It wasn’t meant to be like this – Gdzie to jebane ogłoszenie?

It wasn’t meant to be like this – Gdzie to jebane ogłoszenie?"Kurwa” – zaklął podświadomie, przypomniawszy sobie, że nie zamknął drzwi gabinetu. Od razu pomyślał o Roxy i kłopotach, które niewątpliwie będzie miał, a jeśli nawet nie, nużąca gadka go nie ominie.
Ruszył jak wariat, nie patrząc na to, iż jest pierwsza w nocy i może wpaść wprost w łapy policji. W końcu nie wszyscy byli skorumpowani.
– Wróciła? – rzucił na jednym wdechu, zawisając przed barmanem.
– Kris? – doszedł go lodowaty ton. – Chyba musimy porozmawiać – syknęła Roxy, gromiąc chłopaka złowieszczym spojrzeniem.
Ruszył niechętnie, sprawdzając dyskretnie, czy dysk nadal jest w kieszeni.
– Co to ma znaczyć? – Rita z gracją popchnęła drzwi gabinetu, które bezszelestnie otworzyły się na oścież.
– Mnie pytasz? – zrobił debilną minę.
– A kogo, kurwa, mam pytać?! – uniosła się dziewczyna.
– Przecież zamykałaś.
– Tak, właśnie, ZAMYKAŁAM.
– Na pewno?
– Blackie, co ty kombinujesz?  
Chłopak zachichotał nerwowo.
– Poważnie? – Roxy uniosła brwi, wskazując głową piętro.
Chichot zamienił się w śmiech, lecz Kris był coraz bardziej zdenerwowany. Wiedział, jaka jest dziewczyna, że nie odpuści i bał się, żeby to całe zamieszanie nie wyszło mu bardzo na niekorzyść.
– Kris – naciskała blondynka.
– Przestań, dobra? Wymyślasz jakieś dziwne scenariusze.
– Czego tu szukałeś?
– Dobra, kurwa, szukałem, z ciekawości, ok?! Zresztą szuflady i tak są zamknięte! – warknął chłopak.
– Wiesz, że powinnam poinformować o tym Antona? Nie chcę tu żadnych problemów, rozumiesz? Kurwa, człowieku, co się z tobą dzieje? Chcesz spalić interes dla jakiejś dupy? I nas, i szefa?
– A rób sobie, co chcesz! – rzucił wkurzony Kris i wyminął dziewczynę.
– Kurwa, Kris, zastanów się!  
W odpowiedzi machnął tylko z ignorancją ręką i zniknął jej z oczu. Wszedł na piętro i odetchnął ciężko, czuł, że to nie przejdzie bez echa. Podejrzliwa, oddana szefowi Rita i Cassie, na której też mogła odbić się cała ta sytuacja; to wszystko wystarczyło, aby chłopak zaczął się zastanawiać, czy aby dobrze zrobił.
„Kurwa, zjebałem” – ganił się w duchu, zrozumiawszy, że powinien być bardziej ostrożny, lub poczekać na dogodniejszy moment. No i telefon Leo, który wciąż miał w kieszeni – ten zaczął go w tej chwili wręcz parzyć.
Otworzył drzwi – Cassie nadal spała. Nie wchodził do środka, tylko wycofał się na schody, nasłuchując, czy Rita nadal jest w lokalu. Nie usłyszał rozmowy, wywnioskował więc, że wyszła. Cicho jak złodziej zszedł do baru i widząc, że Pavla nie ma, migiem podrzucił telefon pod blat i wymknął  się z budynku.
Jechał już na słowo honoru, był tak zmęczony, że oczy same mu się zamykały. Ciekawy zawartości pendrive’a chciał jak najszybciej znaleźć się w domu. Po niecałym kwadransie już siedział z laptopem na kolanach. Nerwowo włożył dysk…



Gdy się ocknął, było już jasno. Przetarł oczy i zerknął na zegarek – dochodziła szósta. Komputer nadal trzymał w dłoniach, odłożył go więc na sofę i niechętnie ruszył tyłek. Potrzebował mocnej, czarnej kawy.
Podkładka z dwusetki białego pyłu dobrze spełniła swoją powinność, po niecałych dziesięciu minutach chłopak obudził się całkowicie. Postawił kawę obok i chwycił laptop. Chi miał rację, na dysku prócz kontaktów, sześciu nieistotnych wiadomości i dwóch adresów, które już znał, nie było nic. Otworzył przeglądarkę i wpisał pierwszy z nich. Wyświetliła mu się okolica przedmieść z ładnymi, małymi domkami, lecz jego oczywiście zainteresował tylko ten, który wskazało Google. Biały parterowy budynek z niewielkim ogródkiem i garażem świadczył o tym, że dziewczyna nie pławiła się w luksusach. Nie był jednak pewien, czy to dom Cassie, obok adresu wpisał więc imię, lecz żadnych wyników nie otrzymał. Zadumał się chwilę, zastanawiając, czy dobrze wnioskuje, po chwili jednak doszedł do wniosku, że tak, że namiarów dziewczyn porwanych dużo wcześniej Leo nie trzymałby tak długo. Chwycił telefon i wykręcił numer Chicka. Ten odebrał w okamgnieniu. Przywitał kolegę podobnie jak w nocy, klnąc w słuchawkę i wnosząc pretensje, że od samego rana dupę mu zawraca.
– Cicho, kurwa, posłuchaj mnie, dobrze?! – zniecierpliwiony Kris podniósł głos. – Masz jeszcze ten adres, który wczoraj widzieliśmy?
– W celu?
– Sprawdź mi właściciela domu. I chcę jeszcze dane, co tylko da się wygrzebać. Dorzucę ci gratis – rzekł już spokojniej Kris.
– Po co ci to?
– Nie pytaj, dobra, tylko to zrób – fuknął Blackie, nie zamierzając wtajemniczać przyjaciela, który do tej pory nie wiedział, czym chłopak się zajmuje.
– Poczekaj – odparł Chi i zapadła cisza.
Kris czekał i czekał, wsłuchując się w niewyraźny dźwięk stukających klawiszy, w końcu zaczął się niecierpliwić.
– Chi…
– Jeszcze chwila.
Chłopak zgasił papierosa i zaraz odpalił drugiego, amfetamina sponiewierała go całego.
– Zapisujesz? – zapytał nagle Chick.
– Wyślij mi na maila.
– Nie. Bierz długopis – rzekł nieufnie haker. – Cassandra McAdams, urodzona jedenastego stycznia, dziewięćdziesiątego trzeciego w Preston. Aktualny  adres – 1119 Valerie Street, Holly Field. Studentka Ochrony Środowiska, rzuciła naukę po roku. Rodzice – Richard i Tracy McAdams, oboje zginęli dwa lata temu w katastrofie lotniczej. W związku z Willem Arrowem – dwadzieścia trzy lata, prowadzi komis samochodowy i niewielki warsztat. Mam fotkę, zaraz ci wyślę. Prócz tego jest siostra, Abigail McAdams, bliźniaczka, od dwóch lat zamieszkała w Nowym Jorku, studentka medycyny. Obecnie bez faceta. Na razie tyle, chyba ci wystarczy. Nie grzebałem głęboko, ale jakby co, jestem bardziej niż pewny, że się odezwiesz – drwił Chi. – Miała profil na Twiterze, ale jakiś czas temu został usunięty. Oczywiście dogrzebałem się do niego, i... Aha, i jeszcze jedno. Ma też psa, owczarka Neo – zarechotał w słuchawkę.
– To wszystko? – zapytał Kris. – A jakaś notka o zaginięciu?
– O zaginięciu? – zdziwił się Chick. – Nie, nic nie ma. Kurwa, Blackie, jakie zaginięcie? O co tu cho…?
– Dobra, dzięki. Odezwę się – rzucił Kris i nie chcąc odpowiadać na niewygodne pytania, szybko się rozłączył.
Nie wiedział, co myśleć, totalnie zgłupiał. „Czwarty dzień i nikt jej nie szuka? Kurwa, przecież byłaby jakakolwiek wzmianka, ogłoszenia, plakaty…” – spekulował, starając się przyhamować rosnącą w nim złość.
Dźwięk powiadomienia wyrwał go z rozmyślań, chwycił więc telefon i otworzył otrzymany plik. Ukazała mu się uśmiechnięta Cassie, stojąca na brzegu morza z obejmującym ją, wysokim blondynem. Od razu skrzywiła mu się twarz, koleś wyglądał jak narcystyczny, zarozumiały amant z kiepskiego romantycznego filmu. Parsknął pod nosem, nie mogąc pojąć, jakim cudem taka dziewczyna jak ona związała się z takim bucem. Poczuł niezrozumiałą zazdrość, do tego zaczęły nasuwać mu się pytania, czy przypadkiem facet nie miał nic wspólnego z porwaniem dziewczyny?
No bo gdzie to jebane ogłoszenie?

4 145 czyt.
100%136
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1194 słów i 7334 znaków, zaktualizowała 21 kwi o 16:46.

6 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 29 czerwca

    A więc śledztwo i myśli biegną w kierunku uczucia. Czy Kris w tej sprawie cos wygrzebie i okaże się za porwaniem stoi jej chłopak. No zaciekawiasz tym kryminalnym wątkiem. Miłego wieczoru

  • Vsjwn

    Vsjwn · 28 kwietnia · 193143488

    No no 😀 super 😋 co tam wymyślisz dla nas ciekawego 😀😀? Kiedy kolejna część

  • Lilu

    Lilu · 25 kwietnia · 381258671

    No no coś czuję że jakaś miłość się kroi  ze strony Krisa 😀😀 ciekawe co nam wymyślisz 😛😄

  • Mikki

    Mikki · 24 kwietnia · 230360658

    Super 😋 ciekawe opko 😋 😍 czyżby Kris chciał coś więcej z Cass niż tylko pomoc ? 😄

  • Somebody

    Somebody · 21 kwietnia

    Dziękuję  

  • AnonimS

    AnonimS · 21 kwietnia

    Świateczny zestaw na tak