Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 16

Williams przyszedł po chwili z drewnianym pudełkiem. W środku znajdowały się pionki i figury szachowe.  
– To bardzo stara gra, powstała prawdopodobnie w Indiach dawno, dawno temu. Kilka lat wstecz komputery zaczęły dominować i obecnie najlepszy szachista nie ma szans z najszybszym komputerem. Pokażę ci, jak nazywają się figury, jak się poruszają i objaśnię ci zasady gry. 
Lesley mówił, a Alex słuchał. Zagrali kilka gier, które nie trwały zbyt długo. Forest nie miał najmniejszych szans. Prawdę mówiąc, nie potrafił się skupić na grze, bo wciąż myślał o swojej stracie.
– To nie ma sensu. Ty potrafisz grać, ja nie. Poza tym nie potrafię się skupić.
– Dobrze, zostawmy to. Wspomniałeś, że chciałbyś nauczyć się strzelać i powiedziałeś dlaczego. Być może przyda ci się ta umiejętność. Pamiętaj jednak jedno, gdy kogoś zabijesz, nigdy już nie będziesz taki sam.
– Jeszcze dwa dni temu byłem całkowicie innym człowiekiem, ich śmierć mnie zmieniła. Pragnę, by winni ponieśli konsekwencję za swój czyn, ale nie czuję potrzeby zemsty.
– Podziwiam cię za to. Pewnie Beatrice zna cię lepiej niż ja, a nawet jeżeli nie, to ma rację. Żyć dlatego, że cię ktoś kocha, jest stokroć lepiej niż żyć dla zemsty. Ze mną było inaczej. Musiałem bronić kobietę, mówię o tej Irance i musiałem bronić jej nienarodzonego dziecka. Oczywiście siebie również. Kimbley jest skończonym draniem, ale szanse na to, że dotknie go sprawiedliwość ludzka, jest znikoma. W tym świecie najgorsi są najbardziej chronieni, bo światem rządzi zło.
– Sądziłem z twoich słów, że Bóg rządzi światem.
– Bóg jest ponad tym. To długa i ciężka dyskusja, dlaczego tak jest, jednak jeżeli uwierzysz, wówczas natychmiast zrozumiesz. Prawdopodobnie za dwa dni pojedziemy w odpowiednie miejsce i postrzelasz. Ważne jest, żebym przygotował dla ciebie maskę. Być może jedna z moich by ci pasowała, ale każdy ma nieco inną czaszkę. Dlatego muszę wykonać ją dla ciebie.
– Czy to konieczne?
– Na razie tak. Jest mnóstwo kamer, oczywiście nie tak wiele jak w Londynie czy niektórych miastach Chin, ale musimy uważać. Z pewnością zrobili twój portret komputerowy i będą szukać.
– Ja nic nie zrobiłem.
– Wiem, oni będą szukać ciebie, bo wiedzą, że ja cię porwałem. To, że cię tak potraktowali, jest kryminałem. Porozmawiam z Calmem i zobaczymy, co się da z tym zrobić. Wierze, że za nim pójdą ludzie, którzy są wyżej niż on w hierarchii i oni będą mogli zmienić twoją sytuację. Nie możesz żyć do końca życia w ukryciu.
– A ty? Nie zrobiłeś niczego złego, wręcz odwrotnie. Uratowałeś kobietę i jej dziecko.
– Wojskowe prawa są inne. Najpierw musi umrzeć Kimbley i jego zwierzchnicy bym mógł mieć szanse walczyć o swoje prawa.
– Muszą umrzeć?
– Wystarczyłoby gdyby jemu udowodniono nadużycie władzy, ale to jest niemożliwe. Oni wszyscy wzajemnie się kryją, bo każdy z nich ma coś na sumieniu. Tak, masz rację, nie muszą umrzeć, ale muszą być odsunięci od funkcji i nie mieć wpływu nad innymi, którzy pozostaną u władzy. Rozumiesz, co mam na myśli?
– Tak. Kiedy mnie wieźli, było mi obojętne. Teraz rozumiem, że nie mieli prawa takze mną postąpić.
– Dlatego musisz mieć cierpliwość. Rozumiem cię i jest mi przykro. Cokolwiek jednak się stanie, nic nie wskrzesi twoich bliskich.
– Wiem. Kiedy pierwszy raz rozmawiałem z Calmem, wciąż powtarzał, że rozumie, ale kiedy powiedział, że rozumie co czuję, nie wytrzymałem, bo uznałem, że tylko tak mówi. Okazało się, że nie miałem racji. Przyznał, że dwanaście lat temu na jego oczach zabito mu rodziców. Zginął również jego wierny przyjaciel, pies, który zresztą uratował mu życie. Nie wiem dokładnie, co się stało. Czy morderca został złapany, czy nie. Być może zginął.
– Jeżeli to ważne dla ciebie, zapytaj Scotta.
– Być może sam mi kiedyś powie.
– Scott Calm jest naszą szansą. To dobry glina a przede wszystkim dobry człowiek. Może dzięki niemu uda się nam odzyskać wolność.
– Czy policja ma władze nad wojskiem?
– Nie, ale nad nimi są ludzie reprezentujący prawo. Gdyby dowodzący CIA dostali niepodważalne dowody obciążające, na przykład Kimbleya, wówczas sami by się tym zajęli. Na razie jestem na ich liście niebezpiecznych przestępców.
– To Kimbley jest przestępcą. – głos Alexa nieco się podniósł.
– W świetle prawa nie. Wykonywał rozkazy. Wiesz, ile niewinnych ludzi zginęło podczas tych wojen? Mówię o Iraku, Afganistanie i Syrii ? To są jednak dla systemu tylko dodatkowe ofiary. Nikt nie ocenia generała za nie całkowicie dobrą decyzję, jest jednak niezwykle łatwo postawić żołnierza pod sąd polowy i prawie nie ma szans, na uniewinnienie. Jeszcze gorzej jest z przedstawicielami tamtych nacji. Był Tunezyjczyk, który spędził piętnaście lat w Guantanamo. Wygrał proces, dzięki amerykańskiej prawniczce i był gotowy do wyjścia, ale prezydent USA zmienił decyzję i facet wrócił do więzienia. W końcu jednak wyszedł. To pojedyncze przypadki, gdzie sprawiedliwość zwyciężyła. Ale kto mu odda jego życie?
– To cud, że istnieje taki ktoś jak Calm.
– Nigdy bym do niego nie poszedł, gdybyś mi o nim nie opowiedział. Z twoich słów wywnioskowałem, kim jest. Ryzykowałem, siedząc na jego fotelu. Nie miałem pistoletu w dłoni, a on mógł mnie zastrzelić. Może źle powiedziałem, ktoś inny by mógł, on nie, ale jak wspomniałem, gdybym nie miał pewności, kim jest, nigdy bym tak nie ryzykował.
– Nie poszedłeś tam dla siebie, prawda? – Alex popatrzył mu w oczy.
– Nie. Zrobiłem to dla ciebie. Zrobię, co w mojej mocy, byś odzyskał swoje życie.
– Do końca dni będę nosił ranę, która się nigdy nie zagoi.
– Ona się zagoi, będziesz miał jednak bliznę.
– Skąd wiesz, że się zagoi?
– Wiem. I ty wiesz, dlaczego i dzięki komu, tylko twoja świadomość to odrzuca. Nie można nalać niczego do pełnej szklanki. Twoja jest na razie prawie pełna, ale powoli będzie się opróżniać. Wybacz mi, że powiedziałem o zemście. Gdybyś miał takie pragnienie, nauczyłbym cię strzelać, byś zabijał i to nie byłoby dobre. Ale już powiedziałem o tym. Wierzę, że tak się miało stać, jak teraz. To widać tak wyraźnie, że nie można tego zignorować.
Forest wiedział, o czym mówi Wiliams, ale nie chciał drążyć tematu. Powiedział to już i nie chciał się powtarzać. Szatyn miał rację. Wciąż w swoim sercu miał miłość do Emile i równocześnie do Cynthii i Briana. Żal, rozpacz, cierpienie nadal mieszkało w jego wnętrzu. Z drugiej strony rozumiał, że nie jest jedynym, kto kogoś stracił. Takich ludzi było bardzo wiele. Praktycznie istniały tylko jednostki całkowicie szczęśliwe i bez żadnych żadnych ran w sercu. Dla jednych była to strata psa, dla innych rodziców, ukochanego dziadka czy jak w jego przypadku dzieci i żony. Świat był pełny cierpienia.
– Czy twoi rodzice żyją, Lesley?
– Nie. Mama zmarła na raka gdy miałem siedemnaście lat. Ojciec już z nami nie był i lepiej dla niego i dla reszty rodzeństwa. Zmarł na serce gdy skończyłem dwadzieścia lat. Alkohol go już dawno zabił. Najpierw jego sumienie, potem ducha. Bóg będzie miał dużo roboty z oceną ludzi. Nie sądzę, że wszystkim wybaczy, lecz również nie wszyscy będą odrzuceni. To jednak Jego działka i nic mi do tego. On wyznaczył mi ścieżkę. Może nie wyznaczył, tylko wskazał i nią idę. Stanąłeś na mojej drodze i mam dlatego znowu większy powód, by działać i żyć.
– Skąd wiedziałeś, że warto mi pomóc?
– Nie wiedziałem. Teraz wiem. Uważam Kimbleya za łotra, ale jesteś pierwszym, kogo wyciągnąłem z jego łap.
– Nadal nie wiem, czy Higgins jest winny, czy nie. Do tej pory sądziłem, że jest dobrym człowiekiem. Wykazałeś mi, że tak nie jest. Ale czy zrobił coś złego poza tym? Może się bał o swoją rodzinę?
– Alex. Co ty byś zrobił na jego miejscu, gdybyś otrzymał taką wiadomość?
– Nie pozwoliłbym nikomu się zbliżyć do auta i zawiadomiłbym służby.
– No właśnie. Co prawda nie rozumiem jednego. On poprosił, by przyprowadzono auto i poinstruował cię pewnie co i jak. Ryzykował. Gdyby wiedział, że tam jest bomba, z pewnością by tego nie zrobił.
– Tak. Nie wiem. Może jest całkiem niewinny i po prostu czegoś nie przewidział, dlatego nie mogę go oceniać.
Lesley ze zrozumieniem pokiwał głową, ale wyglądało, że myśli o czymś innym.

                                                                       *  
Rodzina Higginsów szykowała się do powrotu do domu w San Diego. Nicholas spoglądał ukradkiem na córkę, by się przekonać czy jest nadal na niego zagniewana. Byli zmęczeni, głównie z powodu, że spali nie w takich warunkach jak zwykle. Co prawda mieli tu prysznic, ale wiadomo, że każdy jest przyzwyczajony do domowego komfortu. Za kilka minut weszli do sporego helikoptera, który z powodzeniem mógł zabrać więcej niż tuzin ludzi.
– Tak dolecimy szybciej. – rzekł dla uspokojenia, Nick.
W swoim domu mieli miejsce do lądowania, w końcu Higgins posiadał również helikopter. Właśnie maszynę odesłano na przegląd, gdyby jednak stał na parkingu, mogli i tak lądować opodal, na sporym miejscu, gdzie rosła trawa. Trawa nigdy nie rosła wysoko, bo ją przycinano co dwa dni. Zajmował się tym jeden z zatrudnionych na stałe ludzi.
Lot trwał czterdzieści minut, lecieli na wysokości około kilometra. Mogli spokojnie oglądać ocean i wielką aglomerację.
– Stęskniłem się a naszym domem. – powiedział Mark, patrząc z góry na ich posesję.
– Musimy jak najszybciej otrząsnąć się z tego koszmaru. – Nicholas przygarnął do siebie żonę.
– Będziesz pracował więcej w domu czy w swoim laboratorium, tato. – brunetka patrzyła na ojca z nieznacznie rozchylonymi ustami.
– Pewnie i tu i tam. Nadal jesteś przekonana, że nie chcesz już więcej mi pomóc?
– Czy kiedykolwiek zmieniłam zdanie, ojcze?
– Jesteś chyba jedyną kobietą w swoim rodzaju. – uśmiechnął się nieznacznie.
– Każda kobieta jest jedyna w swoim rodzaju – Nadia popatrzyła na niego z miłością.
– Pewnie tak, ale coś mi się wydaje, że nasza Beatrice jest wyjątkową z całego grona wyjątkowych kobiet. Czy tak lepiej?
– Znacznie. – widać było, że blondynce brakowało jego bliskości.
Wylądowali. Pierwsze co wszyscy zrobili to kąpiele w swoich łazienkach. Beatrice raczej się nie rozpieszczała i zwykle brała tylko prysznic. Tym razem potrzebowała relaksu. Osoby w jej wieku raczej tego nie potrzebują, ale sytuacja była wyjątkowa. Dodała do wody ciemnobłękitnego płynu o zapachu mięty i owoców egzotycznych. Zanim zaczęła kąpiel, spędziła dwie minuty w swojej sypialni. Zdjęła suknię. Piękny naszyjnik włożyła do swojego sejfu. Zanim to zrobiła, popatrzyła chwilę na dość drogi prezent. Weszła do łazienki, której drzwi znajdowały się w jej sypialni.
Zdjęła bieliznę i położyła na półeczce. Spojrzała krótko na swoje odbicie w wysokim lustrze, sięgającym podłogi zrobionej z ceramicznych kafli, sprowadzonych specjalnie z Włoch. Nigdy wcześniej nie zwracała na to uwagi, jak wygląda. Poczuła łzy na policzkach.  
Nie patrzyła na swoje odbicie w lustrze, by się zastanawiać czy jest ładna, czy nie. Pomyślała tylko, czy Cynthia tak wyglądała. Myśl o tym, że już jej nigdy nie zobaczy, utrzymywała ją w stanie wielkiego smutku. Próbowała sobie przypomnieć detale, na które nie zwracała uwagi podczas ich jedynej rozmowy. Wówczas pochłonięta była jej wnętrzem, duszą, a nie ciałem. Chłonęła ją i upajała się świadomością, potwierdzonym odczuciem, że dziewczyna była jak ona. Teraz jednak próbowała sobie przypomnieć szczegóły ciała Cynthii. Tak, przypomniała sobie jej kostki, kolana, zarys bioder i pośladków, które dostrzegła, kiedy córka Alexa szła do łazienki. Były praktycznie jak bliźniaczki. Istniały drobne różnice, ale te można by tylko dostrzec kiedy ktoś by się dłużej im przyglądał. Ostatnią rzeczą, którą porównała, to wielkość piersi. Miała pewność, że i tu były identyczne.  
Istniała jednak jedyna różnica. Długość włosów. Beatrice miała włosy lekko za kark, natomiast włosy zmarłej tragicznie Cynthii sięgały prawie pasa. Do tej pory córka Nicholasa ucinała włosy kiedy tylko trochę urosły, bo uważała, że tak będzie je łatwiej utrzymać je w ładzie. Teraz właśnie postanowiła zapuścić je do tej samej długości jak u jej przyjaciółki. Cóż dziwnie to brzmiało, ale tak ją określała w swoim sercu. Jedynym żywym łącznikiem między nią a Cynthią pozostawał Alex, ale ku kolejnej przeciwności losu, został porwany.  
Weszła do wody. Dziewczyna położyła się w ciepłej wodzie z pianą, ale zamiast się, zrelaksować myślała o wszystkim, co łączyło się z rodziną Forestów. Kto i dlaczego spalił ich dom? Nie czuła, że ojciec Cynthii mógł być w cokolwiek zamieszany. Chciała wiedzieć więcej o tym wszystkim, ale pierwszy raz w życiu nie ufała w pełni swojemu ojcu. Była niezwykle wrażliwą osobą i wyczuwała pierwszy raz w nim coś obcego. Postanowiła w miarę swoich możliwości dowiedzieć się jak najwięcej. Do początku studiów pozostały dwa tygodnie, gdyby nie to, miałaby większe możliwości. Tak pozostawał jej tylko internet. Postanowiła nie pytać ojca, ale zamierzała wyłapywać wszystkie usłyszane informacje odnośnie śledztwa, bo miała pewność, że takowe będzie prowadzone. 
Po kwadransie wyszła z wody. Wytarła ciało do sucha i założyła cienkie spodnie z bawełny, koszulkę i na to biały szlafrok z jedwabiu. Dochodziła dziewiętnasta i zwykle o tej porze była jeszcze aktywna około trzech godzin, ale z uwagi na zaistniałą smutną sytuację, postanowiła wszystkich pożegnać i spędzić czas samotnie, w sypialni. Weszła do wielkiej kuchni. Tam zastała Nadię, również w jedwabnym szlafroku, z tym że w jasnoniebieskim kolorze.
– Chcesz coś zjeść, kochanie?
– Nie jestem głodna. Czuję się zmęczona i pójdę do sypialni.
– Jasne skarbie. Czy jest wszystko w porządku między tobą i ojcem? Trochę jestem zaniepokojona, bo nigdy do tej pory się nie spieraliście. Ostatnio był taki ucieszony, że mu pomogłaś, przez to jego wymarzony projekt poszedł do przodu.
Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę co jej odpowiedzieć. Czyżby ojciec próbował nakłonić żonę, by zmieniła zdanie jego córki, by ta nadal mu pomagała? Czy w takim razie i ten drogi prezent miał być pewnego rodzaju prośbą w tym kierunku? Nie była bez serca i gdyby chodziło o coś innego, z pewnością by pomogła. Sprawa jednak dotyczyła czegoś najistotniejszego. Beatrice naprawdę odczuwała, że ojciec wszedł w sferę, której nie powinien dotykać. Dziewczyna posiadała otwarty umysł i nie miała nic przeciwko zdobyczom nauki i techniki, ale kiedy pomogła i okazało się to sukcesem, odczuła literalnie, że to był błąd. W tym nie zamierzała zmienić zdania. Otworzyła klatkę i Kevin szybko powędrował z zamknięcia na swoje ulubione miejsce, na jej ciele, czyli miejsce obok szyi.
– Hej, stęskniłeś się. Widzą, że Dolores zmieniła ci wodę i toaletą, ale nie zrobiła tego super. Wybaczymy jej prawda? Kiedy będę w domu, nie musisz być w klatce.
Beatrice była zaskoczona inteligencją szczura. Załatwiał się tylko w odpowiednim miejscu, niczego nie gryzł ani nie niszczył. Dzikie szczury są bardzo brudnymi zwierzętami i mają mnóstwo bakterii na ciele i w mordce. Nie miała pewności co do Kevina. Dotykała czasem jego futerka, ale tylko dłońmi. Pomyślała teraz, że musi mu wytłumaczyć, że być może lepiej dla niego będzie, jeżeli da mu wolność. Tak naprawdę postanowiła mu to powiedzieć i zostawić wybór. Zdawała sobie sprawę, że w niewoli zwierzęta czasem żyły dłużej. Jej Kevin został zmieniony. Wcześniej dowiedziała się, że nie jest w stanie mieć potomstwa. Nadal pytaniem było, czy będzie się starzał. Prawdopodobnie nie, ale nawet nie chciała tego wiedzieć w przeciwieństwie do jej ojca. Dlaczego tylko z nim się to udało? Czy będzie identycznie z ludźmi, a może nic się nie powiedzie? Tego właśnie chciała. Nie, żeby dokuczyć ojcu. Po prostu uważała, że życie powinno trwać jak do tej pory.  
Odpaliła swój komputer i szukała wiadomości. Ku jej zaskoczeniu, niczego nie podano. Wobec tego przeszukała w sieci i tu również nie znalazła żadnej informacji o wybuchu. Wobec powyższego postanowiła zrobić wyjątek i zapytać ojca. Zdjęła szczura delikatnie z karku i postawiła go obok klatki. Ku jej zdziwieniu szczur tam wszedł i znieruchomiał. 
– Zaraz wrócę – powiedziała cicho i wyszła z pokoju.
Poszła do salonu.
Nadia i Nicholas siedzieli na skórzanej kanapie.
– Mama mówiła, że czujesz się nieco zmęczona. Wszyscy potrzebujemy trochę otrząsnąć się z tej tragedii. – rzekł ciepło.
– Tak. Może wiesz, dlaczego nie ma w sieci żadnych informacji na temat wypadku? Ani w wiadomościach, ani na forach społecznościowych.
– Z tego co się dowiedziałem, dla bezpieczeństwa publicznego postanowiono sprawy nie nagłaśniać. Jednak skoro cię to interesuje, powiem coś, czego się przed chwilą dowiedziałem od Jonathana. To jest sprawa bez precedensu. Ponieważ Alexa porwano, postawiło to całe służby w bardzo złym świetle. Postanowiono oddać sprawę z powrotem LAPD i ponownie ma prowadzić ją ten sam detektyw. To jest tajemnica i niech to pozostanie w domu.  
– To wszystko jest bardzo dziwne. Moje przeczucie mnie nie myli. Pan Forest jest uczciwym człowiekiem. Nie rozumiem kto i dlaczego zniszczył mu dom. Również nie uważam, że powinien być zabrany w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Jakby kwatera główna LAPD nie wystarczała.
– Stracił wszystko, co najcenniejsze dla niego i być może obawiali się o jego życie. Zabrano go z dwóch powodów. Jednego, żeby sobie czegoś nie zrobił, drugiego, że jednak być może są jakieś powiązania i faktycznie to jego chciano zabić.
– To wówczas ktoś, kto to zrobił, musiał być blisko. Decyzja, że pojadą samochodem, nie mogła być przewidziana. To graniczy z cudem.
– Nie wiem córeczko. Sprawę dano bardzo młodemu mężczyźnie.
– Wiem. Alex go dobrze odebrał. Ja jednak na jego miejscu bym odmówiła. Ktoś mu daje sprawę, inny odbiera. Nawala i oddaje z powrotem? To dziecinne i infantylne.
– Też tak to odebrałem. Niestety w służbach mundurowych panują nieco inne prawa niż wśród cywilów. Być może pan Calm nie będzie miał wyboru.
– Rozumiem. Życzę wam dobrej nocy. Pamiętaj ojcze, jeżeli Alex się znajdzie, powinieneś go zobaczyć.
– Tak, wiem o tym.
Nick odpowiedział jej, ale cały czas zastanawiał się i prawdę mówiąc, go to nawet drażniło, że córka mówi o mężczyźnie, którego znała dwie godziny, a starszego od niej o trzydzieści lat, po imieniu. Oczywiście nie chciał poruszać tego, bo już dała mu odczuć, że ma do niego uczucie. I tego zupełnie nie mógł pojąć, bo tłumaczenie, że ona mu przypomina jego córkę, zupełnie go nie przekonywało. Zależało mu jednak na jak najlepszych stosunkach z córką i dlatego w żaden sposób nie chciał tych relacji popsuć.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3461 słów i 19624 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Wiara w umiejętności Calma spora, ale tylko na niego mogą liczyć. Kwestia jeszcze ile sam Calm może osiągnąć nie mając po swojej stronie nikogo.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Calm ma dobre serce, duszę i umysł.  Otacza się dobrymi ludźmi.  Pamiętasz jak odpowiedział Moorowi( wziałem prawdziwe nazwiska) Moor mu pomoże. Calm jest super. Spodobała mu się Beatrice ale czuje, że ona już oddała serce komuś innemu, mimo to nadal będzie za Forester.Wiesz jak jest w życiu.Czasem ludzie są przyjaciółmi, zakochują sie w tej samej kobiecie i po przyjaźni.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Miłość nie wybiera niestety i w takim przypadku ktoś odchodzi z niczym.