Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Świt w ciemności cz 2

Po chrzcie nie czuła żadnej różnicy. Czy spodziewała się czegoś? Raczej nie. Jerry pomógł wynająć jej mieszkanie. Zamieszkała w innej części miasta, jednak nadal się obawiała co będzie jeżeli spotka ojca. Martwiła się również o mamę. Starała się załatwić dokumenty by być prawnym opiekunem siostry. Napotkała jednak całe mnóstwo paragrafów.  
   Jej noce nadal pozostały koszmarem. Dodatkowo, jej młodszą siostrę nachodziły demony. Budziła się wówczas przerażona. Słyszała głosy, że jeżeli Jerry lub inni z grupy modlitewnej będą ich odwiedzać, to skończy się to tragiczne dla niej jak i Sahar. Starsza z sióstr budziła się ze świadomością, że ją ktoś dusi lub też czuła fizycznie jak ktoś wbija jej ostrza w ciało.  
   Mimo tych wyjątkowo przykrych doświadczeń, podjęła dobrą decyzję i powiadomiła o tym Jerrego. Nie spodziewała się wiele, ponieważ praktycznie nie miała pojęcia o sile modlitwy i wiary. Te obie sprawy są właściwie same w sobie niczym bez poparcia Chrystusa, który jest źródłem ich mocy. W rezultacie Jerry przyszedł, odmówił głośno modlitwę i w imieniu Jezusa nakazał złym siłom opuścić dom i przestać męczyć obie siostry. Dla kogoś niewierzącego może być to dziwne, ale demony usłuchały.  
   Sahar nadal studiowała biblię z ludźmi z grupy Jerrego. Na początku ona i jej siostra brały w tym regularnie udział. Po jakimś czasie Sahar zaczęła myśleć w sposób ludzki. Co faktycznie jest za różnica między islamem, a chrześcijaństwem? Tam były modlitwy i tu. Tylko tytuły i nazwy się zmieniły. Doszła jeszcze do jednego, pozornie słusznego wniosku. Ilekroć prosiła Jezusa o pomoc to ją otrzymywała. W zwiazku z tym uznała, że wspólne modlitwy i poznawanie Słowa jest niepotrzebne. Chodziły rzadziej na spotkania i w końcu przestały.  
Oczywiście ta grupa nie była Świadkami Jehowy. Tam nikt nie chrzci od tak, a szczególnie w Imieniu Jezusa.  
   Na początku wszystko szło dobrze. Ciemność w snach zniknęła, demony poszły i nie wróciły. Jednak życie Sahar pozbawione rygorów islamu, a nie zastąpione czymś innym, powoli zaczęło iść swoim torem. Powtarzały się sprzeczki i kłótnie z Farih. Sama Sahar zaczęła żyć w zasadzie jak ateistka, dodatkowo pozbawiona jakiś solidnych manier i praw.  
   Nie robiła niczego ekstremalnego jak nadmierne picie czy niemoralne postępowanie, ale nie miała niczego co by ją trzymało w ryzach. Pozbawiła się pokarmu duchowego i umierała duchowo, o czym wcale nie wiedziała. W końcu jej młodsza siostra odeszła i Sahar straciła z nią kontakt... Na tym kłopoty Sahar się dopiero zaczęły. Problemy finansowe spowodowały, że straciła mieszkanie. Wynajeła coś innego, ale szła na dno. Bardziej i bardziej. Ból psychiczny rósł. Brak sensu życia spowodował powrót myśli samobójczych, tym razem bardziej solidnych. Sahar postanowiła się upić i zarzyć wystarczającą ilość środków nasennych, by umrzeć i przestać cierpieć. Wiekszość samobójców sądzi niesłusznie, że zakończenie życia skończy ich cierpienie.  
    Mimo braku demonów jej stan duchowy był gorszy niż poprzednio. Zamiast dostrzec winę w sobie, że sama się do tego doprowadziła, zaczęła uragać Bogu. Oczywiście gorzkie i twarde słowa kierowała do Jezusa.
- Jak możesz mówić, że mnie kochasz i nie zrobić nic by ulżyć mojemu cierpieniu! Jak możesz mówić, że umarłeś za mnie na krzyżu, skoro sama czuję się co dnia jakbym konała na krzyżu. Nie ma już ciemności w śnie, ale mrok ogarnia mnie za dnia. Skończę ze sobą, bo nie mogę znieść tego cierpienia.  
  Była bliska domu i miała wszystko by dokonać planu samobójstwa: alkohol i proszki. I właśnie w tej chwili poczuła literalnie jak ktoś lub coś odwraca jej głowę w innym kierunku. Zobaczyła budynek kościoła. Ta sama siła kazała jej tam iść. Znalazła się w kościele koreańskim. Nie znała tego języka, ale poczuła się lepiej. Płakała. W końcu wróciła do domu. Nie upiła się ani nie wzięła tabletek. Lecz zasnęła z myślą, że to tylko kwestia czasu i że skończy ze sobą wcześniej czy później.  
   Zapadła w sen. Nagle poczuła się tak realnie jak nigdy jeszcze. Ciemność powróciła w takim stopniu jak nigdy jeszcze. Dodatkowo czuła, że jest goniona przez demony. Ciemność była taka, że nie widziała swoich dłoni. Uciekała, ale wiedziała, że złe siły ją dopadną. A już sama ciemność wystarczała by horror był pełny!  
   Bezradna i bezbronna wykorzystała jedyną szansę, imię które znała, a które zawsze jej pomagało. Zaczęła krzyczeć ile miała sił w piersiach.
- Jezu, Jezu, Jezu!
  I w tym momencie usłyszała cichy głos za plecami.
- Nie musisz krzyczeć, jestem tuż za tobą.
  Odwróciła się powoli. I zobaczyła taką jasność, że musiała zasłonić oczy dłońmi. Jasność, nieopisana dobroć i nieskończona miłość biła od światła. Poczuła dłoń. W tej samej chwili ciemność ustąpiła.
   Przyszedł ranek. Pamiętała sen, który odbierała raczej jak wizję. Po jakimś czasie zdzwoniła jej komórka. Dzwonił ojciec. Cały czas znał jej numer, ale nigdy nie zadzwonił z prośbą czy groźbą. A był to czas Wielkanocy.  
   Zaczęli rozmawiać normalnie. Sahar chciała mu powiedzieć o wierze i kościele. Zamiast powiedzieć w prost, zaczęła tworzyć historię.
- Jest Wielkanoc. Poszłam do kościoła, bo chciałam... czekolady. Wiesz, są tam jajka z czekolady...( Na zachodzie jest to popularne, nie wiem jak w Polsce. Jest to parodia: Boże Narodzenie i Mikołaj. Wielkanoc i jajka i zające z czekolady )
  Faktycznie nie wiedziała wiele o kościele i wierze jako takiej. W tym momencie ojciec jej przerwał.
- Kochanie, ja wiem, że jesteś chrześcijanką. Mam tylko ciebie, bo Farih nie mogę odnaleźć. Jesteś moja córką, kocham cię. Przyjedź do domu. Porozmawiajmy.
  Zaczął płakać. Sahar płakała również.
- Dobrze tato, przyjadę szybko.
  Odłożyła słuchawkę. W tej samej chwili poczuła, że coś w niej mówi : NIE. Nie jedź, nie możesz!  
Te odczucie miała aż do wieczora. Przed samym snem uklękła i modliła się głośno.
- Panie Jezu. Powiedz mi czy to Ty mówisz, czy to tylko moje myśli? Proszę cię, daj mi jakiś znak.
  Tej nocy miała sen. Była na pogrzebie matki. Po jakimś czasie znalazła się w pokoju. Widziała tam ojca jak rozmawia z kimś i zleca mu za pieniądze by odciął jej glowę, kiedy przyjdzie do jego domu.  
   Sahar obudziła się pogrążona w smutku. Otrzymała znak. Jej własny ojciec zlecił by ją zabić. Przez dwa dni nie ruszała się z domu sparaliżowana strachem. Miała pewność, że sen był prawdziwy i otrzymała go od Jezusa. Trzeciego dnia do jej mieszkania przyjechała policja. Zabrali ją na posterenuek i powiedzieli, że będzie pod ich opieką. Pokazali jej dowody, że Ahmed zapłacił komuś, by pozbawił ją głowy. Jej ojca aresztowano, niedoszłego zabójcę również. Zawiadomiono ją również, że jej matka Ghada zmarła wczoraj na atak serca.  
  Sen okazała się prawdziwy. Najpierw uwierzyła w to, a potem otrzymała dowody. Jednak nadal się bała. Przecież wiedziała jak bardzo zawzięci są muzułmanie jeżeli chodzi o zdradę wiary!
  Po kilku dniach powróciła do domu. Znowu padła na kolana i ze łzami modliła się do Boga.
- Jeżeli mam umrzeć, proszę Cię daj mi inny rodzaj śmierci. Niech mnie ktoś zastrzeli, przejedzie samochodem albo niech umrę od trucizny tylko nie karz mi umierać tak, że ktoś utnie mi głowę!  
  I kiedy tak się modliła cała we łzach usłyszała głos. Ten sam głos ze snu. Przemówił do niej Jezus.
- He that dwelleth in secret places of most High shall abide of the Almighty.  
  ( Ten kto przebywa w sekretnym miejscu Najwyższego podlega pieczy Najświętszego )  
I Sahar odpowiedziała wiedziona Duchem Bożym.
Ucieczko moja i twierdzo, Boże mój, któremu ufam.
(Wypowiedź Jezusa i odpowiedź Sahar to początek psalmu 91)
   Sahar przkonała się, że Jezus jest zawsze blisko każdego, bez względu jak nisko upadł i co zrobił. I Chrystus jest zawsze gotowy pomóc temu kto go prosi o to, z głębi serca.  
   Sahar przestała się bać. Jednocześnie od razu wybaczyła w swoim sercu ojcu, Ahmedowi. Jednakże w tej samej chwili zrozumiała i poczuła kto jest jej prawdziwym Ojcem. Tym, na zawsze.
Przekazała wszystkim, którzy jej słuchali, by uwierzyli w pełne mocy Imię Jezusa.  
   Od tej chwili nikt nie ważył się do niej zbliżyć i grozić jej w jakikolwiek sposób. Modli się by jej siostra Fahir odnalazła droge do Pana. Od tego momentu żyje w świetle i trwa dla niej ciągle świt.  
I ja wam życzę tego również z całego serca.  
   Ludzie w różnych częściach świata są prześladowani z powodu wiary w Jedynego i Prawdziwego Boga, Jezusa Chrystusa. Bardzo często ostatnimi czasy Jezus ukazuje się właśnie w snach muzułmanom, którzy mimo gróźb i strachu stają się po jakimś czasie gorliwymi chrześcijanami.  

Ludzie borykają się z różnymi kłopotami. Małżeńskimi lub personalnej relacji. Finansowymi, zdrowotnymi, mają problemy z wyjsciem ze złych przyzwyczajeń. Alkoholu czy innych nałogów. Nie wiedzą jaka siła jest w prawdziwej modlitwie i w świętym i mocnym imieniu Pana Jezusa. Bóg odpowiada zawsze na szczere modlitwy. Ma na to wiele sposobów. Często kłopoty się nagle kończą, czasem ktoś bliski lub całkiem nieznajomy da idealną radę. Rzadziej tym kimś jest anioł, w ludziej postaci. Najrzadziej sam Pan odpowiada. Ale jest to możliwe.  
   Czasem słyszymy wewnętrzne głosy, rzadziej konwersację. W tym przypadku może być to głos Boży lub demoniczny. Doświadczyłem obu rodzajów. Wówczas należy pamiętać o jednym. Sprawdzić ducha. Jak? Oczywiście recepta jest w słowie Bożym. Tylko Duch Święty może wyznać, że Jezus przyszedł w ciele. Wydaje się wam to prozaiczne, ale to działa. Demon może wam odpowiedzieć : Jak śmiesz mnie pytać, wiesz że jestem Bogiem! Oczywiście, że jest synem Bożym!
Wiesz przecież, że on umarł za twoje grzechy!  
   Nie dajcie się nabrać. Zmuście go by powiedział: Jezus Chrystus przyszedł w ciele. Jeżeli jest to duch Boży, powie to. Demoniczny, nigdy!  
   Poza tym, gdyby kiedykolwiek wam się zdarzyło usłyszeć głos, który wam coś rozkazuje, musicie wiedzieć, że duch Boży nigdy nie rząda czegoś przeciwnego co mówi Biblia. Nie rząda byście przestali jeść, pić czy nie może nakazywać byście kłamali, zdradzili żonę czy zrobili coś złego.  
  Bóg dla naszego dobra dał zasłonę byśmy nie widzieli i nie brali udziału w duchowej wojnie, która się toczy po drugiej stronie zasłony. Byśmy nie widzieli ani aniołów Bożych ani demonów. Czyste dobre życie i przede wszystkim wiara w ofiarę Jezusa, daje wiele. Resztę spełnia prawdziwa modlitwa.

221 czyt.
100%21
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 2027 słów i 10926 znaków.

1 komentarz

 
  • chabo

    chabo · 2 sierpnia · 197729382

    Fajny tekst. Łapka w górę