Sztorm serca cz 8

Potem postanowili wynająć im apartament. Ponieważ dziewczyny i tak mało wychodziły, załatwiono im codzienną dostawę jedzenia. Miały mały ogródek.  Poza Kira i Sandrą, które wpadały raz na miesiąc, nikt ich nie odwiedzał. W niedziele jechały do rodziców na obiad.
Wiatr bardzo bolały słowa ojca. Zmieniła się i zamknęła w sobie. Godzinami siedziała i patrzyła w dal. Snopek bardzo się o nią martwiła.
— Co mogę dla ciebie zrobić, kochanie — zapytała w końcu Fala.
Wiatr patrzyła na nią dobre pięć minut zanim otworzyła usta.
— Nic nie możesz zrobić. Wiesz, że jesteśmy zdrowo pojebane. Mamy obie agresję w sobie. Tak naprawdę nie potrzebuję ryzyka. Chciałam być z tobą. Tylko tego chcę.  
W jej oczach pojawiły się łzy.
— Nie mazgaj się — szepnęła Snopek. Masz mnie, zawsze.  
Fala zaczęła całować jej oczy. Potem policzki, a potem usta. Wiatr przygarnęła ją do siebie i zaczęły się całować. Najpierw delikatnie potem bardziej namiętnie. Fala rozebrała całkiem Wiatr. Zaczęła całować jej dłonie i całe ręce, potem szyję i piersi.  
— Możesz mnie całować i dotykać wszędzie, ale nie tam — powiedziała Wiatr.
— Dobrze, Smołko. Nie zrobię nic, czego nie pragniesz.
Wiatr dostrzegła smutek w jej oczach. Blondynka całowała tylko jej dłonie i ramiona. Czarnowłosa zdawała się nic nie czuć. Po godzinie zasnęły.  
Następne dni były podobne. Błękitnooka robiła jedzenie, sprzątała, prała. Wiatr nadal siedziała i patrzyła w jeden punkt ściany, a jeżeli była w ogródku, skupiała wzrok na dalekim punkcie horyzontu albo nieba.  
    Minął tydzień. Zrobiło się nieco chłodniej na dworze. Zjadły kolację. Fala wyglądała dobrze, Wiatr nieco schudła, może dwa kilogramy. Zasnęły.

Fala poczuła coś na twarzy. Otworzyła oczy. Lampka nocna oświetlała pokój. Wiatr siedziała nago na jej łóżku. Gładziła jej policzek.  
Czasami spały razem, a czasami na swoich łóżkach. Kiedy Wiatr dostrzegła, że jej przyjaciółka się obudziła, uśmiech wykwitł na jej buzi.
— Dawno nie widziałam uśmiechu na twojej ślicznej buzi — szepnęła Fala.
— Wybacz, że cię wtedy odrzuciłam, chcesz mnie nadal?
— Nie odrzuciłaś mnie, a czemu mam cię chcieć? Mam cię. Cały czas.
— Pytam czy chcesz kochać moje ciało. Tak, jestem twoja. Zawsze.  
— Chyba czujesz, nie musisz pytać. Wiesz, że od dawna jesteś jedynym powodem dla którego żyję.  
    Już wielokrotnie widziały swoje ciała. Ale tak jak teraz, pierwszy raz. Były całkowicie oddane sobie. Odkrywały z radością co najbardziej sprawiało im radość. Od tej nocy powtarzało się to często.  

Przyszła wiosna i w końcu lato. Rodzice zwrócili uwagę, że Wiatr jest szczęśliwsza. Rozmawiała więcej i stała się łagodniejsza. Oczywiście nie domyślili się powodu, bo dziewczyny ani o ułamek nie zmieniły swojego zachowania. Przy innych ani nawet kiedy były same. Różnica była wyraźna tylko przy ich intymnym zbliżeniu. Obie pozostały całkowicie kobiece.  
    Jackson załatwił dwutygodniowy pobyt dla wszystkich, w tej pięknej części Tajlandi. Fala i Wiatr chciały być w Wielkim Kanionie Colorado, ale miały już dość kłótni i udawały, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Obie rodziny pojechały na Koh Sanui, tą piękną wyspę Thailandi. Oczywiście wszystko finansował ojciec Jacksona. To miał być prezent z jego strony, na zakończenie swojej oficjalnej pozycji jako właściciela i CO swoich naftowych interesów. Wynajął  dla rodzin pokoje o powierzchni 150 metrów kwadratowych, z prywatną plażą i basenami. Doba kosztowała 930$. Mieli być wszyscy razem dwa tygodnie. Oczywiście jak to bywa w życiu sprawy wynikły i w drugim tygodniu pozostał tylko Scott, jego żona Jane i ich córka Fala. No i oczywiście jej miłość, przyjaciółka i powód dla którego żyła, Wiatr.
     Dziewczyny nudziły się, ale przynajmniej miały siebie. Wszystko wyglądało super. Pokoje, jedzenie i plaże. Czyste niebo i idealny ocean.  
Dziewiątego dnia zaczął się sztorm. Zupełnie niezapowiedziany. To bardzo bezpieczny rejon pogodowy. Co prawda nawiedziło go tsunami w 2004 roku, ale nie spowodowało strat jak na Sri Lance gdzie zginęło ponad dwieście tysięcy ludzi.  

Fale były ogromne i słychać było ryk wiatru.
Oczy Fali się zaiskrzyły.
— Idziemy pływać, Smołko.
— Coś ty wariatko, jest sztorm.
— Masz stracha?
— Nie, ale to niebezpieczne.
Fala zaczęła się śmiać.
— I ty to mówisz? Poważnie? Niebezpieczne? Co robimy bezpiecznie?
— Dobra, wariatko. Idziemy. Tylko żeby nikt nas nie widział.  
Pobiegły w kostiumach. Fale były wysokie. Wejść do wody nie było łatwo, a co dopiero pływać. W końcu zaczęły zmagać się z falami. Trzymały się blisko, ale szalejące fale starały się je rozdzielić. Po dziesięciu minutach zdecydowały się wrócić, ale nie mogły. Tworzyły się zawirowania i ocean wciągał je dalej. Nie były daleko. Może sto metrów od brzegu. Były silne i wysportowane, ale kto pokona szalejący ocean? Poczuły, że to ich ostatnie chwile. To, że umierają nie było istotne. Od dziesięciu lat codziennie zaglądały śmierci w oczy. I drwiły z niej. Teraz walczyły o życie, ale o coś zdawały się walczyć bardziej. Żeby być obok w tej ostatniej chwili. Ale sztorm miał inne zdanie. Kiedy zachłystując się słoną wodą, udało im się w końcu zbliżyć na metr, jedna fala odrzucała je na dziesięć albo i piętnaście metrów.
— Smołko, tonę — udało się krzyknąć Fali.
— Snopku, nie dawaj się, wytrzymamy.
Spieniona fala pochłonęła Wiatr, ale po sekundzie udało się jej wypłynąć.

— Gdzie dziewczyny? — zapytał Scott.
— Są w pokoju — odrzekła Jane.
Do pokoju wbiegł chłopiec hotelowy.
— Mr. Clark, wasze córki toną!
Jane i Scott wybiegli na dwór. Ulewa smagała jak bicz, wiatr ryczał jak ranny lew, chwilami wył i sam ten dźwięk, powodował ciarki. Scott wyprzedził żonę i biegł w kierunku spienionych fal. Dostrzegł złote włosy Fali. Zobaczył też Wiatr. Wskoczył bez wahania w niebezpieczną wodę. Mimo wysiłku udało mu się zbliżyć tylko kawałek. Parł na przód. W końcu po pięciu minutach był niedaleko. Wiedział, że sam ma małe szanse i może utonąć. Ale był ojcem, a przede wszystkim człowiekiem. Dziewczyny znajdowały się blisko. Nie dostrzegł strachu, tylko nadludzkie zmaganie na ich twarzach. Nagle boczna fala odrzuciła jego córkę na piętnaście metrów. Obie zniknęły pod wodą. Z wielkim, prawie niemożliwym wysiłkiem zanurkował. Ile to trwało? Pół minuty, minutę. Pół przytomny chwycił czarnowłosą. Była nieprzytomna. Udało mu się wypłynąć na powierzchnię. Jak na ironię, ogromna fala wyrzuciła go na piasek wraz z ciałem Wiatru.
— Sztuczne oddychanie — krzyknął do Jane — płynę po Snopka.
Jane zaczęła sztuczne oddychanie i jednocześnie masaż serca. Po dwóch minutach Wiatr zaczęła kasłać. Otworzyła oczy. Spojrzała na Jane
— Snopek?!
— Scott popłynął drugi raz po nią.
Dziewczyna zerwała się i pobiegła do wody.
— Nie, Wiatr. Wracaj!

Scott płynął. Dławił się wodą, nurkował. Poczuł, że wszystko ucieka. Zemdlał.  

Jane patrzyła bezradnie na szalejący żywioł. Nie widziała, że w koło zebrało się już kilka osób.
Pierwsza fala wyrzuciła czarnowłosą. Po pół minucie, o trzydzieści metrów dalej, splecione ciała Scotta i Fali. Pojawili się ratownicy. Znowu Wiatr pierwsza zobaczyła niebo i klęczącego nad nią człowieka. Podniosła się i zobaczyła Snopka i Scotta. Mężczyzna wdmuchiwał powietrze do płuc córki. Wiatr dotarła do nich po kilku sekundach. Ktoś przyniósł maszynę do pobudzania serca. Trzy razy ciało Fali unosiło się gwałtownie po elektrycznym impulsie.  
— Nie żyje — powiedział thajlandczyk.
Wiatr odepchnęła go gwałtownie i zaczęła reanimację. Wdmuchiwała powietrze i uciskała klatkę piersiową Snopka.
— Ona nie żyje, kochanie — szepnął Scott.
— Kłamiesz, ona żyje!
Wiatr zaczęła bić pięścią w tors Fali.
— Wstawaj, nie poddawaj się, żyj!!!
Próbowali ją odciągnąć. Walczyła. W końcu opadła na ciało umiłowanej osoby.  
— Nie tak, nie tak! To nie tak miało być!!
Jane patrzyła na martwe ciało córki. Scott stał obok.
— Dlaczego nie ratowałeś jej? — powiedziała cicho.
Scott poczuł ciarki.
— Była bliżej.  
— Co powiedziałeś? — Jane, podniosła głos.
— Nie miałem szans ratowąć ich obu, Wiatr była bliżej, sam mogłem zginąć!
— Zabiłeś ją — szepnęła, blada Jane. Zabiłeś moją córkę.
Teraz Wiatr stała obok.
— Dlaczego nie dałeś mi umrzeć. Ja nie będę żyła bez niej. Ona jest dla mnie jedynym sensem życia.  
Wiatr wydała krzyk rozpaczy. Scott odczuł ból. Wiedział, że jego umiłowana dziewczynka już nigdy nie klepnie go w ramię, nie przytuli, nie pocałuje policzka. Wiatr leżała na martwym ciele kochanki i jedynej miłości. Płakała.  
— Boże, dlaczego mi ją zabrałeś? To ja powinna umrzeć. I tak nie będę żyła. Zabrałeś mi ją! Teraz spalę twój świat.  
Nikt z żyjących nie wiedział,  że ostania myślą Fali było, Przebacz mi i przebacz je. Ten, do którego chciała to powiedzieć,  wysłuchał.

                                        *
Tydzień potem odbył się pogrzeb Fali. Wiatr nie płakała. Miała na sobie czarną sukienkę za kolana, czarny welon na twarzy, a w dłoni trzymała białą różę. Zanim trumna została spuszczona na dno ciemnego, dołu podeszła i położyła kwiat na orzechowej trumnie.
— Nie długo się spotkamy, umiłowana.
Nie doczekała końca smutnej ceremonii. Pobiegła do swojego motoru. Mokry, czarny jedwab przyklejał się do jej ciała. Czy zawsze na pogrzebie musi padać deszcz?
    Jane stała blada jak trup. Scott stał obok. Jackson i Tracy płakali jakby to ich córka umarła.  
— Jane — szepnął Scott.
— Nie ma już Jane, odeszła wraz z Falą.  
Podeszła do drugiej pary.
— Tak mi przykro, kochanie — powiedział Jackson.
— To twoja wina — zasyczała. Chciały jechać do Kolorado, to ty i twój tatuś uparliście się na tą przeklęta Thajlandię.
— Co ty mówisz, Jane. One mogły zginąć każdego dnia — podniosła głos Tracy.
— Zamknij się, też jesteś winna. Wszyscy jesteście winni. Oddajcie mi moją słodką dziewczynkę. Oddajcie mi ją!!
Scott chciał ją uspokoić. Szarpnęła się i zasyczała.
— Nie dotykaj mnie. Ty ją zabieś, wolałeś uratować tamtą.
— Co mówisz, Jane. Kochałem Snopka jak ty, a może więcej.
— Więcej? Jak śmiesz tak mówić. Ja ją nosiłam dziewięć miesięcy pod sercem, ja ją karmiłam piersią. Kto może kochać bardziej niż matka? Zapłacicie mi za to. Wszyscy!

Psychologowie, z którymi się spotkał Scott, rokowali poprawę u Jane. Założyła pozew o rozwód i wyniosła się z domu.  
Wiatr zmieniła zamki w swoim kondo. Całe dnie leżała i tuliła do twarzy piżamkę Fali. Kupiła ją dla niej tydzień przed wyjazdem do Koh Sanui.  
Ponieważ jej okres zawieszonej kary minął, mogła robić cokolwiek, ale nie robiła nic. Mało spała, nie myła się i mało jadła. Raz odwiedziły ją Sandra i Kira. Wpuściła je, ale się nie odzywała. Pozwoliła się jedynie przytulić na moment. Nawet wówczas trzymała różową piżamkę Snopka.  
    
Minął miesiąc. Wiatr wzięła prysznic, uprała ubranie, zrobiła porządek. Ubrała się w czarne dresy i wzięła za trening. Po tygodniu przybrała na wadzę, odzyskała sprawność.  
    Tego popołudnia ubrała się jak zwykle. Jeansy, bluzka, kurtka. Zeszła do garażu i zapaliła swój motocykl. Podjechała pod dom Scotta. Zapukała do drzwi. Po minucie otworzył. Nie wyglądał dobrze. Miał trzydniowy zarost.
— O, Wiatr. Wejdź. Zaraz zrobię herbaty albo kawy. Co wolisz?
— Herbata może być.
Usiadła na stołku w kuchni.
— Jak Jane?
— Nie odzywa się. Nie zmieniło się nic. Twierdzi, że to ja zabiłem Falę, bo uratowałem ciebie.
Scott zaczął płakać.
— Moja kochana córeczka.  
Błękitnooka podeszła do niego i przytuliła go mocno.
— Uratowałeś mnie, bo byłam bliżej. Ja to rozumiem. Nie mam do ciebie żalu.
Scott sądziła, że czarnowłosej chodzi, że nie ratował Snopka.
— Byłaś bliżej, tak obie byście zginęły.
— Nie mam do ciebie żalu, że mnie uratowałeś. Nic więcej się nie zmieniło.
Patrzył na nią zaskoczony. Poczuł, że bierze jego twarz w dłonie i po ułamku sekundy poczuł jej usta na swoich. To nie był przyjacielski pocałunek. Scott był tak zaskoczony, ze dopiero po chwili oderwał usta.
— Wiatr, dlaczego?
Uśmiechnęła się i szepnęła
— Spalę świat.  
Zobaczył, że idzie w kierunku drzwi
— Poczekaj...
Zatrzymała się i odwróciła.
— Znajdziesz mnie, jeżeli bardzo tego zapragniesz.
Spojrzała na niego tak, ze poczuł ciarki aż do szpiku kości. Po chwili uśmiech pojawił się na jej ślicznej twarzy
— Spalę.
Odwróciła się i wyszła. Stał bez ruchu, usłyszał jak włącza silnik. Usiadł na stoliku.
— Boże, co ona zamierza?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2341 słów i 13155 znaków, zaktualizował 7 sie 2019.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto