Pęknięty diament - Rozdział 12

Caterina

– Co to jest? – wyszeptałam, jakbym pierwszy raz w życiu widziała komórkę. Choć, oczywiście, nie o komórkę mi chodziło. Spojrzałam na Amandę, choć ledwo ją widziałam przez łzy, które nagle napłynęły mi do oczu. – Skąd to masz?
– Widziałam ich przez szybę i pomyślałam, że…
– Że co? Że zrobienie im zdjęcia i pokazanie mi tego będzie świetnym pomysłem? Śledzisz go? Łazisz za nim i szukasz dowodów na swoje słowa? – Mój ból przerodził się we wściekłość.  
– To był czysty przypadek, Cat. – Amanda spojrzała na mnie chłodno, ale i z pewną litością, pomieszaną z pogardą. – Ale dzięki temu już wiesz, że nie powinnaś mu ufać. Od początku miałam rację, mówiąc, że popełniasz błąd.
Serce waliło mi niczym młot. Wciąż miałam to zdjęcie przed oczami. Adrenalina rozchodziła się po moim ciele i jedyne, czego teraz chciałam, to uspokoić jakoś ten chaos w mojej głowie.  
Widziałam, że Amanda próbowała coś jeszcze powiedzieć, ale już jej nie słuchałam. Zaczynałam z powrotem myśleć trzeźwo i wiedziałam, że potrzebowałam tego zdjęcia. Zanim zdążyła zaprotestować, przesłałam je na swój telefon, po czym odrzuciłam jej komórkę.
– Wynoś się – wykrztusiłam. – I to już.
Posłuchała mnie. Po chwili drzwi trzasnęły, a ja na chwiejnych nogach podeszłam do kanapy i opadłam na nią, biorąc do ręki komórkę. Znowu zobaczyłam to zdjęcie. Próbowałam się uspokoić – przecież to jeszcze nic nie znaczyło. Prawda? Matt był zdecydowanie za blisko Prue, pochylał się ku niej w sposób, który stanowczo zakłócał jej przestrzeń osobistą. Przecież oni nawet się nie znali. Dlaczego zachowywali się w ten sposób?  
Na pewno istniało na to jakieś sensowne wyjaśnienie. Nie mogłam go wymyślić, ale musiało istnieć.
Zapomniałam o frytkach, o sałatce, o steku, który leżał porzucony na talerzu. Siedziałam w tej samej pozycji, aż usłyszałam, że drzwi znowu się otwierają. Tym razem był to Matt. Podniosłam na niego milczący wzrok.
– Cześć, kochanie – uśmiechnął się, podchodząc do mnie. – Coś się stało?
– Nic – odparłam, nagle spokojna. – Jak minął ci dzień? Jak tam przymiarki garnituru?
– Dobrze. Nawet bardzo dobrze. Spóźniłem się na te przymiarki, ale szybko wybrałem garnitur i z głowy. Dasz wiarę, że koleś chciał mi wcisnąć błyszczące badziewie?  
– Coś podobnego. – Mój głos był jak nie mój, zimny i wysoki, czego Matt zdawał się nie zauważać. Podniosłam się z kanapy i wyminęłam go bez słowa. – A czemu było tak bardzo dobrze? Prue wywalczyła dla ciebie jakiś garnitur, jak dla mnie sukienkę?
– Nie, czemu? Na pewno wszystko w porządku, Cat?
– W jak najlepszym. – Uśmiechnęłam się, usiłując wyglądać normalnie. – A co sądzisz o Prue? Dogadaliście się?
Matt zmarszczył brwi, ale po chwili wzruszył ramionami.  
– A co mam sądzić? Normalna dziewczyna. Przynajmniej zmusiła tego pizdusia do przyniesienia normalnych rzeczy.  
– Normalna? Czyli nie polubiliście się?
– O co ci chodzi?
– Mi? O nic, naprawdę – wysyczałam. Dłużej nie byłam już w stanie udawać. Nie mogłam znieść widoku Matta, który jak zwykle chciał być niewinny i czarujący. Buzowała we mnie wściekłość, której nie mogłam opanować. Gwałtownie położyłam komórkę na blacie i popchnęłam w jego stronę. – Może raczysz łaskawie wyjaśnić mi, co to, do cholery, miało być?
Matt wziął do ręki telefon i przez chwilę wpatrywał się w zdjęcie. Jego mina niczego nie zdradzała.  
– Co to jest? – zapytał, przenosząc wzrok na mnie.  
– To... – wycedziłam powoli. – To jest obraz tego, jak flirtujesz z naszą organizatorką ślubu. Naszego ślubu, Matt! – Gruchnęłam pięścią w blat, aż zabolało.  
– Flirtuję? Przecież na tym zdjęciu nic nie widać! Jest niewyraźne, w dodatku zrobione przez brudną szybę i równie dobrze może to być ktokolwiek inny, ale tak, to jestem ja. – Odłożył telefon z powrotem na blat. – I serio, Cat, jedyne, co ci przychodzi do głowy patrząc na to głupie zdjęcie, to flirt? – Matt nakręcał się coraz bardziej. – Może gdybyś po prostu zapytała, zamiast oskarżać, to bym ci powiedział, że Prue wypatrzyła jakąś skazę na marynarce, a było ją widać tylko z bliska i chyba logiczne jest to, że pochylałem głowę, bo jak to inaczej miałem zobaczyć? Dobrze, że to zauważyła dzisiaj, a nie my w dniu ślubu. Już raz miałem taką sytuację, kupiłem marynarkę, ale nie obejrzałem jej zbyt dokładnie i Mel dopiero zauważyła, że było z nią coś nie tak, tyle że wtedy było już za późno. A teraz może mi powiesz, skąd masz to pieprzone zdjęcie?  
Był zły, ale starał się hamować. Patrzył na mnie wyczekująco, wiedząc, że odpowiedź mu się nie spodoba.
– Jakoś nie widzę, żebyś się gapił na marynarkę, za to gapisz się na Prue – syknęłam, nieco przytłoczona jego odpowiedzią, ale nie zamierzałam się poddać.  
– Żartujesz sobie? Miałem się gapić w sufit i z nią rozmawiać?  
– Można z kimś rozmawiać bez przybliżania się do drugiej osoby tak, jakbyś miał ją pocałować!
– Czy ty siebie słyszysz? Nic takiego nie miało miejsca! Skąd ci przyszło do głowy, że w ogóle miałbym chcieć ją pocałować?!
Wzięłam głęboki oddech, próbując się opanować.
– A czy ty siebie nie widzisz na tym zdjęciu? Nikt normalny tak się nie zachowuje wobec swojego klienta. Ani wobec pomocy przy organizacji ślubu. Wyobraź sobie, że ja jakoś potrafiłam wybrać sukienkę bez klejenia się do Prue – wysyczałam, czując, że na nowo wzbiera we mnie wściekłość. – Na mojej sukience nie szukała żadnych plam, czy skaz. Może to był pretekst, by się do ciebie zbliżyć.
– Na litość boską, Cat! Co w ciebie wstąpiło? To nie jest żaden dowód, tylko rozmazane gówno! Ale skoro jesteś taka przekonana do swojej wersji, to może sama je zrobiłaś? Śledzisz mnie?
Przez jakąś sekundę rozważałam powiedzenie mu, że tak, to ja zrobiłam to zdjęcie – bo wiedziałam, że na wzmiankę o Amandzie Matt wścieknie się jeszcze bardziej. Ale z drugiej strony – jak mógł pomyśleć, że go śledziłam? Jak jakaś nienormalna psychofanka?
– Chyba mnie wcale nie znasz – wycedziłam. – Myślałam, że skoro się ze mną zaręczyłeś, to wiesz, że nawet, gdybym zrobiła coś tak idiotycznego, to nie robiłabym zdjęć z przyczajenia, tylko po prostu tam weszła i się z tobą skonfrontowała. To po pierwsze. A po drugie… – Wściekłość zastąpiła nagle irytacja. – Człowieku, czy ty naprawdę myślisz, że cały świat się kręci wokół ciebie? Że mając na głowie zajęcia taneczne i kurs makijażu, ja poświęcałabym czas na szukanie ciebie po całym mieście i patrzenie, co robisz? Nie jesteś pępkiem świata, Matt – dorzuciłam ironicznie. – Chciałam ci dziś zrobić kolację. Tego pieprzonego steka, o którego się tak upominałeś. A później przyszła Amanda i pokazała mi to zdjęcie. – Wyprostowałam się, gotowa na cios.
– Amanda?! – warknął. – Ta dwulicowa dziwka za tym stoi? Mogłem się domyślić. Myślałem, że zerwałaś z nią kontakt po jej ostatniej akcji. Myślałem, że mi, do cholery, ufasz! I może masz rację, ale jeśli ja nie znam ciebie, to ty nie znasz mnie.
Zabolało. I to mocno. Ale starałam się nie dać tego po sobie poznać.
– Uwierzyłam ci, że się do niej nie dobierałeś. Gdy tu przyszła, powiedziałam, że od razu może sobie iść. Nie chciałam z nią rozmawiać, nie chciałam jej słuchać, ale wtedy pokazała mi to zdjęcie, ze słowami, że to jest dowód na to, co wcześniej mówiła. Bezpodstawne oskarżenia to jedno, ale zdjęcie? – Machnęłam ręką w stronę swojej komórki. – Dziwisz mi się, że tak reaguję?
– To rozmazane, zrobione w pośpiechu przez brudną szybę zdjęcie jest dla ciebie dowodem nie do podważenia?  
– Gdyby było nie do podważenia, tego pierścionka… – Uniosłam rękę do góry. – Już by tu nie było. Zapytałam cię, bo chcę wiedzieć, co tam się stało. Chcę wiedzieć, że mnie nie okłamujesz. – Przy ostatnich słowach głos zaczął mi drżeć.
Przez moment zobaczyłam ból w jego oczach, ale potem zastąpiła go wściekłość.
– Zapytałaś? – prychnął. – Rzuciłaś we mnie oskarżeniami! Ale skoro wiesz lepiej, co się tam stało, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. – Ruszył do sypialni, a po chwili wrócił przebrany w jeansy i bluzę. – Jeśli chciałbym się do niej kleić, to na pewno nie robiłbym tego w jakimś głupim sklepie, żeby ktoś mógł nas zobaczyć. – Wyjął telefon z kieszeni i wybrał czyjś numer. – Jake? Za piętnaście minut na torze – rzucił, po czym się rozłączył. – Schowaj ten stek do lodówki, bo straciłem apetyt.
– Jeśli o mnie chodzi, mogę go nawet wyrzucić do kosza – powiedziałam, obrzucając go wściekłym wzrokiem. – Dzięki za tę informację. Rozumiem, że następnym razem będziecie się już kleić w bardziej prywatnym miejscu. – Teraz ja ruszyłam w stronę sypialni, chcąc jak najszybciej zostać sama. Po chwili obróciłam się jeszcze w stronę Matta i rzuciłam oschle: – Nie musisz się spieszyć z powrotem.
– Nie martw się, nie zamierzam. Mam nadzieję, że do tego czasu przemyślisz swoje irracjonalne zachowanie – odpowiedział i wyszedł.
Dawno nie buzowały we mnie takie emocje. W pierwszym odruchu chciałam rzucić się na łóżko i zalać łzami, ale zamiast tego postanowiłam wziąć parę głębokich oddechów i się uspokoić. Parę słonych kropli potoczyło mi się po policzkach, ale otarłam je. Chwilę posiedziałam przy oknie, po czym poszłam do kuchni wyłączyć piekarnik i schować jedzenie do lodówki. Na pewno nie zamierzałam teraz przyrządzać żadnej kolacji. Zamiast tego zrobiłam sobie herbatę i poszłam z kubkiem na balkon, by spokojnie się nad tym wszystkim zastanowić.
Przesadziłam? Nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Nie potrafiłam racjonalnie tego ocenić. Być może zareagowałam zbyt gwałtownie, ale Matta też od razu poniosły emocje i zamiast się uspokoić, wzajemnie na siebie krzyczeliśmy. Jeśli faktycznie chodziło o jakąś plamkę na ubraniu, zdecydowanie nie powinnam była się tak wściekać. Ale…
W końcu dopuściłam do głosu myśl, która nie dawała mi spokoju – czy na pewno chodziło o jakąś skazę na garniturze? Sama nie wiedziałam, czy w to wierzyć. Nie wiedziałam, po co Matt miałby mnie okłamywać, ale czułam, że nie powiedział mi prawdy, a na pewno nie całej. Westchnęłam ciężko. Kiedyś łatwiej było nam się pokłócić, pogodzić, rozstać. Tym razem było inaczej. W grę wchodziło małżeństwo.
A skoro tak, chyba powinnam bezgranicznie zaufać mojemu przyszłemu mężowi i uciszyć te głosy w mojej głowie.  



Prue

Leżałam w wannie z przymkniętymi oczami. Phoebe siedziała na koszu na pranie i gapiła się w telefon. Gdybym nie miała w ustach piany, pewnie kazałabym jej stąd wyjść. Potrzebowałam spokoju.
– Dobra, czekałam dwadzieścia minut, a ty wciąż milczysz – jęknęła przyjaciółka, odkładając telefon. – Jak było na przymierzaniu garniaka z Mattem?
Otworzyłam oczy.  
– Wszystko wybrane.  
– I tyle? Nic się nie wydarzyło? – zapytała podejrzliwie. – Kto was obsługiwał?
– Patrick, ale zanim coś powiesz, lepiej skończ. Nigdy się z nim nie umówię. A na temat Matta nie mam zamiaru rozmawiać.  
– Czyli coś się wydarzyło!
– Nie!
Phoebe usiadła na brzegu wanny i uśmiechnęła się, całkowicie rozbawiona.
– Flirtował z tobą? – spytała z nadzieją.
– Oszalałaś?! Zgrywał się tylko, żeby wkurzyć Patricka.  
– Czyli flirtował!
– Nie! Głupio gadał, tylko tyle.  
– Czyli co mówił?
Wywróciłam oczami.  
– Chcę się zrelaksować. Mogłabyś już sobie pójść?
Przyjaciółka pokręciła głową.  
– Pójdę, jeśli powiesz.  
– Niech ci będzie – jęknęłam i westchnęłam ciężko. – Gadał coś o tym, czemu nie zemdlałam na jego widok, gdy miał na sobie ślubny garnitur. A jak przez przypadek go dotknęłam, to zrobił aluzję, że jest tak gorący, że aż parzy. Ale to było tylko głupie gadanie.... Chyba ma właśnie takie dziwne poczucie humoru.  
– I?
– I co?
– No i co było dalej? – drążyła Phoebe. – Mogłabyś być ciut bardziej wylewna?
Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem. Dlaczego szukała drugiego dna tam, gdzie go nie było?  
– Zwróciłam mu uwagę, bo Patrick strasznie się pieklił. I zrobiłam to całkowicie niepotrzebnie, bo postanowił mi pokazać, w jaki sposób flirtuje. – Westchnęłam zażenowana, zanurzając się głębiej. Woda na chwilę zakryła moje usta. Phoebe wciąż patrzyła na mnie wyczekująco, więc wróciłam do poprzedniej pozycji. – Co chcesz jeszcze wiedzieć?
– W jaki sposób to zrobił?!
– Zbliżył się, nachylił i… – Odgarnęłam mokre kosmyki z twarzy, odwracając wzrok. – No i powiedział, że ładnie pachnę.  
– O!
– Daj już temu spokój.  
– Czyli mu się podobasz!
Spojrzałam na nią z przyganą.
– Oszalałaś?! On się żeni za pół roku! Jest zakochany w swojej narzeczonej! A to wszystko było winą Patricka. Facet nie rozumie, czym jest słowo “nie”. Matt mógł odpuścić i skupić się na asortymencie sklepu, a nie na mnie.  
– A gdy ci mówiłam, że te rabaty od Patricka są dziwne, to mi nie wierzyłaś. Teraz masz za swoje.  
– Idź już stąd.
– Co sądzisz o Panu Młodym?  
– Jezu, daj żyć…
– Powiedz i znikam.  
Popatrzyłam na nią z politowaniem. Cokolwiek sądziłam, nie było ważne. Matt był poza moim zasięgiem. Nie musiałam się z tym nawet godzić.  
– Jest przystojny i tyle.  
– Zapomniałaś o słodkim uśmiechu!
– No dobra, ma też słodki uśmiech. Zadowolona?
– A jest coś jeszcze? Może coś was łączy?  
Seria niekończących się pytań, pozbawionych sensu. Nie szukałam partnera, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Chciałam skupić się na pracy, na tym, w czym jestem najlepsza.  
Przetarłam twarz dłońmi.  
– Mówi perfekcyjnie po japońsku.  
Phoebe parsknęła śmiechem.  
– O Boże! Już przepadłaś.  
– Idź stąd! – warknęłam.  
Uniosła dłonie w obronnym geście i posłusznie wycofała się w stronę drzwi.  
– Czekam na następną relację! – zawołała i wyszła.  
Odetchnęłam z ulgą i zanurzyłam się cała w wodzie. Nie miałam ochoty rozpamiętywać tego, co wydarzyło się w sklepie. To jeszcze nic nie znaczyło, absolutnie nic.  



Matthew

     Było już późno, a ja nadal siedziałem w samochodzie, dojadając hamburgera. Chłopaki już dawno pojechali do domów, zostawiając mnie samego na torze. Miałem wyrzuty sumienia, że okłamałem Cat, ale wiedziałem, że jeśli powiedziałbym prawdę, to rozpętałoby się piekło. Nie dałaby sobie wytłumaczyć, że się zgrywałem. Że to nic nie znaczyło. Patrick mnie zlewał od samego początku i powinienem był wyjść stamtąd niczego nie kupując. To ja byłem jego klientem, więc powinien koło mnie skakać, a nie skupiać całą swoją uwagę na Prue. Po części chciałem mu zagrać na nosie, a po części…  
     Od zawsze laski za mną latały, a ja lubiłem, gdy peszyły się w mojej obecności i nie byłbym sobą, gdybym tego nie wykorzystał. Nie flirtowałem z nią, po prostu byłem sobą, ale ona zinterpretowała to inaczej. Jak zwykle. Laski zawsze widzą to, co chcą widzieć. I gdyby Prue nie zwróciła mi uwagi, to może nie zrobiłbym nic. Ale zwróciła. Sama się o to prosiła. I to nie było tak, że musiałem się do tego jakoś specjalnie zmuszać, bo przecież brzydka nie była. Wręcz przeciwnie. W dodatku powiedziałem prawdę. Podobały mi się jej perfumy, ale Cat miała ładniejsze.  
     Ale może nie powinienem był tego robić. Nie powinienem kusić losu. Chciałem się tylko zabawić kosztem tego pizdusia. Przecież za pół roku się żenię. Nigdy bym na poważnie nie flirtował z nikim oprócz mojej przyszłej żony. I przecież, gdyby sytuacja była odwrotna, to zareagowałbym tak samo. Niepotrzebnie się tak uniosłem, ale zabolało mnie to, że mi nie ufała. I znowu nie wierzyła. Ta ruda franca tylko dolała oliwy do ognia.  
     Dokończyłem hamburgera, rzuciłem zmięty papier na fotel pasażera i odpaliłem silnik. Piętnaście minut później wchodziłem po cichu do mieszkania, bo Cat pewnie już spała. W sypialni rozebrałem się i położyłem do łóżka, przysuwając się do blondynki, by ją objąć.  
     – Śpisz? – zapytałem cicho, gdy lekko poruszyła się w moich ramionach.
     – Nie – szepnęła, ale nie odwróciła się w moją stronę.
     – Przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłem. Miałaś prawo tak zareagować, bo to wyglądało, tak jak wyglądało, ale naprawdę do niczego nie doszło.  
     Westchnęła cicho i obróciła się przodem do mnie.
     – Naprawdę chodziło tylko o plamę? – zapytała cicho.
     – Naprawdę. – Pogładziłem ją wierzchem dłoni po policzku. – Kocham cię, chcę, żebyś była moją żoną, więc dlaczego miałbym flirtować z innymi? Wszystko, czego pragnę, mam tutaj, w moich ramionach.
     Przysunęła się do mnie, tak blisko, że czułem jej ciepłe ciało. Wtuliła twarz w moją szyję.
     – Ja też cię kocham – szepnęła, po czym odsunęła się trochę, by spojrzeć mi w oczy, choć wokół nas panował mrok. – I też przepraszam. Pobieramy się. Powinnam ci ufać. Będę ci ufać, choćby nie wiem co. – Odszukała dłonią moją rękę i splotła nasze palce.
– W porządku. Pewnie zareagowałbym tak samo, gdyby sytuacja była odwrotna. – Pocałowałem ją w czoło. – Ale nie wyrzuciłaś tego steka?
Parsknęła śmiechem.
– Nie, jest w lodówce. – Pocałowała mnie mocno. – Jadłeś hamburgera?
– Byłem głodny – zaśmiałem się cicho. – Też chciałaś?
– Nie pogardziłabym.
– Jak chcesz, to możemy teraz podjechać.
– Jakoś przeżyję. Możemy zostać tutaj. – Wciąż się do mnie przytulała. – Tęskniłam za tobą.
– Ja za tobą też. – Objąłem ją mocniej i wkrótce zasnęliśmy, wtuleni w siebie.

321 czyt.
100%3
tresescritores

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3283 słów i 18353 znaków.

Dodaj komentarz