To ja już sam zacznę płakać cz. 32

Cz. 32
Marzena
Życie jednak potrafi być bardzo okrutne. Nie tylko w dzieciństwie, ale i w stanie bycia dorosłym. Kiedy Adam powiedział mi, że mogłabym być w ciąży aż zatkało mnie totalnie. Wydaje mi się, że jednak nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką krzywdę mi robi, pytając mnie o takie rzeczy. Jak przecież mogłabym być w ciąży, skoro nie mam ani partnera, ani okresu, a w dodatku wszyscy mają mnie teraz za lesbijkę, którą nigdy nie byłam i którą nigdy nie będę?
Co się porobiło z tym światem? Czy wszyscy już muszą uważać, że kiedy nie ma się faceta jest się jakimś zbokiem? To już nie wolno kochać w tajemnicy? Czy to zbrodnia, że kocham właśnie Adama i nigdy nie będę już z żadnym innym mężczyzną?
W swoim życiu miałam kiedyś mężczyznę, ale okazał się być nic nie wartym łotrem. Narobił mi tylko nie lada nadziei, a potem zmył się i nigdy nie wrócił. Wyrył w moim sercu bardzo znaczną rysę, którą, gdyby nie Adam, nigdy by się nie zagoiła. Lecz cóż, skoro zagojona znów zaczynała się otwierać? Mój ukochany był już raz żonaty, teraz miał drugą żonę, która wygląda na to, że go kocha i nosi pod sercem drugie jego dziecko.
A co ja mam z tego?
Kocham, cierpię i chwilami mam siebie dość. Mam siebie dość tak samo, jak kiedy była małym dzieckiem, podczas którego ktoś odebrał mi dzieciństwo. I to ktoś, kogo bym się nigdy nie spodziewała. Zamiast bawić się z dziećmi i cieszyć z tego, że mam wszystko, czego tylko mi potrzeba, ja musiałam znosić napady furii matki i odwieczne sprzeczki ojca. A potem jeszcze ich rozstanie i wiele innych gorszych rzeczy, które nigdy nie powinny były spotkać nikogo na świecie.
Byłam dzieckiem, którego nikt nie chciał. I nie były to tylko moje wymysły, ale prawdziwa rzeczywistość. Przeważnie podczas rozwodu rodzice zabiegają o prawo nad dzieckiem, a u mnie? Robili wszystko, abym tylko nie pozostała z żadnym z nich. Byłam bita, poniewierana i wyzywana od najgorszych.
Tak właśnie wyglądało moje dzieciństwo.
Adam kiedyś napominał mi coś, że i jemu nie było w życiu łatwo. Podobno Ala też przeszła swoje, czego dowodem był ten mały grobek, na który miałyśmy jutro pójść. Wciąż nie wiem czy powinnam jej w tym towarzyszyć. Na mój rozum powinna była powiedzieć Adamowi o swoim nieszczęściu, a nie trzymać to przed nim w tajemnicy. Wiem, że by to zrozumiał, ale nie mogłam przecież mu tego powiedzieć. To była tajemnica Alicji i to ona powinna zmierzyć się ze swym bólem i z przeszłością. Nie wiem, czy tylko obecny stan jest dobrym momentem na tak traumatyczne zwierzenia.
Wybiła trzecia. Nie wiem nawet, kiedy i czas mojej pracy dobiegł końca. Kurde! Kogo ja oszukuję? Przecież nie robiłam dzisiaj prawie nic i nazywam to pracą? Jutro z pewnością będzie dużo gorzej. Albo, inaczej. Ale to dopiero jutro.
Droga do domu była nie tyle długa, co milcząco ciągnąca się w nieskończoność. Adam wypowiedział do mnie tylko zwykłe cześć, kiedy wysiadałam z jego samochodu i koniec. Poszłam do swojego domu, gdzie czekała na mnie cisza, bałagan i pusta lodówka. Jedno było pewne. Spieprzyłam swoje życie i nie potrafiłam się z niego podnieść. Wisiałam Adamowi niezłą sumkę pieniędzy i nijak potrafiłam mu ją oddać. Zmęczona po dziwacznym dniu pracy, zdałam sobie sprawę, że nie potrafię tak żyć. Nie potrafię pracować u Adama widząc go i patrząc na niego. Nie potrafię udawać, że nic do niego nie czuję. Kocham go i to jak jasna cholera, ale przebywanie z nim, kiedy nie mogę go dotknąć, ani pocałować, bo jest żonaty i spodziewa się dziecka, sprawia, że tonę. Tonę coraz bardziej, a w dodatku nie mam pieniędzy na cokolwiek. Wiszę im roczną wypłatę i przecież nie mogę ciągle prosić ich o dodatkowe, bo sami ledwo wiążą koniec z końcem.
Z bólem głowy odepchnęłam od siebie poduszki, które zwaliłam z kanapy i ległam jak długa rozmyślając nad swoim życiem. Obróciłam się na bok, a potem na brzuch. Bluzka zdawała mi się obciągać mnie z każdej strony, więc skonsternowana wstałam i zrzuciła ją z siebie. Potem podeszłam do lusterka i popatrzyłam na siebie w lustrze.
Błazenada, strzępki życia i kupa mięsa. Tym właśnie teraz byłam. Wiem, że schudłam sporo, ale i sporo wciąż na mnie pozostawało. Co więc zatem mi pozostało?
I wtedy to dostrzegłam. Meble, stoły, telewizor. Miałam tak wielką ilość mebli w domu, a wcale z nich nie korzystałam. Ciekawa byłam, ile bym za to wszystko dostała, gdybym zechciała to sprzedać? Tysiąc? Może dwa? A gdyby do tego dodać mój zbiór książek, które kupowałam latami, to może i więcej. Regały, za małe ubrania, dywany. Wszystko to miało jakąś wartość.
Pełna nadziei pobiegłam do swojej szafy i zanim zaczęłam czegokolwiek dotykać najpierw przebrałam się w dresowe spodnie, koszulkę polo i dopiero ruszyłam do boju.
Pierwszym moim celem była szafa. Nawet nie wiedziałam, że posiadałam aż tyle ubrań, w które już dawno nie wchodziłam. I tyle tych większych, które kupił mi Adam, których koniecznie musiałam się pozbyć, bo przypominały mi jak się mną opiekował. Jak biegał po sklepach, aby wcisnąć mnie w cokolwiek, kiedy sięgnęłam dna. A swoją drogą, to ile razy można było sięgnąć dna? Raz? Może dwa, a może kilka? Ciężko mi było na to odpowiedzieć.
Nigdy niczego nie sprzedawałam. Nie wiedziałam nawet jak to się robi. Zebrałam, więc wszystko, co nie nadawało się do noszenia i poskładałam, a potem wepchnęłam to do walizki. Zaczesałam swoje włosy w niedbały kok, bo denerwowały mnie, kiedy tak latały po szyi i oczach, a potem wyruszyłam na pierwszą w moim życiu wyprzedaż ubrań.
Tuż przed moim domem przechodziło nawet sporo osób, więc znalazłam w garażu jakąś starą tabliczkę i napisałam markerem wielkie  
Wszystko za pięć złotych!
A potem usadowiłam się na krzesełku i czekałam. Nie chciałam nawet patrzeć na dom Adama, z którego w każdej chwili mógł ktoś wyjść. I gdy tak obserwowałam ich dom, niespodziewanie podeszła do mnie pewna starsza kobieta.
- A co pani sprzedaje?- Zapytała patrząc się na moją walizkę.
W mordę! Byłam tak zaabsorbowana sprzedażą, że nawet nie wyjęłam niczego z walizki! Stałam jak durna na swoim podjeździe i czekałam na kupców nie ukazując im nawet swojego towaru.
- Pani wybaczy- zaczęłam rozmowę i tuż po chwili wypakowałam swoje ubrania kolejno ukazując je starszej kobiecie.
- Wyglądają na niezniszczone- mruknęła staruszka bacznie oglądając i przerzucając w dłoniach jedną z sukienek. Była to tiulowa prosta sukienka w kolorze morskiej bryzy, którą kupił mi Adam, gdy moje ubrania okazywały się być za małe.
- Bo nie są zniszczone proszę pani. Zakupiłam je dwa miesiące temu i niezbyt długo je nosiłam, bo schudłam- dodałam zachęcająco podkreślając swoja talię.
- Pewnie nie były tanie.
Kobieta albo miała ochotę coś ode mnie kupić, albo zwyczajnie zagadywała mnie, bo nie miała, z kim rozmawiać. Więc albo coś uda mi się zarobić, albo tylko wyjdę na idiotkę.
- Nie były.
- Więc dlaczego chce je pani sprzedać?  
Kobieta miała może około siedemdziesięciu lat i podpierała się na lasce. Niby stała przede mną w podomce, jednak pod spodem jej ubrania nie wyglądały na tanie. Bluzeczka przypominała mi taką jedną z wystawy, gdzie kosztowała sto dwanaście złotych, a jej seledynowa spódniczka, wyglądała na co najmniej od garsonki. Buty może i były wartościowe, ale szpiczaste czubki jakiś czas już wyszły z mody.
I najwyraźniej była albo głucha albo ślepa, bo niedawno powiedziałam jej, że jest na mnie za duża.
- Zwyczajnie, potrzebuję pieniędzy- wyrwało mi się nagle i na cofnięcie tych słów było już za późno.
- Reszta też jest w tak dobrym stanie?
- Oczywiście- odparłam oblana rumieńcem. Teraz nie wiedziałam już czy wyprzedaż tych rzeczy tuż pod moim domem była takim dobrym pomysłem.
Kobieta stała i gapiła się dotykając, co rusz pokazywany przeze mnie materiał i kiwała głową, co oznaczało, że coś sobie przemyślała. Dla niej były to tylko używane ubrania, których ktoś chciał się pozbyć, a dla mnie pamiątki po moich gorszych i lepszych czasach. Kilka ubrań było przecież od Adama, które obiecałam sobie zachować na pamiątkę, jednak w obecnej sytuacji potrzebowałam gotówki nie mniej niż bezdomny potrzebuje schronienia. Sukienki, czy też bluzeczki musiały odejść w zapomnienie, bo już dłużej tak nie potrafiłam. Nie mogłam bez przerwy przed sobą udawać, że nic się nie dzieje. Nie mogłam tylko gapić się na kiecki i przypominać, jak Adam mnie w nich podnosił z przymierzalni, kiedy byłam otyła, albo, kiedy mnie przytulał, kiedy chciałam umrzeć. Adam musiał odejść z mojego życia i to dla jego dobra i mojego. Życie z pełną świadomością, iż ktoś obok budzi się koło niego rano, robi mu śniadanie, a także uprawia z nim seks zaczynała być nie do zniesienia. Krzywdziłam nie tylko siebie, ale i być może jego, bo to swojej rodzinie powinien był poświęcić tyle czasu, ile mnie, kiedy byłam w depresji.
Odsunęłam się na bok, kiedy kobieta klasnęła głośno w dłonie.
- Halo! Czy godzi się pani na to?
Zamrugałam oczami i postarałam się wrócić do rzeczywistości.
- Ale, na co? Wybaczy pani, ale zamyśliłam się na chwilkę.
Moje zakłopotanie sięgało zenitu. Byłam tak zdesperowana, że wyłączałam się nawet przy ludziach. Koniecznie potrzebowałam pomocy i to natychmiast!
- No te ubrania. Czy mogę wziąć wszystkie?
- Ale, dlaczego? Przecież niektóre będą na panią za duże. Widać, że nie jest pani nazbyt szczupła, ale proszę mi wierzyć, że będą na panią za duże.
Kobieta przyjrzała się mnie z boku i podrapała się po głowie. Westchnęła, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że chce się tylko nade mną zlitować.
- Ale, ja je chcę- dodała uparcie.- Może i nie pasują teraz, ale kiedy je przeszyję, będą na mnie jak ulał. Gdyby były mniejsze, na pewno bym ich nie wzięła, no, bo cóż mi po materiale, którego nie starcza na okrycie ciała? Te, natomiast są zbyt duże, aby je nosić, ale doskonałe, aby je przeprawić. I nie mów mi dziecko, że nie potrafię szyć, bo nie na marne pracowałam kiedyś w największej szwalni zwanej Mirandą. Szyła w niej moja matka i ja szyłam, a tego, uwierz mi na słowo, nigdy się nie zapomina.
-Przepraszam panią- pochyliłam głowę.- Sądziłam, że tylko chce się pani nade mną ulitować.
- A nawet gdyby, chociaż, to, co? Czy nie odpowiada ci, że zarobisz, skoro tak bardzo potrzebujesz gotówki? Zresztą, może i mam pokaźną rentę, bo wiedziałam, kiedy zejść na emeryturę, ale to wcale nie oznacza, że kupuję wszystko, aby pomagać światu. Życie wystarczająco mnie już nauczyło, aby nie ufać miłym i nie nienawidzić własnych sąsiadów, bo nigdy niewiadomo, kiedy ich pomoc będzie przydatna.
Pokiwała swoją schowaną za chusteczką w kwiaty siwizną, mamrocząc do mnie całkiem nie głupie słowa. Jeśli więc chciała mieć te ubrania, to, dlaczego, jeszcze jej ich nie zapakowałam?
- No dobrze- westchnęłam z lekka zadowolona, że zrobi z nich pożytek.- To zapakuje je pani do tej walizki i pomogę zanieść do pani domu, dobrze?
- Spokojnie, najpierw mi je przelicz. Ile jest tych rzeczy?
Szybko policzyłam, co do jednej sztuki.
- Dwadzieścia trzy. Czyli po pięć złotych, to będzie sto piętnaście złotych.
Schyliła się kobieta do swojej torby, którą teraz opierała o swoje nogi i wyjęła z niej portfel. Odliczyła żądaną przeze mnie sumę i podała mi ją do ręki.
- A co jeszcze wyprzedajesz młoda damo?
Nikt tak dawno mnie nie nazywał. Nie wiem, czemu, ale polubiłam tą kobiecinę, bo miło się z nią gawędziło. Postanowiłam zdjąć tabliczkę i zaciągnęłam z powrotem walizkę do swojego domu wołając ją za sobą.
- Prawie wszystko jest do sprzedania. Proszę popatrzeć, a jeśli coś pani wpadnie w oko, na pewno, co do ceny się dogadamy.
Nie miałam pojęcia, że trafię na kogoś takiego. Nie dosyć, że wykupiła wszystkie moje ubrania, to i jeszcze rozglądała się za innymi rzeczami. Być może jeszcze było mi dane wyjść z tego dna i odbić się, choćby po to, aby spłacić swój dług.
Dałam czas do namysłu kobiecinie i pozwalałam, aby dotykała moich własności, które dla niej były być może tylko rzeczami, a dla mnie miały wartość sentymentalną. Praktycznie przy każdej zakupionej rzeczy stawało się coś niby zwykłego, ale dla mnie upamiętniającego jej zakup.  
Na przykład taki fotel bujany. Kupiłam go na swoje trzydzieste urodziny i to w nim przepłakałam część swojego życia sądząc, że już nigdy nikogo nie pokocham. To w nim oglądałam same smutne filmy i przytulałam się do niego, kiedy niespodziewanie zasypiałam i budziłam się rano cała połamana. Albo telewizor. To było dość zabawne, bo kiedy poszłam do tamtego sklepu wcale nie zamierzałam kupować telewizora. Tak tylko przechodziłam obok nich gapiąc się na kineskopy i studiując w głowie ceny, na które nie było mnie stać. I wtedy niespodziewanie właśnie w tym telewizorze Sony dwadzieścia dziewięć cali ujrzałam po raz pierwszy twarz Adama. Oczywiście wcale go jeszcze nie znałam, bo dopiero, co się tam przyprowadziłam, ale to akurat w tamtym obrazie odbiła się jego twarz. I to wtedy moje serce zabiło mocniej i bije do dziś.
- A te książki?- Zapytała kobieta, a ja znowu zapomniałam, że jest ze mną w domu.
- Też są na sprzedaż.
- Ładny zestawik. Wart pewnie fortunę. Długo pani je zbierała?
Odwróciłam się do niej podchodząc do regału i przejeżdżając po nim wierzchem dłoni.
- I tak i nie. Tak, bo odkąd zaczęłam nowe życie kupowałam je sobie na poprawę humoru. A czytać zaczęłam dopiero gdzieś około osiemnastego roku życia. To wtedy postanowiłam coś w sobie zmienić i kiedy znalazłam już dobrze płatną pracę zaczęłam je kupować.
Pokazałam jej na środkowy rząd, gdzie było na nim osiem rzędów poziomych, a trzy pionowe. Na każdej półce po dwadzieścia osiem do trzydziestu pięciu i każda, co najmniej kupiona za sumę około dwudziestu złotych, choć były i takie, które kupowałam na wyprzedażach za sześć, czy też dwanaście złotych. I na każdych z tyłu zapisywałam sobie sytuacje, w których je zakupiłam i ceny, ile za nie dałam. Była to dla mnie taka przypominajka, niczym w tajemnicy zapisywany cichy pamiętnik.
- No a tamte po bokach? Odziedziczyła je pani po kimś?
Nikt z mojej rodziny nigdy nie kupował książek, ani nikt ich nie czytał. Każdy wolał prędzej obejrzeć telewizor, a niżeli pogapić się na puste, dla nich, strony zagryzmolone jakimiś słowami, zupełnie dla nich bezsensu.
- Nie. Je zakupiłam po pewnej staruszce, która kiedyś tu mieszkała. Gdy tylko wystawili ten dom na sprzedaż postanowiłam go obejrzeć, choć wiedziałam, że go mnie na niego nie stać. Zabawne, prawda? Nie wiem, czemu akurat ten dom chciałam obejrzeć, ale nie mogłam nie zobaczyć jego wnętrza. Zupełnie jakby mnie wzywał, a ja nie patrząc na nic przyjechałam tutaj i go kupiłam. Prawie za pół darmo.



245 czyt.
100%61
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2935 słów i 15469 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 31 marca

    Taka karma z tym zakupem domu.