Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Świt w ciemności cz 1

                                        Świt w ciemności.
                                                                            
                                                   Wstęp
    
        Żyjemy w specjalnym czasie. Oczywiście nie wszyscy to widzą. Gorzej. Ci co mówią, że ten czas jest inny, uważani są za odmieńców. Każdy ma prawo myśleć co chce. Oczywiście te prawo ten ktoś sam sobie wziął. Bo twierdzenie, że jesteśmy wolni i mamy prawo do tego co chcemy, jest kłamstwem. Nikt na tym świecie nie jest niezależny. Nikt. Dlatego pewne siły wkładają wam różne kłamstwa do głowy, a wy je kupujecie.  
Gdzie króluje kłamstwo? W polityce? Jest tam tego sporo. Ale nie tam jest tego najwięcej. Pierwsze miejsce w oszustwie zajmuje religia. I to jest zrozumiałe, bo tak miało być.  
   Kiedy uczniowie pytali Jezusa jakie będą znaki jego drugiego przyjścia, On zaczął od słów. Baczcie by was ktoś nie zwiódł.  
   W Polsce Kościół Katolicki ma monopol na religię. Jest w naszym kraju trochę Świadków Jehowy i Zielonoświątkowców i spokrewnionych z katolicyzmem, kościołów prawosławnych. Pozycja kościoła Katolickiego jest nie zagrożona. Ludzie od pokoleń słyszą to samo, więc sądzą, że jest to prawda. Jednak wystarczy tylko otworzyć Słowo Boże i poczytać, żeby się przekonać, że doktryny KK są w jawnej sprzeczności ze Słowem Bożym . Ale komu się chce czytać. W ameryce jest wiele, bardzo wiele różnych kościołów. Dwa najbogatsze. Oczywiście nie mogą się równać bogactwem z Rzymem. Świadkowie Jehowy i Mormoni.  
   Kościół Świadków Jehowy założył adwokat. Żydowski. Jest w  doktrynach ŚJ wiele kłamstwa. Głównie odnośnie osoby Jezusa Chrystusa. Jednak w pewnym sensie głoszą tę samą ewangielie co Biblia. Tego nie można powiedzieć o Mormonach. Ci głoszą inną ewangelię i innego Chrystusa. Skąd powstała idea kościoła mormonów? John Smith miał objawienie. Rozmawiał z Bogiem. Tak sądził i tak wierzą Mormoni.  
   Drugim człowiekiem, który miał objawienie, był Mahomet. On rozmawiał z aniołem Gabrielem. I z tego powstał Islam.  
   Ale i teraz ludzie rozmawiają z Bogiem. Głównie dotyczy to liderów tak zwanych kościołów prosperity gospel czyli ewangieli dobrobytu. Każdy z liderów tych mega kościołów uważa, że jest błogosławiony, ponieważ ma miliony dolarów. Pieniądze te pochodzą od ludzi, którzy kupują ich książki i płacą im dziesięć procent swoich dochodów. Nie byłoby w tym nic złego gdyby ci ludzie mówili prawdę. Ale kłamią. Podobnie jak papież i biskupi kościoła katolickiego. I podobnie jak w przypadku katolików ich wyznawcy robią ten sam błąd wynikający z lenistwa. Nie sprawdzają ze Słowem Bożym ich słów.
   Najbogatszy z nich, Kenneth Copeland, mający majątek wartości 760 milionów, czytał ewangelię Łukasza. Miejsce gdzie jest opisane, że Jezus czytał zwoje i otworzył w miejscu gdzie pisano o Nim. Zwój pochodził z księgi Izajasza 61 weset 1: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał mnie abym ubogim głosił dobrą nowinę....  
   Jezus powiedział wówczas, że właśnie spełniły się słowa tego pisma. Miał rację, ponieważ był Mesjaszem. A co powiedział Kenneth Copeland? To samo! Czyli innymi słowy stwierdził, że jest Chrystusem. I ludzie nadal go słuchali.  
   Innym z tej bandy kłamców i fałszywych nauczycieli, Jessy Deplantis, tylko 50 milionów dolarów, mówił kiedyś, że Jezus mu udzielił nowego objawienia na temat przypowieści o ziarnie musztardy. W tej przypowieści tej Jezus mówił, że gdyby ludzie mieli tyle wiary co ziarno musztardy to by mogli przenosić góry. Otóż Jessy powiedział, że Jezus w rozmowie z nim mu objawił dlaczego ludzie mają tak mało wiary. Bo gdyby mieli więcej to by Jego, Pana i stworzyciela wszechświata wykopali z tronu. Jego Białego Tronu. I ludzie nadal słuchają Jessego Deplantisa i płacą mu pieniądze. Ręce i nogi opadają.  
   Wczoraj słuchałem bardzo porządnego głosiciela słowa, Justina Petersa. Niestety Justin Peters nie wierzy, że Bóg może mówić obecnie do ludzi. Przestrzega wszystkich przed tymi, którzy słyszeli głos Pana.  
   Ludzie czytający Biblię nie wierzą, że obecnie można mówić językami, że są nadal możliwe proroctwo i są Boże uzdrowienie.    
   Czyli mamy dwie strony wagi. Są tacy, którzy wierzą we wszystko i tacy którzy nie wierzą, że jest to możliwe.  
   I tak jak i w innych przypadkach Biblia jest odpowiedzią. Jezus jest Tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Uzdrawiał dwa tysiące lat temu kiedy był w ludzkim ciele. Dawał wówczas prorocze sny. I robi to nadal. Kwestią jest tylko czy zawsze mówi On, Pan i Stworzyciel wszechświata. Bo czasem albo bardzo często mówi ktoś inny i podszywa się za Boga. Zwodziciel. Upadły anioł, Lucyfer. Albo jakiś inny demon. Lecz bardzo łatwo sprawdzić kim jest ten kto mówi. Wystarczy otworzyć Biblię albo czekać czy proroctwo się spełni. Ponieważ Bóg nigdy nie kłamie.
  Te cztery historie są właśnie o tym. Są prawdziwe. Zmieniłem tylko miejsca i imiona.



           Część pierwsza : Sahar ( po arabsku, zaraz przed świtem, można tłumaczyć jako jutrzenka. )


    Otworzyła oczy. Zanim doszła do pełnej świadomości, przez nieokreślonej długości chwilę rozkoszowała się ciszą i tym, że ta istnieje. Jednak dłuższa chwili ciszy, zaniepokoiła ją. Czyżby się coś zmieniło? Cud? Wyostrzyła słuch do tego stopnia, że słyszała oddech śpiacej Farih. A dwunastolatka zawsze oddychała prawie bezgłośnie. Bezszelestnie odwróciła głowę w kierunku łóżka siostry. Ciemne, gęste, lekko faliste włosy nastolatki okrywały poduszkę.  
    Sahar nasłuchiwała nadal. Teraz już miała pewność, że cud nie nastąpił. Usłyszała, że za ścianą, jej matka, Ghada, bardzo cicho płakała. Dziewczyna nadal słuchała, ale po chwili miała pewność, że sprawca łez jej matki, jest nieobecny.  
   Dziewczyna rzuciła okiem na stojacy budzik. Dochodziła siódma. Dopiero teraz doszedł ją hałas Londynu.  
Musiał już iść do sklepu. Czy znowu ją uderzył? Nie mógł krzyczeć, bo wówczas z pewnością by się obudziły obie, ona i jej siostra.  
   Fariha znaczy szczęśliwa. Cóż za groteska!
Sahar poszła do łazienki. Woda dała jej chwilową ulgę. Dziewczyna okryła szybko ciało białym ręcznikiem. Nie lubiła patrzeć na swoją nagość, ale wcale nie dlatego, że była brzydka. Przeciwnie, z powodu, że była piękna.  

Co zrobiła złego, że urodziła się by służyć? A może będzie miała szczęście i jej przyszły mąż będzie inny? Cuda się zdarzają. Tylko zawsze gdzieś indziej.  
   W ich domu rządził on. Miał do tego prawo, dane mu przez Proroka. A Prorok tylko ogłosił wolę Allaha.  
Nawet nie śmiała powiedzieć tego głośno, ale przecież wiedziała o tym każdą komórką jej siedemnastoletniego ciała, że tak nie powinno być.  

Czy mścił się na matce, że nie urodziła mu synów? Nie wystarczyło mu, że jest panem domu? Ani Ghada ani Farih nie odważyły się nigdy powiedzieć mu nie. Ona to zrobiła kilka miesięcy temu. Wówczas uderzenie spadło na brzuch. A potem poczuła policzek. Mógł zrobić to pięścią, a może się bał? Ale kogo? Gdyby powiedziała w szkole?  Wiedział przecież, że tego nie zrobi. Nadal miała dom. Nie chciała sprowadzać hańby, ale tak naprawdę więcej obawiała się o matkę. Bo wyglądało na to, że kara za każde przewinienie jej lub o prawie pięć lat młodszej siostry i tak spadnie i na matkę.  
   Ubrana w granatowy, bawełniany szlafrok, weszła do kuchni. Ghada otarła szybko łzy, ale nie zdolała ukryć zaczerwienionego policzka.
- Co zrobiłaś? - zapytała lekko podnosząc głos.
- Ma prawo, wiesz przecież.
- Bo tak mówi prawo! To jest złe prawo!
- Zabraniam ci tak mówić! - brunetka podniosła nieco głos.
- Wiesz, że cię kocham, mamo. Dlaczego jest taki?
- Mężczyźni są tacy, tak już jest. Modliłaś się?
- Jeszcze nie. Poranną modlitwę przespałam. Muszę obudzić Farih, bo spóźnimy się do szkoły.
- Przygotuję dla was jedzenie.
- Dziekuję, ale nie wiem czy coś zdołam przełknąć.  
  Matka spojrzała na nią swoimi smutnymi oczami.
- Miałaś znowu ten sen?
- Tak. Zawsze mam. To jest straszne.  
- To tylko sen, Sahar. Tylko sen...
   Dziewczyna skierowała swoje kroki do sypialni. Dlaczego rodzice dali jej imię Świt, skoro co noc śni ciemność? I to jaką ciemność! Czarną jak smoła. I jest tam sama. Nie jest w stanie wołać o pomoc. Nie jest w stanie nic zrobić. A kiedy się obudzi wie, że następnej nocy będzie znowu śniła ciemność.
   Sahar była zwykłą dziewczyną. Chciała żyć i cieszyć się życiem. Ubierała się przyzwoicie i chciał być dobrą muzułmanką. Niestety, modlitwy do Allaha nie pomagały. Ojciec karał matkę, ją i siostrę. Dlatego głównie jej życie, jej matki i siostry stało się piekłem. Ojciec był agresywny i korzystał chętnie z prawa szariatu, które dawało mu prawie nieograniczoną władzę nad żoną i córkami.  
A przecież Ghada sądziła, że kiedy opuści z mężem Egipt, będzie inaczej...

Mijały lata i koszmar się nie zmieniał. Sahar była ciągle na granicy samobójstwa. Miała już dziewiętnaście lat, a jej młodsza siostra Farih, prawie piętnaście.  
    Tego dnia całkiem przypadkowo usłyszała w szkole rozmowę. Chłopak z innej klasy rozmawiał z inny chłopakiem o Jezusie. Sahar przysłuchiwała się chwilę. Jej Koran też wspominał o Jezusie, ale Jerry mówił coś innego.  
  Chłopak wyglądał zupełnie przeciętnie. Do tej pory Sahar nie miała nikogo. Widziała czym by to groziło. Z tym się właściwie zgadzała. Ale teraz nie jego uroda ją zainteresowała, tylko słowa, które usłyszała. I poczuła, że pragnie dowiedzieć się czegoś więcej.  
  Mogła właściwie pożyczyć Biblię. Ale gdyby ojciec zobaczył?! Korzystać z internetu? Zdecydowała się porozmawiać. Kiedy kolega o imieniu Stanley odszedł, podeszła do Jerrego.
- Cześć, jestem Sahar.
- Cześć, twoja twarz wydaje się być mi znajoma.
- Chodzę do innej klasy niż ty, ale czasem mamy blisko zajęcia. Chciałabym...
- Chciałabyś się dowiedzieć czegoś więcej o Panu Jezusie, prawda?
  Sahar poczuła się dziwne. Skąd chłopak mógł to wiedzć! Mogła zaprzeczyć, ale nie zrobiła tego.
- Tak, ale...
  Chłopak spojrzał na boki.
- Jesteś muzułmanką, rozumiem twoje obawy. Możesz przyjść do biblioteki, na przykład o trzeciej?
- Dobrze się składa. Kończę zajęcia o drugiej trzydzieści.  
- To widzimy się o trzeciej - uśmiechnął się miło.  
  Reszta zajęć przeszła jak z bicza strzelił. Ale Sahar wcale nie była podekscytowana. Po prostu chciała usłyszeć to co jej powie Jerry.  

Kiedy przyszła o trzeciej, Jerry już był. Siedział na krześle i patrzył w okno.
- Hej, jestem - odrzekła jak najbardziej naturalnie.
  Chłopak spojrzał na nią i zapytał.
- Co Koran mówi o stworzeniu?
  Dziewczyna odczuła zaskoczenie, przecież to ona miała pytać.
- Allah stworzył wszystko, a najlepszym Jego stworzeniem jest Mahomet. Wszyscy powinni go naśladować.
- Rozumiem - odrzekł Jerry.
  Popatrzył na nią jakby chciał zobaczyć jej wnętrze.
- Czy ludzie są czymś specjalnym dla Allaha?
- Nie. Koran nakazuje przstrzegać prawa. Ludzie mogą dostąpić życia w raju. Wszyscy, którzy nie są muzułmanami powinni się nawrócić na właściwą wiarę. Jeżeli nie, muzułmanie powinni ich zabić.  
- Jezus Chrystus jest Bogiem. Przyjął ciało z Mari i stał się człowiekiem. Nauczał o Ojcu, uleczał chorych i ożywiał umarłych. Przyszedł na Ziemie by umrzeć za grzechy wszystkich ludzi. Sam bezgrzeszny, przyjął grzechy wszystkich ludzi, kórzy żyli przed nim, w czasie jego życia i w przyszłości.
  Sahar słuchała dokładnie.
- Powiedziałeś jest Bogiem. Chcesz powiedzieć, że żyje?
  Jerry się uśmiechnął.
- Bóg nie może umrzeć.
- Sam powiedziałeś, że Jezus umarł.
- Tak, ale zmartwychwstał. Żyje i mówi do ludzi. Mówi przez swoje Słowo czyli Biblię, ale może mówić również jak każdy człowiek.
  Sahar roześmiała się i szybko popatrzyła w koło czy nikt tego nie zauważył. Niestety dostrzegła kilka spojrzeń. Lekko się zarumieniła.
- Przepraszam. Pomyśłałam, że to bardzo dziwne i śmieszne. Allah nigdy nie mówi do nikogo. Jesteśmy dla niego mało ważni.
- Dla Jezusa jesteśmy bardzo ważni. W końcu umarł za nas byśmy nie musieli cierpieć...
- Ja cierpię cały czas. W dzień i w nocy...  
  Jerry spojrzał na nią łagodnie.
- Uwierz w Niego, a zabierze wszystkie twoje troski.
- To nie jest możliwe. Ale powiedz mi więcej...

Jerry rozmawiał z nią dwie godziny. Dowiedziała się o chrzcie, grzechu i drugim urodzeniu. Tego zupełnie nie rozumiała, ale nie chciała przerywać.  
  W domu na szczęście nie było ojca, nadal pracował w swoim sklepie. Na pytania matki odrzekła, że się uczyła w bibliotece. Tej nocy nie śniła ciemności...

Życie toczyło się normalnie. Piekło dnia codziennego nie ustawało. Awantury ojca nie miały końca.  
- Czas byś wyszła za mąż - usłyszała - znalazłem dla ciebie odpowiedniego mężczyznę.
- I będzie mnie traktował jak ty mamę? - odrzekła odważnie.
  Poczuła jego dłoń na policzku. Potem z drugiej strony. Farih stał blisko.
- Dlaczego nas bijesz?
- Zamknij się mała dziwko - krzyknął.
  Podszedł szybko do dziewczyny i również uderzył ją w twarz.  
- Ahmed! - odezwała się Ghada.
- Milcz, kobieto! To wszystko twoja wina. Ja ciężko pracuje, a ty je źle wychowałaś. Wszystkie trzy spalicie się w piekle!  
  Sahar zabrała Farih do pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Mimo tego słyszały krzyki ojca i płacz matki. Co jakiś czas, przez ścianę, docierał do ich uszu świst uderzenia paska...

Tej nocy nie spała. Postanowiła w swoim środku...  
   Kiedy świt wdarł się przez zasłony, zmorzył ją sen. Coś śniła, ale nie zdołała zapamiętać, bo została brutalnie przywrócona do świadomości.
- Wstawaj, nie słyszałaś budzika? - zapytała Farih.
  Też chyba nie spała dobrze. Jej lekko podkrążone i spuchnięte oczy o tym świadczyły.
- Zabije się, nie wytrzymam tego dłużej - szepnęła jej młodsza siostra.
- Pakuj się. Mama wychodzi dzisiaj do niego. Uciekamy z domu!
- Ojciec nas zabije!
- Wiem kto nam pomoże, pakuj się.
  Sahar była stanowcza jak nigdy. Wiedziała przecież, że sama dłużej tego nie wytrzyma. A jeszcze w powietrzu wisiała perspektywa małżeństwa z kimś kogo zupełnie nie zna...
  Kiedy matka wyszła do sklepu ojca, miały już spakowane małe plecaki.  

Czterdzieści minut później znalazły się przed drzwiami Jerrego. Jak wiedziała, że będzie w domu?
- O! Cześć. Czy coś się stało? - zapytał nieco zdziwiony.
- Chcę byś mnie ochrzcił. Teraz. Mnie i siostrę.
- Ale czy jesteście gotowe?
- Uciekłam z domu. Obie zabijemy się jeżeli wrócimy do domu. Pomożesz nam znaleźć pokój. Mówiłeś, że Jezus pomagał potrzebującym, a ty go naśladujesz.
- Pomogę wam, ale...
  Sahar weszła do łazienki i zaczęła wlewać wodę do wanny.  
- Mam białą bawełnianą koszulę i drugą dla siostry.
- Ona wie cokolwiek o Jezusie?
- Jest moją siostrą, ufa mi...
- Sahar, tak nie można...
- Uratował tego, który cierpiał słusznie za swoje czyny tylko dlatego, że w ten w Niego uwierzył. Chcesz powiedzieć, że nie możesz nas ochrzcić w imieniu Jezusa?
- Nie powiedziałem tego. Jeżeli jesteś pewna, że chcesz tego...
- Niczego nie jestem więcej pewna. Chcę byś mnie ochrzcił w imieniu Jezusa Chrystusa.
- Sahar. Kto to jest Jezus Chrystus? - zapytała Farih.
- To Bóg. Jedyny i prawdziwy. Umarł za nas byśmy mogły z nim żyć w raju.
- A Allah?
- To nie jest prawda - spojrzała na siostrę i udała się do łazienki.  
Woda wypełniła wannę do połowy. Sahir wyszła z łazienki i wróciła do pokoju.
- Powiedz jej to co mi mówiłeś. Tylko w skrócie.  
  Zwróciła wzrok na zaskoczoną Fahir.
- Przebierzesz się w białą sukienkę. Zostaniesz w bieliźnie.  
- Dobrze, Sahar. Czy nasz mrok się skończy?
- Tak, kochanie. Jezus nas kocha, rozumiesz? Umarł za nas byśmy mogły z nim być w najlepszym miejscu jakie można sobie wyobrazić.  
- Dobrze, zaraz się przebiorę - młodsza siostra otworzyła plecak i wyciągnęła sukienkę.
  Sahar weszła ponownie do łazienki. Wody było już dość. Szatynka zaczęła zdejmować z siebie ubranie. Została w bieliźnie. Szybko założyła sukienkę. Wyszła.
- A kiedy przyjdzie ponownie, zabierze nas abyśmy byli tam gdzie On - usłyszała słowa młodego mężczyzny.
- A kiedy to nastąpi? - zapytała nastolatka.
- Niedługo. Nikt tego nie wie dokładnie kiedy, ale po znakach poznajemy, że czas jest bliski.
- Jestem gotowa - rzekła Sahar.
  Jerry uśmiechnął się.
- Dobrze. Która pierwsza?
- Ja - odrzekła Sahar.
  Po chwili Jerry zanurzył ją w wodzie, przytrzymując dłonią plecy, trochę powyżej bioder. Sahar trzymała palcami dziurki nosa by woda się tam nie dostała.
- Chrzczę cię, Sahar w imieniu Jezusa Chrystusa.
  Zanurzył ją całkowicie w chłodnej wodzie.  

Zdradziła islam, zdradziła Allaha, a co najgorsze, Mahometa. Wiedziała co jej grozi. Ale nie myślała teraz o tym. Stała się chrześcijanką... przynajmniej tak sądziła.


  

135 czyt.
100%11
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i inne, użył 3174 słów i 17239 znaków.

1 komentarz

 
  • Speker

    Speker · 24 lipca

    Bardzo ciekawe, chętnie sprawdził bym co będzie dalej.
    Co do wstępu. Skąd wiadomo, że "Twoje" słowo boże jest prawdziwe? Przecież minęły tysiące lat od tamtych dziejów, skąd pewność, że dzisiejsze "księgi" mają coś wspólnego z prawdą?
    Pozdrawiam