bezpiecznie, zanim powie ci, co czuje.
Aż się zaśmiałam. Zaśmiałam się z tej ironii losu. Cały czas myślałam o tym, że to Dylan nie dawał mi poczucia bezpieczeństwa, bo nigdy nie wyznał mi swoich uczuć. Teraz nagle okazywało się, że to on czekał na poczucie bezpieczeństwa ode mnie?
- Może i tak - powiedziała Kathy w zamyśleniu, kiedy podzieliłam się z nią swoimi myślami. - Sama wiesz, że życie jest przewrotne. Może musicie nawzajem sobie zapewnić ten grunt.
- Ale jak mam to zrobić? - spytałam bezradnie. - Co więcej mam zrobić?
- Nic więcej.
- Jak to: nic więcej?
- Rób to, co robisz teraz. Co robiłaś do tej pory i co świetnie ci wychodzi. Po prostu bądź przy nim. Pokazuj, że go kochasz, ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Jestem pewna, że wkrótce on w pełni to dostrzeże i odwdzięczy ci się tym samym.
Aż ścisnęło mi się gardło. Znów się bałam. Że ten moment nigdy nie nastąpi. Ale gdy sobie go wyobrażałam, rozpierało mnie szczęście i nadzieja. Warto było jeszcze trochę poczekać.
- Obyś miała rację - szepnęłam.

✰✰✰

Wracając do domu, rozmyślałam nad słowami Kathy. Tak przekonująco mówiła, że jestem silna, że niemal jej wierzyłam. Chciałam jej wierzyć, ale co mogłam poradzić na to, że gdy myślałam o Jacku, bezradność atakowała mnie z każdej strony? Znów czułam się bezsilna, skrępowana na zimnym śniegu, podczas gdy sączyła się ze mnie krew. Przez Jacka miałam już nigdy nie czuć się bezpiecznie.
Ale czy byłam gotowa stracić przez to Dylana?
Przyszedł mi do głowy pewien pomysł, który sprawił, że stanęłam na środku chodnika jak rażona prądem. Zdjął mnie taki strach, że omal nie udławiłam się powietrzem. Ten pomysł był kompletnie szalony, ale... może to było właśnie to, co musiałam zrobić, by w końcu ruszyć naprzód.
Gwałtownie odwróciłam się i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Szłam szybko, żeby przypadkiem nie zmienić decyzji. W końcu dotarłam na miejsce. Serce waliło mi jak młotem, kiedy przechodziłam przez bramę. Miałam nadzieję, że moja noga nigdy tu nie postanie. Że już nigdy go nie zobaczę.
Nie wiedziałam, czy tutejsi ludzie wiedzieli, kim byłam, w każdym razie nie okazali zdziwienia, słysząc moją prośbę. Musiałam chwilę zaczekać, a później weszłam do wskazanego pokoju, czując, jak miękkie mam nogi. Pocieszała mnie myśl, że obok mnie był uzbrojony funkcjonariusz. Wszystko jednak nakazywało mi stamtąd wiać, uciekać, gdzie pieprz rośnie. Ale coś mnie tu trzymało.  
Wzięłam głęboki oddech i odważyłam się spojrzeć na osobę, która siedziała przy stoliku z rękoma zakutymi w kajdanki. Którą uważałam niegdyś za nieszkodliwego chłopaka, a która prawie zniszczyła mi życie.
- Witaj, Jack - odezwałam się, a on podniósł na mnie pusty wzrok. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi, ale wiedziałam, że już się nie wycofam. Podeszłam do krzesła i usiadłam na nim, nie spuszczając wzroku z Jacka. - Musimy pogadać.

720 czyt.
100%157
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3214 słów i 17236 znaków

Komentarze (7)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 21 lutego

    Pomyślałem o tym w poprzednim odcinku.Wszystkie mądre księgi mówią ze nie można pokonać strachu inaczej niż spojrzeć mu prosto w twarz.Wiedzialas to Candy?Cóż żeby nie wiem co powiedzieć ca Camilie  to musze być po jej stronie.Bo zawsze ma te dwa atuty: Jest matką i została zgwałcona. Wiele kobiet nie rozumie facetów. To oczywiście ich wada, ale za to nas kochacie.Ze jesteśmy samcami. Nie chodzi o 20 minut obiadu.Chodzi czasem o jedno słowo które powiecie. Jasne ze was kochamy i oddalibysmy za was życie.Ale po tym jednym słowie wypowiedziane właśnie w tej sytuacji wolimy pójść i się schlac na amen.Swietnie piszesz i świetnie się czyta     

  • Lolissss

    Lolissss 20 lutego ip:18548129

    Wow, tego ze cami będzie rozmawiać z Jackiem to się nie spodziewałam! Fajnie ze opisujesz nie tylko to życie miłosne, chociaż myśle ze już niebawem dojdzie do tego czego większość oczekuje do kolejnej kochana! ❤️

  • Lula

    Lula 20 lutego

    Ja chyba na taką odwagę nie zdobylabym się 😍😘

  • Speker

    Speker 20 lutego

    Po całości mam tylko jedno w głowie, " co?! Jack?!" jak zwykle świetna część.

  • szaramyszka

    szaramyszka 20 lutego ip:94254153

    Dokładnie czekam co nasza Gwiazda wymyslila 🤩

  • Dorot

    Dorot 20 lutego ip:31037

    Ge-nia-lne! ♥️