Tchórz #3

Tchórz #3

Kładę się na łóżku, wpatrzona w spokojną biel sufitu. Gładź, którą jest pokryty nosi sieć drobnych pęknięć. Nie zauważyłam ich wcześniej. Obracam się, omiatając uważnym wzrokiem resztę pokoju. Kiedy moje życie zaczęło przypominać plamę rozmytego pustką obrazu? Kiedyś przecież było ostre i wyraźne. A teraz? Kim jestem? Czy w ogóle jestem?  

1. Adrian  
Poznaliśmy się pewnego upalnego lata. To prawie zawsze musi być lato, prawda? Jakby ludzie nie poznawali się, podczas pozostałych pór roku. Miasto cuchnęło stopionym asfaltem, zwiędłymi roślinami i potem. On dłubał przy swoim wiecznie zepsutym motorze (dłubał dla samej przyjemności dłubania, nie planując niczego naprawiać), a ja patrzyłam na jego pochylone plecy zafascynowana. Podobał mi rytmiczny ruch łopatek, wygięte w moją stronę kręgi. Definitywnie, miał coś w sobie. Tak zwyczajnie, po ludzku, coś w sobie miał. Musiałam patrzeć zbyt długo, bo sprowokowałam go do odszukania mnie wzrokiem. Uśmiechnął się uśmiechem pod tytułem “I'm sexy and I know it”. Poprawił mój dzień lekkim uniesieniem ust. Nie pamiętam, co wówczas powiedział, ani jaka odpowiedź padła z mojej strony. Zaczęliśmy prowadzić ożywioną rozmowę. Moje zaskoczenie sięgnęło zenitu. Przecież nigdy nie rozmawiałam z nieznajomymi. Nie tak otwarcie. Przyzwyczaił mnie do siebie, “oswoił”, “stworzył więzy”... Jednak “nie ma rzeczy doskonałych”, wliczając w to mężczyzn. Nie twierdzę, że mężczyźni są rzeczami. Po miesiącu naszej znajomości poznał dziewczynę - ładną, zgrabną itede. Tancerkę. Czy byłam zazdrosna? Nie okazywałam tego, na pewno nie. Nadal spędzaliśmy razem czas - wychodziliśmy na miasto, śmialiśmy się i byliśmy pewni wzajemnej przyjaźni. Wszystko uległo zmianie dopiero podczas wyjazdu w góry. Ciekawe, czy gdybym nie pojechała to wciąż tkwilibyśmy w zawieszeniu bez żadnych perspektyw zmiany statusu na bardziej jasny?  

2. Kuba  
Kuba - rok później urodzony brat Adriana. Któregoś dnia czekałam w domu ich rodziców, aż starszy z braci skończy żmudny proces poszukiwania bluzy i wtedy wymieniłam pierwsze zdania z młodszym. Dialog wypadł nieco niezręcznie, typowo dla dwójki introwertyków. Jednakże, pomimo lakonicznej rozmowy udało się nam zadzierżgnąć trudne do wyjaśnienia porozumienie. Wkrótce, dzięki kilku zbiegom okoliczności nasza relacja osiągnęła dużo wyższy poziom. Zdarzało się, że przychodziłam bezpośrednio do Kuby, ignorując obecność Adriana. Razem nie tańczyliśmy, nie słodziliśmy herbaty i nie organizowaliśmy spontanicznych wypadów… Powoli, dużo wolniej niż w wypadku jego starszego brata, zostawaliśmy przyjaciółmi. Jednocześnie rozwijaliśmy coś głębszego - przedziwną, obcą nam bliskość, której oboje się baliśmy. Byliśmy dzieciakami, gówno wiedzącymi o całym uczuciowym ścieku. Chociaż akurat gówno i ściek… Nieważne. To Kuba powiedział mi o dziewczynie Adriana, zanim tamten zebrał się na odwagę. Powiedział, licząc na moją zazdrość? Licząc na… Mnie? Cóż, osiągnął zgoła inny efekt. Przyjął pierwszy podmuch mojej złości i rozczarowania. Podmuch, który rozpieprzył domek z kart znajomości. Zepsułam jedyną prawdziwą szansę na szczęście, która mi się przytrafiła.  

- Czy ty aby nie przesadzasz? - pytam sama siebie. Nie możesz winić się za utratę jakiegoś znajomego. Byłaś tylko smarkulą… Zresztą on też… Wina leży po obu stronach. Czas wreszcie zapomnieć, zamknąć pewien rozdział, przestać gdybać, zacząć żyć. Zacząć, cholera, żyć - powiedziała niedoszła samobójczyni. Poczucie humoru przewyższa szczyty Himalajów. Wracając do zepsutych relacji… Psuję je nieświadomie i celowo zarazem. Poprzednie zdanie nie ma najmniejszego sensu, lecz tak właśnie jest. Przypominam ślicznie opakowaną czekoladkę, która wyglądem wynagradza niedobry smak. Ludzie przychodzą, “odpakowują” mnie i odchodzą rozczarowani. Oto cały dramat mojego istnienia. Nikt nie zostaje ze mną dość długo. Przyjaciele znikają nim zdołam ich nazwać przyjaciółmi, znajomi niemal od razu stają się na powrót obcy, a bliscy… Bliscy są raczej odlegli - Czy ty nie przesadzasz? - pytam ponownie, patrząc w spokojny i nieruchomy sufit. Stabilny mimo rys. A ja? Ja stanowię wyłącznie żałosną, wiecznie niezdecydowaną, słabą marionetkę, odpad ówczesnej epoki - wadliwy, bezużyteczny, zbędny… Jestem przeżarta strachem niczym rdzą, przesycona irracjonalnym lękiem przed ujawnieniem się jako istota samoświadoma, jako JA. Proszę Państwa - oto tchórz…

512 czyt.
100%176
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 767 słów i 4715 znaków, zaktualizowała 14 sty o 17:59

Komentarze (6)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • blondeme99

    blondeme99 28 paź 2018

    "Jestem przeżarta strachem niczym rdzą, przesycona irracjonalnym lękiem przed ujawnieniem się jako istota samoświadoma, jako JA." Piękne

  • AnonimS

    AnonimS 27 paź 2018

    Żeby nazwać sìę tchórzem, też trzeba odwagi....

  • AuRoRa

    AuRoRa 27 paź 2018

    Realistycznie to opisujesz. Nie zawsze jest tak kolorowo jak na filmach. Wśród nas są silni i słabi a życia nie da się zresetować. Kolejna świetna część.

  • Duygu

    Duygu 26 paź 2018

    Kochana, pięknie jak zawsze.    "Przyjaciele znikają nim zdołam ich nazwać przyjaciółmi, znajomi niemal od razu stają się na powrót obcy, a bliscy… Bliscy są raczej odlegli."- to takie prawdziwe... Wspaniałe.  

  • agnes1709

    agnes1709 26 paź 2018

    I co, to koniec? Ueeeee Pisz kolejne, dramat poproszę i... Frozi mówiła, że cierpliwie czeka na shota

  • AlexAthame

    AlexAthame 26 paź 2018

    Ludzie przychodzą, odpakowuja mnie i odchodzą  rozczarowani. To tylko Ty mogłaś tak napisac