Co zniszczy każdy związek i co uratuje prawie każdy związek. - str 3/5

Dodano na Hydepark przez AlexAthame, 94 postów, ostatni post 23 marca

  • AlexAthame
    · 13 marca

    Powodem tych dwóch pytań jest opowiadanie Elorence pod tytułem ,,Za mało". Od razu proszę o wasze poważne odpowiedzi. Pytanie nie jest skierowane tylko do fanów Elorence. Nie chcę od razu pisać co ja myślę. Oczywiście miłość jest ważna. Oczywiście uczciwość i jej brak ma znaczenie. Sam znam odpowiedź na te dwa pytania, ale interesują mnie wasze opinnie. Jak zobaczę aktywność, to obiecuję napisać swoją odpowiedź. Poczekam na pięć odpowiedzi. Byłoby miło, gdybyście swoje odpowiedzi rozwinęli. Jeżeli uważacie, że jest więcej niż jedna rzecz spełniająca wymagania pytań, proszę też to napisać.

  • AlexAthame
    · 20 marca

    Martusiu jestem bardzo zadowolny z tego co napisałaś.Czy w postanowieniu noworocznym zresetowanym dzisiaj postanowiłas być słodka dla Alexa? Nie moģę niestety wymieniać Twojego imienia zbyt często przy mamusi, bo wyjmuje scyzoryk i otwiera. Jeszcze nie doszedłem co to znaczy, ale pracuję nad tym. Dziękuję za kolejny, nie tak długi jak zawsze, komentarz. :przytul:

  • MEM
    · 20 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Martusiu jestem bardzo zadowolny z tego co napisałaś.Czy w postanowieniu noworocznym zresetowanym dzisiaj postanowiłas być słodka dla Alexa?

    Nie, choćby z tej przyczyny, że dawno temu odpuściłam sobie robienie postanowień noworocznych, bo nic z nich oczywiście nie wychodziło. ;)  

    Ale, czy ja kiedyś byłam dla Ciebie niemiła (nie mówiąc już o tym, że niemiła to bywam tylko w samoobronie, a nie przypominam sobie, byś mi czymś podpadł (a w skrajnym wypadku z rozrzewnieniem wspominałbyś wtedy scyzoryk Mamusi ;)))?  

    AlexAthame

    AlexAthame: Nie moģę niestety wymieniać Twojego imienia zbyt często przy mamusi, bo wyjmuje scyzoryk i otwiera. Jeszcze nie doszedłem co to znaczy, ale pracuję nad tym.

    :rotfl:  
    Swoją drogą, zazdrość o osobę znaną tylko via internet (i to jeszcze ten w wersji tradycyjnej – "literkowej" )... Fascynujące. :)
      

    AlexAthame

    AlexAthame: Dziękuję za kolejny, nie tak długi jak zawsze, komentarz.

    Nie ma za co. :)

  • AlexAthame
    · 20 marca

    Dziękuję wszystkim, ktorzy do tej pory zabrali głos.Co mogę jeszcze dodać? Mowimy o związku, a nie o czternastodniowej przygodzie. Zabrzmi to jak masło maślane, ale w związku najważniejsze jest dobro związku,  a nie moje czy jej. Jest bardzo ważna tolerancja, bo jesteśmy różni. Oczywiście jest ważne ustalenie granic, ale nie zawsze się to udaje na początku. Zawsze jest warto pamiętać o miłości. Miłość to nie coś co się bierze z powietrza.To i rzemiosło i sztuka. Im bardziej się o nią staramy tym lepsze osiągamy wyniki.To zdanie może zaskoczyć wielu, ale to fakt. Dla zainteresowanych polecam prace Enricha Fromma, szczególnie Sztukę miłości. W związku seks odgrywa wielką rolę. Okazuje się że nabardziej zadowoleni w łóżku są ci ktorych partnerzy są jednocześnie ich najlepszymi przyjaciółmi. Wrogowie są na drugim miejscu pod względrm zadowolenia w łóżku. Jest tak, ponieważ łóżko jest dla nich miejscem rozładowania emocji. Najmniej zadowoleni w łóżku są ci,  co związek traktują ,, jakoś to będzie".Albert Camus napisał w jednej z książek, że prawdziwa miłość zdarza się kilka razy na wiek. Czy miał rację. Czy chcecie podyskutować o miłości? Tak wiele osób pisze o tym. Cóż wiemy o miłości?O to jest pytanie.

  • MEM
    · 20 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Zabrzmi to jak masło maślane, ale w związku najważniejsze jest dobro związku, a nie moje czy jej.

      
    No tak, ale też nie za wszelką cenę, bo takie podporządkowanie totalnie wszystkiego związkowi powodowałoby – tak mi się wydaje – że zatraciłoby się samego/samą siebie. To już nie byłby związek, tylko niewola. Stalibyśmy się wtedy innymi ludźmi, niż ci, którzy ten związek stworzyli. I to by go chyba zepsuło.

    AlexAthame

    AlexAthame: Miłość to nie coś co się bierze z powietrza.To i rzemiosło i sztuka.

    To tak nie do końca. :) Bo myślę, że tym rzemiosłem i sztuką jest jej utrzymanie, a nie miłość jako sama ona. Czyli, że uczucie się pojawia i nie mamy na to wpływu, więc jest czymś, co jakby pojawiło się "z powietrza", znikąd, natomiast to, czy nie wygaśnie, to już ta cała robota.

    AlexAthame

    AlexAthame: Najmniej zadowoleni w łóżku są ci, co związek traktują ,, jakoś to będzie"

    I nic dziwnego. Jak się wszystko traktuje w kategoriach rutynowego odfajkowania punkt po punkcie wszystkich rzeczy mających się składać na udany związek, w tym i seksu, to wyjdzie to blado. O ile w ogóle wyjdzie na dłuższą metę.

  • MrHyde
    · 20 marca

    MEM

    MEM: "Tak... Tylko, że to takie rozwiązanie ostateczne".

    I tak (ostateczne) i nie (rozwiązanie). To tylko próba odpowiedzi na pytanie Alexa. 1) Alex pytał o coś - nie precyzując, czy to ma być aktywne działanie związkowców/związanych/elementów związku, czy czynnik zewnętrzny - co zniszczy każdy związek. "Zniszczenie" i "każdy" implikuje absolutyzm i ostateczność. Odpowiadając, trzeba a priori odrzucić wszystkie (absolutnie) czynności i zjawiska odwracalne. Ten wymóg jest explicite zawarty w pytaniu. 2) śmierć w moim rozumieniu nie jest rozwiązaniem, bo rozwiązanie (w domyśle problemu) jest czynnością, aktywnym działaniem kogoś w związku lub poza nim. Śmierć jest fenomenem, który dotyka osobę w gruncie rzeczy pasywną wobec śmierci. Działaniem - rozwiązaniem - byłoby spowodowanie śmierci, a nie śmierć jako taka.

    Dziwię się trochę, że Aleks jeszcze nie uderzył w swój ulubiony baraban - absolutystyczny i transcendentno-subiektywny (religialsi zręcznie łączą immanentne sprzeczności) - mimo że tak postawił pytanie, żeby wykluczyć wszystko, co nieabsolutne i nie ostateczne. ;)

  • MEM
    · 20 marca

    MrHyde

    MrHyde: Zniszczenie" i "każdy" implikuje absolutyzm i ostateczność. Odpowiadając, trzeba a priori odrzucić wszystkie (absolutnie) czynności i zjawiska odwracalne. Ten wymóg jest explicite zawarty w pytaniu. 2) śmierć w moim rozumieniu nie jest rozwiązaniem, bo rozwiązanie (w domyśle problemu) jest czynnością, aktywnym działaniem kogoś w związku lub poza nim.

    No ale twierdzisz też, że śmierć "uratuje przynajmniej niektóry" związek. A takie stwierdzenie nie bardzo pasuje do tego zacytowanego wywodu. Bo skoro trzeba odrzucić wszystko, co odwracalne, a do tego śmierć nie jest czyimś aktywnym działaniem, to jak ma cokolwiek uratować?

    MrHyde

    MrHyde: Dziwię się trochę, że Aleks jeszcze nie uderzył w swój ulubiony baraban - absolutystyczny i transcendentno-subiektywny (religialsi zręcznie łączą immanentne sprzeczności) - mimo że tak postawił pytanie, żeby wykluczyć wszystko, co nieabsolutne i nie ostateczne.

    Może właśnie dlatego, że tak niefortunnie dla tych ulubionych kwestii postawił pytanie. ;) Zresztą, chyba trochę to sugerował ("Bóg nikogo do niczego nie zmusza, generalnie. Ale tak, jest początkiem i końcem, skutkiem i przyczyną. Może Twój związek jest super ale jak zacznie się psuć, to szukanie ratunku wówczas, może być za późno." ). A w każdym razie, jako osoba wierząca, pewnie wierzy też w to, że Bóg macza też i w temacie związków swe palce.  

    Zresztą, jeśli istnieje, to pewnie macza, a my, niedowiarki, uważamy to za przypadek. :)

  • MrHyde
    · 20 marca

    MEM

    MEM: No ale twierdzisz też, że śmierć "uratuje przynajmniej niektóry" związek. A takie stwierdzenie nie bardzo pasuje do tego zacytowanego wywodu".

    Pasuje bardzo dobrze. Nie definiuję przecież czyja śmierć i którego związku. Na tym poziomie ogólności bez trudu można sobie wyobrazić związek AB podatny na reakcję z C: AB+C-->A+B+C (lub -->A+BC, lub -->D, itd.) W tym przykładzie śmierć C zabezpiecza AB przed zniszczeniem, czyli ratuje. A że A, B i C są dowolne, więc aplikowalne do każdego związku, śmierć ratuje nie tylko niektóry związek, lecz (w granicy) każdy.
    Wchodząc na chwilę w skórę Aleksa, można powiedzieć, że Bóg potrafi wszystko, więc też i uratuje i zniszczy, co zechce. Więc Bóg jest śmiercią. No i w ten sposób rozwiązaliśmy zagadkę, nad którą od tysięcy lat bezskutecznie głowią się i mieczą, i stosują, i stryczkują teologowie. ;)

  • MEM
    · 20 marca

    MrHyde

    MrHyde: Pasuje bardzo dobrze. Nie definiuję przecież czyja śmierć i którego związku. Na tym poziomie ogólności bez trudu można sobie wyobrazić związek AB podatny na reakcję z C: AB+C-->A+B+C (lub -->A+BC, lub -->D, itd.) W tym przykładzie śmierć C zabezpiecza AB przed zniszczeniem, czyli ratuje.

    Tyle to ja łapię, wiem, że to może tak zadziałać. Tylko, że nie bardzo gra mi to z twierdzeniem, że należy odrzucić wszystkie czynności odwracalne. Ponieważ odrzucamy wszystkie rzeczy (czyny), które popełniliśmy, a które można odwrócić (naprawić), to wniosek byłby z tego taki, że zostają tylko takie, których niczym nie da się naprawić, a więc także i śmierć ich nie naprawi, a tym samym nie uratuje związku.

    I zresztą posługując się tym samym przykładem z AB i C. Jeśli A np. zdradził B z C, to pomimo śmierci C, zdrady cofnąć się nie da i sama wiedza u B o tym, że miało to miejsce, powoduje, że następuje koniec związku AB.

    MrHyde

    MrHyde: Wchodząc na chwilę w skórę Aleksa, można powiedzieć, że Bóg potrafi wszystko, więc też i uratuje i zniszczy, co zechce. Więc Bóg jest śmiercią. No i w ten sposób rozwiązaliśmy zagadkę, nad którą od tysięcy lat bezskutecznie głowią się i mieczą, i stosują, i stryczkują teologowie.

    Tak. Tylko rozwiązaliśmy w sposób, który im nie przypadnie do gustu. :)

    Swoją drogą, przysięga kościelna mówi, że "dopóki śmierć nas nie rozłączy". A przecież wierzący, wierzą w dogmaty związane z wiarą, mówiące, że:

    1. jest życie wieczne po śmierci
    2. małżeństwo jest święte i nierozrywalne.

    I to jest przecież sprzeczne z tym, co twierdzi przysięga w kościele składana podczas ślubu. Bo ona w ten sposób stwierdza, że po śmierci jest się wolną osobą. Czyli że co? Bogu przeszkadza rozwód na Ziemi, a w niebie to już nie i hulaj dusza? :)

  • MrHyde
    · 20 marca

    @MEM popełniasz błąd logiczno-językowy. Naprawić to nie to samo co uratować. Pytanie dotyczy ratunku. ;)

  • MrHyde
    · 20 marca

    @MEM "Jeśli A np. zdradził B z C" znowu błąd. Tym razem błąd zawężenia. Jak bym chciał pisać o zdradzie, to bym napiał o zdradzie. Mój model jest ogólny, dotyczy każdej interakcji niszczącej związek. Jeśli po zdradzie związek istnieje nadal, znaczy tylko tyle, że zdrada nie jest obiektem C. ;)
    "zdrady cofnąć się nie da i sama wiedza u B o tym, że miało to miejsce, powoduje..." a jeśli śmierć agenta C nastąpi przed szkodliwą interakcją? Jak to było o zapobieganiu i leczeniu? ;)

  • MrHyde
    · 20 marca

    MEM

    MEM:  
    Swoją drogą, przysięga kościelna mówi, że "dopóki śmierć nas nie rozłączy". A przecież wierzący, wierzą w dogmaty związane z wiarą, mówiące, że:  
      
    1. jest życie wieczne po śmierci  
    2. małżeństwo jest święte i nierozrywalne.  
      
    I to jest przecież sprzeczne z tym, co twierdzi przysięga w kościele składana podczas ślubu. Bo ona w ten sposób stwierdza, że po śmierci jest się wolną osobą. Czyli że co? Bogu przeszkadza rozwód na Ziemi, a w niebie to już nie i hulaj dusza?

    A to już pasjonująca teologia!
    Jak powiedziałem, religialsi umieją w salta logiczne i każdą sprzeczność pogodzą i wyprostują tak, że się nie połapiesz. Na koniec jeszcze powiedzą, że nie można rozumieć np. natury Boga, bo coś tam, np. Bóg jest transcendentny.  

    "dopóki śmierć nie rozłączy" - co znaczy "śmierć" w tej formule? Czy nie chodzi tu o śmierć nieśmiertelnej duszy na skutek grzechu?  
    "życie wieczne" - może w XXI wieku tak będzie. Ja utknąłem na polemikach pierwszych wieków (-I do +I) i skłaniam się do poglądu, że tylko dobre dusze odradzają się w nowym ciele ziemskim (człowiek) lub niebiańskim (gwiazda lub byt pośredni między człowiekiem a gwiazdą - anioł). Złe dusze znikają w złej ziemi.  
    "małżeństwo nierozrywalne" - oczywiście. Po śmierci 2 ciał ziemskich zostają uwolnione 2 ciała duchowe (pneuma), które nie mają płci (jak anioły), i osiągnąwszy doskonałość (ewentualnie po iluś tam wcieleniach) obcują na niebie z resztą doskonałych ciał niebieskich. Małżeństwo się nie rozrywa tylko poszerza lub innymi słowy zlewa z innymi małżeństwami.

    Zapytaj Aleksa. On jest lepszy w teologii. ;)

  • MEM
    · 20 marca

    MrHyde

    MrHyde: popełniasz błąd logiczno-językowy. Naprawić to nie to samo co uratować.

    Właściwie to tak. :)

    MrHyde

    MrHyde: Pytanie dotyczy ratunku.

    No ale ewentualny ratunek musiałby się wiązać z naprawą. A skoro tej się nie da zrobić, bo nie cofnie się w żaden sposób popełnionych rzeczy...

    MrHyde

    MrHyde: znowu błąd. Tym razem błąd zawężenia. Jak bym chciał pisać o zdradzie, to bym napiał o zdradzie. Mój model jest ogólny, dotyczy każdej interakcji niszczącej związek.

    Jak coś jest do wszystkiego to jest do... ;)
    A poza tym skoro model nie jest w stanie wytrzymać zderzenia z rzeczywistością, to jest wadliwy. A jako taki – nie ma z niego pożytku.  

    MrHyde

    MrHyde: a jeśli śmierć agenta C nastąpi przed szkodliwą interakcją? Jak to było o zapobieganiu i leczeniu?

    Ale ja nie twierdzę, że nie (stąd napisałam, że to może zadziałać). :) Tylko, że zadziała w ściśle określonych przypadkach, a Ty chcesz modelu ogólnego – czyli, żeby było to uniwersalne, zadziałało bez względu na daną sytuację.

    Poza tym skoro szkodliwa integracja nie nastąpiła to znaczy, że nie ma co ratować. A tym samym model w ogóle nie ma w takim przypadku zastosowania.

    No i na koniec, czy jedna z formułek katolickiej modlitwy nie twierdzi: "myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem"? Czyli ta szkodliwa interakcja nie musi nawet mieć miejsca, wystarczą "brzydkie myśli". ;)

  • MrHyde
    · 20 marca

    MEM

    MEM:  
    No i na koniec, czy jedna z formułek katolickiej modlitwy nie twierdzi: "myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem"? Czyli ta szkodliwa interakcja nie musi nawet mieć miejsca, wystarczą "brzydkie myśli".

    Twierdzi. I w tym tkwi perfidia katolicyzmu. You're doomed, jak mawiali starożytni anglikanie, bo ledwie pomyślisz i już po tobie. ;)

  • MEM
    · 20 marca

    MrHyde

    MrHyde: Jak powiedziałem, religialsi umieją w salta logiczne i każdą sprzeczność pogodzą i wyprostują tak, że się nie połapiesz. Na koniec jeszcze powiedzą, że nie można rozumieć np. natury Boga, bo coś tam, np. Bóg jest transcendentny.

    Wiem. ;)

    MrHyde

    MrHyde: co znaczy "śmierć" w tej formule? Czy nie chodzi tu o śmierć nieśmiertelnej duszy na skutek grzechu?

    No nie bardzo, bo o ile wiem, to wdowiec (wdowa) może powtórnie wziąć ślub kościelny. A to zakłada, że z duszą jest wszystko OK, czyli, że na tamtym świecie rzekomo święte i nierozerwalne małżeństwo nie ma racji bytu.

    MrHyde

    MrHyde: Ja utknąłem na polemikach pierwszych wieków (-I do +I) i skłaniam się do poglądu, że tylko dobre dusze odradzają się w nowym ciele ziemskim (człowiek) lub niebiańskim

      

    Znaczy się, wierzysz w reinkarnację?

    Czyli jednak w coś wierzysz. ;)

    MrHyde

    MrHyde: oczywiście. Po śmierci 2 ciał ziemskich zostają uwolnione 2 ciała duchowe (pneuma), które nie mają płci (jak anioły), i osiągnąwszy doskonałość (ewentualnie po iluś tam wcieleniach) obcują na niebie z resztą doskonałych ciał niebieskich.

    No chyba, że tak. :)

    Bo już myślałam, że to kolejny przykład na to, że się Bóg nad ludźmi znęca i każe im się "umartwiać" w jednym dożywotnim związku, a potem się okazuje, że znaczenia to nie ma. ;)

    MrHyde

    MrHyde: Twierdzi. I w tym tkwi perfidia katolicyzmu. You're doomed, jak mawiali starożytni anglikanie, bo ledwie pomyślisz i już po tobie.

    Cóż... Jak to jeden kawał twierdził: "tak sobie wymyślili, to tak mają". :lol2:

  • MrHyde
    · 20 marca

    @MEM "że się Bóg nad ludźmi znęca i każe im się "umartwiać" w jednym dożywotnim związku"  
    to też, ale tylko u rzymskich heretyków ;)
    Święta Tekla na przykład o małżeństwie głosi zupełnie inne prawdy. ;)

  • MrHyde
    · 20 marca

    @ MEM "Znaczy się, wierzysz w reinkarnację?
    Czyli jednak w coś wierzysz".

    Podoba mi się twierdzenie Pitagorasa. Poza tym prostokątne a2+b2=c2 jest prawdziwe, więc wszystko inne też musi być nie z sufitu: dziesiętność, monarchiczność, reinkarnacja ;)

  • MEM
    · 20 marca

    MrHyde

    MrHyde: Święta Tekla na przykład o małżeństwie głosi zupełnie inne prawdy.

    Namieszali dziewczynie w głowie, potem przez przypadek deszcz spadł a lwy były najedzone, ;) i skutkiem tego niektóre to się dawały zamurowywać w celach na całe życie (swoją drogą, to też by był jakiś dowód na okrucieństwo i na próżność Boga).

    MrHyde

    MrHyde: Podoba mi się twierdzenie Pitagorasa. Poza tym prostokątne a2+b2=c2 jest prawdziwe, więc wszystko inne też musi być nie z sufitu: dziesiętność, monarchiczność, reinkarnacja

    "Każde twierdzenie filozofa daje się zbić z taką samą łatwością, z jaką można go dowieść". Czy to nie Pitagoras? :p

    Poza tym w ten sposób ("prostokątne a2+b2=c2 jest prawdziwe, więc wszystko inne też musi być nie z sufitu" ) to mógłbyś uwierzyć we wszystko, nie tylko w Boga, ale nawet i w Kaczyńskiego i w wyższość ultranacjonalizmu nad wszystkim. ;)

  • MrHyde
    · 20 marca

    MEM

    MEM: Namieszali dziewczynie w głowie, potem przez przypadek deszcz spadł a lwy były najedzone...

    Tak, tak. A jak wyjaśnisz, że dziewczyna umarła w 3 miejscach jednocześnie? Też przypadek? ;)
    Z tymi lwami to też niezupełnie tak, jak na świętych obrazkach. Ale kto dzisiaj jeszcze pamięta o trickach Hermogenesa? Krótką pamięć mają ludzie. ;)

  • MEM
    · 20 marca

    MrHyde

    MrHyde: Tak, tak. A jak wyjaśnisz, że dziewczyna umarła w 3 miejscach jednocześnie? Też przypadek?

    Legenda. :)

    MrHyde

    MrHyde: Z tymi lwami to też niezupełnie tak, jak na świętych obrazkach. Ale kto dzisiaj jeszcze pamięta o trickach Hermogenesa?

    Ja nie pamiętam, bo pierwsze o nim słyszę. :)

  • MrHyde
    · 20 marca

    MEM

    MEM: Legenda.  Ja nie pamiętam, bo pierwsze o nim słyszę.

    No właśnie. To jest ta amnezja ludzkości. O jakichś Pawłach Saulach słyszeli, a o Hermogenesie nie. Masakra. ;)

Zaloguj się aby dodać post. Nie masz konta? Załóż darmowe konto