Odium // Łukasz 6 stycznia 2009

- Marzenie?
- Tak. Marzenie jest w pewnym sensie celem, do którego dążymy. Ludzie… zwykle wybierają sobie bardzo trudne do zrealizowania marzenia, bo tylko myśl, że kiedyś mogą je spełnić trzyma ich przy życiu. Tylko co wtedy? Życzenie ma to do siebie, że gdy tylko zostanie wypowiedziane, zaczyna tykać czas, śpieszymy się, ale prawda jest taka, że wybieramy jak najdłuższe ścieżki, nie chcąc kończyć podróży. Czytałeś ,,Telemacha w jeansach”, prawda?
- Yhm - przytaknąłem.
- No, więc w tej książce, w tej całej historii nie chodziło o ojca, a jedyna puenta to taka, że liczy się droga, a nie cel. Każdy człowiek wbrew sobie ma to wpisane w swoją psychikę. Nikt przecież nie chce stracić sensu.
- A jeśli to się już stanie? Jeśli spełnisz marzenie, to co?  
- W pierwszej chwili pojawia się euforia, nierzadko płacz, ale potem… później nie ma nic, bo przecież nie masz już celu.  
- Jak zmierzyć marzenie?  
- W jakim sensie? Każdy ma inne priorytety, ale tu nie chodzi o to, że ktoś chciałby mieć dach nad głową a kto inny nowy samochód. W zasadzie zdaje mi się, że pierwsze życzenie było najważniejsze. Przykładowo jeśli jako jeszcze mały chłopiec chciałeś bardzo jakąś zabawkę i dostałeś ją to już nigdy żadne marzenie nie będzie się równać tamtemu. Choćbyś gdzieś teraz wyjechał i nawet zemdlał z wrażenia to nie będzie to samo.
- Tak myślisz?
- Tak. - potwierdził krótko.
- Straciłeś sens, prawda?
- Nie. Jeszcze nie umarłem.
- Mam to samo marzenie - powiedziałem, wypuszczając z ust gęsty dym.
   ,,Tylko, że mi się to uda” - dodałem w myślach.
- Zostańmy przyjaciółmi.
- A jeśli będziesz dla mnie kimś więcej?  
- Będę jeszcze bardziej rozpaczać po twojej śmierci.
- Skąd pewność, że pierwszy stracę sens?
- Bo mam nieodparte wrażenie, że mi o wiele bardziej na nim zależy. Tak, więc wybieram dłuższe drogi - odparł i również wypuścił z ust chmurę dymu.
- Ukrywasz coś?
- Każdy coś ukrywa - wzruszył ramionami.
- Ma to coś wspólnego z blizną na skroni?
- Bardziej z moimi rękami.
- Są całe w bliznach - zauważyłem.
- Nie chodzi o to, czasem… - zawahał się. - Mogę ci zaufać? - nie czekał jednak na odpowiedź, wiedział, że może. Od początku łączyło nas coś więcej. - Moje ręce potrafią coś czego nie umiem wyjaśnić. Kiedy stają się złoto-pomarańczowe…
- Zmień dilera - rzuciłem i wstałem z ławki, gasząc papierosa. - Zdecydowanie zmień dilera - powtórzyłem, nie patrząc mu w oczy. On jednak się nie uraził.
   Zerknąłem na chłopaka, ten tylko skinął głową. A może już wtedy wiedział kim jestem?

215 czyt.
100%1
niezapominajkaxy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i science fiction, użyła 517 słów i 2690 znaków

Dodaj komentarz