Kropla

Kropla
Historia oparta na faktach. Postać Miamoto Mushashi jest autentyczna. Jak napisałem na końcu, walczył rzeczywiście z Shishido Baikinem ale na suchym terenie. Mushashi był samurajem roninem, czyli bez pana. W owych czasach pojedynki odbywały się z bardziej błahych powodów, niż nazwanie kogoś włóczęgą...

Ciężkie, sine chmury, brzemienne deszczem wisiały nisko nad potargnym wichrem lasem. Szedł nie zważając na nadchodzącą nawałnice. Sandały już dawno zapomniały swój kolor. Udekorowane błotem, a teraz nowym kurzem z piaszczystej drogi, prowadzacej do stolicy prowincji Ida.
Smród nie mytego ciała odstraszał napotkanych wędrowców. Kimono również pamiętało lepsze czasy. Włosy długie, poskręcane i zlepione brudem i potem. Za pasem dwa drewniane miecze i katana, ukryta w prostej pochwie. Obok spoczywał krótki miecz do rytualnego samobójstwa. Miamoto dostrzegał wszystko. Każde nadłamane źdźbło trawy, chwasty w rowie i ptaka podrywajacego się do lotu. Rozmyślał słowa mnicha, którego poznał wiele lat temu. Z kim właściwie walczymy? Czy jest to wróg zewnętrzny, który pragnie nas pokonać? Czy raczej próbujemy zwalczyć coś w nas. A jeżeli nawet przyjmiemy, że jest to inna istota, to z kolei z kim ona pragnie walczyć? Z innym człowiekiem, czy może z własną arogancją, duma i pewnością siebie. Miamoto ciągle słyszał w uszach głos staruszka., , Walczę z ziemią, bo jej nie można pokonać".
Dostrzegł tuman kurzu na drodze. Grupa samurajów niosła w lektyce kogoś ważnego, prawdopodobnie ich pana. Czyżby pragnęli zdążyć przed deszczem do jego domu? Czemu wobec tego nie przeczekali w mieście?
Miamoto szedł równym krokiem samym środkiem piaszczystej drogi, która za jakiś czas zamieni się w błotnistą breję. Mimo, że nie leżało to w jego naturze, ustąpił środka i zszedł na prawy bok szlaku. Już widział twarze poprzedzajacych lektykę. Mieli lżej niż pozostała czwórka, której szybkie oddechy już słyszał. Dostrzegł pot na ich tarzach, zaczerwienione policzki i zapocone, szare kimona, w okolicy pach.
— Z drogi włóczęgo — dotarł do jego uszu ostry głos, pierwszego z lewej.
Ale Miamoto i tak uczynił wiecej niż powinien. Lata temu te same słowa stanowiły wyrok, ze śmiercią włącznie. Lecz rozmowy z dziarskim, starszym mnichem, zmieniły nieco jego ducha i serce.
I gdyby na tym tylko pozostało, pewnie wszystko zakończyłoby się inaczej.
Kolumna zatrzymała się dwa metry przed nim.
— Nie rozumiesz, durniu, wieziemy wielkiego Shihido Baikina.
Shishido odsłonił firanki lektyki i rzucił gniewnym okiem na swoich podwładnych.
— Dlaczego stanęliśmy? Deszcz wisi w powietrzu.
— Ten włóczega nie chce ustąpić z szlaku, szlachetny Shishido-san — odrzekł ten sam wojownik.
— Przegącie go z drogi i jazda, zanim zacznie padać.
Rozkaz zamierzano wyegzekwowac natychmiast. Pierwsza dwójka Zrobiła dwa kroki w kierunku wędrowca. Wojownicy wyciągnęli ręce by zepchnąć Miamato na brzeg drogi, a nawet do rowu.
Jednakże zanim ich wysunięte ręce zdołały go dotknąć Miamoto już zdołał wyciagnąć jeden z dwóch drewnianych mieczy. Szybki ruch prawicy i obydwaj leżeli wijąc się z bólu. Pierwszy, ten co nazwał go włóczęgą, długo jeszcze, a może wcale nie zdoła trzymać prawidłowo miecza. Jego prawy nadgarstek, pogruchotany z widocznym teraz krwiakiem, zmusił dłoń do bezwładnego zawiśniecia bez czucia jak szmaciana lalka na krótkim sznurku. Miamoto bezbłędnie prowadził drewnianą broń w dół po małym łuku i ze złogrogim świstem napotykała ona na swojej drodze lewe kolano samuraja. Teraz nie tylko, były wojownik, nie zdoła unieść miecza, ale od teraz każdy jego krok przypomni mu, że powinien dobrze się zastanowić się zanim otworzył usta do samotnego wędrowca.
Miamoto oszczędzał prawicę. Lekko przesunął ciężar ciała na prawą nogę, wygiął korpus i pozwolił swojej drewnianej klindze powędrować w bok i do góry. Drugi z podwładnych wielkiego Shishido poczuł uderzenie w krok. Strumienie bólu z szybkościa dźwięku otworzyły mu usta i zmusiły gardło do skowytu. Zgięty odruchem cierpienia i popchnięty ciałem kompana, upadł w raz z nim do rowu, gdzie pierwotnie miał się znaleźć, cuchnący wędrowiec.
Miamoto przełożył ciężar ciała z powrotem na lewą nogę. Uniósł szybko korpus i wysofał się dwa kroki do tyłu. Z jego stóp, zmęczonych drogą łydek i z całej reszty ciała, błyskawicznie za sprawą adrenaliny, odpłynęło uczucie zmęczenia. Zmysły przewidziały co stanie się za chwilę. Przednia świta wyprzedziła o ułamek chwili tylnią i szóstka wojowników ustawiła się w pół okręgu przed samotnym wędrowcem. W ich dłoniach połyskiwały srebrne klingi mieczy.
— Ustąpcie, macie długie życie przed sobą.
Tylko czwórka pozostała wiernie stojąc przy lektyce mistrza zakrzywionej kosy.
Miamoto nie uznał za konieczne, by wyjmować swój miecz.  
Wiatr wzmagał się z każdą chwilą. Wzbił tumany kurzu, ale teraz nawet natura stanęła po stronie mistrza miecza. Odruchowo przymknęli powieki, żeby ostre drobiny piachu nie wpadły do ich oczu. Kimona trzepotały na wietrze jak proporce shoguna, kiedy będzie się szykował do walki pod Seki Ga Hara.
Dwóch z szóstki z okrzykiem bojowym ruszyło do ataku. Jednakże Święty miecza, znacznie górował nad nimi szybkością, techniką i perfekcją. Świst stalowych ostrzy zmieszał się z odgłosem wiatru. I w tym poszumie, bezgłośne proste pchnięcie drewnianej broni mistrza pozostało niesłyszalne. Korelacja mięśni ud, brzucha i pleców spowodowała, iż ciosy nieszczęsnej dwójki chybiły celu. Pierwszy z atakujących otrzymał silne uderzenie w pierś. Rana okazała się groźna, lecz nie śmiertelna. Gorzej los potraktował drugiego z dwójki. Miamoto napiął tylnie mięśnie ramienia, wyszarpnął miecz do tyły. Kątem oka dostrzegł jak pierwszy z atakujacych osuwa się w dół z grymasem bólu. Zanim dotknął wzburzonego wiatrem piachu, już miecz z drewna skierował się na lewo, by nieuchronnie napotkać bok głowy drugiego z atakujacych. Zetknięcie z jego skronia spowodowało trzask podobny do uderzenia skórzanym pejczem. W tej samej chwili chrzęst łamanej skroni skończył życie nieszczęśnika.
Pierwsze krople przyszłej ulewy, pożegnały dokonany żywot, czołowego szemierza z szeregów mistrza Shishido.  
Zanim kolejne krople dotarły do jego martwe ciała, pozostała czwórka spróbowała okrążyć nadaremnie, mistrza Miamoto. Ten nadal nie zamierzał wyciągać stalowej klingi.
Miamoto pragnął uniknąć nieuchronnej walki z Shishido, na rozmoczonym terenie. Czas zaczął odgrywać ważną rolę i to spowodowało, że Miamoto zaatakował ostrzej i szybciej. Z jego drewnianej klingi siłą obrotu spadały krople. Koniec ostrza napotkał szyję trzeciego z szóstki. Skoro pięść lub nawet napięte palce mistrza walki w ręcz, potrafią uszkodzić tą delikatną część w ciele człowieka, tym bardziej rozpędzone ostrze twardego japońskiego orzecha. Brutalnie usunięte, częściowo rozbite i zgniecione jabłko Adama, zostało wyrwane z szyi nieszczęśliwca, a rozbryzgane tkanki, krew rozciętej aorty i krople deszczu zmieszały się i jednocześnie splotły jak kochankowie w najwyższym punkcie orgazmu. Drewniana klinga nie zważając na ten okropny i jednocześnie piękny moment, napędzana łączną pracą mięśni ramion, brzucha i ud, wielkiego Miamoto, skierowała się z gracją do następnego miejsca przeznaczenia. Stopy i okolice kostek obu jego nóg, nie czuły się zawstydzone, bo delikatnym ruchem, spowodowały przesunięcie całego ciała na lewo. Zmieszane z deszczem resztki skóry i miękkie cząstki szyii denata, nie zdołały jeszcze zostać zupełnie wyrzucone szybkim ruchem miecza, a już bez zaproszenia wcisnęły się wraz z klingą jak nieproszeni goście do żuchwy drugiego nieszczęśnika, tego, który próbował okrążyć wędrowca z drugiej strony. Kość szczęki wydaje charakterystyczny odgłos kiedy jest łamana. Rozpędzone ostrze klingi rozerwało policzek, zawadziło o przełyk i dokonało podobnego dzieła po przeciwnej stronie. Wszystko to działo się tak szybko, że ostrza atakujących zdołały wykonać jedynie ćwierć zamierzonej drogi. Ich stalowe miecze nie miały szans nawet drasnąć szybkiego jak błyskawica wielkiego szermierza.  
A cóż z dwoma środkowymi wojownikami? Czy patrzyli bezczynnie? O nie! Zaatakowali. Jeden z nich prostym pchnięciem, drugi długim cięciem z za głowy. Obaj chybili celu. Bo przecież całe ciało wielkiego Miamoto było zaangażowane w pojedynek. Korpus uniknął podwójnego ataku. Miamoto zaobserwował oczami jak jego drewniana klinga opuściła zdruzgotaną jamę ustną atakujacego z lewej, a uszy mistrza usłyszały zniekształcony krzyk bólu, ponieważ rozerwane gardło wyrzucał w tej samej chwili krew. Zanim ciężar ciała samotnego wędrowca został przeniesiony całkowicie na lewą nogę, prawa już uniosła się do góry w bocznym kopnięciu mawashigeri. Pierwotne, górne uderzenie miecza, który miał rozpłatać głowę Miamoto, zmieniło obiekt przeznaczenia. Ponieważ większość szermierzy posługujących się kataną, używa obu rąk, skutki chybionego ataku na głowę mistrza miecza, okazały się tragiczne. Lewy z atakujących stracił obie ręce. Jedna została odcięta całkowicie w połowie przedramienia, a druga w okolicy nadgarstka, prze co dłoń zawisła tylko na strzępach skóry. Jednak mistrz wiedział, że jeden z ostatnich przeciwników, pozostał w dobrej kondycji. Jednakże Miamoto był nie tylko doskonałym szermierzem, lecz również doskonałym strategiem. Wykorzystał ułamek chwili, ponieważ miał pewność, że odcięcie obu rąk byłego kompana, nie mogło nie spowodować reakcji psychicznej. Ostatni z szóstki na ułamek chwili spojrzał na swoje nieszczęsne dzieło. Tą automatyczną reakcją, a może empatią spowodował, że to co zobaczył stało się ostatnim obrazem jaki zarejestrowały jego zmysły. Zanim zdołał odwrócić wzrok na przeciwnika, miecz mistrza roztrzaskał mu czaszkę. Uderzenie nie spowodowało natychmiastowej śmierci. Jednak padł jak rażony piorunem. Kiedy odzyskał przytomność nie mógł nabrać oddechu, ponieważ cios spowodował krwotok z mózgu. Po chwili umarł, zadławiony własną krwią
Miamoto dostrzegł swojego ostatniego i z pewnością najgroźniejszego przeciwnika. Shishido Baikin zasłynął jako wielki wojownik. Umiał posługiwać się kataną, długą tyczką, ale uwielbiał stalową kulę na łańcuchu i krótką zakrzywioną kosę. Używanie kuli na łańcuchu dawało mu przewagę, ponieważ trzymał przeciwnika daleko. Natura do tej pory sprzyjała Miamoto. Jednakże teraz sytuacja się zmienia. Pojedyńcze krople deszczu, po chwili przemieniły się w ulewę. Miamoto wiedział, że rozmiękczony grunt nie będzie mu dłużej pomagał.  
Shishido miał bordowe kimono. Czyste, wykonane z przedniego gatunku jedwabiu. Jakże różne w klasie od brudnego, wytartego na rękawach i wiecznie brudnego okrycia Miamoto Mushashi.  
Zły uśmiech okrył twarz Baikina. Omiótł okolicę i sprawdził czy wirujący łańcuch nie będzie zawadzał o drzewa rosnące po jednej stronie drogi. Miamoto miał swoją dumę. Nie zamierzał skierować się bliżej drzew, by zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo. Jedyne co uczynił to schował swój nieco uszczerbiony zębami przeciwnika, drewniany miecz i wyjął przedniej klasy katanę o lśniacej klindze.  
Shishido nie czekał. Już rozpoczął kręcić swoją straszną bronią. Wirująca, nabita ostrymi kolcami kula, wydawała złowrogie dźwięki. Zetknięcie jej z jakąkolwiek częścią ciała przeciwnika, powodowała opłakane skutki. Krople deszczu nie mogły utrzymać się na wirujacum obiekcie. Siła odśrodkową wyrzucała je na zewnątrz, gdzie łączyły się z siostrami i póki nie dotknęły ziemi, pozostawały jedynymi obserwatorami pojedynku. Stało się tak dlatego, ponieważ pozostała czwórka, która niosła lektykę uciekła, kiedy ostatni z szóstki został pokonany. Skoro mistrzowie miecza przegrali z kimś kto używał tylko drewnianego miecza, jakież szanse oni mieli. Ich pan nie zwrócił na to nawet uwagi, że w popłochu opuścili miejsce bitki.
Baikin zbliżał się powoli, stawiając doskonale stopy. Nieskazitelnie czyste do tej pory sandały pokryły się błotem. Shishido zaczął odczuwać nagromadzoną złość. Stracił wyborowych wojowników, ale nie to stanowiło rdzeń jego gniewu. Deszcz, błoto, a głównie, że sam, jak ten brudny wędrowiec, będzie musiał iść do najbliższej osady. Do tego czasu nie zwycieżony i tym razem pewny zwycięstwa, zbliżał się coraz bardziej w kierunku Miamoto. Dopiero teraz pomyślał, że kiedy zwycięży, odnajdzie uciekinierów i policzy się z nimi należycie. Zaatakował.
Teraz Miamoto musiał dokonywać prawdziwych sztuczek, by uniknąć uderzenia kolczastą kulą. Rozmokły teren nie ułatwiał mu tego. Mistrz uskakiwał na boki, skakał w górę. Kilkakrotnie kula śmignęła tuż obok jego nóg to znowu koło twarzy. W końcu uśmiech ozdobił twarz Shishido, ponieważ Miamoto został skaleczony w lewe przedramie. Szala zwycięstwa przeniosła się na dumnego Shishido. Krople wzmagającego się deszczu zmyły pot i bród z zakurzonej twarzy Mushashi.
Miamoto podjął decyzję. Wyciągnął krótki miecz, który zwykle służył samurajowi do popełnienia rytualnego hara kiri inaczej zwanego seppuku.  
Skrzyżowane miecze czekały na kolczastą kulkę na łańcuchu. Baikin zaatakował po raz kolejny. Miamoto wyczuł odległość i kulka zawinęła się na krótkim mieczu. Teraz Mushashi musiał działać szybko. Puścił krótki miecz. To na chwilę zmniejszyło do minimum działanie Shishido. Baikin szarpnął łańcuch i zamierzał uwolnić go od krótkiego miecza. Miamoto był szybki z natury. Pierwszego, doskonałego szermierza pokonał w wieku trzynastu lat. Jego naturalnym darem była szybkość.  
Znalazł się natychmiast przy przeciwniku. Teraz obydwaj byli uruchomieni. Ale tylko na chwilę. Shishido uśmiechnąła się i powiedział.  
— Arigatogozaimashita.(Dziekuję)
Miamoto odskoczył szybko i wbił moke ostrze katany w serce przeciwnika. Shishido zanim skonał, pomyślał że nie zdołał nawet użyć zakrzywionej krótkiej kosy, zwanej kasurigama.
Miamoto wyszarpnął miecz. Baikin padł na plecy z otwartymi oczami. Miamoto ciął powietrze, aby zrzucić resztki krwi ze srebrnego ostrza. Dostrzegł dwie krople szybujące w dól. Szkarłatną kroplę krwi i przezroczystą deszczu. Zanim dobiegły murawy srebrne ostrze połaczyło je na zawsze. Różowa kropla spadła blisko obmytego sandała Mushashi. Po chwili zniknęła w mokrej ziemi.
                        Koniec.
Ps. Faktycznie pojedynek odbył się na pustnnym terenie blisko stolicy Edo. Nie w czasie deszczu. Według dokumentów Mushashi po zabiciu mistrza krótkiej kosy przegonił pomocników Shishido.
Miamoto Mushashi zasłynała jako jeden z największych szermierzy Japonni. Nigdy nie został pokonany. Największy pojedynek stoczył z Sasaki Kojiro. Walczyli na miecze. Kojiro przegrał. Po walce odciął sobie kucyk, symbolizujacy honor, jednakże nie popełnił samobójstwa. W końcu życia Mushashi napisał kilka ksiąg filozoficznych. Jedna z nich miała nazwę Pięć kręgów. Udokumentowano około 60 pojedynków. Jednakże w histori japońskiej istnieje wzmianka o samuraju, który ponoć wygrał ponad 500 potyczek.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 2619 słów i 15739 znaków, zaktualizował 24 wrz 2017.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Somebody

    Nieźle. Nie są aż takie straszne te błędy, chyba że zdążyłeś poprawić. Tylko mogłeś bardziej rozbudować główną postać, bo mało o nim wiemy, o jego motywach, więc trudno mu kibicować. I nie wiem, czy mamy do czynienia z zemstą, z wymierzeniem sprawiedliwości, czy ze zwykłą eskalacją przemocy.

  • AlexAthame

    @Somebody To mi zadałaś ćwieka. To postać prawdziwa. Samurajowie mieli specyficzny sposób postepowania. Tak jak zaznaczyłem, Miamoto ustąpił z drogi, ale nazwanie go włóczęgą już wydało wyrok śmierci na całą świtę. Pojedynki często kończące życie odbywały się z bardziej błahych  powodów. Tak, starałem się poprawić błędy.

  • CzarnaKama

    Sens jakiś tam był, ale sporo błędów, które kuły w oczy i utrudniały czytanie. Naprawdę, mogłeś to chociaż raz sprawdzić albo bardziej uważać na polskim.

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Tzn ortografia czy interpunkcja czy inne? Ja mam taki program co się podkreślają błędy, ale widać nie wystarczy. Ale dziękuję za komentarz. Czy już kiedyś coś komentowałaś mojego czy pierwszy raz?

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Możesz dać przykład? sprawdzałem. Na polskim uważałem. Z matury dostałem dwójke i z poprawki piatkę.Dwójka była za błędy.Mój polonista chciał poprawić ale dyrektor mu stał za plecami. Daniel dał mi listę 200 pytań i się wykułem. Piszesz coś Kamo, bo jesteś prywatna i nic cię nie można zobaczyć?

  • AlexAthame

    @CzarnaKama ponoć najlepsze co urodziłem to Czerwień i biel. Nie wiem czy czytałaś.

  • AlexAthame

    @CzarnaKama znalazłem kilka ort i lierówek Tx

  • CzarnaKama

    @AlexAthame Kilka najbardziej bolących poprawiłeś, ale kilka ą czy ę dalej woła o pomstę do niebios. Poza tym jest stanowczo za dużo spójnika i. Zadania można łączyć inaczej niż tylko z jego pomocą. Niepotrzebna, moim zdaniem, jest wzmianka o 25 cm. Nie czytałam nic twojego. Kliknęłam na to, bo przeglądałam poczekalnię. Jeśli w twoich poprzednich pracach są podobne błędy, to raczej sobie daruję lekturę. Jest na tym portalu kilku autorów, którzy nieźle operują językiem, przez co czytanie ich tekstów stanowi czystą przyjemność. Będę się ich trzymać.

  • CzarnaKama

    @AlexAthame Jeśli chodzi o to, czy czasem grzeszę jakimś wierszem, opowiadaniem, odpowiedź brzmi nie. Jestem betą. Oceniam, poprawiam, redaguję i sugeruję.

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Czyli jesteś Kosa. Tak, w moich opowiadaniach, a jest ich cała masa, są literówki. Pozostań przy swoich autorach. Tylko nie poznasz najciekawszej i najlepszej osoby w swoim życiu. :P

  • CzarnaKama

    @AlexAthame Już poznałam najciekawsze i najlepsze osoby. Były takie, ponieważ się za TAKIE nie uważały. Poza ortografią powinieneś pracować nad pokorą. ;)

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Jest jeszcze coś takiego jak żarty. Dziekuję

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Dostrzegłam jeszcze kilka błędów. Nie tylko ortograficznych. Dziękuję, w sumie byłaś bardzo łagodna. Mój człowiek mi napisał, kim jesteś. Mimo to proszę grzecznie i pokornie, przeczytaj Czerwień i biel oraz Burza, róża i motyl. Te dwa utwory napisałem specjalnie dla mojego człowieka. Jak przeczytasz to obiecuje coś napisać dla ciebie. Sprawdzę dwanaście razy i dam mojemu człowiekowi, żeby sprawdził. Jeżeli nie otrzymam chociaż 3+ to popełnię seppuku piórem    :P

  • AlexAthame

    @CzarnaKama I nie bądź zła. Ja jestem trochę dziwny. Już Cię nie będę męczył, chyba ze się kiedyś odezwiesz. Pozdrawiam. Nie daj się zmylić moim 1999. Mam trzy razy tyle lat.

  • CzarnaKama

    @AlexAthame Masz swoich ludzi? To zakrawa na niewolnictwo. I skąd ta liczba, w takim razie?

  • agnes1709

    @CzarnaKama 'kuły' ??? Tak w kwestii polskiego:sad:

  • CzarnaKama

    @agnes1709  Powinnien być cudzysłów. Co nie zmienia faktu, że tekst jest daleki od ideału.

  • agnes1709

    @CzarnaKama Być może, jakoś nie mogę się zabrać za przeczytanie, nie wiedząc, co mnie czeka. Ten czort, Alex, potrafi namieszać :D:

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Nie daje mi spokoju ten samiec. Naprawdę, przeczytaj co ja wówczas napisałem. To nawet do aluzji miało daleko. Ja naprawdę taki nie jestem. Nie chciałbym, żeby nasz kontakt się tak skończył. Byłaś miła i mimo braku czasu, przeczytałaś te dwa opowiadania. Ja osobiście najbardziej lubię Zmaganie. Z pewnością błędy te same, ale chodzi mi o sens, tego co chciałem przekazać. Obiecałem Ci coś napisać, ale trochę się obawiam. ( błędy mimo 12 poprawek). Co to jest ten niemiecki styl? Ja tu mieszkam już trzydzieści lat i może zaczynam inaczej formułować zdania. Nie usprawiedliwiam się. Jeżeli się na mnie nie obraziłaś( nie rozumiem, dlaczego byś miała) to podaj mi temat tego krótkiego opowiadania. Ja wiem, że pewnie nie chcesz, ale obiecałem i chciałbym się wywiązać. Wszystkich staram się traktować z uczuciem, jeżeli jednak poczułaś się urażona to przepraszam. :)

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Och. Pewnie Cię uraziło, że napisałem ,,mógłbym Cie pokochać" Przepraszam, za krótko się znamy zart był nie na miejscu.. Miała być forma piśmienna, nie werbalna. Mówię trochę lepiej niż piszę. Nie udaję. Jestem inny. Nie chcę Ci się naprzykrzać, tylko chciałbym, żeby nasze stosunki były co najmniej dobre. Musisz być bardzo poważna. Ja nikogo nie zniewalam. 1999 tak mi się napisało. Potem dopiero pomyślałem, że ktoś może myśleć, że mam 18 lat. :)

  • AlexAthame

    @CzarnaKama Jeszcze raz Cię przepraszam.Moze to wszystko moja wina.Nie powinienem żartować ze mógłbym cie pokochać. I ten kontakt werbalnego był pomylkiwy bo miałem na myśli piśmienney. Bog mi świadkiem ze nie miałem nic zlego na mysli.Mozesz nie wierzyć i mieć to gdzieś,  ale naprawde jestem inny niż wszyscy i nie jestem samcem☺