Infiltrator śmierci

Infiltrator śmierciW drodze znikąd spotykamy złudzenia, kilka miejscówek z widokiem na most straceńców. Wiszący jak hamak nad wąwozem perfekcyjnej śmierci. Kiedy otrzesz się o nią choćby chwilą, poczujesz głód. Będziesz szukać światła i korytarza dla życia. Wyjść zapragniesz, by poszukać powietrza, by móc pooddychać. Czy stojąc na skrzyżowaniu, ktoś ci ustąpi pierwszeństwa do marzeń, czy zepchnie na czerwonym i pomknie dalej? Od paru lat ucieka od pamiętania, od przyszłości, od miłości.


Siedem lat wcześniej
Stał na stacji benzynowej, zatankował do pełna, a za ostatnie dwadzieścia złotych wylał parę litrów na ziemię i splunął petem. Lubił ogień i zapach benzyny i jej głośny, radosny śmiech.
Zginęło dwanaście osób w tym troje dzieci, donosiły media.
Znowu mknął znikąd autostradą śmierci pomiędzy samochodami, ogłuszało go wycie syren, oślepiały flesze. Miażdżył z całej siły pedał gazu. Szybciej! Ciągle ten nieśmiertelny głos dudnił w głowie. Obejmowała go w talii, a jej oddech przyjemnie muskał jego szyję.

Później już pozostała za nim cisza.
Splątane wiatrem włosy wyglądały jak macki martwej ośmiornicy, marmurkowa twarz, skórzana kurtka zapięta pod brodę. Szeroko otwarte oczy patrzyły na niego. Nie oddychała. Nie mogła, przeszła do krainy potworów.

Od tamtej pory szukał jakiegokolwiek śladu Tatiany. Zawsze ten sam precyzyjny obraz. Stworzył sobie wewnętrzny świat, symbolikę, labirynt psychologiczny, po którym się poruszał. Świat w kolorze palonej sjeny*, bez wody, spopielony i pragmatyczny, oddzielony murem. Świat bez okien.
Pamięć traumatyczna zakodowana od dziecięcych lat, strach przed deszczem i podwójną tożsamością tkwiła w nim jak igła, której nie można usunąć. Wiedział, że musi uciekać, że musi wykazać się największą odwagą. Jest tylko jeden sposób, żeby uciec potworom i nie dać się złapać. On ciągle żył w świecie leśnych Ogrów**. Dlatego Tatiana musiała zginąć, bo nie rozumiała tego.

— Później będzie za późno — powtarzała wciąż mama małemu chłopcu. Jest tylko jeden sposób na ucieczkę, jedno miejsce, w którym cię nie znajdą — śmierć innych.

Zatrzymał swoją yamahę VMAX na leśnym parkingu. Z bagażnika wyjął jedną z map i rozłożył na drewnianym stole. W skali 1:25 000 glansowany papier zabazgrany kolorowymi kółkami, strzałkami, kreskami i figurami geometrycznymi.

— To są moje nieułożone puzzle — powiedział. — Już czas na spotkanie z Ogrami.

Nadchodził zmierzch. W oddali słyszał szum morza, a przed oczami przebijające się pomiędzy drzewami niezmordowane światło latarni. Liczył w myślach każdą sekundę. Miał przy sobie latarkę, ale jej światło nie było na tyle wystarczające, by mógł oświetlić głębię przepaści i atramentowe morze w dole. Szedł po wapieniolubnej murawie. Piętnaście sekund, szesnaście odliczał... W myślach odtwarzał kolorowe kreski i strzałki, wspólny mianownik. W gąszczu cierni czepiających się jego skórzanej kurtki brnął pośród ciemnych krzewów jałowca. Nagle sygnał wiadomości rozdarł ciszę. Z kieszeni spodni wyjął komórkę, na której odczytał – nieodebrane połączenia od psychiatry jego matki... aż pięć.
Zerknął na godzinę.
22:10
— Cholera, co może chcieć o tej porze? — zapytał siebie.
Siedemnaście sekund usłyszał głos i zobaczył trzy wieże w jednej linii tak jak na mapie. Snop światła bijący ze środkowej kopuły oślepił go. Nachodziły cienie w jego stronę, zaczął uciekać. Znowu zadzwonił telefon. Nie odebrał.
Biegł, a pod jego butami chrzęściły modrak morski*** i kowniatek****. Oddychał głęboko, aby uspokoić kołatanie serca.
Słyszał śmiech Tatiany bez twarzy i głos matki. To była ostatnia wizja. Potem nastała ciemność.

Ból i zapach benzyny. Nie był w stanie określić, ile czasu minęło. Rozdzierające rwanie pleców promieniowało do karku, ale było niczym w porównaniu z ciężarem, jaki przygniatał mu kończyny dolne. Trzysta kilo miażdżyło mu kolana i kości piszczelowe. Tkwiły jak w imadle z chromu i blachy. Nie mógł ruszyć motoru, był schwytany w pułapkę. Kask stoczył się po parkingu kilka metrów dalej. Wziął głęboki oddech, zapach paliwa wniknął do płuc. Jak niewidzialna chmura kwasowa, żrąca po drodze gardło, tchawicę i klatkę piersiową. Zakasłał. Leżał w kałuży oleju napędowego i dlatego musiał się wyswobodzić spod tego ciężaru. Zamknął oczy i powoli rozluźnił mięśnie: bicepsy, tricepsy i naramienne. Otworzył oczy i pchnął z całej siły. Motor nie drgnął. Nie zamierzał się poddawać. Przy którymś podejściu, kiedy uchylił powieki, zobaczył w ciemności czerwone światełko nad sobą. Pewnie jakiś dziwny świecący owad – pomyślał.
Minęło trochę czasu, nim zrozumiał. Jego nozdrza zaczęły drzeć. Wyczuły pewnie zapach niebezpieczeństwa.

— Czy ktoś tutaj jest? — zapytał szeptem. Jednak nikt mu nie odpowiedział.

Tylko tliła się jarząca końcówka zapalonego papierosa w ustach niewidocznego cienia.
Słońce wschodziło, na parkingu popioły były już zimne. Jedynie bezkształtny blaszany szkielet sterczał, a na nim rozpoznawalny znak firmowy, srebrny orzeł z rozpostartymi skrzydłami. Zwłoki zwęglone, obok leżał kask jak wydrążona czaszka pozaziemskiego potwora o nieproporcjonalnym mózgu.
Pośród drzew mijały się cienie większe i mniejsze, można było usłyszeć ciche oddechy. Wszystko podążało w nieznanym kierunku.

Śmierć przez samospalenie zapisano w aktach.



Przypisy za wikipedią:
*sjena – odmiana ochry żelazowej w kolorze żółtobrunatnym, ciemnobrunatnym wykorzystywana do produkcji farb olejnych, a także jako farba akwarelowa.
**Ogr – legendarne stworzenie z mitów Północnej Europy. Ogry to rasa człekokształtnych stworzeń, gwałtownych i okrutnych potworów jedzących ludzkie mięso. Ogry są, w przeciwieństwie do trolli, inteligentne, ale i tak ludziom zwykle udaje się je pokonać, nawet pomimo ich wielkiej siły.
***modrak morski – (łac. Crambe maritima), zwany też kapustą morską lub katranem. Ta niezwykła, blisko spokrewniona z kalafiorem i kapustą roślina, to wartościowe i ciekawe warzywo, którego środowiskiem naturalnym są wydmy i tereny położone w pobliżu słonych mórz i wybrzeży.
****Koper (Anethum) – rodzaj roślin z rodziny selerowatych. Nazwa koper pojawia się także w nazwach zwyczajowych także innych przedstawicieli selerowatych – np. koprem włoskim nazywany jest fenkuł włoski (Foeniculum vulgare), a koprem morskim kowniatek morski (Crithmum maritimum).

1 044 czyt.
100%245
kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użyła 1126 słów i 6736 znaków, zaktualizowała 24 lip o 15:05.

5 komentarzy

 
  • YankoWojownik

    YankoWojownik · 9 lipca

    Nocą czytałem, ale nie dzisiejszą - wcześniej. Mocne, dobre na noc właśnie.

  • YankoWojownik

    YankoWojownik · 6 lipca

    Świetnie się zaczyna, ale ja - jakby to - z przyczyn obiektywnych nie przespałem nocy, więc doczytam kiedy indziej. Zostawię łapę - taki znak.

  • agnes1709

    agnes1709 · 5 lipca

    BOSKO!!! Moje klimaty

  • Duygu

    Duygu · 5 lipca

    Bardzo tajemniczy tekst, pełen dreszczyku emocji i grozy. Podoba mi się. Moje klimaty. Śmiesznie się złożyło, że Tatiana występuje też w moim opowiadaniu    Łapka w górę  

  • AnonimS

    AnonimS · 5 lipca

    Czytam bo ciekawie piszesz ale nieraz nie wiem jak to odebrać. Zestaw na tak. Pozdrawiam