To ja już sam zacznę płakać cz. 36

Cz 36
Mój kochany wrócił, lecz miałam dla niego nowe wieści. Zaczekałam jednak z nimi, póki sam nie powie mi, jak mnie nazwał. Przywitałam go w swoim najpiękniejszym stroju, nowo zakupionym przez matkę, czym była nocna koszulka z czerwonej koronki, pończochy, podwiązki i buty na wysokim obcasie w kolorze ostrej czerwieni. Włosy zaczesałam do góry podziwiając w lustrze ich długość i świeżo wymyta, pod czujnym okiem matki, ino czekałam, aby przekroczył próg mego domu.
- Witaj moja damo- przywitał mnie tymi słowami natychmiast zamykając za sobą drzwi.
- Witaj ukochany- szepnęłam cichutko i czekałam, aż zdejmie mi kajdanki, abym mogła rzucić mu się w ramiona.
- Tęskniłem za tobą – szepnął mi do ucha i natychmiast rozpiął kajdanki zrzucając je na podłogę, aż brzdęknęły.
- Oby tego nie usłyszała moja matka- wyrwało mi się, ale on chyba tego nie usłyszał, tak cichuteńko mi się to wysmyknęło.
Tym razem było nieco inaczej. Najpierw poczekał, aż ja postawię go na nogi, a dopiero we mnie wszedł. Nie pieścił mnie już jak zwykle i tylko czekałam, aż dojdzie, żeby wydusił z siebie to, co czułam, że chciał mi zaraz powiedzieć.  
Gdy spełniony leżał na łóżku i gładził mnie po piersiach znów poczułam się wyjątkowo. Sutki mi twardniały, gdy mnie dotykał i tak bardzo pragnęłam, aby zabrał mnie ze sobą do domu. Do miejsca, gdzie będzie on i ja, i gdzie będzie nasz wspólny dom.
- Nie wyjeżdżaj- szepnęłam, gdy głowa moja była przytulona do jego szyi.
- Nie wyjeżdżam. Zostaję tutaj na dłużej- powiedział i nagle podniósł się do góry.  
- Zostajesz?- Zapytałam z nadzieją.
- Lepiej. Dzisiaj zabieram cię ze sobą. Umówiłem się już z twoją opiekunką, że dzisiaj wpłacę jej dziesięć tysięcy złotych i zabiorę cię do siebie na miesiąc. A potem zobaczymy.
- Na miesiąc? A potem znów mnie oddasz?
- Nie głuptasie. Ty zostaniesz, ale ja będę musiał wyjechać na tydzień do Warszawy załatwić kilka formalności. Tutaj może i też by się dało, ale wiesz, tam to kosztuje taniej.
- Co takiego?- Zapytałam sama się podnosząc i będąc teraz na równi z nim.
- No jak to, co? Twój dowód. Jadę zdobyć dla ciebie dowód tożsamości. Twoja matka ma ciebie wpisaną, jako chłopca- powiedział nieco niepewnie, czym ja czułam się zażenowana, ale milczałam.- Więc teraz go uśmierci, co też muszę załatwić i zgadnij, jakie imię ci nadałem.
Matko i córko! Odtąd będę miała swoje imię, którego nikt mi nie zabierze. Wreszcie nie będę już chłopcem, a dziewczynką, a raczej rosłą kobietą, która wreszcie została ocalona z rąk własnej matki! Radość moja nie miała końca.
Zaśmiałam się i zapłakałam od razu, bo wreszcie kończył się mój byt u prześladowczyni. Wreszcie miały się skończyć głupie teksty i docinki pod moim adresem. Wreszcie przestanę być gwałcona i opluwana przez obce osoby.
Wreszcie będę wolna!
I to z ukochanym mężczyzną!
- Więc, jak mnie nazwałeś? Jakie nadałeś mi imię?
Antony wstał i założył na siebie bokserki.
- Ubierz się. Załóż na siebie to, co masz, a ja dam ci palto, bo na dworze niezły ziąb.
Podszedł do mnie i pocałował mnie czule.
- Odtąd będziesz tylko moja Alicjo.

422 czyt.
100%32
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 647 słów i 3305 znaków.

2 komentarze

 
  • Pani123

    Pani123 · 5 kwietnia

    A ja byłam pewna że to będzie Marzena

  • AnonimS

    AnonimS · 5 kwietnia

    Tak za pomysł.