Deszcz cz 11

Kontrowersyjna część. Jak pamiętacie, trzy tygodnie wcześniej Euri miał bardzo intymny czas z żoną. Nie wiedział, że ich zbliżenie ktoś obserwuje. I tego dnia, kiedy Diana poszła z synem do kina nasz bohater będzie musiał sprostać walce, w której ani umiętności walki na miecze, trening duchowy w buddyjskim klasztorze, mądrość życiowa ani znajomości w niczym mu nie pomogą. Czy sprosta? Zawsze walka z czymś co jest naszą słabością jest najtrudniejsza.
                                                             *
Poczułem, że zmierza do czegoś, czego raczej nie chciałem słyszeć, ale nie próbowałem jej powstrzymać. Tak naprawdę nie sądziłem, że to coś by dało. Zwykle okazywała zdecydowanie i zmiana tej decyzji nie wchodziła w rachubę.

— Chciałabym pamiętać, jak to jest z mężczyzną...

Patrzyła na mnie i przygryzała wargę. Miała bardzo szeroko otwarte oczy. Niejednokrotnie widziałem taki wyraz twarzy u Diany, zanim dochodziło między nami do intymnego zbliżenia, dlatego moje zmysły natychmiast zostały postawione w stan alarmu.

— Co chcesz mi powiedzieć?

— Wiesz.

— Nie wiem — poczułem się dziwnie, bardzo dziwnie, ponieważ skłamałem i domyślałem co mi chce przekazać.

— Jest idealna chwila. Możemy to zrobić? Tylko raz...

Wybuchłem, mimo że obiecałem tego nie robić. Wstałem. Patrzyła tak bezradnie...

— Nie będę z tobą spać! Nie żałuję, że zezwoliłem ci mnie pocałować, ale co to, to nie! Nie mam mowy...

— Nie chcę, żebyś ze mną spał, chcę żebyś mnie wyruchał.

Grom z jasnego nieba nie zrobiłby większego wstrząsu niż to co usłyszałem.

— Zwariowałaś?! Jesteś moją córką. Masz piętnaście lat i ... co to w ogóle za słowa!?

Zrobiłem wszystko na co mnie było stać w tej chwili. Złamałem obietnicę, bo minutę temu powiedziałem jej, że się zezłoszczę, ale teraz o tym nie myślałem. Wstała. Wcale już nie była zawstydzona, niepewna ani przepraszająca.

— Kocham Aishę, ale chcę poczuć coś odpowiedniego w środku.

Powinienem wyjść, ale tego nie zrobiłem. I to pewnie był błąd. Z pewnością nie powinienem prowadzić tej dyskusji, a już na pewno powiedzieć tego, co wyszło z moich ust.

— To sobie znajdź chłopa.

Zareagowała błyskawicznie. Dostałem w twarz i to nie lekko.

— Masz mnie za kurwę! Nigdy cię nie było. Inne córki grały z ojcem w piłkę, chodziły na basen lub rower. A ty byłeś cały czas oddany tej demonicznej organizacji. Chcę tego tylko raz z facetem, którego kocham, ufam i ... nie chcę z nikim innym.

We wszystkim, co powiedziała nie mogłem odmówić jej racji. Wiedziałem, że ostatnie zdanie nie jest w porządku, ale nie miałem chyba dobrych argumentów. Z jej wypowiedzi wynikało, że z jednej strony pozostawałem dla niej ojcem, który się nie sprawdził, z drugiej strony miała do mnie uczucie. W tej konkretnej sprawie traktowała mnie jak mężczyznę, nie jak ojca. Biorąc pod uwagę jej nastawienie do Aishy, miałem jeden totalny bałagan w głowie i kompletnie nie kontrolowałem sytuacji. Może wiedziała, że nie jestem wstanie jej niczego odmówić, nawet tego. Zamiast się uspokoić, szedłem z pewnością złym torem. Byłem wręcz bezczelny i popełniałem kolejne błędy.

— Nie chcesz chłopa to sobie skombinuj dildo, poproś Aishe by ci wsadziła palce, albo dłoń.

Zasłoniłem usta dłonią. Jak mogłem powiedzieć coś takiego mojej piętnastoletniej córce! Sądziłem, że mnie strzeli po raz drugi, bo zasłużyłem. Ale nie. Zrobiła jeszcze większe oczy i szepnęła.

— Proszę! Wyglądaliście tak podniecająco. Widziałam jak reagowała i słyszałam jej jęki. Twoja dłoń jest stanowczo za duża dla mojej cipki, ale z pewnością możesz mnie wyruchać, jak mamę wtedy. Twój organ jest ogromny, ale przez trzy tygodnie czyniłam przygotowania i sądzę, że dam radę. Naprawdę robiłam co mogłam...

Złapałem ją za ramiona.

— Podglądałaś nas ty zboczona dziwko?

Znowu pożałowałem swoich słów, ale tym razem nie zrobiła wrażenia nawet obrażonej.

— Nie jestem dziwką. Czy jestem zboczona, to kwestia dyskusyjna? Nie żałuję ani nie jest mi przykro, że was widziałam. To było... bardzo podniecające.

Usiadłem ciężko na kanapie i chwyciłem skronie w dłonie.

— O kurwa, ale się porobiło. Nie powinnaś nas podglądać, dlaczego to zrobiłaś?

Nie usłyszałem odpowiedzi. Patrzyłem w podłogę i czułem się pokonany, zdruzgotany i kompletnie rozbity. Dostrzegłem jak jej sukienka spada na podłogę. Podniosłem wzrok. Była naga. Zupełnie. Kolejny szok na chwilę mnie zamroził.

— Chyba nie jestem brzydka?
Z pewnością nie była, ale ojciec nie powinien oglądać córki bez ubrania.
— Ubierz się — chciałem wstać.
Wyglądało, że kompletnie ignoruje moje słowa. Chciała tego i zupełnie nie liczyła się ze mną.
Usiadła mi na kolanach i zaczęła mnie całować. Tym razem jej utrudniałem, ale chyba niezbyt wystarczająco. Znowu poczułem jej język. Gładziła mi włosy z tyłu głowy. To trwało długo. Na szczęście nie poczułem erekcji, ale wiedziałem, że jest mi trudno ją powstrzymać by nie poszła dalej, a wiedziałem, że właśnie tego pragnie.

— Tylko raz. Dzisiaj jest koniec cyklu, nie musisz uważać.

Patrzyłem na nią błagalnie.

— Wiesz o co mnie prosisz? Będę musiał powiedzieć Dianie. Nic z tego!

To dziwne, że tylko to powiedziałem. Musiałem mieć do niej cholerną słabość. Kochałem Dianę, a w sercu Koi. To jednak nie wystarczyło, bym zakończył tę nieodpowiednią sytuację. A powinienem to był zrobić w jednej chwili i to zaraz na samym początku.

Siedziała na kolanach i czułem, że jest wilgotna. Moja odmowa nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia.

— Rozważałam wówczas, czy może lepiej do was dołączyć, ale nie zrobiłam tego. Chcę tego tylko z tobą.

— I mam to zrobić, bo tego chcesz, tak? Mam pokochać się z własną, piętnastoletnią córkę i mam ukryć to przed żoną.

— Wiedziałam, że się zgodzisz. Gdybyś się wówczas nie pocałował ze mną, miałabym teraz wątpliwości, a tak mam pewność, że będzie super.

Triumfowała.

— Ja nie powiedziałem tak.

— Ale nie powiedziałeś nie.

— Owszem powiedziałem i powiem jeszcze raz. Nie!

— To chociaż pokaż mi się. Widziałam z daleka i nie w pełnym świetle. Przecież nie zrobię nic przeciw twojej woli.

Znowu nie pomyślałem, że to tylko ją rozbudzi, a być może i mnie. Nadal nie nie chciałem tego i sądziłem, że kontroluję sytuację. Widziała mnie, widziała Dianę. Była z nami w najbardziej szalonym zbliżeniu, jakie mieliśmy z żoną, a co najgorsze, wyglądało na to, że najbardziej podniecało ją to, co i mnie. Pełny fisting.

Zaczęła mi rozpinać koszulę. Gładziła mi tors, całowała.

— Chloe, przestań.

Zabrzmiało to niezbyt przekonywająco dla mnie, a dla niej chyba znowu nie miało żadnego znaczenia.

Wstała i podała mi dłonie. Wstałem. Rozpięła mi spodnie i po chwili byłem równie nagi, jak ona.

Czułem, że topniałem. Chciałem ją? Nie mogłem w to uwierzyć. Wtuliła się we mnie i zaczęliśmy się całować. Tym razem czułem erekcje i to chyba mocniejszą niż kiedy miałem zbliżenie z Dianą.
Rzuciła okiem na moją uniesioną kolumnę i mruknęła.
— Mimo że się przygotowywałam, będzie ciężko.

Zamiast podjąć jedną właściwą decyzję, przypomniałem sobie moją pierwszą kochankę, wówczas jeszcze prawie dziecko. Dla odmiany Chloe miała teraz piętnaście lat i była już całkowicie rozwinięta. Sądziła, że osiągnęła to co chciała. Położyła udo na moim biodrze, oplotła kark rękami i podniosła drugie. Kiedy już ułożyła się w tej pozycji, jaką wówczas miałem z żoną, mruknęła zadowolona.

— O tak, kochanie — szepnęła podniecona.

Jej nozdrza falowały, oddychała głęboko, jednocześnie przez usta i nos.

I kiedy literalnie jej intymność ocierała się o koniec mojej kolumny, doszedłem do zmysłów.

Najdziwniejsze było co to spowodowało. Nie to, że to moja córka. Nie świadomość, że kocham żonę, ani nawet to, że mam w głębi serca, Koi. Spowodowało to coś innego. To, że zarówno Koi, Diana, jak i Chloe mówiły mi, że jestem dobry. A dobry człowiek nie mógł tego zrobić, czego ona pragnęła. Przytrzymałem jej pośladki, uniosłem ją i postawiłem na podłodze, a mogłem to zrobić, bo puściła mój kark.

— Co się stało, kochanie? — zapytała bardzo zdziwiona.

— Jestem twoim ojcem. Nie zrobię tego.

— Nie wyruchasz mnie? Jestem blisko, a nawet mnie jeszcze nie dotknąłeś — rzekła z wyrzutem.

— Chloe, kochanie. Ubierz się. Zostanę z tobą w tym pokoju i porozmawiamy.

— Nie chcę rozmawiać, wiesz czego chcę.

— Tak, wiem. Proszę, ubierz się. Nic z tego nie będzie ani teraz, ani nigdy.

— Dlaczego? Nie pragnę cię jako ojca, tylko jak fantastycznego, faceta.

— Chloe, ubierz się. Nie będę dyskutował z nagą córką.

— A ty? Też się ubierzesz?

— Tak. To nie podlega dyskusji. Zrobisz o co proszę, zostanę i porozmawiamy. Nie zrobisz, wyjdę.

Widocznie podziałało. Podniosła sukienkę i zaczęła się ubierać. Ja również.

— Co zrobiłam złego? Dlatego, że cię uderzyłam? Nie chcę nikogo innego.

— Nie zrobiłem tego, bo jestem dobry. Sama to mówiłaś, mama i jeszcze kilka ważnych dla mnie osób zawsze mnie w tym utwierdzało.

— To bądź zły przez tę godzinę czy dwie. — odrzekła chwytając się ostatniej deski ratunku.

— Dobry człowiek jest zawsze dobry, nie może być zły nawet przez godzinę, nawet przez minutę.

— Robisz sobie ze mnie jaja, tak?. Dlaczego?!

— Nie, Chloe. Jestem bardzo poważny. Powinienem do tego nie dopuścić. Muszę ci objawić prawdę, którą ciężko ci będzie przyjąć.

— Mianowicie?

Wyglądało, że podniecenie jej przeszło. Nie chciałem czekać.

— Skoro chcesz tego, znaczy, że nie będziesz z Aishą na życie.

— Nie rozumiem. Kocham ją. Co to wszystko ma do rzeczy?

— Wszystko. Nie twierdzę, że jej nie kochasz. Nie dyskutuję z tym, że chcesz z nią być na życie. Nie wspominam o moralności ani o prawie. Wiem to.

— To nie ma znaczenia co wiesz. Ja to muszę wiedzieć.

— Oczywiście. Któregoś dnia to zrozumiesz.

— Zrobiłam to z nią. Zrobiłam z nią co robiłeś mamie na koniec, ale marzyłam wówczas, że nie ona, ale ty mi to robisz. Nie jako ojciec, tylko jako mężczyzna.

— To tylko potwierdza, co powiedziałem. Skoro tego chcesz ze mną jako mężczyzną, znaczy, że pragniesz mężczyzny.

— Pragnę ciebie.

— Jestem mężczyzną. Nie chcesz się kochać z ojcem, tylko z mężczyzną, prawda?

— Tak.

Widziałem, że zaczyna pojmować.

— Jesteś bardzo pobudliwa i jeszcze się napędzasz. To nie jest właściwe.

— Może. Coś zawaliłam, to moja wina, prawda?

— Nic nie zawaliłaś. Posłuchaj. Żaden dobry ojciec nie chce by jego córka została lesbijką.

— Nie jestem lesbijką.

— Kochasz się z Aishą.

— Bo ją kocham, a ona mnie.

— Nie przeczę. Nie mogę siebie za to winić całkowicie. Nie możemy cofnąć czasu nawet o sekundę. Gdybym miał dla ciebie czas, grał w piłkę i chodził z tobą na basen i jeździł na rowerze i tak, nie mógłbym mieć pewności, czy i tak nie stałoby się identycznie, jak teraz, a tak mogę się winić za to i uważać, że to moja wina, że do tego teraz doszło. Wiem, że nie ma w tym twojej winy.

— Nie ma w tym niczyjej winy.
Nie chciałem się rozdrabniać. Gdyby tak było, to córki by się kochały z ojcami, a to miałoby fatalne konsekwencje. Nawet gdyby nie miały miejsca akty przemocy i obie strony by tego chciały. Jeżeli jest coś złe musi być czyjaś wina. A ja, mimo że nie byłem dobrym ojcem zawsze wziąłbym na siebie jakąkolwiek winę swoich dzieci.
— Być może byłoby ci dobrze i chciałabyś znowu.

— Postanowiłam to zrobić tylko raz.

— Seks to nie układanka. Wszystko ma wpływ na wszystko. Nie możesz tego wiedzieć, że nie chciałabyś drugi raz i trzeci. To zniszczyłoby naszą rodzinę. A może ten jeden raz by zniszczył wszystko.

— Mama cię kocha i by wybaczyłaby. Tobie i mnie.

— Nie chodzi nawet o to. Chodzi tylko o ciebie. Ty chcesz tego, a to znaczy, że w głębi pragniesz mężczyzny.

— Gdyby tak było, nie byłabym z Aishą.

— Chloe, musisz to zaakceptować. Powiedziałem ci z głębi serca, dlaczego nie zrobię tego. Nie mówię, że nie chcę. Nie powinienem. Podobnie jak ty, się zapomniałem. Przez chwilę się zawahałem, ale widocznie nie jestem aż tak złym ojcem jak sądziłem. Cieszę się, że do tego nie doszło i nie jest mi przykro, że cię w tym zawiodłem.

— Przemyśl to jeszcze.

Dotarło do niej co powiedziałem. Jej wielkie oczy zrobiły się ogromne. Podniecenie wróciło jak huragan.

Mówisz, że chcesz?

Wtuliła się we mnie. Nie próbowała całować ani nic z tych rzeczy. Tylko mnie tuliła. Czułem, że ma. Oddychała i cała drgała. Musiało być jej ciężko. Czekałem jak to się u niej skończy. W pewnym sensie było mi jej żal, że tak wyszło, ale cieszyłem się, że do niczego bardziej poważnego nie doszło.

— Przykro mi kochanie, ale jestem całkowicie pewny swojej decyzji. Drugi raz nie próbuj. Ani trzeci.

— Jestem cała mokra.

Nie powiedziałem nic. Przecież wiedziałem co z nią jest. Przytuliłem ją. Nawet nie jak ojciec. Odczułem inność tego aktu. Tuliłem ją jak istota nie z tego świata. Czułem w sobie odczucie niewiadomego pochodzenia. Milczała dłuższą chwilę i w końcu szepnęła.

— Jak cudownie! Czy coś czarowałeś? Nie chodzi mi o to, że miałam przed chwilą, tylko o to co jest teraz. To przewyższyło to poprzednie, a czegoś takiego nie miałam nigdy nawet z Aishą. Ty?

— Nie, sam nie wiem co to było. Też to czułem. Już będzie dobrze. Będziesz szła swoją drogą. Nie wierzysz mi i jesteś przekonana, że się mylę. Nadal będziesz chciała to powtórzyć, ale zawsze, zanim to zaczniesz, poczujesz, że nie możesz. Zobaczysz. Po kilku razach, zrezygnujesz, a któregoś dnia przekonasz się, że ci dzisiaj powiedziałem prawdę.

— Nie chcę tracić Aishy, kocham ją — zobaczyłem łzy w jej oczach.

— Nigdy jej nie stracisz. Macie rację, że to jest na życie, tylko inaczej niż obie sądzicie.

— Powiesz mamie?

— Boisz się?

— Nie. Wiem, że by zrozumiała.

— Jeżeli chcesz, sama jej powiedz. Możesz powiedzieć i Aishy.

Zrobiła minę.

— Ona mnie kocha. Powiedziałam jej kilka dni temu co zamierzam i nie powiedziała nic.

— To opowiedz jej również co się wydarzyło, a właściwie co się nie wydarzyło. Przez to jej uczucie do ciebie jeszcze bardziej się wzmocni.

— Dobrze, powiem. Jak na tę chwilę, nie powiem Dianie, lecz być może to się zmieni. Wybronię cię.

— Nie koloruj. Powiedz dokładnie jak było, o ile chcesz powiedzieć. Gdyby to się stało, musiałbym jej powiedzieć, a tak nie powiem. Nie ma sensu tego rozdrabniać, ale być może wszystko by się stało inaczej gdybyśmy się wówczas nie pocałowali i z całą pewnością nie powinnaś nas podglądać. Proszę, nie rób tego więcej. Obiecujesz?

— Tak, obiecuję. Poczekaj na dole. Posiedzę sama i postaram się wszystko zrozumieć i ułożyć w sobie. Wybacz. Chyba masz rację, to nie byłoby dobre. I przepraszam, że was podglądałam. Więcej tego nie zrobię. (Oparte na prawdziwym doświadczeniu, o którym wiem, że miało miejsce i zrobiła to jedna osoba spośród was).

— Wierzę. Nic nie powiem mamie. Ona z pewnością by zrozumiała, co nie znaczy, że jej serce by nie płakało. Czy to, że ktoś nas kocha, nie zobowiązuje nas, żeby być dobrym i czułym dla tej osoby? Nigdy nie powinno się nadużywać tego, że ktoś ma do nas uczucie, zaufanie i jest pełen wybaczenia.

— Z pewnością. Pewnie Aisha się ucieszy w duchu, że tego nie zrobiłam z tobą, tylko że nie ma w tym żadnej mojej zasługi.

— Oczywiście, że jest. Nie mów jej tego, co ci powiedziałem odnośnie do ciebie i jej. Wszystko jest zmienne, ale jak na teraz mam pewność, że mam rację. Chciałbym, żebyś miała mężczyznę i może z nim dzieci. Chcę również żebyś była szczęśliwa. Jeżeli jednak będziesz z Aishą do końca życia, nie będę się tym zadręczał, ani cię od tego odwodził. Sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie.

— Czy twierdzisz, że to jest złe, że jestem z nią?

— Nie jest złe. Nienaturalne.

— Kocham ją, to wiem.

— Kochanie nigdy nie jest złe. Ale pragnienie ciał nie ma nic wspólnego z miłością.

— Nie?

— Nie. Miłość jest czysta. Nie potrafię wytłumaczyć ani dać przykładu, ale mam co do tego całkowitą pewność.

Wyszedłem z jej pokoju.

Po kilku minutach spotkaliśmy się w salonie. Usiadła ze mną na kanapie i wzięła mnie za rękę i słuchaliśmy muzyki. Czułem, że zrozumiała. Wiedziałem, że być może zechce znowu spróbować, dlatego na wszelki wypadek musiałem uważać na przyszłość. Nigdy nie powiedziała Dianie i ja również nigdy tego nie zrobiłem. Czułem, że powiedziała Aishy, a przekonałem się o tym dopiero po trzech latach.

Diana się nie poznała lub przynajmniej nie dała poznać, że coś odczuła. Remi poszedł od razu na górę, a Chloe pokręciła się w salonie i także poszła do siebie. Kiedy położyliśmy się spać z Dianą całowała mnie delikatnie po policzkach, a potem zasnęła.

Ja nie mogłem spać. Zacząłem dopiero myśleć co się stało. Jakie dziwne jest życie?  
Tej nocy zrozumiałem, że prawdopodobnie nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym to zrobił, a tak miałem za sobą przewinienia, które mogłem jeszcze odkupić.

Cały tydzień minął spokojnie i rozmyślałem, że w końcu muszę powiedzieć trójce z organizacji, że odchodzę.

Najpierw chciałem załatwić sprawę mojej rezygnacji w udziale w dalszego prowadzenia Syndykatu na Anglię. Na plus przemawiało to, że miałem brata-wspólnika. Nie wiedziałem powodu, dlaczego centrum miałby mieć sprzeciwy wobec mojej decyzji, lecz musiałem się dowiedzieć co myślą o moim postanowieniu.

Betty miała dzisiaj smutek w oczach.  
Już kilka razy delikatnie próbowałem się dowiedzieć, co jest powodem takiego stanu, ale zawsze się to kończyło subtelną, ale stanowcząą odmową, dlatego zaniechałem pytania. Hajze coś załatwiał w Menchesterze i miał wrócić wieczorem. Za dwa dni leciał do Paryża. Czuł się tam dobrze. Tylko w Hiszpanii czuł się lepiej.

Nie miałem dzisiaj żadnych spotkań, a wszystkie sprawy papierkowe załatwiłem wczoraj. Betty odciążała mnie w trudnych dniach, a w takich jak dzisiaj, nawet ona nie miała dużo pracy. Ale zawsze znajdowała sobie zajęcie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 3446 słów i 18854 znaków, zaktualizował 26 lip 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto