To ja już sam zacznę płakać cz. 3

Karolina
No nie wytrzymam z tym bachorem! Znowu zerżną mi się w łóżeczku. Narobił takiego bałaganu, że do jutra będę musiała sprzątać. Dałam mu karę i teraz siedzi w pokoju na swoim małym foteliku. Zabrałam mu wszystkie zabawki i zagroziłam, że jak którąś ruszy, to dopiero popamięta mój gniew. Co jest z nim nie tak? Czy wszystkie dzieciaki muszą tak broić? Nie może spokojnie usiąść na dupie i bawić się samochodami jak normalne zdrowe dziecko? A może on jest chory? Kurde, że też wcześniej o tym nie pomyślałam. Może ma ten zespół, jak mu tam ADHD, czy jakoś tak było? Pewnie tak jest. Że też wcześniej na to nie wpadłam!
A może zaprowadzę go do psychologa? Będzie z nim rozmawiał kilka godzin, a ja będę miała spokój. Potem może rozpoczną jakieś leczenie i będzie tam chodził codziennie, zostawiając mnie w końcu w spokoju. Muszę jak najszybciej opowiedzieć o tym Adamowi.




Adam
Gdy tylko wróciłem ze sklepu, pochowałem wszystko do półek i z zadowoleniem usiadłem na fotelu. Włączyłem sobie telewizor i zerknąłem na zegarek. Trzecia dwanaście. Gdzie w ogóle podziewała się Karolina? Czy nie powinna zacząć choćby gotować obiad? W kuchni było pusto i w pokoju też. Może gdzieś poszła? Albo może jest w pokoju Kubusia i czyta mu książeczkę? No chyba, że się obudził i go przebiera. Ach, nie będę jej przeszkadzał.
W telewizji nic ciekawego nie leciało. Jakoś tak ciekawsko nastawiony poszedłem do pokoju Kubusia. Karolina przebierała go, a wokół leżała brudna pościel.
- Jak się masz słoneczko?- Zapytałem synka, który patrzył na mnie jakoś tak smutno.
- Tata- powiedział, ale nie zrobił nic, bo Karolina właśnie zakładała mu rajtuzy.
- Dlaczego on jest taki mrukliwy?- Spytałem żonę, która również wyglądała na poirytowaną.
- Ach- machnęła ręką.- Zasikał całe łóżeczko. Bez przerwy to robi. Nie wiem, czemu nie potrafi normalnie załatwić się w nocnik, tylko bez przerwy mam z nim robotę. A kupiłeś ketchup?
Jej nagła zmiana tematu zupełnie wytraciła mnie z kontekstu. Spojrzałem jak przewróciła małego na drugi bok, zaciągając mu rajtuzy powyżej brzuszka. Koszulka lekko mu się podwinęła i wydawało mi się, że dojrzałem coś ciemnego na jego ciele, ale zaraz to zakryła.
- No, teraz możesz uściskać tatusia- powiedziała i popchnęła lekko malca w moją stronę. Wtulił się we mnie tak słodko, że miałem ochotę go schrupać. Ciekawe, czy myślenie o dziecku, jak o jedzeniu było normalne? Nie w sensie zjedzenia go naprawdę, ale w takim, że było takie słodkie i kochane, że mógłbym tymi jego dotykami napawać się cały dzień.
- Kupiłeś ketchup?- Zapytała ponownie zbierając z podłogi brudne ubrania.
- Tak. Mam też dla ciebie mały prezent.
- Dla mnie?
Mina jej pojaśniała i nagle podeszła do mnie i pocałowała w policzek, a potem w usta. Kubuś odwrócił się od jej twarzy mocniej wtulając się w moją szyję.
- Tak skarbie, dla ciebie. Kupiłem nawet dwie pizze rodzinne ze wszystkimi dodatkami, tak jak lubisz i wiesz, co? Zaprosiłem do nas na kolację Marzenę. Widziałem się z nią w sklepie. Ja wychodziłem, a ona akurat wchodziła. Znów miałem wrażenie, jakby jej nieco przybyło.
- Kurcze, bo wiesz, co? Ja myślałam, że dzisiaj wieczorem będziemy sami, bo chciałam z tobą o czymś pogadać.
Zrobiła tak skrzywioną minę, że aż bałem się pomyśleć, o co może jej chodzić. W myślach przeskakiwałem listę rzeczy, które obiecałem dla niej zrobić i które wciąż czekały na moją wenę twórczą, że, aż bałem się zapytać, o którą z nich może chodzić. Szafka na buty potrzebowała nowego zawiasu, którego jeszcze nie kupiłem. Zlew wymagał przeczyszczenia, a i drzwi do garażu wciąż piszczały niemiłosiernie. Obiecałem jej też kupić nową szafę na ubrania, które jakimś sposobem albo się poszerzyły, albo zwyczajnie znów ich przybyło. Nie byłem jednak w nastroju na żadne z tych zadań, więc zacząłem w głowie układać listę pilniejszych zadań, aby do tej rozmowy nie doszło.
- Uuu, a o czym, jeśli mogę spytać?
Matko, a jeśli ona myślała o kolejnym dziecku? Jeśli tak, to będę najszczęśliwszym mężczyzną na świecie! Zawsze marzyłem o piątce wspaniałych szkrabów, które będą mnie witały, kiedy będę wracał z pracy. Kubuś miał już trzy latka, więc moim zdaniem był najwyższy czas, aby torować drogę do następnego Patersona. Karolina miała już trzydzieści sześć lat, a ja trzydzieści osiem, więc moim zdaniem należało się spieszyć.
Błagam, niech to będzie to!
- A, tak sobie tylko pomyślałam, ale sama nie wiem. Może to tylko mnie się wydaje, a może raczej najwyższa pora…- zaczęła mówić patrząc na mnie i skręcając koniec swojej bluzki, tak jak zawsze miała w zwyczaju, gdy chciała mi coś powiedzieć, ale się denerwowała.
- No dalej kochanie- zachęcałem ją. Kubuś wciąż się do mnie przytulał, więc moja radość potęgowała z każdą chwilą.
- Wiesz, ale w końcu ma już trzy latka, to może najwyższy czas…
- Najwyższy czas, na co skarbusiu?
-Ach, albo powiem ci wieczorem- żachnęła się i wyminęła mnie niosąc pranie do łazienki.
Poszedłem za nią, bo przecież skoro myśleliśmy o tym samym, to do wieczora było jeszcze sporo czasu, a to oznaczało, że moglibyśmy kilkakrotnie się postarać o dziecko, nie tylko raz. Z uwielbieniem spojrzałem jak się przychyliła nad pralką, a jej spódniczka wesoło pofrunęła w górę ukazując odrobinę pośladków. Nie mogłem się powstrzymać i zsadziłem Kubusia z moich rąk i po cichutku nakazałem mu iść się pobawić. I gdy tylko mały zniknął za rogiem, prawie natychmiast podszedłem do niej i złapałem ją z tyłu za krocze. Podskoczyła jak rażona prądem.
- Co ty wyprawiasz! Zawału bym przez ciebie dostała!- Krzyknęła z oburzeniem zaciągając swoją spódnicę na dół. Pranie, które trzymała w dłoni niemal wyrzuciła do góry, gdy poczuła moje palce w intymnym miejscu. Teraz jedna ze skarpetek tkwiła na moim ramieniu, więc ją zdjąłem i wyrzuciłem na bok.
- Wybacz kochanie, ale nie potrafiłem się opanować.
Wziąłem ją w ramiona i pocałowałem szybko. Byłem taki szczęśliwy, że śmiało mógłbym przebiec maraton i nawet się nie zmęczyć.
- Zaczekaj- rzuciłem wychodząc na moment z łazienki podążając do mojej torby, gdzie schowałem dla niej książkę. Potem równie podniecony wszedłem znów do łazienki i spojrzałem na moją piękną żoneczkę. Co prawda blond włosy miała niedbale uczesane w kitkę i jej bluzeczka nie była najbardziej podniecająca, lecz wystarczyło, abym pomyślał o jej wcześniejszym zgięciu i widoku pośladków, a już byłem gotowy. - Ta dam!
Wyjąłem zza swoich pleców nowy tom ,, Kwiatów na poddaszu’’ Virginii C. Andrews. Uradowana aż zapiszczała. Od kilku dni przeglądała strony z tą autorka, a tej książki jeszcze nie miała w swoich, coraz to większych zbiorach, więc byłem pewien, że się ucieszy.
- Jesteś wspaniały!- Krzyknęła i rzuciła mi się w ramiona wcześniej biorąc ode mnie książkę. Wyczuła moje wybrzuszenie między nogami, więc szczęśliwa odłożyła książkę na pralkę i dopiero potem zabrała się do mojego rozporka.
- Tak bardzo cię kocham- szeptałem jej do ucha szczęśliwy, że i ona podziela moje szczęście o kolejnym dziecku. Nie mogło być przecież inaczej, bo z największą chęcią niemal sama na mnie wskoczyła.
- Ja też cię kocham. Nie potrafię uwierzyć, że kupiłeś ją dla mnie- powiedziała radośnie dając mi całuska w nosek, policzek, oczko i czoło.
- Och! Tak bardzo za tobą tęskniłem!  
Kochaliśmy się namiętnie oparci o ścianę, gdy nagle czując, że dochodzę Karolina ode mnie odskoczyła. Nie wiedząc, co się dzieje dokończyłem dzieła na płytkach, zamiast w jej wnętrzu. Potem ze zdziwieniem spojrzałem na Karolinę, która zamiast być wciąż we mnie przeglądała już pierwsze strony książki.
- Karolina?- Spytałem trochę zdenerwowany i skonsternowany.
- Bardzo mi się podoba kochany, naprawdę!
W takiej chwili myślała o książce? Przecież mieliśmy właśnie spłodzić kolejne dziecko Patersonów, braciszka, albo siostrzyczkę Kubusia, a ona zwyczajnie ze mnie zeszła i nawet nie raczyła dokończyć dzieła, tylko samego mnie w tym zostawiła. Jakaś nutka goryczy przeleciała mi po ciele. Wiem, że powinienem nie pytać o nic, jeśli nie chciałem awantury, ale czy nie powinna mi czegoś wyjaśnić? Choćby tego, że bez mojego nasienia nigdy nie dojdzie do zapłodnienia?
- Karolina- zacząłem, gdy tylko podciągnąłem spodnie.
- Tak kochanie?
Dopiero teraz na mnie spojrzała. Na jej twarzy najpierw malowała się radość, ale zauważając moją strudzoną i zawiedzioną minę, sama popatrzyła na mnie pytająco.
- O co chodzi? Czy coś się stało?
No a nie? Jak w ogóle mogła o to zapytać? Kochaliśmy się zaledwie raz w tygodniu i to nie zawsze, a ona teraz pytała, czy coś się stało? Chwilami była niewiarygodnie niemożliwa.
- Tak- odparłem naburmuszony.- Stało się. Dlaczego nie chciałaś, abym doszedł w tobie?
Najlepiej mi było zapytać prosto z mostu. Nie chciałem plątać się w niczym, tylko zależało mi na jednej prostej odpowiedzi. Dlaczego moja ukochana żona nie chciała, abyśmy postarali się o drugie dziecko?
- No coś ty, Słońce, przecież dzisiaj mam dni płodne, prawda?
Niemal zabiła mnie tą odpowiedzią. Dni płodne. To ja robiłem wszystko, co tylko się dało, abyśmy żyli powyżej średniego poziomu, rozpieszczałem ją, kupiłem jej nawet książkę za trzydzieści cztery złote, a ona pytała mnie o takie rzeczy? Czy nie wystarczająco dawałem jej do zrozumienia, że pragnę drugiego dziecka?
- To, dlaczego nie chciałaś, abym doszedł w tobie? Przecież to mi chciałaś powiedzieć wieczorem, prawda?
Oblał ją zimny pot, bo nagle dostała gęsiej skórki i aż pobladła.
- Nie. Nie to ci chciałam powiedzieć- odparła zmieszana poprawiając swoje włosy.
- A co?
- No, chodziło mi o Kubę. Sam przecież ostatnio zauważyłeś, że dziwnie się zachowuje, więc zastanowiło mnie, czy nie jest na coś chory. Nie wiem, przyszło mi do głowy ADHD, bo przecież ciągle krzyczy i hałasuje, choć może to być też coś innego- zamyśliła się.
Wszystko ze mnie opadło. I nie chodziło o to, że mógłby mieć jakieś gówniane ADHD, ale dlatego, że byłem niemal pewny, iż nasz synek tego nie ma. Znałem tą chorobę doskonale, bo dziecko mojego kolegi chorowało na ADHD, a nasz Kubuś w niczym go nie przypominał. Gdy był obiad, siedział spokojnie i jadł, co mu dawaliśmy, choć nawet czasami sam siadał do stołu i nie odchodził, póki nie skończył. Spokojnie oglądał nawet przez godzinę swoją ulubioną bajkę ,,Listonosz Pat’’ i nigdzie w tym czasie nie biegał, ani nie krzyczał. Nie kołysał się dziwnie, ani nie biegał po domu jak szalony.
- On nie ma ADHD. Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć? Spójrz sama, wysłałem go do pokoju, aby się pobawił i siedzi tam.
Zaniepokojony, że faktycznie mógłby teraz coś sobie zrobić, poszedłem sprawdzić, co mój synuś broił, lecz widok spokojnie siedzącego dziecka na dywanie i bawiącego się dwoma samochodami, bardzo mnie uspokoił. Zaraz za mną pojawiła się Karolina. Weszła do pokoju i zaczęła na małego krzyczeć.
- Dlaczego bawisz się na środku dywanu samochodami, co? Przecież tyle razy ci powtarzałam, że masz się bawić w kącie, prawda?
- Zostaw go- teraz ja krzyknąłem na nią.- Przecież siedzi sobie spokojnie- chciałem powiedzieć, gdy nagle mój synuś szybko pobiegł w stronę kąta z jednym samochodzikiem w dłoni. Ściskał go mocno, patrząc się na Karolinę z wyłupiastymi oczami i przerażeniem malującym się na jego niewinnej twarzyczce.- Dlaczego on się ciebie boi?- Zapytałem żonę, która wrzuciła pozostały samochód do torby z zabawkami.
- By był niegrzeczny, nie widziałeś? Znów narobił mi bałagan, a potem powiesz, że to ja nie sprzątam- warknęła oburzona.
I pomyśleć, że jeszcze niedawno sądziłem, że powiększymy swoją rodzinę. Jak nasze życie potrafi się zmienić z chwili na chwilę. Najpierw się kochamy, a potem awanturujemy. Nie tak wyobrażałem sobie nasze wspólne życie.
Nie chciałem się dzisiaj kłócić z Karoliną, bo skoro miała dni płodne, to może i jeszcze jakoś uda mi się ją namówić na seks. Pozostał tylko jeszcze problem z odwołaniem Marzeny. Musiałem do niej zadzwonić, aby przeprosić ją, że dzisiejsza kolacja nie wypali. A szkoda, bo być może ona mogłaby wnieść coś dobrego w nasze życie.
- Karolina, dajmy już spokój, dobrze? Nie chcę się z tobą kłócić- powiedziałem podchodząc do niej i biorąc ją w ramiona.
- Ja też nie chcę się kłócić. Kocham cię, tylko czasami po prostu nie daję rady. Mały wciąż coś broi, a ja nie mogę znaleźć czasu dla siebie. Ty masz pracę, codziennie widujesz ludzi i z nimi rozmawiasz, a ja? Siedzę tutaj w domu z małym i co z tego mam? Wiecznie tylko pranie, sprzątanie, gotowanie…- i tu się zamyśliła.- Cholera! Nawet nie zdążyłam zrobić obiadu. Która jest godzina?
Oboje spojrzeliśmy na zegarek dość sporej wielkości wiszący nad telewizorem. Było wpół do piątej.
- Chyba za późno na obiad- zauważyłem wciąż trzymając ją w objęciach.
- To może zjemy twoją pizzę?- Zaproponowała udając smutną.
- Jest w lodówce. Możesz iść ją przygotować.
Wyszła z moich objęć zwyczajnie, jakby nic się nie stało. Razem z Kubusiem odprowadziliśmy ją wzrokiem, a potem spojrzeliśmy na siebie.
- Choć mój słodki- powiedziałem do niego, a on nie czekając na nic przybiegł i znów wtulił się w moją szyję.

479 czyt.
100%22
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2651 słów i 13947 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 gru 2018

    No wreszcie  zaczyna kimać.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 27 paź 2018

    Zapowiada się świetnie. Taya zaczyna się domyslac. Tylko co będzie? Przecież kocha jego i ja