Siedmioramienna gwiazda cz 8

Powiedział to i poczuł, że się zaczerwienił. Nigdy w życiu nie przypuszczał, że Eugenia powie o tym chociaż słowo.
— Co cię skłoniło do takiego przypuszczenia? — zapytała. Rozmawiam o tym, żebyśmy oboje mogli być tego świadomi, inaczej emocje mogą zapanować nad rozsądkiem i duchem.
Kiedy to usłyszał poczuł, że to całkowita prawda. Wcale nie znał Maji, poza zwykłą znajomościa w szkole i znalazł się z nią w łóżku, zanim zastanowił się czy w ogóle tego chciał. Wiedział, że cieleśnie chciał, ale w innym sensie w żaden sposób.
— To mądre co powiedziałaś.  
Był tak bliski żeby przyznać jej, co się stało poprzedniego wieczoru, ale powstrzymał się. Pamiętał reakcję Maji i bał się, że Eugenia mogłaby zareagować jeszcze gorzej. I w tej samej chwili pomyślał o czymś i ta myśl wstrząsnęła całym jego wnętrzem. Jeszcze w szkole Maja pomogła mu w zaakceptowaniu pierwotnej chęci spotkania z Eugenią. Zamierzał z nią pójść do Elvisa w poniedziałek, a dopiero potem postanowił jej powiedzieć, że spotyka się z Mają i w takim razie nie mogą się już dłużej spotykać, on i Eugenia. Nie spodziewał się wiązanki jak od Maji, ale wiedział, że prawdopodobnie miedzianowłosa nie przyjmie tej wiadomości w skowronkach. Teraz jednak pomyślał, że porozmawia o czymś z Mają i być może będzie mógł spotykać je obie. Z tym, że już teraz postanowił, ukryć przed Eugenią, że chce nadal spotykać Maję. Czuł, że z Mają, będzie to relacja głównie erotyczna. Ucieszył się nawet w swoim środku z tego pomysłu, ale większą przyjemność sprawiła mu świadomośc, że nie jest takim słabym dupkiem i z zawstydzonego młodzieńca stał się nagle Casanową. W momencie poczuł, że chciałby tego również z Eugenia, ale dopiero jak zawiąże się jakaś zażyłość uczuciowa. Nie wiedział w tej chwili jak wielka ta zażyłość być powinna.
— I w takim razie nie musimy się obawiać, że porwą nas emocje. Możemy spokojnie się poznawać, bo wiemy, że tamto jest pod kontrolą.
— W takim razie pierwsza część spotkania zakończyła się sukcesem i możemy spokojnie iść na deser. Tylko ja płacę — odrzekł szatyn.
    Właśnie skończyli jeść. Jedzenie smakowało prawie jak domowe. Sławek poszedł zapłacić. Po chwili wyszli. Chłopak podał jej ramię, a dziewczyna bardzo się z tego ucieszyła. Szli spokojnie, prawie nie rozmawiając. Doszli do kawiarni. Eugenia postanowiła jeszcze raz poruszyć sprawę wiary.  
— Wiara jest dla mnie ważna i skoro nie masz zdania na ten temat, będę mogła i ci coś o tym powiedzieć. Oczywiście jeżeli będziesz chciał.
— Pozwól mi pomyśleć i trochę się przygotować. Możemy o tym porozmawiać następnym razem?
Dziewczyna znowu poczuła ciepło w okolicy serca.
— Tak, oczywiście. Możemy się spotkać w niedzielę po południu. Może o piątej w tym samym miejscu, co teraz?
— Byłoby miło.
Ucieszył się, bo szczerze mówiąc nie chciał, żeby to była pierwsza i ostatnia randka.
Doszli do samochodu.  
— Odwiozę cię do domu.
— Wiesz, pojadę autobusem, bo chcę mieć chwilę na przemyślenie wszystkiego, a jak dojadę do domu to tam są rodzice. Dzisiaj wcześniej skończyli i w związku z tym będę z nimi spędzać czas.
— To dziekuję, za dzisiaj.
Sławek pocałował ją w policzek, a Eugenia nie zatrzymywała go. Poczekała z nią na autobus i kiedy odjeżdżała pomachał jej ręką.
— Miła dziewczyna — powiedział do siebie.
Ale po chwili pomyślał, że jest również dziwna. Jak można mając siedemnaście lat spędzać czas z rodzicami!
                                     *
Zaraz po szkole, czarnowłosy razem z dwiema swoimi przyjaciółkami pojechał do domu. Karo już wiedziała, że matka wyrzuciła Majkę z domu, tylko nie wiedziała co było głównym tego powodem. I kiedy właśnie zaczęli o tym rozmawiać, Majka dostała wiadomość od swojej matki. Przeczytała.
— Przeprasza mnie i prosi, żebym wróciła.
Karo i Elvis popatrzyli po sobie.
— I co myślisz zrobić — zapytała Karo.
— Co myślisz, Elvis?
Ja mam decydować? Do poniedziałku możesz mieszkać u mnie, ale potem nie wiem.
— Może daj jej szansę — powiedziała Karo.
— Myślisz, że raz tak było? Zawsze obiecywała jak miała doła. Nie chcę?
Karo nie powiedziała tego gośno, ale nie bardzo jej się podobała myśl, że jej zielonooka przyjaciółka będzie nocować u jej chłopaka.  
— Wiesz co, możesz nocować u mnie. Pewnie parę dni nie będzie problemu, a potem może wrócisz do domu. Daj jej szanse, może tym razem będzie inaczej.
— To dobry pomysł — rzekł Elvis.
— Dzięki, Karo. Jesteś prawdziwą przyjaciółką.
Majka wzięła telefon i napisała krótką wiadomość do matki.
, , Muszę to przemyśleć. Dam ci odpowiedź za kilka dni"
Kiedy jeszcze trzymała telefon otrzymała wiadomość, , Kocham cię, wybacz".
Majka roześmiała się histerycznie.
— Kocha mnie, dobre sobie. Wie, że pewnie tamten ja wystawi i będzie sama jak palec. Jak już wrócę, będzie miła kilka dni, a potem zacznie wylewać na mnie swoje niepowodzenia. Muszę skończyć tą cholerną szkołe, a potem znajdę pracę i się wyniosę na amen. A w sumie czemu chcesz ją zaprosić, Elvis?
— Masz ją przeprosić.
— To był wasz głupi pomysł. Ja nie mam zamiaru. Stwierdziłam fakt, a pewnie czymś mi wówczas podpadła, nie pamiętam.  
— Zobaczymy, może zmienisz zdanie. Będzie się po tym lepiej czuła.  
— Nic mnie to nie obchodzi jak Płaska się będzie czuła.
— Wy się posprzeczajcie, a ja muszę zadzwonić.
— A gdzie chcesz dzwonić? — zapytała Karo.
— Mam cichego wielbiciela, chyba to cię powinno ucieszyć.
Karo zrobiła dziwną minę. Poważnie, poczuła się lepiej. Majka poszła do drugiego pokoju i zamknęła drzwi. Policzyła, że jego randka się już powinna skończyć, a jeżeli nie, to jej szanse mocno spadły. Oczywiscie mogła zawsze ogłosić przy Eugeni co się wydarzyło w czwartkową noc, gdyby chciała rozwlić ich budujący się związek. Sławek odebrał od razu.
— Hej, jak tam spotkanie.  
— Dopiero co skończyłem.
— To miałam dobre wyczucie. Przyjdzie?
— Wygląda na to, że tak.
— Dobry chłopiec. Chcesz się spotkać?
Szatyn poczuł się dziwnie.
— Nie jesteś zła? — zapytał zdziwiony.
— Już ci wyjaśniłam. Było mi bardzo dobrze. Jesteś dużo lepszy od Elvisa w te klocki.  
Specjalnie zawiesiła głos. Czekała, aż on to powie.  
— To znaczy, że moglibyśmy...
— Całkiem możiwe. Sprawiłeś się dobrze, dzięki temu nasz trójkąt rozrośnie się do pięciokąta.
— Co masz na myśli?
— Karo i Elvis są nadal moimi przyjaciółmi. Wy dwoje możecie być także.
Sławek był zaszokowany. Nie był pewny czy dobrze rozumie.
— Nie masz nic przeciwko, żebym się z nią spotykał?
— Nie. Nas może łączyć coś innego.  
On zrozumiał i nadal był mocno zaskoczony. Jedna myśl nie dawała mu spokoju i musiał ją wyjawić.
— A co będzie jak ty zaczniesz chcieć czegoś więcej?
— Wtedy ty dokonasz wyboru.  
— A Eugenia się nie liczy?
Majka parsknęła śmiechem.
— Coś się zrobił taki troskliwy? Powiedziałeś jej może, że się wczoraj ze mną kochałeś?
— Coś ty, ja...
— Co ja? Ona jest głupia i naiwna, podobasz się jej. I pewnie znowu się spotkacie. A ja cię pociągam, prawda? Następnym razem będziesz się mógł wykazać, bo coś się już nauczyłeś. Chcesz się ze mna spotkać, prawda?
— Tak, ale to trochę nie uczciwe.
— Och biedny Sławuś. Pewnie jej cały czas kłamałeś. Proszę, zadzwoń do niej. Odwołaj nastepną randkę i powiedz powód.  
Nastąpiła chwila ciszy.
— Nie mogę tego zrobić.
Majka uśmiechnęła się do siebie.
— Ja cię do tego nie namawiam. Układ jest prosty i ty tego chcesz, więc nie udawaj uczciwego. Spotkam cię na rogu Słonecznej i Mozarta, za dwadzieścia minut.
Majka bardzo zadowolona wyłączyła komórkę. Czuła prawdziwą przyjemność. Wróciła do drugiego pokoju.
— Karo, twoja propozycja jest nadal aktualna?
— Jasne.
— To dobrze, miejcie dobry czas. Ja muszę iść. Odbierzesz mnie o dziewiątej, jak ci napiszę adres?  
— Jasne, nie ma sprawy. Ojciec powinien się zgodzić.
— Gdzie się wybierasz? — zapytał niebieskooki.
— Podrzucisz mnie?
— Jasne.
— Pojechać z wami?  
— Nie, Karo. Będę za dziesięć minut. Możesz coś zrobić do jedzenia, a jak nie chcesz, zamów coś. Masz vise na stoliku przy lodówce.
Karo ucieszyła się, że będzie z nim sama. Postanowiła poprosić go, żeby dzisiaj nie brali prochów. Choć jakaś jej część nawet tego chciała. Tego i całej reszty. Przyszło jej coś do głowy i się roześmiała.
— Co cię tak rozbawiło, Karo?
— Pomyślałam sobie, że może trochę się pobawimy w poniedziałek, a na koniec powiem jej co myślę o jej budowie.
— Jesteś diablicą, Karo.
— Ktoś mi to niedawno powiedział.  
Elvis poczuł jak dziwna rozkosz rozpiera jego wnętrze.
— Zawsze wiedziałem, że jesteś dobrą dziewczynką. To my jedziemy. Powinienem być za dziesięć minut.
— Tylko niech to będzie dziesięć minut.  
Majka spojrzała na nią i przytuliła.
— Dziękuję, że mi pomagasz. Odwdzięczę się.
Powiedziała to zupełnie naturalne. Nawet czarnowłosy nic nie odczuł, ale Karo zrozumiała przekaz.  
Po chwili wyszli, a złotowłosa poszła do kuchni i wzięła vise. Zanim wystukała numer pizzerni, znalazła w galerii zdjecie Majki. Zrobiła to zdjęcie rok temu. Patrzyła chwilkę i przejechała palcem po ekranie.  
— Chyba już najwyższy czas, żebyś się odwdzięczyła.

                                    *
Eugenia usiadła na miejscu obok okna. Uznała spotkanie za udane. Jednak czuła, jakby gdzieś głęboko i coś ją niepokoiło. Czuła się mocna i nie pragnęła o tym rozmawiać z Bogiem. Do tej pory modliła się zawsze podobnie i nawet tego nie zauważyła. Minął dzień od tego pamiętnego wydarzenia, ale zdawało się jej, że właściwie nic się nie stało. Bardziej zastanawiała się nad Moniką. Przecież wcześniej nie tylko, że nie wierzyła, wręcz nie chciała o tym mówić. Ta zmiana musiała ją zmienić całkowicie. A o sobie Eugenia myślała, że to nowe, chociaż inne niż wszystkie, doświadczenie. Postanowiła zapytać księdza Bogusława. Mieli dobry kontakt, rodzice i ona byli dobrymi parafianami, a dodatkowo ksiądz Bogusław był tylko sześć czy siedem lat od niej starszy, a przy tym, chociaż Eugenia starała się o tym nie myśleć, był niezwykle przystojny.
Kiedy wróciła do domu, rodzice siedzieli na kanapie w salonie i patrzyli na nią.
— Hej, hej. Jak się macie, moi kochani?
Podbiegła i ucałowała mamę i tatę w policzki.  
— Zaraz opowiem, bo jesteście ciekawi. Tylko umyję ręce.
Kiedy wróciła z łazienki usiadła pomiędzy nimi.
— Był troszkę stremowany. Poszliśmy na obiad, a potem na ciastko i kawę.
— I co myślisz córeczko?  
— Nie ma ustalonego zdania na temat Boga i wiary, ale zgodził się porozmawiać.
— Czyli moje obawy były bezpodstawne — rzekł tata.
— Tak, wyjaśniłam mu.
— Powiedziałaś?! — matka zrobiła wielkie oczy.
— Tak, poruszyliśmy ten temat. Sam się zdziwił, że jestem odważna.
— To wspaniale. Jestem dumny z ciebie — rzekł ojciec. Jest jeszcze inna sprawa, o której nie zdołaliśmy porozmawiać z braku czasu. Chodzi o to co się stało. O ten język i te inne sprawy. Rozmawiałem z mamą i postanowiliśmy rozmawiać o tym z ojcem Bogusławem.  
— To dobry pomysł — stwierdziła szybko miedzianowłosa.
— A co ty sądzisz o tym córeczko? — zapytała Janina.
— To były dary Świętego Ducha. Monika otrzymała dar języka, a ja tłumaczenia. Ona została obdarowana dodatkowo darem proroctwa.
Twarz mamy przyjęła nieco poważny wyraz.
— Czy to aby na pewno jest to i czy... pochodzi od Boga?
— Tak. Monika nigdy z całą pewnością nie czytała Pisma, a cytowała mi ważne cytaty, kiedy byłyśmy już w łóżku.  
— Może chciała cię zwieść — szepnęła Janina.
Nagle twarz Eugeni przyjęła naprawdę surowy wyraz i rzekła.
— Zważaj niewiasto, byś nie rzekła czegoś więcej.
Dziewczyna złapała się za usta i szepnęła.
— Kto to powiedział? W życiu bym tak do ciebie mamo tak nie odezwała.
— Aż poczułam ciarki — rzekła Janina — sama nie wiem co o tym myśleć.
— Ale ja wiem, kochanie. Chodź ze mną, wytłumaczę ci — rzekł Mirosław.
Popatrzył na córkę i powiedział.  
— Nie lekaj się, kochanie. To prawda, teraz i ja wiem.  
Wstali i poszli do swojego pokoju. Eugenia czyła się lekko i dobrze. Poszła przygotowywyć kolację. Zadzwoniła jej komórka. Monika.
— Posyłam ci adres, spotkamy się tam jutro w samo południe.
— A co u ciebie, moja miła?
— Dostałam wszystko. Najpierw Bóg objawił mi swoje Słowo a dzisiaj...  
Zielonooka usłyszała że Monika pochlipuje.
— Dzisiaj, Dyrektor Kalwiński i jego narzeczona, Róża adoptowali mnie. Mam dom. Mam człowieka, który kocha mnie jak ojciec i kobietę, która w kilka sekund dała mi miłość matki. Powiem ci jutro. Nie wiem jak ludzie będą się czuć w raju, ale nie sądzę, żeby czuli się lepiej niż ja teraz. Do jutra. Trwaj w wierze.
    Po chwili na jej komórce pojawił się adres. Eugenia wpatrywała się w nazwę ulicy. Miała bardzo dobrą pamięć. Po chwili zaczęła wertować swój notatnik. Miała tam adresy i telefony zaprzyjaźnionych osób. W końcu znalazła i poczuła się dziwnie. Podany adres należał do ich klasowego kolegi, Piotra Parysa.

                                    *
Elvis dowiózł Majkę na miejsce. Po drodze zdała mu sprawozdanie. Uzupełniła je swoimi spostrzeżeniami.
— Nie jesteś zazdrosny, że będę znowu z nim?
— A ty nie będziesz, że będę z Karo?
— Ty będziesz z nią, ale naprawdę będziesz ze mną, a ja będę z nim, a faktycznie z tobą, przez co lepiej im dokuczymy, nie sądzisz?
— Uczysz się szybko, moja wspólniczko.  
Pocałował ją w usta. Ona przygryzła mu wargę aż do krwi.
— Widzę, że nareszcie okryłaś co lubię.
Majka wysiadła bez słowa. Elvis oczekiwał nadaremnie spojrzenia. Czekał, a w końcu nacisnął gaz i odjechał paląc opony. Nigdy jeszcze nie czył tak dzikiej żądzy. Postanowił przelać ją na Karo. Bez muzyki i prochów. Czysto i zimno. I wiedział, że im bardziej jej się nie spodoba, tym większą da mu tym satysfakcję. I wcale nie myślał o doznaniach fizycznych. Już dawno odczuł, że sprawiało mu przyjemność dręczenie się z nią, obiecywanie i nie dotrzymywanie. Lubił się bawić nimi obiema.
    Majka szła spokojnym krokiem. Ona z kolei nigdy nie odczuwała takiej mocy. Wiedziała dokładnie co czuł niebieskooki.
— To nie ja będę ci służyć, tylko ty mnie — szepnęła do siebie.
Ale następna myśl dała jej jeszcze większą rozkosz. Wiedział, że po dzisiejszym wieczorze szatyn będzie na jej każde, nawet niemożliwe skinienie. Czuła się cudownie.  
    Sławek podjechał na czas. Tylko spojrzał na Majkę. I odczuł. Z jej oczu bił blask. Całe ciało emanowała jakąś niewidzialną aurą.  
— Cześć. Wygladasz świetnie — rzekł.  
— Świetnie? Wyglądam Bosko i zmysłowo. Nie oszukasz mnie jak Eugeni. Cały płoniesz na mój widok, przyznaj!
— Tak, to prawda. Ja...
— Nie mów za dużo, mam gdzieś twoje wyznania. Nauczyłam cię czegoś i mam nadzieje, że mnie nie zawiedziesz. Matki nie będzie do wieczora. Jedziemy do mnie.
Wsiadła nie patrząc na jego nieprzytomne z podniecenia oczy. Oznajmiła Karo, że ma po nią przyjechać o dziesiątej. Popatrzyła na jej zdjęcie.
— Tylko dla ciebie będe czuła — szepnęła
— Dziekuję — odrzekł Sławek.
Odrzuciła swoje ciężkie czekoladowe pukle i zaczęła się szaleńczo śmiać. Sławek bał się tej osoby, a jednocześnie wchodził głebiej w jej otchłań. Wiedział, że spełni każdy jej rozkaz, choćby kazała mu skoczyć w ogień. Majka śmiała się oczywiście z tego, że on sądził, że jej ostatnie zdanie dotyczyło jego.
Dojechali i wysiedli.  
— Nie bój się. Dzisiaj cię nie zabiję — szepnęła.
    Weszli do domu. Popatrzyła na niego swoimi cudownymi oczami, wtuliła się w jego atletyczny tors i przywarła ustami do jego warg. Pocałowała go delikatnie. Oderwała usta i spojrzała tak, że reszta rozsądku wyparowała z niego w sekundę. Ujęła jego twarz w dłonie i ugryzła jego wargę. Czuł ból, ale miał w tym rozkosz. Myślał, że będzie tak jak ostatnio albo i lepiej. Chciał ją zatrzymać w swoich ramionach, ale wysunęła się lekko.  
— Myślałam, że jesteś bardziej romantyczny. Nie powiesz mi, że chcesz ode mnie tylko jednego.
— Przecież...
— Co przecież? Trafiło ci się ostatnio jak na loterii, sądzisz że jestem tu z tobą tylko po to?
Poczuł się dziwnie. Dotarła do jego głębi. Czy był aż tak prymitywny? Od tamtej chciał uczucia, a od tej tylko ciała?
— Dostaniesz swój kąsek, ale musisz zapracować. Pokaż mi, że jesteś mnie wart. Że jesteś lepszy niż mój były mężczyzna — dodała miękko z tym samym błyskiem cudownych, szmaragdowych oczu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 3046 słów i 17209 znaków, zaktualizował 6 lis 2018.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    Chcę, żeby Sławek był tylko z Eugenią! Proszę! Sam jej wyznał na początku, że jest piękna, mimo że mówili na nią "Deska", "Płaska". Hmmm... Karo i Majka? No, proszę, proszę...  ;) Oj, Elvis, Karo i Majka intrygują... Oby tego spotkania nie było, albo nic złego z tego nie wyszło!  Szkoda mi Gieni, nie wie co knują za jej plecami...  :sad: Oby nie stała jej się krzywda. Cieszę się, że Monika ma rodzinę  :yahoo: Oj, Sławek, Sławek... Coś ci ostatnio wspomniałam o Majce, czy nie? Lepiej sobie przypomnij!  :nerw: Wspaniała część, Alex! Łapeczka w górę  :bravo: