To ja już sam zacznę płakać cz. 14

Cz. 14
Tydzień czasu nie byłem w szkole. Praktycznie nie pamiętam już niczego z mojego przyjęcia urodzinowego. Wszystko rozmywa mi się niczym jakaś ciemna plama, kolidując z jakimiś głosami i na końcu pustym pokojem.  
Dzisiaj jestem pierwszy dzień w szkole i chyba już wyzdrowiałem. Maciek jednak nie chce się ze mną bawić. Mówi, że moja mama opowiedziała mu jak bardzo byłem chory i że ta choroba przechodzi na innych, którzy będą w pobliżu mnie. Smutno mi, bo przecież tylko on chciał się zawsze ze mną kolegować, a teraz odchodzi ode mnie i znów jestem sam. Staram się nie płakać, ale i tak jedna łza spływa mi po twarzy. Ocieram ją i ze złością wychodzę do toalety.
Załatwiam się i chcę już wyjść, gdy nagle podchodzi do mnie kilku kolegów z mojej klasy, którzy odgradzają mi drogą.
- Gdzie się wybierasz?- Pytają z uśmiechem.
- Do klasy- odpowiadam nieśmiało, bo nie wiem, dlaczego patrzą się na mnie i śmieją.
- Do klasy- przedrzeźnia mnie jeden z nich, a drugi kopie w krocze.
- Ała- mówię cicho, bo nagły ból w tak czułym miejscu odbiera mi mowę.
- Ty gówniany zarazku, po co przychodzisz do naszej szkoły, co?
- Chcesz nas wszystkich pozarażać?- Pyta drugi, trochę grubszy.
- Nie- szeptam wciąż zwinięty w kulkę.
- A wiesz, co się robi z takimi zarazkami?- Pyta ten pierwszy.
- Spłukuje w toalecie- odpowiada trzeci i zaraz podnosi mnie do góry. Ktoś z tyłu wkłada mi głowę do klozetu i przytrzymuje ją klapą. Potem spuszczają wodę i śmieją się, gdy się krztuszę.
- No wyj!- Krzyczy, ale już nie rozpoznaję, który to mówi, bo woda spływa mi po uszach i nosie. Krztuszę się coraz mocniej, więc wyciągają mi głowę z sedesu.
- Pokaz nam jak się wyje Zarazku!
Nie potrafię zapłakać. Wiem, że płacz nic nie daje. Ja tylko umiem już płakać w środku, bo mama nie lubi moich łez.
- No rycz!- Krzyczy ktoś za mną. Gdy nie widzą moich łez, ten pierwszy kopie mnie w plecy dwa razy. Ten drugi zdejmuje mi spodnie i się naśmiewają.
- Nie- mówię tylko, choć oni są ode mnie silniejsi.
- No to płacz!
Widząc, że nie dadzą mi spokoju, gdy nie zacznę płakać zmuszam się do tego.
Ostatni kopniak w nos przelewa czarę goryczy.
Teraz płaczę już na poważnie.







Adam
Już mam wyjść, gdy nagle drzwi otwierają się same i wkracza szczupła postać Alicji. Włosy ma zaczesane w koka, a na sobie tylko błękitną sukienkę z dużym dekoltem. Zauważam, że jest dość mocno umalowana, a na ustach ma różowy błyszczyk.
- Jest aż tak ciepło?
Wygaduje bzdury, ale jakoś się tym nie przejmuję. Wciąż w głowie mam słowa koleżanki Marzeny, mówiącej o jej poronieniu.
- Nie jesteś zbyt miły- zauważa.
- A jakim mam być? To ty wpadasz do mnie, kiedy chcesz i ty trzaskasz drzwiami.
- Bardzo śmieszne- mówi bawiąc się granatową bransoletką.
- Przyszłam cię przeprosić i zaprosić.
Wracam do biurka i siadam na fotelu. Szykuję się na dziwną rozmowę, gdzie nie wszystko będę musiał pojąć, ale obawiam się, że jeśli jej nie wysłucham, ona nie da mi spokoju.
- No dobrze. Siadaj. To mów.
Złożyłem dłonie jak dyplomaci, którzy pokazują, że nie maja żadnych tajemnic i są spokojni, choć tak naprawdę niezbyt potrafię się na niej skupić.
- Przepraszam cię za moje zachowania i zapraszam cię na kolację.
Widząc jej strój, kolacja ma być bardziej uroczysta niż chce przyznać, ale wciąż pozostaję głupi.
- Dobrze, ale gdzie ma być ta kolacja?
- W barze U Janka. Zamówiłam już stolik.
- Ale wiesz, że zaraz powinienem pojechać do domu. Karolina będzie się niecierpliwić.
- Ojejku, ale przecież nie proszę cię o całą noc, tak? Chyba jesteśmy już dorośli, nie? Pół godzinki ci nie zaszkodzi.
Chodzi uwodzicielsko wokół mojego biurka, czym sprawia, że robi mi się gorąco.
- No dobrze- zgadzam się, choć coś czuję, że raczej nie powinienem. Przeważnie, gdy coś takiego w środku każe mi zastopować, słucham się tego, albo później przyznaję temu czemuś rację, że powinienem tego posłuchać. Teraz jednak znając Alicję chcę, aby dała mi spokój, a ponadto być może przyda mi się odrobina fantazji z młodą kobietą. Małżeństwo nie zakazuje patrzeć na ładne kobiety.
Wstaję i nawet nie wiem, kiedy Alicja podchodzi do mnie i bardzo namiętnie mnie całuje. W pierwszej chwili nie wiem, co jest grane i nie reaguję, bo gorąca fala przechodzi mi przez skórę, ale zaraz otwierają się drzwi i staje w nich Wojtek, mój współpracownik.
- Szefie…- urywa w połowie zdania, a ja odpycham od siebie Alicję.- Szef wybaczy, że nie zapukałem, ale jakaś kobieta dzwoni do pana na ogólny numer i mówi, że to pilne.
Minę ma zakłopotaną i jakoś tak omija mnie wzrokiem.
- Dobrze, powiedz jej, że zaraz oddzwonię.
Wojtek zakłopotany zamyka drzwi, a ja wsiadam na Alicję.
- Dlaczego to zrobiłaś? Przecież wiesz, że mam żonę!
- To tylko na przeprosiny- tłumaczy się. –Wybacz, już więcej tego nie zrobię- skruszyła się i opuściła wzrok.
- Nie powinnaś tego robić. Czy wiesz, co teraz o mnie pomyślą? Że zadaję się z jakimiś młódkami, a żona sama siedzi w domu i wychowuje dzieci. Ja nie jestem z tych, co mają inne na boku.
Niepotrzebnie się tłumaczę starając ukryć wybrzuszenie w spodniach. Zażenowany, że Alicja to dojrzała znów siadam na fotelu.
- Wybacz mi. Tylko, choć ze mną na kawę, błagam, bo inaczej nie wybaczę sobie, tego, co ci zrobiłam- prosi, a wokół jej oczu zaczęła krążyć łezka.
Nienawidzę, gdy kobieta płacze, dlatego godzę się na spotkanie. Wybrzuszenie znika. Każę jej wyjść pierwszej, żeby nie myśleli, że to moja kochanka. Potem wychodzę za nią i razem wsiadamy do mojego samochodu.
Sam nie wiem, po co się ukrywam.
- Miałeś gdzieś zadzwonić- przypomina mi Ala.
- Potem to zrobię. Zresztą, pewnie to i tak nic ważnego.

282 czyt.
100%11
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1104 słów i 5946 znaków

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 13 lutego

    Wreszcie się pokazałaś. Zatłukbym to babę za to co z tym mlodym wyprawia. Nie dość ze sama się nad nim znęca to jeszcze dzieci swoimi tekstami podpuszcza. A tatuś ślepy albo durny. Od razu widać czy dziecku krzywda się nie dzieje. Pozdrawiam