Pamięć cz 12 zakończenie

Karen patrzyła na modlącego się Harleya. W jej sercu odbywała się bitwa. Przecież to stało się z jej winy. Jednak nie czuła się winna. Bo już przeprosiła dwie osoby. I kiedy o tym myślała odczuła w duchu głos: A co odnośnie mnie?
Podskoczyła na krześle. To było tak realne. Mimo, że głos umilkł, czuła to nadal każdą komórką ciała.  
— Wybacz, nie znałam ani Ciebie, ani Twojego prawa. Wybacz moją ignorancję i grzech.
Scott popatrzył na nią.
— Do kogo mówisz, kochanie?
— Bóg... Bóg do mnie przemówił.  
Uśmiechnęła się do Scotta, stanęła obok kleczącego Harleya i wzniosła dłonie do góry. I zanim zdołała otworzyć usta poczuła słabość w nogach. Najpierw uklękła, a potem położyła się na podłodze.  
— Czy ja mam też się modlić? Nie jestem winny tego co się stało — powiedział Scott i skierował się do drzwi.  
Rzucił okiem na Karen, otworzył drzwi i wyszedł.  
  Dalia czuła rozkosz w duchu. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia były niczym przy ekstazie, którą teraz odczuwała.
— Panie, czytałam o Tobie. Nadal nie czuję, że zrobiłam coś złego. Mój umysł mi to mówi, ale nie czuje tego w środku. Chcę Cię poznać. Jeżeli trzeba, oddam swoje życie, byś przebaczył Karen. I Harley. On mówi, że to ja. A ja nic nie pamiętam. Co zrobiłam wcześniej. Daj mi odczuć jak człowiekowi. Nie chodzi mi o mnie. Chodzi mi o Karen, o Harleya. I o Scotta. Nie pozwól by odszedł w ciemność. To dobry człowiek. Czuje, że chodzi blisko domu i rozważa w swoim sercu. Pozwól mi wziąść karę za wszystko.  
Z jej oczu zaczęły cieknąć łzy.  
  Zarówno Karen jak i Harley słyszeli jej słowa. I obydwoje również zaczęli płakać. I w tym momencie usłyszeli cichy, ale wyraźny głos.  
— Ja oddałem moje życie za wielu takich jak wy. Jesteście czyści.  
Harley wstał, podobnie Karen. Dalia otarła łzy i się uśmiechnęła.  
— Wszystko pamiętam. Wszystko wiem. Uwolniliście mnie.  
Karen patrzyła na nią jak na coś cudownego.
— A co z nim?
— Zaraz wróci. Nic nie mówcie.
Rzeczywiście po niespełna minucie wrócił Scott.
— Wybaczcie mi. Powinienem do was dołączyć. Chodziłem i rozważałem to w swoim sercu. I kiedy tak chodziłem, usłyszałem głos. Najsłodzszy głos jaki mogłem usłyszeć: Dalia wyprosiła o ciebie. Harley prosił i Karen również. Wróć do nich i nie unoś się więcej w swoim sercu.  
Scott popatrzył na nich.
— Wybaczycie mi?
— Nie ma co wybaczać. To stało się specjalnie, byśmy wszyscy przyszli do Niego. On do nas też mówił.  
— Och, to dobrze. Czy Dalia już wszystko pamięta?
— Tak Scott. Czuję całym sercem. Pamiętam jak mówiłam do Harleya zanim dostałam ciało. Teraz i wy już wszystko wiecie.  
— Wszystko? — zapytała Karen.
— Tak, czy coś większego mogłabyś wiedzieć. Jesteśmy z Nim i nigdy nie zaznamy śmierci.
— Mogę cię przytulić, Dalio? — zapytał Harley.
— Tak.
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją.
— Zanim tu przyjechałem stały się dobre rzeczy w Chicago. U mamy i z mamą Niny. Cieszę się, że mi pomogłaś, szczególnie w stosunku do mamy Niny.
— Lindy?Ja jej nie pomagałam.
— Więc kto? Myślałem, że to ty. Wybaczyła mi, płakała...
— Pamiętasz jak rozmawialiśmy o Bogu? Powiedziałam ci, że większość co o nim wiesz, jest inna.
— Tak, teraz i ja to wiem. Zawsze myślałem, że to ktoś daleki, strasznie skomplikowany i bardzo wymagający.
— Ale teraz wiesz jak jest. Im bardziej umysł go próbuje zrozumieć, tym bardziej jest trudny. Im bardziej chcesz obejść jego prostą ścieżkę, tym bardziej twoja droga staje się zawiła. Pełna kamieni, cierni i mroku. Wielu ludzi musi dojść do takiego stanu, żeby tylko w Nim widzieć wyzwolenie. A On jest prosty, pełen wybaczenia i miłości. Teraz będziemy to objawiać, tym którzy tego pragną i ukrywać przed tymi, którzy nie chcą przyjąć jego miłości. Mogłeś mi nie uwierzyć, ale uwierzyłeś. Mogłeś zwątpić, ale wierzyłeś, że mnie znajdziesz. Twoja wiara i pokora, rozbudziła dobro w Karen. Wasze oddanie i modlitwa wyzwoliły mnie. Nasza miłość rozświetliła mrok Scotta.  
Chłopak Karen spojrzał na nią z miłością.
— Czy mogę cię przytulć?
— Oczywiście, już dawno pogodziłeś się z tym dylematem, prawda?
Scott popatrzył na nią wnikliwie i nieco dłużej.
— Co masz na myśli?
— Wiesz.
— Czy ty... pamiętasz, wiedziałaś, czy dopiero teraz to wiesz?
— Wszystko sobie przypomniałam. Nawet to czego nie wiedziałam wcześniej.
    Scott zrozumiał, że Dalia wie o jego wcześniejszym odczuciu w stosunku do jej ciała. Teraz był całkowicie wolny od odczuć fizycznych i dlatego mogła go przytulić. Tylko ona wiedziała dlaczego ludzie się tulą. Jest to tak naturalne, a jednak nie wszyscy powinni tulić wszystkich. Bo tylko niewiele dusz widzi to, co dla większości jest niewidzialne. A przecież to, co jest niewidoczne dla oczu jest najważniejsze. Bo ciało odwzorowuje ducha, a nie odwrotnie.
— Co teraz? — zapytała Karen — Dalia wie wszystko, ale nadal nie ma dokumentów. Jak to zrobimy, żeby jej nikt nie ukrzywdził?  
— Wiecie, że nie możemy zrobić niczego w sposób nieuczciwy — powiedziała brunetka.
— Przecież nie powiesz im, że jesteś duszą i że zbudowałaś sobie ciało. Wówczas będą murowane kłopoty.
— Ten system działa w swoich określonych granicach. Możemy postępować uczciwie i obejść pewne kruczki prawne.
— Ależ Dalio, wystarczy że zrobią ci zwykłe badanie i dostrzegą, że nie masz pępka! — powiedziała zaniepokojona Karen.
— Nie koniecznie. Pamiętasz, że ani ty ani Mike tego nie dostrzegliście? Czasami ludzkie zmysły nam kłamią, bo realność nie jest zaakceptowana przez umysł. Można czegoś nie widzieć, co istnieje. Czasami widzimy coś co nie istnieje. Zgłosicie mnie na policję. Powiem, że nie wiem jak mam na nazwisko. I zaczniemy próbę.  
   Harley patrzył na nie i czuł spokój. Dalia wiedziała, że tylko ona i on nie obawiają się. Lecz również tylko oni wiedzieli, że to ulegnie zmianie. Bo w końcu  i u Karen i Scotta skończą się wątpliwości.
— Zanim zaczniemy, pragnę zobaczyć dzieci, którymi się opiekujesz. Możemy?
— Tak, kochanie. Jutro zobaczysz dzieci.  
Karen patrzyła z miłością na brunetkę.
— Wiesz wszystko co człowiek wiedzieć może. Nie czujesz dzieci?
— Tak. Ale moge to kontrolować. Chcę doświadczyć, jak wszyscy. Być może będę wykorzystywać mój dar kiedy będzie potrzeba. Nie jestem w niczym lepsza niż wy.
Karen uśmiechnęła się.
— Tak tylko mówisz. Jesteś od nas doskonalsza. Pochodzisz bezpośrednio od Boga. My urodziliśmy się z rodziców.
Teraz Dalia popatrzyła na nią z jasnością w oczach.
— I ty przed chwilą narodziłaś się z Boga. Nie czujesz?
— Tak — odrzekła wzruszona Karen — nigdy nie myślałam, że to tak jest. Jestem inna, a jednocześnie taka sama. Jak to możliwe?
— Wiesz i to. Wiesz tak samo jak ja. To proste, prawda?
— Tak. Pokora obejmuje mnie jak czuły kochanek. Nie myślałam, że to tak jest. Będziemy działać. Bez strachu. Żyjemy. Jestem pewna, że Harley i Scott się tak samo czują.
Pokiwali głowami na znak zgody.
— Jutro pojedę z Dalią do pracy.
— Mogę pojechać z wami? Udało mi się dostać pracę. Zaczynam od poniedziałku, więc mam jutro wolne.
— Dobrze, Harley. Będziesz blisko Dalii.  
On spojrzał na nią.
— To nie tak jak myślisz. Mam nadal w sercu Ninę. Traktuję Dalię inaczej.
— I ja to wiem. Ciało ma swoje prawa. Ale masz wybór.  
— Myślę, że coś zjemy. Będę robiła obiad. Kto pomaga?
— Ja — odrzekła Dalia.
— Mam mały problem z samochodem, może będziesz mógł mi pomóc, Harley?
— Jasne. Dziewczyny się zajmą jedzeniem, a my pójdziemy zobaczyć twój wóz.
Po minucie wyszli.
— Wygląda, że się zaprzyjaźnią — stwierdziła Karen.
— Już to się stało. Co masz zamiar zrobić do jedzenia?
— Nie wiem, coś dobrego — uśmiechnęła się Karen.  
  
Mężczyźni stali przy otwartej masce.
— To dziwne, tylko jedna świeca? — zapytał Scott.
— Tak, faktycznie dziwne. Może mechanik się nie przyłożył. Ja kiedy skończę, zawsze sprawdzam.  
Scott popatrzył na Harleya.
— Jesteś wybrańcam. Dalia jest niesamowita. Współczuje ci straty. Mam nadzieję, że po jakimś czasie to minie.  
— Dziwne, prawda? Czym zasłużyłem sobie, że dusza tak postąpiła i co skłoniło Boga, że się zgodził?
Scott uśmiechnął się tajemniczo.
— To chyba wiem. Dzięki temu ty, ja i Karen uwierzyliśmy. Pewnie dusza wiedziała to wcześniej. Inaczej nie ryzykowałaby swojego pewnego miejsca w raju.
   Kiedy Scott i Harley wrócili na górę, pierwsze co zobaczył Scott to piękne oczy Dalii patrzące na niego.
— Nie. Tego jednego nie wiedziałam.  
Scott jeszcze raz poczuł się dziwnie. I w tym momencie poczuł, co naprawdę uczyniła wtedy dusza.

                        *
Nastepnego dnia Dalia zobaczyła dzieci. Była wzruszona. Poczuła pierwszy raz pragnienie by dać życie. Ale przecież wiedziała, że to decyzja Harleya. Czy pokocha ją jak partnerkę na życie? Nie chciała robić nic co wykraczałoby poza zwykłe ludzkie postępowanie. Nie chciała wykorzystywać swojej wiedzy. Prawdziwą mocą jest nie używać mocy.  
Zgłosili się do placówki rządowej. Zrobiono jej badania krwi i inne. Nikt nie kazał jej się rozbierać. Sprawa dotarła do sądu stanowego. Starszy sędzia Robert Mc Grey nie zamierzał utrudniać.
— Nie sądzę, że jesteś terrorystką lub szpiegiem. Jednak musisz mieć nazwisko i inne dokumenty. Kim jest dla ciebie ten mężczyzna? — wskazał na Harleya
— Jest powodem dla którego istnieję. Kocham go bardziej niż swoje życie.
Robert uśmiechnął się.
— Drogi chłopcze, jesteś szczęściarzem. Dasz jej swoje nazwisko?
Harley poczuł coś w sercu.  
— Tak, pragnę by była moją żoną.
— No to już mamy wszystko. Nikt nie będzie miał żadnych zastrzeżeń. Dalia Hendrix. Urodzona 1 stycznia 1994 roku. Portland, stan Oregon. Imiona rodziców Robert i Wirginia Mc Grey. Zawsze chcieliśmy mieć dziecko. Data adopcji 17 sierpień 2018. W ciągu dwóch tygodni otrzymasz prawo jazdy. Kartę obywatela dostaniesz trochę później. Jak będziesz potrzebować poręczenia odnośnie konta i karty kredytowej, tu jest moja wizytówka. Miłego dnia.
Harley był mocno zaskoczony, natomiast na twrzy Dalii panował spokój.
— Mogę zadać pytanie, panie sędzio?
— Pytaj śmiało, chłopcze.
— Dlaczego pan to robi, po usłyszeniu prawdziwej histori z ust Dalii?
Stary człowiek spojrzał na niego i na Dalię.
— Widzisz, Bóg działa. Miałem sen. W śnie widziałem ciebie i Dalię. To było kilka miesiące temu. Potem wpadło mi w ręce pozwolenie na rozsypanie prochów nad wodami Oregon. Widzisz! Podjąłem decyzję w moim sercu, że pomogę wam. Dwa dni potem u mojej żony zniknął guz na jajniku. Mam mówić dalej?  
— Nie. To mi wystarczy.
— To znikajcie.
Dalia podeszła do Roberta. Nachyliła się i pocałowała go w czoło.
— To były dwa guzy, ojcze.
Mc Grey popatrzył na jej piękną buzię.
— Tak, to prawda. Skąd wiesz?
— Zostałam posłana by je rozpuścić Bożym światłem.
— A więc to ty! Wirginia sądziła, że to był anioł.
— Tak, on był ze mną. Dla pewności, żeby wszystko się odbyło doskonale. Możemy kiedyś wpaść na czereśniowy pie?
— Jasne. No zmykaj już. Za godzinę mam sprawę o morderstwo. Ronald...
— Nie jest winny. To zrobił ojczym. Ron nie jest święty, ale się poprawi. Zakrwawione rękawiczki sprawcy znajdziecie w jego stodole. Niech prokurator wspomni datę 13 październik 1981 rok. Mocks Crest w Overlock. Lenny Olney wszystko wyśpiewa.
— Skąd to wiesz?
— Wiem. Przysługa za przysługę. To będziemy w przyszły piątek. Możemy zabrać naszych serdecznych przyjaciół, Karen i Scotta?  
— Oczywiście.  
Dalia i Harley wyszli z jego gabinetu.
— Wszystko pamiętasz, Dalio?
— Tak. Kiedy zgodziłeś się bym została twoją żoną wszystko sobie przypomniałam. W domu sądziłam, że już wszystko wiem. Ale dopiero teraz odkryłam dokąd sięga moja pamięć. Mam do ciebie pytanie. Wiem, że nie wiesz. Ile dusz stworzył Bóg?
— Nie mam pojecia. Miliardy, tryliony?
— Nie. Tylko jedną.  
Harley poczuł się dobrze. W końcu miał obok siebie kogoś, kto wiedział wszystko.  
— Nie bardzo rozumiem. Jak to tylko jedną?
— Widzisz, to jest tak...

295 czyt.
100%1
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 2203 słów i 12559 znaków, zaktualizował 17 wrz 2018

Dodaj komentarz