Matka cz 4

Nie czuła rąk. Nie czuła nic. Nie, to nie prawda. Czuła raczkę Cariny. Nie miała pojęcia, że trzyma ją już czterdzieści minut.
- Mamusiu, nie zostawiaj mnie - szepnęła mała.
- Mamusia trzyma i nie puści. Przysięgam na życie. Boże zabierz mnie, a ją ocal, proszę!

                                               2:12 pm
  
Białe Alfa Rome Gulietta z niebieskim paskiem, zajechało pod blok 1530 Via Calabria. Julio Delta i Pietro Azuratti wysiedli z wozu. Na chodniku stała grupa około dziesięciu ludzi. Od grupy odłączył starszy czkłowiek z białym pudlem.
- To ja dzwoniłem. Kapitan Giuseppe Costa. Co zamierzacie zrobić?
- Proszę się rozejść. Nie utrudniać działania.  
Julio wyjął lornetkę.
- Kobieta, brunetka. Trzyma dziecko. Dziewczynka. Sześć lat. Myślisz, że płachta wytrzyma?
- Zwariowałeś. Które to pietro.
  Julio zaczął liczyć.
- Jedenaste. Bardzo wątpię. Idziemy na górę. Wyważymy drzwi i jej pomożemy. Że też Madonna jej pomaga. Jak długo wytrzyma?
- Pojęcia nie mam. Idziemy.

                                                2:17 pm.

- To chyba tu. Otwieraj.
  Pietro ważył około osiemdziesiąt kilogramów. Konął z całej siły w drzwi.
- Solidne.
- Cholera - zakląła Julio
- Co się stało?
- To te bloki. Specjalnie zbrojona stalą futryna. Nawet stalowym wywarzaczem nie damy rady.  
  Zapukali do apartamentu obok. Nic. Poszli z drugiej strony.  
- Julio leć do auta i dowiedz się kto tu mieszka. Szybko.
  
                                                 2:25 pm

Delta zadzwonił do telefonistki, pracującej w ich jednostce, Mari Astra
- Mieszkanie numer 1107 - rzekł Julio.
  Po dwóch minutach otrzymał odpowiedź.
- Dominik Pantone, lekarza. Jego żona, Sabrina Pantone, po matce Corelli. Córka, Carina Pantone
- Ile ma lat?
- Pięć i dwa miesiące.  
- Maria, poszukaj telefonu do dr Pantone, niech zaraz wraca. Tu są zbrojone drzwi. Bez klucza nie da rady wejść. Nie możemy strzelać, bo kobieta może się przestraszyć. To straszne, ona trzyma dziecko już półtorej godziny. Ile może ważyć dziewczynka w wieku pięciu lat?
- Dwadzieścia kilo. Boże święty. Dzwonię do szpitala. Oddzwonię - rzekła Maria.

                                                   2: 31pm

- Plutonowy Julio Delta, słucham.
- To ja Maria. Mamy pecha. Helikopter zabrał doktora Pantone do nagłego przypadku. Człowiek miał wypadek na motorze. Uraz mózgu, nie mogli transportować. Operuje. Niestety chyba zabrał ze sobą klucze. Porca Madonna!
- Słuchaj Maria. Zadzwoń do głównej. Niech przyślą helikopter.  
- Postaram się.
  
                                                      2: 32pm

- Mamusiu, boli raczka. Chcę pić. Zrobiłam siusiu. Przepraszam.
- To nic, skarbie.
- Nie patrzysz w dół?
- Patrzyłam. Są ludzie. Czy ktoś nam pomoże?  
- Na pewno. Będzie dobrze.
  Ile mogło minąć czasu? Pół godziny. Boże, nie czuję nic. Tylko jej rączkę. Pomóż mi! Czy to dlatego, że skłamałam? On nie był w porządku. Gdzie jest Dominik. Dlaczego nikt nam nie pomoże. Nie puszczę jej. Pomóż mi, proszę!

                                                       2: 59 pm

Helikopter komendy głównej nadleciał z zachodu.
- Tu pilot. Bardzo ciężkie warunki. Zbyt silny wiatr. Nie mogę nic zrobić. Nie mam odpowiedniego człowieka. Akcja zbyt ryzykowna. Wieżowce zbyt blisko siebie. Mam za krótką drabinkę. Mój człowiek nie da rady. Odbiór.
  Po dwóch minutach.... Starszy brygadier Rafaelo Ecco siedzia za swoim hebanowym biurkiem kiedy otrzymał wiadomość od pilota, przekazaną mu przez jego adiutanta, kapitana Angelo Monescoli.
- Od dwóch godzin kobieta trzyma jedną reką dwudziestokilogramowe dziecko i nic nie możemy zrobić? Wszystko przeciwko nam! Cazzo!  
  Odłożył zrezygnowany słuchawkę. Miał już różne sprawy, ale taka? Ile ta kobieta może wytrzymać? Są już reprterzy. Ojciec nieosiągalny. Linia telefoniczna padła. Robi jakąś ważną operację i zabrał klucze. Porco Dio! Drzwi z nierdzewnej stali! Gdyby nie zamknęła... rozwalą buzuką? A jak puści dziecko?! To nie jest możliwe, żeby tak długo wytrzymała! Co robić? Jak zginie dziecko, mogę się pożegnać z ponownym wyborem na szefa policji, pomyślał.  

                                                    4:27pm

- Caro, moja kochana dziewczynka! ( Caro, może być zdrobnieniem od Carina, ale również oznacza coś bardzo drogiego)
- Mamusiu, źlę się czuję.
- Wytrzymaj jeszcze troszeczkę.
- Nie mogę oddychać.
- Skarbie. Mamusia trzyma.
- Mamusiu, puść mnie. Pewnie ci ciężko.
  Sabrina poczuła jakby ktoś wylał na nią wrzątek lub wrzucił do lodowatej wody.
- Co ty mówisz, skarbie! Mamusia nigdy ciebie nie puści. Nigdy!  
- Dlaczego nikt nie przyjdzie ci pomóc? Wybacz mi, chciałam, żeby motylek usiadł mi na rączce, powinnam być grzeczna.
- Byłaś grzeczna. Jesteś najlepszą córką na świecie.
- Nie gniewasz się na mnie?
- Nie, kochanie.
  Trwała cisza.
- Caro? Caro! Carina!
- Tak mamusiu? - odrzekła słabym głosem czarnowłosa.
- Mów do mnie. Mów...
- Mam sucho w buzi. Pić. Chcę pić.
  Sabrina pomyślała, że dobrze, że są od północnej strony, inaczej słońce, które tak lubiła, zabiłoby jej córeczkę. Nie puści jej. Nigdy!
  Dlaczego taki jesteś! Chcesz się ze mną zmagać? Nie chcesz mi pomóc? Czy jestem aż tak zła? Co zrobiłam złego? Co! Mówię ci, że jej nie puszczę. Nawet jak zatrzymasz moje serce. Nie puszczę jej! Nigdy! Nawet gdybym mogła urodzić drugie... Nigdy, słyszysz!
  Chciała krzyczeć, ale nie chciała, by jej skarb to słyszał. Carina nic nie mówiła, ale matka wiedział, że jej córka żyje. Ona? Nie czuła ciała. Tak jakby istaniała tylko w jednym miejscu. Czuła nadgarstek swojego ciemnowłosego aniołka. Nic się więcej nie liczyło. Nie zastanawiała się, że jej ręka powinna już dawno puścić dziecko. Wszystko co się z nią działo, przeczyło prawom natury. Carina powinna ulec szokowi i nie oddychać. Natomiast jej ręka powinna dawno dostać porażenia wskutek złego krążenia. Ale Sabrina tego nie wiedziała. Coś się zmieniło w jej środku. Poczuła otuchę.  
- Wybacz - szepnęła do stwórcy.
- Mamusiu?
- Tak skarbie.
- Pan Bóg do mnie mówił. Wszystko będzie dobrze.
- Co ty mówisz, kochanie!
- Powiedział: Trzymam cię.
  Brunetka zaczęła goraczkowo myśleć. Może jej się wydawało. W końcu tyle razy mówiła: Trzymam cię. Ale coś w jej środku mówiło, że Carina musiała jednak usłyszeć Jego głos.
- Wybacz - powtórzyła.
  
                                                       5: 35pm.

Domink skończył operację.
- Będzie żył?
- Zrobiłem co mogłem, reszta w rękach Pana. Może mieć powikłania. Wracamy do domu.
- Mamy kłopoty. Helikopter jest uszkodzony. Pilot nie ma pojęcia. Chyba rurka z paliwem pękła. Dobrze, że nie stało się to w powietrzu. Burza nad Alpami zerwała linię telefoniczną. Może pan wrócić samochodem, ale to potrwa trzy godziny.
- To, wrócę. Córka czeka na bajkę, przed spaniem - uśmiechnął się do swoich myśli.
  Do pokoju, w którym siedział wraz z dwiema osobami, które mu asystowały przy operacji, wpadł młody lekarz.
- Doktorze Pantone!
- Co się stało?
- Proszę przejść do pokoju dyżurnego. Pokazują to w telewizji.
- Co pokazują? - zapytał poddenerwowany.
- Proszę się pospieszyć
  Czy ojcec może odczuć? On mógł. Pobiegł, mimo że był wykończony operacją. Nie jadł. Wszedł do dyżurki.  
- Z mieszkania na ulicy Calabria 1530, piętnastopietrowym budynku, z jedenastego piętra, wypadła dziewczynka. Carina Maria Pantone. Jednak w ostatniej chwili, jej matka Sabrina Anna Pantone, zdołała ją złapać. Mąż pani Pantone, doktor Dominik Pantone, zabrał klucze. Jest oddalony od Turynu o przeszło dwieście piędziesiąt kilometrów. Wystąpiło kilka negatywnych wydarzeń. Silny wiatr zerwał linie telefoniczną. Helkopter, którym leciał doktor Pantone, ma uszkodzenie. Kilka godzin wcześniej, próbowano dostać się na balkon, jednakże są trudne warunki. Mimo słonecznego dnia, wieje wiatr, a pozycja balkonu uniemożliwia przeprowadzenia akcji ratowniczej z powietrza. Drzwi w bloku 1530 są specjalnie zbrojone i bez oryginalnych kluczy dostanie się do mieszkania jest nie możliwe. Również dotarcie z sąsiednich mieszkań jest bardzo trudne. Poszukujemy ochotnika o zdolnościach wspinaczki alpejskiej.
  Kamery pokazały jego dziewczynkę. Sabrina trzymała jej prawą rękę.
W głowie Dominika była jedna myśl. Czy wytrzyma jeszcze trochę? Z drugiej strony wiedział, że to wszystko nie jest możliwe. Jak się to działo, że jego żona nadal trzyma dziecko. I jak to możliwe, że Carina nie udusiła się wskutek stężenia mięśni klatki piersiowej.
                                                            *
Mario Rossi siedział na kanapie w swoim mieszkaniu i przeglądał zdjęcia z ostatniej wyprawy w góry. Niedawno obchodził swoje trzydzieste pierwsze urodziny. Miał już na swoim koncie dwa siedmiotysięczniki w Himalajach.
Włączył telewizor i poszedł przygrzać zupę i ulubione spagetti. Wrócił i usiadła.
....Również dotarcie z sąsiednich mieszkań jest bardzo trudne. Poszukujemy ochotnika o zdolnościach wspinaczki alpejskiej.  

Mario zrzucił talerz ze spaghetti na dywan. Podbiegł do telefonu.
W tym czasie Dominik jechał na sygnale, regionalnym wozem policyjnym. Powinni dotrzeć do Turynu koło siódmej. Mężczyzna siedział z zamkniętymi oczami i modlił się, trzymając w dłoni różaniec.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 1592 słów i 9113 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto