Jedno słowo - Rozdział trzydziesty czwarty

Wracałam do domu z duszą na ramieniu. W głowie miałam mętlik, a w sercu czułam niepokój. Co ja powiem na uczelni, gdy brzuch zacznie stawać się widoczny? Jak zareaguje Anka i reszta moich przyjaciółek na wieść, że w niedługim czasie zostaną doszywanymi ciociami? Co powiem Brajanowi? Sprawy w ciągu kilku godzin nabrały takiego obrotu, że dalsza relacja stała się niemożliwa. On miał już dziecko, a ja? Poczułam napływające do oczu łzy; przecież nie miałam nawet żadnego doświadczenia w opiece nad niemowlakami i nawet go nie chciałam. To znaczy, chciałam, ale nie teraz i nie z Arturem. Z bezsilności uderzyłam dłonią w kierownicę, przy okazji uruchamiając klakson. Zaklęłam głośno. To wszystko była wina Marcela, gdyby nie jego bezmyślność i to, że mnie sprzedał, jakbym była zwykłym towarem, Artur czy też Maks nigdy nie zwróciłby na mnie uwagi, a ja miałabym o jedno zmartwienie mniej.
Rodzice chcieli, żebym została u nich i nawet próbowali się upierać przy swoim, ale tylko przecząco kręciłam głową. Gdybym tam została, moje dziecko przyszłoby na świat w więziennych warunkach.
-Zadzwonię, jak dojadę do domu – powiedziałam stanowczym głosem, nakładając buty. - Nie martwcie się. Nie jestem na tyle głupia, by popełnić samobójstwo.
Matka wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z ojcem, który nerwowo zaciskał szczękę. Widziałam, jak się powstrzymywał przed wybuchem.
-To nie jest dobry czas na żarty – mruknął po dłuższym czasie. - Pamiętaj, że teraz…
-Nawet nie kończ – przerwałam mu, unosząc dłonie w powietrze. - Gdyby nie twój pierdolony synalek, święta zasrana krowa nic by nie było.
-Poniesie konsekwencje – usłyszałam w odpowiedzi. - Bądź spokojna.
Omal nie wybuchnęłam śmiechem. Zdecydowanie zbyt dużo przebywał w towarzystwie samochodów. Zamiast mózgu miał płyn do spryskiwaczy. Matka nigdy nie pozwoli na wyciąganie konsekwencji. Przynajmniej nie od niego.
-Chciałabym to zobaczyć. - Szepnęłam, ciężko wzdychając.
Nie dając czasu na żadną odpowiedź, wyszłam na zewnątrz; głośno trzaskając drzwiami.

Dojeżdżając pod dom, zerknęłam na zegarek znajdujący się na kokpicie. Dochodziła dopiero dwudziesta pierwsza. W innych okolicznościach odwiedziłabym monopolowy i wyposażona w butelkę czerwonego wina, wróciłabym do swojego mieszkania, jednak teraz to było niemożliwe. Zostałam zmuszona przejść przez to na trzeźwo. Z ociąganiem, zgasiłam silnik.
Idąc w kierunku klatki schodowej, miałam wrażenie, że jestem obserwowana. Dla pewności, że nikt za mną nie szedł, obróciłam się za siebie. Nikogo nie zauważyłam. Delikatnie dotknęłam jeszcze płaskiego brzucha, jakbym podświadomie chciała jego lub ją ochronić. Mogłam się wściekać, ale ono nie było niczemu winne. Na litość Boską, samo nie pchało się na ten świat.

-Estera – usłyszałam, gdy przechodziłam obok windy. Zatrzymałam się w pół kroku. Dłonie zacisnęłam w pięści. Westchnęłam.
-Cześć Brajan – powiedziałam, odwracając się w jego stronę. - miałam bardzo ciężki dzień.
Zrobiłam krok w tył. Nie chciałam, żeby podchodził. Dystans pomiędzy nami był mi potrzebny. Inaczej pęknę.
-Podobno herbata jest lekiem na wszystko. - uśmiechnął się i przeczesał palcami włosy. - Wejdziesz?
Przecząco pokręciłam głową, gryząc policzek od środka. I jak ja miałam mu to powiedzieć? Dlaczego do diabła nie mógł po prostu odpuścić? Wrócić do mieszkania i skupić się na Leili? Jeszcze rano, przystałabym na tę propozycję z ochotą.
-To nie jest dobry pomysł. - spuściłam głowę w dół. - Przepraszam, ale nic z tego nie będzie.
-Dlaczego? Postanowiłaś dać mu jednak szansę?
Byłam tak cholernie blisko wybuchnięcia płaczem. Czy on naprawdę nie widział, że byłam w rozsypce? Kopnęłam czubkiem buta, niewidzialny kamyk.
-To nie do końca jest tak. - wymruczałam, wciąż patrząc w podłogę. - Tylko wszystko się skomplikowało. Nowe okoliczności.
-Mam czas – nie chciał ustąpić. - Możesz opowiedzieć.
Miałam mu opowiedzieć wersję z pszczółkami, czy dla dorosłych? Bardziej z bezsilności, niż rozbawienia parsknęłam śmiechem.
-Najpierw muszę poukładać to sobie w głowie. Sama. - chciałam, by mój głos zabrzmiał stanowczo. -Proszę, nie utrudniaj.
Nieoczekiwanie, poczułam, jak chwyta mnie za podbródek i unosi moją głowę ku górze. Kiedy on zdążył do mnie podejść?
-Nie chcę żadnej ubogiej w szczegóły wersji – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Cenię sobie szczerość. Najgorsza prawda jest gorsza od najpiękniejszego kłamstwa.
I to był właśnie mój koniec. Po policzkach zaczęły płynąć łzy. Wystarczy.
-Jestem w ciąży z Arturem – załkałam. - Dlatego już nic nie będzie. Rozumiesz?
Bez słowa, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Serce chciało wyskoczyć mi z piersi. To było takie... Nagle zabrakło mi słów.

Siedzieliśmy z Brajanem na jego kanapie w salonie w absolutnej ciszy. Gdy tylko przestałam płakać, zabrał mnie do siebie; mówiąc, że nie zostanę dzisiaj sama. Leila była u jego rodziców i miałam tam zostać do końca tygodnia.
-On wie?
Oderwałam wzrok od kubka z malinową herbatą i spojrzałam na mężczyznę obolałym spojrzeniem. Rozmowy z Arturem nie brałam na chwilę obecną pod uwagę. Nie chciałam o nim słyszeć, dopóki nie oswoję się z informacjami na jego temat. Wzięłam głęboki wdech. Czas na prawdziwą bombę.
-Mój aktualny stan, to tylko wierzchołek góry lodowej. - Ten bydlak mnie kupił.
Kieliszek z winem wylądował na podłodze. Zerwałam się na równe nogi i dość szybko tego pożałowałam. W głowie miałam karuzelę.
-Zostaw – usłyszałam. - I powiedz mi, co znaczy, „kupił"?
-Mój brat mu mnie sprzedał. Zostałam potraktowana jak bydło na sprzedaż.
W odpowiedzi usłyszałam same przekleństwa.

1 476 czyt.
100%183
Minia215

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1071 słów i 5994 znaków

Komentarze (3)

 
  • Hej

    Hej 26 kwi 11:33 ip:1883354

    Kiedy następny rozdział?

  • Speker

    Speker 12 kwietnia

    Brajan chyba okaże się świetnym partnerem. Co z Anką? Gdzieś znowu prysła. Rewelacyjnie zbudowane napięcie i to w jaki sposób zaszczepiasz chęć dalszego czytania. Ale to czekanie? Masakra
    Dziękuję.

  • Lula

    Lula 12 kwietnia

    Czyli na związk z Brajanem jest szansa 😘