To ja już sam zacznę płakać cz. 41

Cz. 41
Adam
Dochodziła dziesiąta w nocy, kiedy jakiś samochód podjechał pod dom Marzeny. Niby nie byłem ciekawy, ale i tak stanąłem za firanką, aby podejrzeć, czy wraz z Marzeną nie wychodzi nikt jeszcze. Nie wychodził. Dopiero, kiedy samochód odjechał zdałem sobie sprawę, że przez cały ten czas wstrzymywałem powietrze. Czy byłem zazdrosny? Nie, chyba nie. Może bardziej ciekawy, co robiła przez cały dzień, odkąd zjawiła się w domu po pracy. Perspektywa  włóczenia się po ulicy nie wchodziła w grę, ani wizyty, w postaci nocnych barów też nie.
Gdzie, zatem była?
Ala spała już od godziny, a Angel usnęła kilka minut temu. Nie obudzi się przez jakieś pół godziny, może przez całą godzinę. Miałem, więc pół godziny na sprawdzenie, czy Marzenie nic się nie stało.
Głupek!
Po co będę do niej szedł, jak jutro się z nią zobaczę? Przecież razem pracujemy, prawda? Światła w domu Marzeny się zapaliły. Zakląłem, że nie widać nic więcej. Mógłbym wtedy sprawdzić, czy aby niczego nie potrzebuje. A może jest ranna? A może ktoś ją napadł i teraz kona sam w pustym domu, a ja głupio zastanawiam się, czy nic jej nie jest? No przecież nie siedziałem przed oknem specjalnie, dlatego, żeby zobaczyć, o której godzinie przyjedzie. No może nieraz przechodząc obok okna zerkałem niewinnie w tamtą stronę, ale to wcale nie oznacza, że za nią czekałem. Przecież była moją przyjaciółką, więc miałem prawo się o nią martwić, prawda?
Przeszedłem przez kuchnię i zajrzałem do pokoju Angel. Spała jak zabita i oddychała równym rytmem, prawie niesłyszalnym. Potem spojrzałem na Alę. Też spała. Ja stałem nad łóżkiem w bokserkach bez koszulki i wiem, że powinienem teraz położyć się obok Ali i wsłuchać w jej oddech, aby zasnąć. Wiem też, że nie byłem w stanie tego zrobić, bo coś mi w środku krzyczało, że muszę sprawdzić, czy u Marzeny wszystko jest w porządku. Zamiast więc wejść pod cieplutką kołderkę, zdjąłem z wieszaka spodnie dresowe i cichutko wyszedłem z sypialni. W korytarzu wisiała moja kurtka, więc ją zarzuciłem. Gdy zapinałem ją, ekspres dotknął mojego torsu. Cholera, był taki zimny! A ja w dodatku nie założyłem koszulki. Zasunąłem jednak ekspres pod samą szyję i zakładając swoje adidasy po cichutku wyszedłem na dwór.
Noc była spokojna, lecz bardzo chłodna. Zima zapowiadała się całą okrasą, więc nie byłem zły, gdy sam zacząłem szczękać zębami. W końcu przez moją głupotę stałem teraz pod jej oknem i gapiłem się jak przemierza pokój dziękując Bogu, że nie zasłoniła rolet.  
Nie chodziło o to, żeby ją podejrzeć, ale zwyczajnie ciekaw byłem, czy nie potrzebuje ode mnie pomocy.
Marzena stała teraz obok regału z książkami i czytała jakieś karteczki. Czyżby dostała list od wielbiciela? To do niego pojechała i dlatego wróciła tak późno? Cień złości przeszedł mi po ciele, gdy pomyślałem, że ktoś mógłby jej dotykać. Zresztą Marzenie było wygodnie bycie samej, więc, o co chodziło? Może miała zwyczajne spotkanie z koleżanką, czy coś w tym rodzaju.
,,Czy coś w tym rodzaju” jednak nie dawało mi spokoju. Marzena za długo czytała każdą z kartek. Tak nie czyta się listu od matki, czy od koleżanki. To musiało być coś ważnego.
Zerknąłem na zegarek. Cholerna lampa nie świeciła tak daleko, więc stwierdziłem, że zbliżę zegarek do okna i światło z jej pokoju pokaże mi godzinę. Pokazało. Zostało mi jeszcze jakieś dziesięć minut, aby wrócić do domu zanim Angel mogłaby się obudzić. Znów spojrzałem zza okno. Teraz Marzena siedziała na kanapie i piła chyba jakieś wino. Najpierw wychyliła jedną lampkę, potem nalała sobie drugą i trzecią. Po co tyle piła? A może ktoś wystawił ją do wiatru? W każdym razie nic jej nie było. Czas leciał, a mnie zbierało się już do domu. Cofnąłem się do tyłu i upadłem na tyłek i coś jeszcze.
- Aaa!- Krzyknąłem i zaraz uświadomiłem sobie, co zrobiłem. Natychmiast poderwałem się do góry, ale zanim uciekłem ujrzałem jeszcze w szybie twarz Marzeny.  
Widziała mnie! Ty cholerny głupku, ona cię widziała! Zrozpaczony przez poniżeniem, czy też jej zauważeniem mnie, póki nie wyszła z domu, ja w sekundę znalazłem się przed swoim domem. Zauważyłem jak wyszła na ulicę patrząc w moim kierunku.
Trzeba było do niej wejść! Żaliłem się sobie. Wtedy bym nie wyszedł na takiego idiotę, jak teraz! Nagle jednak coś zapiszczało w moim domu. To była Angel! Wbiegłem po schodach przeskakując po dwa naraz i otworzyłem drzwi nieco głośniej niż zamierzałem. Nie zdejmując butów starając się jak najszybciej znaleźć przy córce wpadłem do jej pokoju, gdzie zastałem przy niej Alicję!
- Adam?- Zapytała przerażona żona, kiedy ujrzała, że byłem ubrany i wniosłem do domu zimne powietrze.
- Czy coś się jej stało?- Zapytałem niemal wpatrując się w zaspane oczy córki.
- Nie, tylko miała zły sen, ale powiedz mi lepiej, gdzie TY byłeś!
To był pierwszy wieczór, kiedy okłamałem swoją żonę.  




220 czyt.
100%32
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 991 słów i 5168 znaków

Komentarze (2)

 
  • agnes1709

    agnes1709 13 kwietnia

    Pachnie mi tu zdradą

  • AnonimS

    AnonimS 12 kwietnia

    Od takich kłamstw się zaczyna