Sztorm serca cz 7

Dziewczyny zaparkowały swoje motory. Motory posiadały zabezpieczenia elektroniczne jak auta.
     Wiatr i Fala miały podobne budowy. 173 cm wzrostu, 65 kg ciała. Obie były bardzo ładne. Uczyły się dobrze. Chłopcy ze szkoły dawno zrezygnowali. Wszyscy je znali. Niektórzy kibicowali im podczas skoków. Dwa lata temu spowodowały poważną wpadkę, ale ponieważ chłopcy zaczęli, sprawa się rozeszła. Pobiły trzech rosłych bambrów. Od tamtej sprawy nikt nie wchodził im w drogę. Od tego czasu ich umiejętności sztuk walki wzrosły, a apetyt na ryzyko się podwoił. Cieszyły się już na samą myśl, że w przyszłym roku pojadą razem do Wielkiego kanionu.  
     To był pomysł Wiatru, żeby pójśc do klubu. Fala była raczej domatorką. Umówiły się, że nie będą nic pić. Chciały zobaczyć jak to jest. Snopek dała się namówić, żeby założyć spodnie. Obie ubrały się jak żołnierze. Miały luźne spodnie w zielono-brązowo-żółe plamy i białe bawełniane koszulki. Założyły płaskie sportowe buty. Pod spodem bawełnianą bieliznę. Nie zwracały uwagi na to, że już w kolejce zagadywali je niektórzy chłopcy. Wyglądały dużo poważniej, na co najmniej osiemnaście lat. Ale rosły bramkarz nie chciał je wpuścić po sprawdzeniu dokumentów.
— To jest nocny klub, dyskoteki dla dzieci są trochę dalej.
— Nie pijemy alkoholu — powiedziała Wiatr.
— Każda tak mówi. Nie chcę mieć kłpotów z LAPD.
— Chodź, Wiatr. Niech się pocałują w dupę.
— Ej, już zaczynasz ubliżać, mała cipko?
— Licz się ze słowami, mieśniowcu — szepnęła Fala.
Podszedł wysoki, dobrze zbudowany chłopak.  
— Znam was. To wy skakałyście z wieżowca w zeszłym roku. Clif, wpuść je. To super laski.  
— A co będzie jak...
— Clif, to mój klub, comprendo amigo? Wchodźcie, dziewczyny. Jestem John Mc Cornic.
— John. Dzięki. To jest Wiatr, a ja jestem Fala. Dziękujemy.  
Fala cmoknęła go w policzek.
— Szybka jesteś, Fala.
Blondynka przybliżyła twarz do jego ucha i szepnęła.
— Jesteś ok, ale nie śliń się. Mamy po 16 lat, a poza tym jesteśmy razem, rozumiesz?  
— Najładniejsze dyke jakie ostatnio widziałem — uśmiechnał się. Szkoda. Miłej zabawy.
Dziewczyny weszły. Światła migały, muzyka grała rytmiczny rytm. Od razu weszły na parkier. Nie było zbyt dużo miejsca.
— Co mu powiedziałaś, chciałam mu łupnąć za dyke? — zapytała Wiatr.  
— Powiedziałam, że jesteśmy razem. Inaczej by się nie odczepił. Typowy samiec.
— Długo tu nie pobędziemy, za głośno.  
    Ale ostatecznie zostały. Po prawie dwóch godzinach poszłu do barku. Barman zdziwił się, że chcą wody i to z butelki.  
— I tak zaplacicie po 7 baksów — rzekł.
Wiatr dała dwadzieścia dolców i nie chciały reszty. Młody mężczyzna dał im dwie butelki.  
Stały kilka minut przy barze. Po chwili podeszły dwie dziewczyny. Czego nie można było poznać od razu po ich wyglądzie.
— Cześć — powiedziała ostrzyżona na jeża brunetka. Miała kolczyk w uchu i mały gwoździk w jezyku. Jestem Sandra, a to jest Kira — pokazała na wyglądającą jak chłopak dziewczynę.  
Kira miała kilka tatuaży na rękach, wystrzyżona prawie do czaszki głowę z jednej strony i luźne czerwone włosy z drugiej.  
— Dostrzegłam was na parkiecie. Nie lubicie chłopców, my też za nimi nie przepadamy — powiedziała Kira.  
Fala już miała coś powiedzieć, ale Wiatr szepnęła jej coś na ucho.
— Daj im chociaż nadzieję.  
— Jestem Fala, a to moja siostra, Wiatr.
— Oryginalne imiona. Często tu przychodzicie? — zapytała Sandra.
— Pierwszy raz — odparła Wiatr.  
— Można wam coś postawić do picia? — zapytała Kira.
— Mamy już wodę — odrzekła miło Wiatr.
Sandra pocałowała namiętnie Kirę.
— Jesteście postrzelone, znam się na tym — powiedziała Kira. Jesteście siostrami to nie robicie tego razem, co?
— Nie, ale mamy zamiar.  
Wiatr zmarszczyła brwi i szepnęła.
— Co ty gadasz, Snopku!
— Sheaf (po angielsku snopek), fajne imię — odezwała się Sandra. Jesteście odlotowe. Jakbyście się chciały spotkać to mój numer.  
— Ok, nie obiecujemy — krzyknęła Fala, bo było naprawdę głośno.  
Sandra przychyliła się do Fali i pocałowała ją w policzek.
— Fajna jesteś Sheaf, najpierw myślałam, że jesteście totalnie porąbane, ale się pomyliłam.
Dziewczyny odeszły. Fala i jej przyjaciółka zostały jeszcze dwie godziny. Podeszły dwa razy do barku i dostawały za każdym razem po butelce wody za darmo. Richard, bo tak miał na imię barman, nie chciał pieniędzy.
Wyszły.
— O jak cicho. Trzeba być więcej walniętym niż my, żeby tu często przychodzić.
— Snopku, czemu jej tak powiedziałś?  
— Co masz na myśli?
— Ze mamy zamiar.
Złotowłosa popatrzyła na przyjaciółkę.
— Tak mnie czasem nachodzi, od tej wyprawy do słonego jeziora. Powiedziałaś, że to by wszystko popsuło. Czemu tak myślisz?
— Nie wiem. Też o tym myślę. Może by i nie popsuło.
Fala chciała coś powiedzieć, ale zauważyły, grupę. I coś się tam działo. Czterech rosłych byczków otaczyło... Sandre i Kirę.
— To te lezby — szepnęła Wiatr.  
— ... I co stanowczo odmawiacie, loda — szydził dość przystojny brunet.
— Spadaj, palancie — odrzekła Kira.  
Blondyn stał blisko Sandry.
— Mike, twój by się zmiejszył na widok tak obrzydliwej gęby. Najbrzydsze lezby jakie widziałem.  
— Pieprz się, skurwielu — krzyknęła Sandra.
Blondyn uderzył ją lekko w twarz. Kira chciała go uderzyć, ale Mike złapał ją mocno obiema rękami.  
Fala nie wytrzymała.
— Ej ty chłoptaś, zostaw ją!
Blondyn spojrzał na nią.
— Coś ci się nie widzi, ślicznotko. Widzisz jakie to brzydkie. Spadaj malutka, bo i tobie się obleci.
    Wiatr spóźniła się o ułamek sekundy, żeby ją powstrzymać. Fala zrobiła dwa kroki i strzeliła go obrotowym w lewy policzek. Co było ciekawe jej noga prawie musnęła głowę Sandry. Blondyn padł jak rażony piorunem. Pozostała trójka przyjęła postawy obronne. Brunet wyjął nóż.
— O kurwy, za chwilę polegniecie.  
Jednakże Fala była nieźle wkurzona. Nawet nie zastanawiała się. Wyskoczyła. Jedna noga trafiła bruneta w nadgarstek dłoni w której trzymał nóż, druga spotkała się z jego szczęką. Po chwili leżał na ziemi. Ale dwóch pozostałych robiło wrażenie, że są lepsi w walce. Drugi brunet wyprowadził szybki prosty cios. Fala zdołała zrobić unik, ale uderzenie ja nieco oszołomiło. Chciał poprawić, ale Wiatr skoczyła jak ranna tygrysica. Złapała go za rękę, która miała zrobić krzywdę blondynce. Wyłamała ją w nadgarstku. Kątem oka dostrzegła cios ostatniego z czwórki. Musiała się bronić i nie zdołała całkowicie unieszkodliwić bruneta. Zdołała go tylko odepchnąć. Otrzymała kopnięcie w żebra, ale nie czuła. Adrenalina szalała w jej ciele. Szatyn uderzył ją pięścią w twarz. Właściwie optarł się, ale i tak rozciął jej wargę.  
Fala doszła do siebie. Zaatakowała bruneta. Teraz już się dobrze przygotowała. Otwartą dłonią uderzyła w nos ciemnowłosego. Oszołomiła go. Stał na nogach, ale był zamroczony.To trwało sekundę.  
W pierwszej chwili chciała go uderzyć wyprostowanymi palcami w jabłko adama.  
— Nie, Snopku — usłyszała.
Dlatego w ostatniej chwili zmieniła zdanie i tym prawdopodobnie Wiatr uratowała życie bruneta. Fala uderzyła go otwartą dłonią w bok szczęki i zgiętymi palcami wyrwała ją z żuchwy. Brunet poleciał na chodnik jecząc z bólu. Blondyn dochodził do siebie, ale nie zdąrzył się całkiem podnieść, bo Fala poprawiła mu prostym kopnieciem. Zazgrzytały wybite zęby.  
Tymczasem walka pomiędzy szatynem i Wiatrem wyglądała na wyrównaną. Był szybki. Wiatr musiała się naprawdę starać. Dostała cios w żoładek i miała rozcięty łuk brwiowy. W końcu jakimś cudem udało mu się ją złapać z tyłu. Trzymał ją silnymi rękami w okolicy piersi. Jej ręce były obezwładnione. Fala już ruszyła na pomoc. Ale jej wstawiennictwo okazało się niepotrzebne. Chłopak był o głowę wyższy i to było jego gwoździem do trumny. Wiatr zamachnęła się nogą i z całą siłą walnęła go w czoło, jej prawa noga prawie dotknęła jej torsu. Musiał mieć twardą głowę, bo nadal stał. Ale oczywisicie był oszołomiony i to wykorzystała Wiatr. Snopek zauważyła coć w jej oczach czego nigdy jeszcze nie widziała.  
— Smołko, nie.  
Ale Wiatr nie usłuchała. Najpierw złamała z głośnym chrzęstem jego rękę w łokciu. Po ułamku chwili jej niskie yoko geri przełamało jego prawą nogę w kolanie. Słychać było okropny zgrzyt i chrobot łamanych kości. Rosły młodzian padł z nienaturalnie wygiętą nogą i prawicą. Złe błyskawice strzelały z jej oczu. Fala poczuła co chce zrobić Wiatr.
— Nie rób tego. Nie będę mogła żyć bez ciebie!
Wiatr klęknęła nad nieprzytomnym z bólu chłopakiem i szykowała pięść by mu złamać tchawicę co z pewnością pozbawiłoby go życia. Brunetka spojrzała na Falę i odpuściła. Było po wszystkim. Sandra i Kira stały blade.
— O kurwa, w życiu czegoś takiego nie widziałam. Chciałaś go zabić, widziałem w twoich oczach.
Wiatr popatrzyła na Sandrę.
— Nie jesteś brzydka, pamiętaj. Chodźcie, odwieziemy was do domu.
Doszły do motorów. Przy leżących zebrał się już spory tłumek. Kiedy ruszyły słychać było dzwięk syren policyjnych.  

Po dwudziestu minutach dojechały. Dziewczyny mieszkały razem w dość biednej dzielnicy.  
— Wejdźcie, musimy was opatrzeć.
— Przegięłyśmy, Snopku. Też go chciałaś zabić, jesteśmy szalone.
    Potem już nic się nie odzywały. Sandra zajęła się Wiatrem, a Kira Falą.
Po piętnastu minutach wyglądały już lepiej. Sandra zrobiła herbaty. Kiedy Fala ją piła, czuła jak szczypie ją w środku buzia. Zbierały się
— Na pewno nie chcecie zostać?  
— Musimy lecieć. Pewnie was będą przesłuchiwać.
— Myślisz, że będzie sprawa? — zapytała Kira.
— Z cała pewnością. Ten facet może nigdy nie będzie chodził.  
  Za dwa dni przyjechała policja. Najpierw okazało się, że szatyn to wice mistrz Kaliforni, full contaktu. Lekarze stwierdzili, że może zacznie chodzić dopiero po roku. O karierze sportowej może zapomnieć. Dziewczyny miały sprawę. Zeznania Sandry i Kiry troszkę pomogły. Sędzia uznał przekroczenie zasad obrony osobistej i skazał Wiatr na dwa lata w zawieszeniu, Fala otrzymała wyrok pół roku. Obrońca dziewczyn złożył odwołanie. Pieniądze ojca Jacksona zrobiły swoje. Ostatecznie zapłacono odszkodowanie dla dwóch najbardziej poszkodowanych młodych mężczyzn w wysokości 950 tys dolarów dla byłego mistrza pełnego kontaktu i 75 tys dla blondyna. Fala została uniewiniona, a Wiatr skazano na pół roku w zawieszeniu.  
  Dziewczyny pierwszy raz w życiu miały bardzo poważną rozmowę z rodzicami i dziadkami. Nie odzywały się wiele. Zostały zawieszone na rok w szkole. Oczywiście inne strony chciały zrobić z nich gwiazdy. Ale to w ogóle nie interesowała ani Wiatr ani Falę.
— Trzeba było nam nie iść do tego klubu — powiedziała Fala.
— To mogło się wszędzie zdarzyć.  
Całymi dniami siedziały razem w pokoju. Jackson wynajał im luksusowe condo w dobrej dzielnicy.
— To poważna sprawa. Najmniejsza wpadka i obie lądujecie w wiezieniu — powiedział Jackson.
A mamy jechać w wakacje do Tajlandi.
— My nie chcemy lecieć doTajlandi, planujemy łazić po Wielkim kanionie.
— Gdyby nie pieniądze ojca siedziałbyś w więzieniu. Bez dyskusji. Będzie mnie to kosztować. Wychowałem złą dziewczynę. A ty Fala, nie jesteś lepsza.
Wiatr chciała coś powiedzieć co nie poprawiłoby sytuacji, ale Snopek ją powstrzymała.
— Poprawimy się, Jackson. Ale nigdy już nie nazywaj swojej córki, złą. Nigdy. Rozumiesz?
Zły ogień palił się w jej cudnych oczach. Jackson poczuł strach.

108 czyt.
100%2
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2138 słów i 12032 znaków, zaktualizował 12 sty o 9:13 ·

Dodaj komentarz