Rzeźnia i mandragora

Rzeźnia i mandragora"Królestwo moje nie jest z tego świata" – powiedział Pan Jezus Piłatowi. Jan 18,36.



Wygięte w łuki okna rzucały cienie przypominające pentagramy na jasnej ścianie. Znaki coraz częściej miały znaczenie w jego umyśle. Przenosił to wszystko na kartki, na kartki wykradzione z biblioteki. Rysował, nie pisał, tylko rysował, tuszem przelewał wszystkie żądze i upokorzenia na papier.  
Przyglądał się niebieskim żyłom na zewnętrznej stronie dłoni. Wiedział, że w ciągu życia człowieka palce u prawej i lewej dłoni zaciskają się i rozchylają po dwadzieścia dwa miliony razy. Rozwinął kartkę i jeszcze raz przeczytał... dziś wyświęcimy cię na iluminata...
Przez okno dojrzał uliczną latarnię i pomyślał o matce... godzina dwudziesta pierwsza. Stara rzeźnia.

Opuszczona ubojnia była doskonałym miejscem do tego przedsięwzięcia. Trzy pomieszczenia po sufit wyłożone zielonymi kafelkami. Stała pusta, wciąż były tam trzy pniaki do rąbania mięsa, trzy pniaki nasączone krwią życia. W podłodze zimne rynny do odpływu krwi. Okna zamazane kurzem czasu nie przepuszczały niczyjego wzroku.
Przyszedł przed czasem, nikogo jeszcze nie było. Ciężkie drzwi z trudem otworzył, zardzewiałe zawiasy stawiały opór.
W półmroku jego sylwetka rzucała olbrzymi cień na posadzkę, łamiąc w pół ciało, przechodziła do pionu.
... Ojcze Nasz...
Zdjął z siebie ubranie, położył się na podłodze i rozłożył ramiona. Był jak krzyż, na którym ukrzyżowano jego grzechy. Czuł jak chłód kamiennej posadzki, zajmuje jego ciało, przenika kości. Zamknął oczy.
... wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych...
Powiew wiatru przerwał modlitwę. Pewnie przyszli – pomyślał.
... i przebacz nam nasze winy...
Tak, moja wina zostanie mi odpuszczona. Amen.

***
Siedziała przy oknie i patrzyła w dal. W jej wnętrzu rozgrywała się walka ze sobą. Toczyła rozmowy bez końca porozumienia. Wiedziała, że jej jedenastoletni mały chłopiec gdzieś tam, daleko od domu tęskni. Internat o zaostrzonym rygorze to pomysł jego ojca. Osobny świat, ciaśniejszy i intensywniejszy, bezwzględny. Grupa młodych chłopców, pozerów i intelektualistów, zwycięzców i przegranych. I takich niepozornych jak jej chłopiec. Tam nikt sam nie decydował o przynależeniu do grupy. To inni przesądzali, w którym miejscu masz stać. Wyrok był niepodważalny i ostateczny.
Przymknęła oczy. W ciemności widziała twarz syna oddalającą się równocześnie z obrotami kół odjeżdżającego samochodu. Powoli stawała się coraz mniejsza, aż w końcu zniknęła wśród cieni alei.
Miał jedenaście lat i wiedziała, że wszystko spadło na niego za szybko.
— Mamo — usłyszała.
Uniosła powieki i w ciszy wyszła z domu. Jedyna taksówka na postoju wiozła ją w zapadający mrok odchodzącego dnia.
Topolowa aleja prowadziła do byłego klasztoru. Obecnie przystosowanego na cele internatu dla chłopców.
W ciemności ukrywała łzy. Nagle ujrzała migające światełko w starej opuszczonej rzeźni.
— Proszę się zatrzymać — krzyknęła.

***
Ustawili świece, ich blask odbijał się w matowych szybach. Nie widział twarzy wyłaniających się z mroku. Nagi pośród czarnych habitów wyglądał jak ukrzyżowany Chrystus na drzewie życia.
Surowe pokutne stroje z szorstkiego koziego włosia, cilicja* powodowała strach... tchórzostwo. Musiał sam założyć pętlę na szyję. Ręce zawiązano mu do tyłu, a na piersiach narysowali czerwoną farbą pentagram, magiczny symbol odstraszający zło i siły nieczyste. Lina oplatająca jego szyję była zaciągnięta przez hak w suficie i nawinięta na metalowy kołowrót. Rozpoczęły się egzorcyzmy. Przebrzmiewały zaklęcia pod łacińskimi nazwami, których nikt nie rozumiał. Tak bardzo chciał być oczyszczony. Zaczęto go bić sznurem konopnym, przy mocniejszym uderzeniu stracił równowagę. Lina zacisnęła szyję. Brakowało powietrza i nogi zawisły nad posadzką, ciało rzucało się jak śliska ryba złapana na przynętę. I wtedy poczuł erekcję. Wiedział, że to znak i się cieszył, że z jego nasienia wyrośnie mandragora**. Jednak pętla coraz mocniej zaciskała węzeł, a on się dusił. Chłopcy w kapturach nie wiedzieli nic o ludzkim ciele, nie wiedzieli, że umiera. Byli zafascynowani sytuacją i przekonani, że to uderzenia powodują jego podniecenie.
Jak zabite zwierzę wisiał na haku, nie czuł bólu, tylko oczyszczenie.

***
Biegła w stronę bramy potykając się o wystające kamienne wyboje. Biegła do swojego małego chłopca. Kiedy stanęła w drzwiach rzeźni, zobaczyła nagiego syna z twarzą niebieskosiną i zaciśniętą pętlą – krzyczała – jego penis był w stanie erekcji – biegnąc w jego stronę, zahaczyła obcasem o występ progu. Upadła uderzając o betonową jego krawędź. Złamała kark, zgon nastąpił natychmiast.
Chłopiec trzymający łańcuch kołowrotka, kiedy usłyszał krzyk, puścił ogniwo i nagie ciało upadło na podłogę. Uciekli wszyscy.
Powoli łapał powietrze, kiedy otworzył oczy, zobaczył matkę leżącą przy wejściu. Z otwartej torebki rozlegał się dźwięk telefonu La Paloma – melodia przypisana do kontaktu ojca.
— Mamo! — rozległ się chrapliwy głos.

***
Po dwóch dekadach od tamtego zdarzenia jechał topolową aleją. Po rysunki, po swoje niedokończone szkice, po swoje niedokończone życie. Ukryte skrzętnie  na strychu internatu. Czy jeszcze tam są? Zadawał sobie pytanie w myślach. Nie mijał już rzeźni po lewej, została wyburzona. Zamyślony, spokojnie zatapiał się w myślach.
Nagle na drodze jak spod ziemi wyłonił się czarny sznaucer olbrzym. Zahamował ostro. Auto stanęło w poprzek żwirowej nawierzchni, zazgrzytały pod kołami drobne kamyki. Poczuł ból w skroniach i znaki znowu pojawiły się w jego umyśle. Mówiły, że takie psy pojawiają się tam gdzie mandragora zakwita. To one znajdują i wykopują z ziemi alraunę. Wierzył, że ta roślina wydaje z siebie krzyk przy wyrywaniu, krzyk który zabija. To ten zaklęty krzyk sprzed dwudziestu lat, to on zasiał ten krzyk swoim nasieniem. Odszuka mandragorę, odszuka sprawców i odnajdzie wewnętrzny spokój.  





Za Wikipedią:
* cilicja oznacza rodzaj tkaniny lub tunikę wykonaną z szorstkiej wełny koziej,
wielbłądziej lub z włókna konopnego.
**Mandragora inaczej Alrauna jest toksyczną leczniczą i rytualną rośliną. Od czasów starożytnych jako magiczna formuła ma zastosowanie, zwłaszcza ze względu na szczególną postać, która może przypominać ludzką formę.
Według legend, aby posiadać i używać Alrauna, w każdym razie potrzebny był sojusz z diabłem.

359 czyt.
100%64
kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1154 słów i 6809 znaków, zaktualizowała 26 paź o 9:14.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 28 paź 5:15

    W sam raz na Halloween.   Dzieki, ze wzielas pod uwage moja sugestie by napisac cos wesolego. Ale i tak lubie to co piszesz. Kunszt i super . Moze to wesole opowiadanko dostane na gwiazdke...

  • agnes1709

    agnes1709 · 26 paź 13:41

    No proszę Pani, to Pani pozamiatała

  • Duygu

    Duygu · 26 paź 9:14

    Witaj
    Bardzo ciekawy tekst, jeden z bardziej intrygujących, jakie czytałam. Super Ci to wyszło. Wszystkie emocje idealnie uderzyły w punkt mojej duszy i serca. Niespodziewane wydarzenia, opisy...    
    Miłego dnia

  • AnonimS

    AnonimS · 26 paź 9:12

    Bardzo ciekawe opowiadanie. Legenda o.mandragorze w nowym opracowaniu. Pozdrawiam