Tchórz #2

Tchórz #2

“Nie daj im uwierzyć, że zabiłem się z miłości” moje ulubione zdanie z “Atlasu Chmur”. Czasem czytając książkę natrafiłam na frazę adresowaną wprost do mnie. To jedna z takich sytuacji. Ale może zacznę od początku.  

1. Mama  
Moja matka, mama, jest kobietą idealną - Dobra, ładna, słowem anioł. Pracuje jako księgowa w ważnej firmie. Nigdy jednak nie była sztywna ani nie przypominała robota. Owszem, nie mówiła mi o tym jak bardzo mnie kocha, ale nie musiała. Wystarczyło, że upiekła moje ulubione ciasto na koniec roku szkolnego albo kupiła mi nową sukienkę. Nie zwierzałam się jej, nie opowiadałam o swoim życiu… Nie sądzę, aby tego oczekiwała.
Rolę religii mojej mamy odgrywa porządek. Wierzy, że wszystko w domu ma swoje miejsce. Wszystko, prócz brudu. Każdego popołudnia z fanatycznym zacięciem urządza msze pełne płynów i szczotek. Uważam, iż owa tradycja odkurzania, prasowania, czyszczenia oraz zmywania pozwala odnaleźć jej wewnętrzną harmonię. Przejęłam po niej potrzebę segregowania rzeczy w celu utrzymania kruchego stanu perfekcji. Po niej także pozostał mi pierwiastek obcości wobec świata, który wciąż wynajduje kolejne uczucia do ich wyrażania. Emocjonalny ekshibicjonizm nie jest dla mnie. Wolę używać gestów, niewinnych czynności, aby okazać swój stosunek względem kogoś.
Zawsze podziwiałam moją mamę tak jak podziwia się obrazy w galerii. Z dystansu przetykanego bolesną świadomością bycia nikim.  

2.Tata  
Mój tata jest ciepłą osobą o radosnym, optymistycznym usposobieniu. Ludzie lubią być blisko niego, gdyż stanowi personifikację przyjaźni. Z wykształcenia cukiernik, pracuje jako szef kuchni w okupowanej przez gości restauracji. To on dba, aby nasze posiłki były dalekie od przeciętności. Uwielbiam go za jego ciągły uśmiech, nawet gdy wraca zmęczony. Jest ojcem, o jakim większość może tylko pomarzyć. Nauczył mnie jeździć na rowerze, rolkach, łyżwach, desce… Pokazał mi jak pływać, rozpalać ognisko i zbudować superbazę. Wieczorami czytał historie z książek przesyconych duchem przygody - Verne’a, Curwood’a, Londona czy Kiplinga. Odziedziczyłam po nim rozbrajający uśmiech, doskonałe poczucie humoru oraz skłonność do zakopywania problemów pod stosem żarcików.  
Kocham mojego tatę, tak jak kocha się celebrytów - z tej jednej strony, którą zechcieli pokazać. Bo tak naprawdę, nic o nim nie wiem.  

Zamykam oczy, czując stygnącą wodę. Mam świetnych rodziców. Niczym na nich nie zasłużyłam. Powinnam być lepszą córką, lepszą osobą… To bezcelowe. Ta cała otoczka, udawanie, maski, gęby, ten nieskończony labirynt wyborów, gdzie granica między wszystkim a niczym przestaje istnieć…
Sięgam niecierpliwie po nóż. Myślałam o tym długo, fantazjowałam o zakończeniu własnej egzystencji. Każdej nocy układałam scenariusz, bawiąc się poszczególnymi detalami niby wirtualną kostką Rubika. Przykładam ostrze do skóry, jakbym przymierzała bransoletkę. Nieśmiało flirtuję z cienkim czubkiem broni, stopniowo zwiększając nacisk aż do pierwszej kropli krwi. Jest! Mała, czerwona kropka, która rośnie, lśniąc jak rubin. Zamieram, wręcz zamrożona zachwytem (o ile takie stwierdzenie ma sens). Moment absolutnego piękna, przerywa głośne pukanie do drzwi mieszkania. Mocne, zdecydowane “puk puk puk” rozbrzmiewa wśród harmonijnej ciszy pustych pomieszczeń. Ignoruję owe wtargnięcie, rodzaj spóźnionej interwencji w mój pożegnalny performance. Niestety, hałas się powtarza, do tego nasilony. “Puk puk puk puk” wzmocnione “ding dongiem” dzwonka. Wściekła, wychodzę z wanny, narzucając ręcznik na mokre ciało. Człapię przez mieszkanie, oznaczając kroki wodnymi śladami stóp.  

- Dzień dobry, paczka dla pa… Karolina?! - kurier przygląda mi się zaskoczony. Przez chwilę studiuję jego rysy twarzy, próbując je skojarzyć z imieniem.  

- Yyym, hej? - dukam niepewnie i nagle doznaję olśnienia - Kuba! Wow, wyglądasz… Świetnie wyglądasz.  

- Ty też! - rzuca prędko, po czym spuszcza wzrok zawstydzony owym pośpiechem. Czyżby zakłopotał go widok dziewczyny w bieliźnie i ręczniku? Zabawnie wiedzieć, że nadal jest tym samym wyciszonym dzieciakiem, co dwa lata temu. Liczyłam na spektakularną metamorfozę z introwertycznej gąsienicy w bywalca każdej domówki, jednak nie poszedł śladami Adriana. W sumie to dobrze. Nie byłam jedyną, która nie ruszyła się ani o krok naprzód od tamtego, wspólnie spędzonego lata. Ciekawe, czy wciąż umiałabym go oczarować? Znaczy, nie miałam pewności wtedy… Chociaż… Było między nami przyciąganie, może nawet większe niż między mną a Adrianem. Szkoda, że zbyt późno je wyczułam. Gdybym zorientowała się wcześniej, nie potrzebowałabym kończyć idiotycznego przedstawienia w postaci nastoletniego życia. - Paczka dla ciebie. Sto dwadzieścia dziewięć pięćdziesiąt siedem.  

- Jasne, daj mi chwilkę… - kto wymyśla te końcówki? Pięćdziesiąt siedem. Pff… Wygrzebuję dwustuzłotowy banknot, przyozdobiony napuszoną podobizną Zygmunta Starego.  

- Nie masz drobniej?  

- Nie bardzo, ale… Wydaj po prostu pięć dych - “i zaproś na kawę”, dorzucam w myślach.  

- Jesteś pewna?  

- Tak, oczywiście.  

- Zatem jak chcesz - wymieniamy papiery w całkowicie normalnej transakcji. Nikt by nie przypuszczał, że się znamy. Czy Kuba czasem wraca do tamtych wspólnych dni? Pewnie nie. Jest pragmatykiem i jako taki nie rozpamiętuje dawnych wydarzeń. Co było, a nie jest… - Fajnie znów  cię zobaczyć.  

- Ciebie też - patrzę przez chwilę na niego, usiłując wykrzesać z siebie coś więcej, lecz najwyraźniej mój brak umiejętności prowadzenia rozmów daje o sobie znać, bo mówię - Dzięki za paczkę, pa.  

- Pa - mamrocze jeszcze, nim zdołam zamknąć drzwi. Biegnę do okna, by zobaczyć jak wychodzi z klatki i skręca w stronę parkingu. Obróć się, obróć się, proszę… Ignoruje moje telepatyczne wysiłki, znikając z pola widzenia. Nieco zawiedziona, kieruję się ku łazience. Dotykam wody, natychmiast cofając dłoń pełna obrzydzenia. Niczego tak nie nienawidzę jak zimnej wody, która stoi nieruchomo od jakiegoś czasu. Nie wiem dlaczego. Takie dziwactwo. Muszę zwalczyć odruch wymiotny, by wyjąć korek. Całą rękę po łokieć mam uwaloną “nieświeżą” cieczą. Myję się i zrzucam przemoczoną bieliznę, tworzącą mikroklimat na gorącym ciele. Żeby człowiek nie mógł się zabić w spokoju! Kulturalnie, higienicznie, ale nie! Po co?! Lepiej zepsuć komuś plany, zepsuć wodę, zepsuć, cholera, wszystko! Znalazł się wybawca, książę w żółtym uniformie, jeżdżący mechanicznym rumakiem. Dwa lata milczy, po czym wyskakuje jak gdyby nigdy nic i przerywa mój rytuał przejścia! Ach, a jaki zadowolony z siebie! Eksponował te swoje muskularne ramiona niczym wielka gwiazda… Patrzył tymi oczami o kolorze hitu Akcentu, jeszcze nimi mrugał…  
I śmiał się, tak, śmiał się, bo doskonale wie, że nie potrafię niczego odmówić tym dołeczkom!

663 czyt.
100%187
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1192 słów i 7163 znaków, zaktualizowała 14 sty o 17:58

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AlexAthame

    AlexAthame 16 paź 2018

    Dlaczego usunęłas ostatnie wiadomości?

  • AlexAthame

    AlexAthame 15 paź 2018

    Super napisane. Powinnaś się przyzwyczaić do uch i ach.Tylko nadal upatcie i z twardościa wolframu wole kochanie od zabijania siebie.Tylko jak ona robi to w domu to nie znajdzie się Tymon i nie uratuje.Wiem ze zbyt mocno przeżywam fantazje. Ale to dlatego że gdzieś na Ziemi jest wlasnie taka osoba która poddała się temu, który podaje się za Anioła światła. Jakkolwiek, brawo Nadinko

  • AuRoRa

    AuRoRa 1 paź 2018

    Czyta się jednym tchem, bohaterka skrywa jeszcze sporo tajemnic, które wychodzą na jaw. Poznajemy jej świat, zarys rodzinnych relacji i "rycerza" przeszkadzającego przypadkiem. Jak zwykle świetne porównania i tekst.

  • Duygu

    Duygu 25 wrz 2018

    No, nareszcie miałam czas, żeby przeczytać!    Jak to dobrze przeczytać Twoje wspaniałe opowiadanie po 258 stronach beznadziejnej, obowiązkowej lektury szkolnej!     Szkoda, że Twoich opowiadań nie omawia się w szkole... Pięknie napisane, jak zawsze. Ponownie trafiłaś w moje uczucia. Dziękuję  

  • agnes1709

    agnes1709 24 wrz 2018

    Sama powinna ścisnąć go na randkę, mamy XXI wiek Nie będę pisać, że świetnie, bo przecież wiesz

  • Malolata1

    Malolata1 23 wrz 2018

    Wciąż jestem na tak, cokolwiek się pojawi. Wiesz o tym.

  • AnonimS

    AnonimS 23 wrz 2018

    Ludzie chyba się boją komentować trudne i dobre teksty zeby nie wyjść na głupka.  Dla mnie ta panienka jest niestabilna emocjonalnie. W jednym momencie chce się chlastać, a zaraz potem czeka na propozycję kawy.  Trzymasz poziom Autorko. Pozdrawiam