Deszcz cz 18

—To jedziemy, kochanie.

— Tato, jak poszło?

— Dobrze. Nie robili żadnych problemów.

— To super. Nareszcie mama będzie cię miała więcej.

— I wy również. Widzę, że z Remim jest mały problem. Jest taki zamknięty.

— On jest dziwny...

Spojrzałem na nią. Szliśmy spokojne do samochodu, a ja obserwowałem inne dzieci i rodziców.

— Tak, jest inny — odrzekłem tylko — Dlaczego powiedziałaś, że mama mnie będzie mnie miała więcej. Ty nie?

Uśmiechnęła się i powiedziała coś, co mnie zelektryzowało.

— Nie mogę cię mieć już więcej.

— W takim razie i mama nie będzie mogła...

— Tato, musisz wiedzieć, że istnieje takie coś jak poczucie humoru — rzekła.

Popatrzyłem tylko na nią, bo już dochodziliśmy do wozu i nie miałem czasu nic odpowiedzieć.

— Chcecie gdzieś pojechać? — zapytałem.

— Do domu — rzekła Chloe.

— Również — dodał nasz syn.

Odwróciłem twarz i spojrzałem na niego.

— Coś nie tak Remi?

W zasadzie miał na imię Remigiusz. Razem z Dianą daliśmy mu takie imie, uznając je za bardzo dostojne, ale ponieważ nie za bardzo je lubił, używaliśmy skrótu.

— Wszystko dobrze. Jutro wraca stryj Hajze?

— Tak, koło południa.

— Mógłbym z tobą pojechać po stryja na lotnisko?

Lekko mnie zaskoczył. Hajze nigdy po mnie nie przyjeżdżał.

— Dobrze, z pewnością się ucieszy.

— Być może.

Ruszyłem. Diana nadal trzymała swoja rękę na mojej prawej. Nie utrudniało mi to w niczym, w końcu prowadziłem samochód z automatyczną skrzynią biegu..

Słyszałem, że Chloe próbowała zacząć konwersację z bratem, ale ponieważ odpowiadał pojedynczymi zdaniami, zaprzestała. Wyglądało na to, że wszyscy się staraliśmy nawiązać z nim wspólny język, ale bez rezultatów.

Po dwudziestu pięciu minutach dojechaliśmy do domu.

Dzieci poszły do swoich pokoi, a ja z żoną zabraliśmy się do przygotowywania obiadu.

— Jeszcze nie zupełnie do mnie dotarło, że będę cię miała więcej. Nie wiem co będziesz robił, ale z pewnością będziesz działał. Nie usiądziesz na foteli i nie zaczniesz patrzeć w komputer.

— Może nic. Będę siedział w domu i patrzył na ciebie — uśmiechnąłem się.

— Jak cię przyjęli?

— Najpierw bardzo chłodno. Prawdopodobnie specjalnie. Potem już wszystko poszło dobrze. To też są ludzie. Okazało się, że osoba o najgorszych notowaniach, okazała się najlepszą. Ciekawe jak to Hajze przyjmie?

— Pewnie się ucieszy, ale nigdy nie wspominałeś, że jest żądny władzy. Oczywiście domyślałem się że robicie coś innego, ale chodzi mi zasadniczo o jego nastawienie jako wspólnika.

— Też tego nie odczułem. Powinien być niezbyt zadowolony na samym początku, a wówczas wręcz się ucieszył, że to ja mam prowadzić interes.

— Może teraz się trochę zmieni i dzięki temu wasze stosunki się poprawią.

— Nie wiem. Tak naprawdę nie znam go. Potrafi dobrze się maskować. Najdziwniejsze jest to, że nikt zupełnie nie ma pojęcia kto i dlaczego zabił tamtych ludzi. Hajze nie czuje żadnej empatii z powodu tego morderstwa, ale też z pewnością nie miał z tym nic wspólnego.

— Czyli istnieją morderstwa doskonałe.

— Nie sądzę. Najważniejsze są motywy. Z całą pewnością ci dwaj nie byli święci, być może komuś się narazili i właśnie ten kto to zrobił wykorzystał tę właśnie chwilę, by rzucić cień na kogoś innego.

— Czy to mogła zrobić kobieta?

— Tak. Znam co najmniej jedną zdolną do takiego czynu, ale nie sądzę by miała powód. To zrobił mężczyzna. Bardzo zdolny i bardzo zły. Z pewnością posiadający skłonności sadystyczne.

— Skoro zrobił to raz, może zrobić to ponownie.

— Tak, kochanie. Świat jest pełen szaleńców, ale nie mówmy o tym, bo jedzenie będzie niedobre.

— Masz rację, przepraszam. Powinniśmy świętować. Jakkolwiek zastanawia mnie nasz syn. Mówiłam ci, że chwilami mam obawy. To moje dziecko, ale nie rozumiem dlaczego taki jest. Dałam mu więcej ciepła i uczucia niż okazałam Chloe.

— Nie wszystko jest do wyjaśnienia. Można mieć tylko nadzieję, z może się zmieni.

— Tak, musimy mieć taką nadzieję.

Pomagałem jej przy sałatce. Przygotowała już super kluseczki, sos pomidorowy i klopsy. Zupę mieli z wczoraj. Diana starała się zmieniać jadłospis i raczej nigdy nie karmiła nas więcej niż dwa dni tym samym posiłkiem. Jak już wspomniałem, nie bywałem często w domu, ale wiedziałem o tym, bo po przyjściu, zaglądałem czasem do lodówki.

W końcu po czterdziestu minutach obiad czekał na spożycie.

— Pójdziesz po dzieci? — zapytała.

— Jasne.

Pomyślałem, ze będę miał moment,  żeby nawiązać do niedokończonej rozmowy z Chloe.

Po chwili wszedłem już na górę i pierwsze kroki skierowałem do jej pokoju. Zapukałem.

— Otwarte — usłyszałem.

Czegoś słuchała, ale na tyle cicho, że usłyszała pukanie. Miałem pewność że nie rozmawia teraz z Aishą.

— Obiad gotowy — powiedziałem w drzwiach.

— Super. Nie wejdziesz? Jesteś zawsze mile widziany w moim pokoju.

Nie wyczułem kontekstu. W zasadzie zachowywała się jakby nic się nie wydarzyło.

— Idę jeszcze do Ramiego, więc zostanę tylko chwilkę.

Przymknąłem drzwi.

— Odnośnie niedokończonej rozmowy. Mam poczucie humoru, tylko nie wyczułem, że żartujesz.

— Bo nie za bardzo mi ufasz.  

— Powiedziałeś Aishy?

— Coś ty! Nawet najlepsze związki mają sekrety. Ty też nie wszystko mówisz mamie.

Poczułem się dziwnie. Miała rację.

— Sądzisz, że to powinno być jedną z tych spraw?

— To zależy od ciebie. Wiem, że by zrozumiała, ale możesz nie mówić, chyba że musisz.

— Jeszcze nie wiem. Kocham ją bardzo i sądzę, że jest najlepszą osobą, którą mogłem spotkać.

Powiedziałem to lecz od razu pomyślałem o Koi. Ale zamilczałem.

— Zaraz zejdę. Idź do tego mruka. Tak bym chciała nawiązać z nim relacje, ale jest taki niedostępny. I nie jest to niczyja wina. Z pewnością nie twoja.

Wyszedłem z jej pokoju i zapukałem do Remiego.

— Wejdź tato.

Znowu wyczuł, że to ja.

— Hej, synu. Obiad gotowy. Mama naprawdę dobrze gotuje.

— Tak, całkiem dobrze. Zaraz zejdę.

— To się ciesze.

Odczekałem chwilkę, ale odczułem, że nie ma zamiaru o niczym zemną rozmawiać.

— To do zobaczenia na dole. Tylko nie ociągaj się, bo wszystko jest już przygotowane.

— Będę za trzy minuty — odrzekł.

Wyszedłem z jego pokoju i wróciłem do kuchni. Diana zanosiła wszystko do salonu.

— Pomogę ci kochanie.

— Dzięki, już w zasadzie jest wszystko. Zostały tylko widelce, noże i łyżki.

— To przyniosę, a ty siadaj. Dzieci zejdą za dwie minuty.

— Chloe?

— Szczęśliwa.

— Remi?

— Jak zawsze, nie rozumiem. Poważny jakby mu całą rodzinę wybili.

Diana popatrzyła namnie uważnie.

— Dość mocne porównanie.

— Och, bo wciąż taki poważny. Chłopiec w jego wieku powinien być radosny.

— Może mu przejdzie, to taki wiek przejściowy.

— Tak, być może...

Przerwałem rozmowę, bo właśnie otworzył drzwi i zaczął iść w kierunku schodów. Znalazła się w połowie, kiedy córka wyszła ze swojego pokoju.

Po chwili siedzieliśmy wszyscy razem i zajadaliśmy pyszności, które przygotowała żona.

Zerkałem ukradkiem na syna w nadziei, że dostrzegę jakiś cień dobrego humoru i się doczekałem.

— Jutro szkoła, ale są też i pozytywy. Stryjek Hajze wraca.

Chloe spojrzała na niego.

— Więcej się cieszysz z tego powodu niż, że tata wrócił i to z dobrymi wieściami.

— Wcale się nie cieszę więcej — zaparł się.

— Tak odebrałam — Chloe wycofała sie, widocznie nie chciała sporów.

— Kiedy już wszystko oddam w ręce Hajze, zacznę szukać innego zajęcia.

Remi popatrzył na mnie.

— To George już nie będzie nas zawoził i przywoził?

— Na razie nie. Nie lubisz jak mama was wozi?

— George jeździł lepiej.

— To zrozumiałe, przecież zdobył kilka razy nagrody w poważnych wyścigach.

— Chloe, czy też tak uważasz, że źle prowadzę Rolls Royce? — Diana zapytała córkę.

Chyba jednak nie bardzo się przejęła uwagą syna, bo nie dostrzegłem smutku na jej buzi.

— Jeździsz ostrożnie, ale dobrze...

— Nie powiedziałem, że mama źle jeździ, stwierdziłem tylko, że nasz kierowca robił to lepiej — próbował się bronić Remi.

— Jest w porządku synu — odpowiedziała Diana — nie czuję się urażona. Być może George wróci i będziesz w pełni zadowolony.

Wyczułem jednak, że odrobinkę sprawił jej przykrość, ale nie zamierzałem niczego mówić.

— Jutro pojadę z Remim po Hajze. Czy ktoś jeszcze chce jechać ze mną?

— Mam dużo lekcji — odparła Chloe.

— Sądzę, że będzie zmęczony, chyba nie potrzebujecie mnie w wozie?

— Tak, pewnie będzie chciał jechać od razu do domu — odrzekłem spoglądając na resztę.

Przypomniałem sobie słowa mistrza Kensi - Omury, odnośnie mojego brata i opinię lub raczej osąd Hajze o moim synu. Oba zdania nie sprawiły mi radości. Miałem próbować mu pomóc. I co zrobiłem? Rzuciłem nim o ścianę i chciałem uderzyć. Miałem zaufanie do mistrza, w końcu nie należał do zwykłych ludzi. Czy widziałem zło u syna? Czy Hajze miał racje odnośnie Remiego, a może tylko w kolejny sposób chciał wprowadzić zamieszanie i poróżnienie? Nie miałem pewności. Ciekawiło mnie jednak jak przyjmie decyzję zarządu Syndykatu.

Obiad dobiegł końca i dzieci poszły na górę, a ja zabrałem sie do zbierania talerzy i wszystkiego ze stołu. Ogólnie Chloe trzymała porządek u siebie i czysto pomagała żonie w sprzątaniu domu. Nie mogłem niczłego powiedzieć na Remiego. Zawsze skrupulatny i zorganizowany. Czy chciałem rywalizować z  Hajze o względy syna? Raczej o tym nie myślałem w ten sposób. Sądziłem, że kiedy zacznę spędzać z nim więcej czasu, wszystko się poprawi. Inaczej widziałem relację z Chloe. To co mieliśmy zostao zatrzymane, ale czy na zawsze?. Na szczęście nie dostrzegłem nawet najmniejszej skazy na jej zachowaniu. Postępowała nienagannie. Z jednej strony chiałem powiedzieć o tym Dianie z drugiej myślałem, że jednak tego nie zrobię. Nie zamierzałem również opowiadać jej o bliskim spotkaniu z Rozalindą Ramirez. Co wiedziałem na pewno to, że nigdy więcej nie dojdzie do takiej sytuacji z żadna inną kobietą, poza Dianą. Oczywiście nie uważałem, że jestem w porządku, lecz nie obwiniałem się również. Przy porównywaniu, oczywiście bardziej wpłynął na mnie kontakt z córką niż Ramirez. Czy zmieni się? Prawdopodobnie nie. Spotkała wyjątkowego w jej oczach mężczyznę na swojej drodze i dzięki niemu uwierzyła, że nie jest tak bardzo brzydka i nieatrakcyjna. W końcu chyba każda kobieta chce się chociaż raz czuć kobietą. I w tym momencie coś mnie uderzyło mentalnie. Być może obie pragnęły tego samego. Jedna została lesbijką z powodu bardzo złych doświadczeń z mężczyznami, dodatkowo nie uważała się sama za ładną i atrakcyjną. Chloe przeciwnie. Dokonała wyboru jakkolwiek chciała się chociaż raz poczuć kobietą w ten właściwy sposób. Odebrałem już trakcie, że w tamtej chwili pozostawałem dla niej mężczyzną, a nie ojcem. Ze zrozumiałych względów nie chciałem jej o to pytać. Wyglądało, że to ja miałem większy problem z tego powodu, że tamto się stało, niż ona. Szczerze sądziłem, że faktycznie nie ma nawet najmniejszego z tym kłopotu. Co do mnie, wiedziałem, że dam radę. Nigdy nie robiłem planów na dalsza przyszłość, ale pierwszy raz od wielu lat, przyszłość zaczęła rysować się w różowych kolorach.

Do końca dnia zajmowaliśmy się zwykłymi sprawami. Ponieważ miałem czas, zająłem się sprzątaniem garażu, chociaż nie panował tam wcale totalny bałagan.

Koło dziesiątej pożegnałem dzieci i wraz z Diana udaliśmy się na spoczynek. Tym razem umyci leżeliśmy blisko. Przytuliła się jak dziecko i szybko zasnęła. Patrzyłem chwilkę na jej ciemne włosy i czoło. Spała tak spokojnie...

Ranek jak co dzień. Poranna toaleta, śniadanie i podróż do szkoły. Diana chętnie pojechałaby razem z nami, ale ponieważ potem miałem jechać do pracy, została w domu. Hajze przylatywał około trzeciej, wiec Remi wiedział, że musi wcześniej wyjść ze szkoły. Zamierzałem poinformować dyrekcję i wykładowcę około lanchu. Poprzedniego dnia ustaliłem z Ahmedem, że zabierze Chloe wraz ze swoją córką do swojego domu i przywiezie naszą córkę około dziewiątej.

Przeszła mi krótka myśl, kiedy to zrobiły i gdzie. Skarciłem się od razu. Nie powinienem nawet o tym myśleć. Z drugiej strony, gdybym nie wiedział, nigdy nie pomyślałbym nawet, że obie są sobie bliskie w ten wyjątkowy sposób.

Pożegnałem żonę i ruszyliśmy do szkoły.

— Chloe chyba coś patrzyła na swoim telefonie odnośnie lekcji. Remi obserwował uliczny ruch.

— Przyjedziesz po mnie wcześniej?

Czasem pytał bezosobowo. Nigdy nie mówił mi po imieniu, ale czasem, jak w tej chwili. zapominał dodawać słowa,  tato. Być może silne przeżycia z dzieciństwa, spowodowały u mnie to, że nie potrafiłem mu zwracać o to uwagi. W większości wypadków używał słowa ojciec lub tata. Bardzo rzadko tytułował mnie ojcem. Najprawdopodobniej tytułował mojego brata Stryju, stryju Hajze. Natomiast miałem prawie pewność, że gdy rozmawiali sami, mówił mu po imieniu.

— Oczywiście, synu. Będę około drugiej trzydzieści. Zawiadomię dyrekcje i twojego prowadzącego nauczyciela koło południa.

— Dobrze — odrzekł.

Dostrzegłem w tylnym lusterku, że córka patrzy na mnie.

— Nie będzie mnie cały dzień, chcesz żebym zadzwoniła?

Przez chwilę mieliśmy kontakt wzrokowy.

— Jasne, będzie mi bardzo miło. Do mamy też zadzwonisz?

Wydęła usta.

— Och, dzwonię do mamy codziennie. Myślałam, że wiesz. I mama też do mnie dzwoni czasem, też byś mógł od czasu do czasu to zrobić i do mnie zadzwonić.

— Dobrze, nie wiedziałem, że tego chcesz.

— To już wiesz — uśmiechnęła się miło.

Dojechaliśmy.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2517 słów i 14228 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Choc

    Jak zwykle ,miło się czyta.
    Sielanka.
    Czekam na dalsze odcinki.

  • AlexAthame

    @Choc Dziękuję. Prawdopodobnie jutro wrzucę. Dziękuje za komentarz.  :smile: