Sztorm serca cz 1

Witajcie kochani. Po długim jak na mnie oczekiwaniu nareszcie udało mi się z Bożą pomocą wpaść na pomysł nowego opowiadanka. To jest bardzo specjalne opowiadanie, bo dedykuję je mojej umiłowanej duszy na tym portalu. Oczywiście tych dusz jest kilka i każda jest specjalna i wyjątkowa. Zaczyna się sielankowo- miłosno-erotycznie. Jednakże zapewniam was, że to dramat.        
        Wstęp  
( Nie ma nic wspólnego z opowiadaniem natomiast ma wiele z pewną wyjątkową istotą)
       Niebiańska Lilia

Rozkosz trwała krótko. Pragnęła, żeby to odbywało się inaczej, ale nigdy tak się nie zdarzało. Chwilę leżał spocony na jej równie mokrym korpusie. Czy tak trudno zostawić po tym kilka pocałunków, pomyślała?  
To, tak określała zbliżenie intymne z mężem. Pragnęła by ją pieścił delikatnym dotykiem dłoni, subtelnym pocałunkiem, czymkolwiek... Jednakże, zamiast tego, postąpił jak przeważająca rzesza męskiego rodu. Odwrócił się na bok i po chwili sypialnię wypełniło ciche chrapanie.
Tymczasem, o czym nie myślała, wewnątrz jej ciała trwał wyścig z udziałem wielomilionowej rzeszy komórek. W przybliżeniu równej ilości mieszkańców Chin. W końcu mikroskopowe cząsteczki dotarły do celu. Tym razem tylko jeden wniknął do środka. A to znaczyło jedno. Śmierć dla reszty.  
Czy ten naturalny acz super skomplikowany finał jest dziełem przypadku? Wielu tak sądzi, a jeszcze większa masa w ogóle o tym nie myśli. A tymczasem nie jest to przypadkiem. Jak z resztą nic na tym świecie. Ani na tym ani na drugim ani na trzecim. Bo tyle ich jest. Nie wiedziałeś o tym, prawda, mój drogi czytelniku? To co stało się przed dosłownie sekundą, zostało dostrzeżone zanim powstał pierwszy atom. Zanim został stworzony czas.  
W świecie materii wszystko ogranicza prędkość. Procesy, zwane chemicznymi przebiegają z zawrotną szybkością. Cząstki poruszają się z prędkością większą niż dziesiąta część prędkości światła w próżni.  
Kiedy wykipi mleko na kuchni, a ty siedzisz na kanapie i oglądasz popularny program, dopiero po kilkunastu sekundach dociera do twojego nosa zapach spalonych cząstek. Zanim to nastąpi te właśnie cząsteczki zderzają się z molekułami powietrza setki tysięcy razy i dlatego tak długo musisz czekać, żeby odczuć spaleniznę.
Podobnie działo się w jej sekretnym miejscu. Miejscu gdzie powstaje życie.
Czy kiedykolwiek dowiemy się na tym świecie, kiedy do ciała wchodzi dusza? Bardzo wątpię.  

Czemu tak jest, że delikatny kwiat musi walczyć z wichrami, mrozem i spiekotą? Czy ona wiedziała? I czy matka wiedziała? W swojej najgłębszej głębi pewnie tak. Ale zazwyczaj, a właściwie zawsze, jest to zakryte przed umysłem, a nawet sercem.

W końcu wiedziała, że jest w ciąży. I po jakimś czasie uświadomiono jej, że jest to dziewczynka. Ale przecież do tej chwili, w pełni, nie wie, że to co zaczęło się rozwijać w jej łonie jest nietypowe, nadzwyczajne, subtelne i jedyne w swoim rodzaju. A może jednak wie. W końcu serce matki wie wiele.
W ogrodzie Boga jest wiele kwiatów. Które z nich najbardziej ceni? Och, jest Bogiem więc nie robi różnicy. Czy aby na pewno? Jeżeli tylko trochę o Nim rozmyślasz i pragniesz Go poznać, wiesz że tak nie jest. On najbardziej kocha lilie. I właśnie w jej łonie zaczęła rozwijać się jedna z nich. Niebiańska lilia.

Przyszła na świat z krzykiem. Że zabrano ją z ciepłego oceanu, w którym panował spokój, a jedynym odgłosem było rytmiczne bicie serca matki.  

Nie jest łatwo żyć delikatnemu kwiatkowi w świecie, gdzie rzadko gości pokój, miłość i wybaczenie. Ile łez przelała, jak wiele sińców i ran zostało na jej ciele. A przecież nie zniszczyło to ani o odrobinę jej gorącego uczucia miłości do reszty stworzenia. Król i Pan Zastępów przyszedł na świat w zagrodzie dla bydła. Podobnie i ona nie urodziła się w pałacu, ani w bogatym domu. Na szczęście w tym nieustającym sztormie, miała jedną spokojną przystań. Ta w której się poczęła, broniła ją, chroniła jak mogła i sprawiała, że nie jeden deszczowy dzień kończył się promieniami słońca.

               Sztorm serca.

Drogi miłości są zawiłe jak scieżki lasu Aokigahara
Alex Aragon, , Fukushu-sha".

Słońce stało w najwyższym punkcie nieba. To było ostatnie lato stulecia. Czy koniec świata jest bliski? Jakson czytał i inne przepowiednie. Podobno istnieje kalendarz Majów, który przepowiada koniec świata za dwanaście lat. Ale jeżeli się ma osiemnaście lat, to takie myśli są naprawdę dalekie. Szczególnie jeżeli jest lato, a na największej plaży świata jest tyle pięknych, młodych ciał.
Co do największej to podobno w Brazyli jest wieksza, ale kto to wie na pewno. Jakson myślał jeszcze chwilę o katastroficznych przepowiedniach. Dorzucił szybko jeszcze kilka powodów, dla których nie powinien umierać. Jego ojciec był multi milionerem z Texasu, a mama miała kilka milionów dochodu z prowadzenia intratnego interesu w Fabryce snów. Ale największy powód właśnie nadchodził. Jane. Ale czy z cała pewnością to był ten powód? Siedział na piachu i odwrócił się. Czyżby czuł? Szła jakby nie dotykała miękkiego, złotego podłoża. Pierwsze co dostrzegł to kostki nóg. Potem sandałki i dopiero nogi. Kremowa sukienka kończyła się w połowie ud. Przeleciał wzrokiem do góry. Rozchylone jasno różowe usta, zgrabny nosek i kilka piegów. I zielone jak trawa oczy.  
Delikatny wiaterek rozwiewał rudawe, a więcej miedziane, faliste ciężkie loki, które spadały jak lawina lejącego się czerwonego złota na jej szczupły kark i ramiona.
— Hej kochanie — odezwała się pierwsza.  
Jakson poderwał się z piachu i po chwili delikatnie musnął jej wilgotne usta.
— Tracy i Scott jak zwylke spóźnieni?
— Wiesz, pewnie nie mogą się oderwać od siebie — uśmiechnął się Jakson.
— Świntuch — teraz Jane pokazała swoje nienaganne białe perły.
— Co w tym złego, kochają się.
Jane usiadła i położyła mu dłoń na kolanie.
— A my?
Szatyn spojrzał na nią z figlarnym uśmiechem.
— Co masz na myśli, kochanie?
Zielone oczy Jane zapaliły się złym ogniem.
— Zaraz cię zamorduję, łotrze.  
Po chwili leżała na nim i całowała go po policzkach. Kiedy nasyciła swoje boskie wargi, szepnęła.
— Powiedz, że mnie kochasz.
— Przecież wiesz.
— Wiem głuptasie, ale lubię to słyszeć z twoich ust.  
— Mówiłem ci to dzisiaj z pięć razy przez telefon.
— Naprawdę cię zabiję.
Tym razem zobaczył małą zmarszczkę na jej czole. Uznał, że wystarczy przekomarzania.
— Kocham Cię, mój aniele.
Jej buzia momentalnie się wygładziła.
— Tak przy wszystkich — usłyszeli głos Scotta.  
Obok stała jego wybranka, czarnowłosa Tracy.
— A wy co robiliście przed chwilą?
Przez twarz brunetki przeleciał krótki róż zawstydzenia.
— Nie przed chwilą tylko więcej niż pół godziny temu — odrzekł Scott, patrząc na zegarek.
Po chwili Jackson rozłożył koc i razem usiedli.  
— Chcecie coś do picia? — zapytała Tracy.
— Jestem cholernie spragniony — powiedział szatyn i rzucił spojrzenie na dziewczynę.  
Znowu krótki rumieniec przeleciał po jej twarzy. Ale tylko on to dostrzegł, bo Scott i Jane patrzyli na wodę. Dziewczyna wyjęła butelkę pepsi z koszyka. Jackson wziął ją i delikatnie musnął jej dłoń. Błękitnooka rzuciła mu wystraszone spojrzenie i uciekła z oczami. Chłopak pociągnął spory łyk i wytarł usta ręką.  
— Teraz będę jeszcze bardziej spragniony, sam cukier.
— Ale z ciebie gentelmen — odezwał się Scott. Nie dość, że ci dała pić, to zamiast podziękować, narzekasz.  
— Nie odebrałam tego tak — szepnęła Tracy.
Teraz Jane i Scott popatrzyli na nich. Zarówno Scott i Jane wyczuli charakter rozmowy.
Na ślicznej buzi Jane przebiegało zdziwienie, zaskoczenie i ból. W końcu tamując łzę powiedziała.
— Mówiłeś przed chwilą, że mnie kochasz.
Jackson popatrzył na nią.
— A co nie wygląda, że tak jest?
— Raczej nie. To znaczy, chyba ci się pomyliły obiekty — powiedział poważnie Scott.  
Wstał i wyciągnał dłoń do Jane.
— Chodź, przejdziemy się.
Po chwili oddalili się w kierunku wody i zniknęli wśród innych sylwetek.  
— Głupio wyszło — szepnęła Tracy.
Jackson chciał powiedzieć coś innego, ale sam zdziwił się co wyszło z jego ust.
— Naprawdę to robiliście?
Teraz śniada twarz brunetki okryła się pąsem.
— Całowałam się z nim i trochę się dotykaliśmy. A w sumie czemu ci to mówię, masz swoja dziewczynę...
— Chyba miałem — powiedział smutno.
— Jesteśmy przyjaciółmi. Poznaliśmy się razem rok temu, co się dzieje?
Szatyn usiadł blisko niej, tak że jego usta byłu o kilka centymetrów od jej rozchylonych jasnych malin.
— Dlaczego jeszcze nie zrobiłaś tego z nim?
Tracy uciekała z oczami i powtórzyła swoją mantrę.
— Już ci mówiłam, że masz swoją dziewczynę i...
Jackson nie dał jej skończyć. Ich usta połaczył delikatny z początku, a po chwili gorący pocałunek.
— Jack, co robisz, przecież jesteś z Jane.
— Ale nie o tym marzę. Powiedz, że chcesz być ze Scottem i o wszystkim zapomnę.
Ale jej oczy otworzyły się szerzej i Jackson stwierdzil, że californijskie niebo może się schować. A jej usta wypowiedziały coś bardziej słotkiego niż napój, którym go niedawno uraczyła.
— Mógłbyś zapomnieć?
Chłopak patrzył w piasek i rysował mimowolnie serce.
— Naprawdę głupio wyszło. Poczułem to już pół roku temu. Dlaczego myślisz, Jane jest wciąż dziewicą jak ty?
Tracy uśmiechnęła się i szepnęła.
— Skąd wiesz, że jestem?
Szatyn przełknął nerwowo ślinę.
— A nie jesteś?
Brunetka zaczęła go gładzić delikatnie po włosach.
— Może i jestem, a może i nie. Chcesz się przekonać?
— Przestań mnie dręczyć — szepnął chłopak.
— Nie chciałam tego, wybacz. Kocham cię już od pięciu miesięcy.
Złapała się za usta. Trwała cisza. Nie słyszli ani głosów tłumu ani nawet fal oceanu.
— Zrozumieją? — zapytał cicho.
— Myślę, że wciąż jesteśmy przyjaciółmi. A poza tym sądzę, że Scott też woli Jane.
— Będzie płakać, jestem drań. Powinienem jej powiedzieć dawno.
Tracy gładziła go po twarzy.
— Też jestem winna. Przyjechaś ferrari?  
— Tak.
— Ja przywiozłam Scotta swoim mercedesem. Zostawisz im kluczyki, a ja napiszę kartkę, dobrze?
— Myślisz, że zrozumieją? — Jakson wiedział, że ma naprawdę zakłopotaną minę.
— Już zrozumieli, Jane jest silna, a Scott jest dobry w leczeniu serca. Chodźmy.
Kiedy Jane i Scott wrócili po trzech kwadransach, zobaczyli kartkę na kocu.
, , Nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda? Lepiej późno niż wcale”.  
Tracy narysowała jeszcze cztery serca.
Jane objęła mocno Scotta i nie zważając na innych, cicho płakała.  
— Cicho maleńka, cicho.
Jane płakała dobre pięć minut.
— Drań — wyszeptała.
— Już dość dawno to wyczułem — odrzekł.
Miedzianowłosa wytarła łzy i spojrzała na niego trzeźwo.
— W takim razie jak mogłeś z nią spać — podniosła nieco głos.
— Tylko się całowałem, a ostatnio miałem wrażenie, że ona wyobraża sobie, że to właśnie z nim się całuje. A ja...
Jane wpatrywała się w niego swoimi wielkimi oczami.
— Co ty?
Scott patrzył na nią chwilę bez słów i w końcu wydukał.
— I ja też.
Zielonooka poczuła mrówki na plecach.
— Możesz mówić jaśniej?
— A nie robię tego?
Dwa uczucia prowadziły bitwę w smukłym ciele dziewczyny. Zrozumiała. Ale nadal się tliło co czuła do Jacksona.
— Tylko jak wrócimy? Tracy cię przywiozła, a ja przyjechałam z Jackem.
Scott uśmiechnął się i odwrócił kartkę.
, , Kluczyki do wozu są pod kocem, musicie troszkę poszukać głębiej”.
Po chwili wykopali. Zebrali wszystko i po piętnastu minutach siedzieli już w czerwonej Testarossie.
— Scott, wiem kogo miałeś na myśli, o kim marzyłeś, ale możesz to powiedzieć wyraźnie?
— A mogę inaczej?
Jane poczuła mrówki tym razem w dole brzucha.
— Jeszcze godzinę temu miałam pewność, że kocham Jacksona.  
Przymknęła oczy i po chwili odczuła chłodne i wilgotne usta Scotta. Już po sekundzie wiedziała, że usta zakochanego mężczyzny są nieporównywalnie słodsze.

Trace zatrzymała samochód przed swoim domem.
— I co teraz? — zapytała.
— Ja mam powiedzieć?
— Masz odziedziczyć kiedyś imperium ojca, więc powinieneś być stanowczy.  
Ale chłopak nie mógł wydobyć głosu. Wobec tego brunetka kontynułowała.
— Jestem niemoralna. Dwie godziny temu całowałam się ze Scottem, a teraz...
Popatrzyła na niego i znowu jej buzię okrył różowy pąs.
— Chyba oboje o tym dawno marzyliśmy.  
Mrowienie się wzmagało, tym razem w całym jej ciele, kiedy szli razem do jej pokoju.  
— Nie ma rodziców? — zapytał szybko.
— Aż do poniedziałku.
— Nie wiem czy dam radę tak długo.
Tracy uśmiechneła się i szepnęła.  
— Siedemnastolatki nie mają doświadczenia, ale mają niezłomną siłę walki.  
Po chwili oboje starali się nie spieszyć ze zdejmowaniem ubrań. Dziewczyna zastanawiała się, że zawsze się bardzo krępowała zdjąć bluzkę przy swoim byłym chłopaku, a teraz z wielką łatwością pozbyła się wszystkiego. Patrzyła z lekkim zdenerwowaniem na nagie ciało Jacksona.  
— Pomogę ci, ale bądź delikatny.  
— Chyba się więcej boję niż ty, ale nie mogę już dłużej czekać.  
— Ani ja — szepnęła i przywarła swoim młodym ciałem do niego.  
— Tak dawno marzyłem o tym.
— I ja także.
Ogień podniecenia zaczął się palić coraz mocniej w ich ciałach.

Leżała trochę spocona i opierała głowę na jego torsie.
— Zawsze myślałam jak to będzie.
— Z nim?
Popatrzyła na niego z lekką złością.
— Z tobą! Za kogo mnie masz?
— Żartowałem. Też tego chciałem z tobą. To znaczy nie tego. Wszystkiego. I jak się sprawiłem?
— Dla mnie super. Myślałam, że będzie bardziej boleć. Chcesz się czegoś napić?
Jackson poparzył na nią swoimi dobrymi, brązowymi oczami i uśmiechnął się zagadkowo.
— Możesz to inaczej sprecyzować?
Dziewczyna nie zrozumiała w pierwszej sekundzie ale po chwili, załapała.
— Jesteś spragniony?
— Bardzo.
Tracy wstała i nie zakładając niczego ruszyła do drzwi. Odwróciła się i z uśmiechem rzekła.
— Wiem gdzie patrzyłeś.  
Zostawiła uchylone drzwi. Jackson pomyślał, że kołyszące się pośladki Tracy, to najpiękniejszą rzecz na świecie. Ale szybko zmienił zdanie kiedy wróciła z dwoma szklankami soku z ananasa.
Otworzyła swoje i tak duże oczy i zapytała.
— Czy na Jane też tak patrzyłeś?
— Nigdy nie widziałem jej całkiem nago.  
Pili spokojnie napoje. Tracy odłożyła swoja szklankę i wzięła drugą.
— Kochamy się dalej, czy jesteś zmęczony?
Rzuciła spojrzenie na jego ładnie wyrzeźbione ciało i uśmiechnęła się znowu.  
— Widzę, że co niektórzy są nadal dumni. Muszę coś na to zaradzić.  
Przywarła do niego swoim zgrabnym ciałem.
— Weźmiesz mnie za żonę?
— Choćby dzisiaj — odrzekł.
— Mogę poprowadzić?
Jasne, marzę o tym, kochanie.
Zanim ogień rozkoszy zaczął na nowo palić się w jego ciele, stwierdził, że to, , kochanie” brzmi zdecydowanie bardziej autentycznie.  
Tracy i Jakson prawie nie wychodzili z jej sypialni do niedzieli po południu. Kiedy już naprawdę nie mieli sił i leżeli ubrani w samą bieliznę, brunetka zaczęła liczyć. Poczuła chwilę strach. Jak to przyjmie? Czy to pierwszy test jego uczucia? Wahała się chwilę i w końcu wyszeptała.
— Mam środek cyklu, mogłam zajść.
Ale wyraz twarzy Jacksona rozwiał jej wszystkie obawy.
— To byłoby cudownie, kochanie.
Tracy pocałowała go z największa miłością. Za trzy tygodnie już wiedziała. Została matką.

Scott prowadził ostrożnie. Jackson już nie raz dawał mu prowadzić. Byli na prawdę przyjaciółmi. Jane nic nie mówiła. Czuła zdenerwowanie. A więc to Scott ją kocha! Rozważała swoje uczucie do Jacksona. Zastanawiała się czy to była miłość. Ale nie to stanowiło problem w tej chwili. Pocałunek Scotta, nim był. Całowała się z Jacksonem od pół roku i nigdy nic takiego nie czuła. Ani on ani ona nie pragnęli posunąć swojej fizycznej zażyłości dalej. Teraz rozumiała jego powody, ale czemu ona nie chciała? Czuła się nie gotowa, czy raczej jej podświadomość podpowiadała, że to nie ten. Jak mogła być tak ślepa. Czy to możliwe, ze naprawdę niczego nie zauważyła? Teraz jakby zasłona spadła i zaczęła przypominać sobie spojrzenia i przelotne dotyki dłoni między Tracy a Jacksonem. Ale to tak bardzo jej nie absorbowało, jak zachowanie Scotta. Jak mogła nie dostrzec tych spojrzeń! Oczywiście, widziała je, ale uparcie tłumaczyła sobie, że to tylko oznaka przyjaźni.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2995 słów i 17040 znaków, zaktualizował 7 lis 2018.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • agnes1709

    "sypialnie napełniło ciche chrapanie" - ?????? Napełniono, zakorkowano i rozlano do butelek z czrwono-białą etykietą, a potem ja wypiłam na imprezie:lol2: Nazajutrz miałma charczącego kaca, ale to nic... warto było:sciana: Popraw to, bo aż boli!!! A tak poza tym, kiedy coś dla mnie napiszesz? Przecież jestem Twoją ulubioną krytykantką, no to jak to tak?:eek: Poproszę dramat z buntem, wątkiem patologicznym, no i trochę "och i "ach" (tak... dla równowagi) by sie przydało. Niekoniecznie w formie fizycznej, może być buzi, buzi, tuli, tuli :lol2:

  • AlexAthame

    @agnes1709 co mam poprawić ?

  • agnes1709

    @AlexAthame Chyba napisałam, ludzie, jak ty wolno myslisz, u nas wolniej jeżdżą tylko autobusy:D Sypialnia nie może się "napełnić", może się "wypełnić":smh:

  • AlexAthame

    @agnes1709 O az tak?  :danss: