Co zniszczy każdy związek i co uratuje prawie każdy związek. - str 2/5

Dodano na Hydepark przez AlexAthame, 94 postów, ostatni post 23 marca

  • AlexAthame
    · 13 marca

    Powodem tych dwóch pytań jest opowiadanie Elorence pod tytułem ,,Za mało". Od razu proszę o wasze poważne odpowiedzi. Pytanie nie jest skierowane tylko do fanów Elorence. Nie chcę od razu pisać co ja myślę. Oczywiście miłość jest ważna. Oczywiście uczciwość i jej brak ma znaczenie. Sam znam odpowiedź na te dwa pytania, ale interesują mnie wasze opinnie. Jak zobaczę aktywność, to obiecuję napisać swoją odpowiedź. Poczekam na pięć odpowiedzi. Byłoby miło, gdybyście swoje odpowiedzi rozwinęli. Jeżeli uważacie, że jest więcej niż jedna rzecz spełniająca wymagania pytań, proszę też to napisać.

  • AlexAthame
    · 15 marca

    Speker

    Speker: AlexAthame: Speker: To pytanie raczej dziwne, jak cały post. Uwaga. Jakie są wygrane numery w Lotto? Ja wiem, ale czekam na Wasze zdanie. Byłoby miło, gdybyście swoje odpowiedzi rozwinęli.    
    Pozdrawiam Cię serdecznie Tam są dwa pytania.Dziwne? Cóż, powiedziałbym, że bardxo konkretne.Zadałem dwa pytania i napisałem, że znam odpowiedzi, co nie oznacza, że usatysfakcjonują każdego.Przeczytaj jeszcze raz post, pytania i udziel odpowiedzi.Tylko nie pisz, że nie wiesz, bo to by oznaczało że twój związek jest skazany na rozpad kiedy spotkają was kłopoty.To nie konkurs z nagrodami. Nie możesz napisać co myślisz?To nie konkurs z nagrodami- dokładnie, więc nie oczekuj nagrody.  
    Napisałem co myślę. Nie baw się w Freuda, bo psychologia jest za trudna. Skoro Twój związek się rozpada to porozmawiaj z partnerką, nie szukaj porady w Internecie i nie wmawiaj innym złego zwiazku (tak to odbieram). Troszkę z przekąsem ale podejrzewam, że jedyną odpowiedzią jaka by Cię usatysfakcjonowała jest: Bóg jest przyczyną i skutkiem, tylko Bóg sprawi, że coś jest trwałe lub coś się rozpadnie. On ma władzę nad powstaniem i rozpadem. Lub coś w tym stylu. Pozdrawiam Cię i liczę, że poukladasz swój związek i go uratujesz.

    Dlaczego sądzisz, że ja szukam odpowiedzi w internecie? Nadal nikt zwas poza Margeritą nic nie napisał konkretnego.Piszesz tak o Bogu, bo Go nie znasz. Bog nikogo do niczego nie zmusza, generalnie. Ale tak, jest początkiem i koncem, skutkiem i przyczyną. Moze Twoj związek jest super ale jak zacznie sie psuc, to szukanie ratunku wowczas, może byc za poźno. Przestaję odpowiadac na komentarze od Ciebie czy Marty jezeli nie wymienicie konkretu. Chcecie oboje powiedzieć ze nie ma odpowiedzi? Błąd. Są powody ktore niszczę zwiazek i są ktore go uleczają. Jak nie wiesz jakie, to stąpasz po cienkim lodzie.

  • Speker
    · 15 marca

    Andrzej, przestań się napisać jak plandeka na żuku. Nie sądź, żebyś nie był oceniany, to się cytat z Twojej ulubionej księgi. Z podziwem patrzę jak wręcz z tytaniczną siłą próbujesz coś(nie wiem co) osiągnąć na portalu jeszcze przyjaznym. Nie komentowałem, lecz z przerażeniem patrzyłem na to co piszesz. Nie oceniam,- wolność słowa, wolność wypowiedzi. Pisz, dumaj, zgłębiaj tajniki współczesnej filozowi świata. Ale zaklinam Cię na Twojego Boga, nie siej fermentu. Piszesz takie, a nie inne rzeczy- nic do tego nie mam, ale nie dziw się, że ludzie Cię blokują. Dla jasności, nie masz we mnie wroga. 3m się.

  • MEM
    · 16 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Nie moglas wymienic trzech powodow JAK TY MYSLISZ? Boisz sie?

    Ale czego tu się bać? :)

    Zaś co do tego, co według mnie zniszczy związek, czyli wymienienia tych powodów. O tym w zasadzie też już Ci napisałam, na samym początku w pierwszym moim komentarzu tutaj. Przede wszystkim taką przyczyną jest utrata zaufania do drugiej osoby (a z kolei przyczyny tej utraty zaufania mogą być różne, w tym się mieszczą m. in. takie rzeczy, jak np. zdrada). Idąc dalej, przyczynami rozpadu związku jest brak tzw. uczuć wyższych wobec drugiej osoby, przemoc, niezgodność charakterów. Jeszcze dalej na takiej liście są kwestie materialne, nałogi, bardzo odmienny światopogląd.  

    No więc masz konkretnie wymienione. I co to zmienia?

    AlexAthame

    AlexAthame: Poczytaj Hymn o milosci z listu do Koryntian.Dlaczego apostoł Pawel napisal wlasnie tak?

    Znam ten tekst, ale choć on jest trafny, jeśli chodzi o opisywanie danego rodzaju uczucia, to jednak niewiele ma wspólnego z Twoimi pytaniami tutaj. Dlaczego? Bo uczucia, choć przeważnie ściśle związane ze związkiem, są jednak odrębną kwestią od przyczyn rozpadu związku (zaś co do ratowania związku, to już moje zdanie na tę kwestię poznałeś – nie ma takie działanie sensu). A to z tej prostej przyczyny, że uczucia do danej osoby można któregoś dnia stracić. I przeważnie przyczyną jest minimum jedna z tych powyżej wymienionych. Ale oprócz tego za wygaśnięcie uczuć może czasami też odpowiadać przyczyna czysto biologiczna, bo po prostu ludzie często mylą stan zakochania i pożądanie z miłością i się im skutkiem tego związek rozlatuje. Zaś zarówno zakochanie jak i pożądanie jest sterowane substancjami chemicznymi, jakie nasze organizmy wydzielają. A poziom tego "wydzielania chemii do mózgu" nie jest stały, po jakimś czasie opada i wtedy "uczucie" oparte tylko na chemii i fizyczności się kończy.

    Apostoł Paweł nie pisze o związku, tylko opisuje uczucie. Nie ma więc w tym jego liście odpowiedzi na pytania, które zadałeś, bo nie tego jego tekst dotyczy.

    AlexAthame

    AlexAthame: Ja to moge zrobic.Milosci nie mozna kupic, nie mozna sprzedac, nie mozna zaczac kochac na zawolanie, nie mozna przestac kochac na zawolanie

    Tak. Tylko, że nadal dotyczy to uczucia jako takiego, a nie kwestii związku, jego rozpadu, ratowania i w ogóle wszystkiego wokół tego tematu skupionego.  

    AlexAthame

    AlexAthame: Moja zona wymieniła brak wiary w Boga jako powód zniszczenia zwiazku i ja sie nie zgodzilem.

    Paradoks w tym jest taki, że i Ty i Mamusia jednocześnie oboje macie rację i jednocześnie oboje jej nie macie. Bo to, czy taki związek się uda, zależy od konkretnego przypadku, od konkretnych ludzi i okoliczności. Czyli pomimo tego, że na ogół taki związek się nie uda z powodu zbyt dużych różnic światopoglądowych, to jednak nie da się na 100% wykluczyć, że nie trafiłyby się jakieś wyjątki, w których ludziom by się udało.

    Ponownie: nie ma jednej uniwersalnej recepty.

    AlexAthame

    AlexAthame: Wrak mozna naprawić. Nawet jak związek umiera, a zostania jedna iskierka milosci, to moze się odrodzić. Tylko trzeba chcieć.

    Nie da rady. Ludzie się sami w ten sposób oszukują. Bo zawsze już zostanie przyczyna, przez którą to się rozleciało i musiało być na siłę składane do kupy. I zawsze będzie to zarzewiem do wiecznych pretensji, kłótni, zemst i tym podobnych rzeczy (na dokładkę, "uratowanie" związku wcale nie musi oznaczać, że znikną przyczyny, przez które został on doprowadzony do ruiny, czyli najprawdopodobniej te przyczyny pojawią się znów, w kolejnej odsłonie, i mogą pojawiać się bez końca, co oczywiście także doleje oliwy do ognia). A wtedy to nie jest związek tylko zgotowanie sobie piekła na własne życzenie (związkiem jest wtedy najwyżej na zewnątrz, dla innych ludzi, którzy nie muszą wiedzieć o prywatnych sprawach i przez to może im się wydawać, że wszystko jest w porządku). I dlatego właśnie w momencie, gdy są istotne powody do tego, by uznać, że związek to już "wrak", to z takiego właśnie założenia należy wyjść – że nie będę sobie (i przy okazji też i innym, obrywającym rykoszetem) urządzać piekła na resztę życia.

    A oprócz tego, jeśli ktoś doprowadził do zniszczenia związku jakimiś poważnymi przyczynami (typu choćby zdrada), to przecież nie zrobił tego z miłości, nie? A skoro tak, to odpada też i ten czynnik, bo przynajmniej jedna ze stron nie kochała jeszcze zanim się ten związek rozleciał.  

    I jeszcze jedno: tu się nic nie da załatwić na "chciejstwo". Nie wystarczy chcieć.

    AlexAthame

    AlexAthame: Nadal nikt zwas poza Margeritą nic nie napisał konkretnego.

    Napisali. :) Tylko nie chcesz tego przyjąć do wiadomości i zrozumieć. Daleko nie szukając, wspomniałeś, że nie wymieniłam Ci kilku powodów, jakie zniszczą związek. A przecież wymieniłam je już w pierwszym komentarzu tutaj.  

    Także tego, że pisaliśmy Ci, że nie ma uniwersalnych recept, najwyraźniej nie przyjąłeś do wiadomości, wolałeś się zasłonić orzeknięciem, że nic konkretnego nie napisaliśmy i w ten sposób nadal trzymać swojej opinii na ten temat (jakąkolwiek ją masz). A to jest właśnie jeden z konkretów: nie ma uniwersalnych rozwiązań.  

    Konkretem jest też to, że nie da się uratować związku, który się rozleciał. Też wolisz zakładać, że tak nie jest, więc znów się tekst o tym odbił od Ciebie jak piłeczka od ściany, i sobie uznałeś, że nic nie zostało napisane.  

    Ergo. Masz własną wizję tego, jaka jest w tym wypadku prawda, i jeśli cokolwiek innego, niż uważasz, Ci napiszemy, nie będzie to Ci pasować. I w taki właśnie sposób, jak w tym Twoim zdaniu, które powyżej zacytowałam, się przed tym, co piszemy, bronisz i będziesz się bronił (a dodatkowo tę obronę ułatwia Ci to, że sobie z góry zastrzegłeś, że nie przedstawisz własnego zdania na ten temat i pod pierwszym z brzegu pretekstem nadal przy tym wygodnie obstajesz, uniemożliwiając jakąkolwiek nawet próbę weryfikacji przez inne osoby Twojej opinii na ten temat i odniesienia się do niej). I możesz ją – tę własną wizję – mieć, każdy ma jakiś własny światopogląd i ma do niego prawo, ale nie wmawiaj, że nie dostałeś konkretnych odpowiedzi. One tylko nie pasują do tego, co uznałeś za słuszne w tym temacie.

  • AlexAthame
    · 16 marca

    Źle przeczytałas.Ja napisałem, że podam co sam myśle jak bedzie 5 osob.Na razie są cztery.Nie uważam że moja ocena bedzie wazniejsza niz innych.W koncu po namowach napisalaś co moze zniszczyć związek.Nie napisałaś co mozę poprawic , to znaczy rozumiem, że napisałas, że nic nie może.Znowu kolejne nieporozunienie.Ja nie prosiłem o powody ktorą mogą naprawić zwiazek, ktory się rozpadł, chociaż i to jest możliwe.Napisałem  ...co uratuje każdy związek.Co to znaczy.Że związek jeszcze istnieje czyli sie nie skonczyl czy nie rozpadł. Czyli nie umarł.Nie bedziemy teraz dyskutować czy jest możliwe bu martwy związek ożywić.Nie jest. Jest możliwe stworzyć nowy związek dwoch tych osób.Nie piszę dwóch tych samych osob.One lub co najmniej jedna z nich MUSI się zmienić, żeby to było możliwe. Mozesz tylko napisać czy się z tym zgadzasz czy nie. Innym razem o tym podyskutujemy jezeli napiszesz nie.Marto tak jak teraz jest w porzadku.Wymienilas.Poprzednio trzeba bylo szukac.

  • AlexAthame
    · 16 marca

    Do Martusi.Hymn do miłości nie odnosi się bezposrednio do postu.Pośrednio, oczywiści. Powodem, że dwoje ludzi jest razem jest uczucie. Nie jedynym, żeby się ktoś nie czepiał. Zgadzasz się czy nie?

  • MEM
    · 16 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Źle przeczytałas.Ja napisałem, że podam co sam myśle jak bedzie 5 osob.Na razie są cztery.

    Wiem, że napisałeś, że ma być 5 osób. A czemu 5, a nie 3, lub 7,5? Jaka to różnica?
    Alex, obojętnie jakie byś warunki nie postawił, to jest to wykręcanie się od odpowiedzi przy jednoczesnej ocenie wypowiedzi innych (owszem, nie piszesz, że dana odpowiedź jest dobra czy zła, zamiast tego wolisz napisać, że np. jest niekonkretna, albo, że nie napisano Ci w niej czegoś, o co pytałeś – słowa inne, sens ten sam).

    I nie chodzi o to, czy uważasz, że Twoja ocena jest mniej lub bardziej ważna niż innych. Przecież nikt z nas nie wypowiada tu własnego zdania pod czyimś naciskiem. Jeśli podasz własną opinię na temat, to to wcale nie znaczy, że wszyscy od razu napiszą to samo. Czyli na dobrą sprawę mogłeś ją podać już na samym początku, zamiast stawiania warunków.

    AlexAthame

    AlexAthame: W koncu po namowach napisalaś co moze zniszczyć związek.

    A nieładnie... Ja nie napisałam Ci tego "w końcu po namowach". Już wcześniej, na samym początku, czarno na białym mniej więcej to samo otrzymałeś. Zacytuję tę napisaną wtedy odpowiedź na Twoje pytanie: "Co zniszczy każdy związek", udzieloną w pierwszym komentarzu, jaki napisałam: "Wszystko to, czego dane osoby nie tolerują. I tu to, co to konkretnie będzie, zależy od konkretnych osób. Nie ma uniwersalnej recepty. Choć pewne rzeczy się na ogół powtarzają. Brak uczuć do drugiej osoby, brak zaufania, zdrada, przemoc, zbyt duża różnica poglądów i charakterów, i tak dalej.".

    Tak więc jak już wspomniałam, odpowiedź dostałeś. Nie odpowiadała Ci z jakichś tam powodów, to zacząłeś się przed nią bronić, pisząc, że nie napisałam, że niekonkretnie itd.

    A to jest zachowanie nie fair.

    AlexAthame

    AlexAthame: Ja nie prosiłem o powody ktorą mogą naprawić zwiazek, ktory się rozpadł, chociaż i to jest możliwe.Napisałem ...co uratuje każdy związek.Co to znaczy.Że związek jeszcze istnieje czyli sie nie skonczyl czy nie rozpadł.

    Tak, wiem, że tak napisałeś. Tylko widzisz, problem w tym, że jeśli w związku stanie się coś na tyle poważnego jak np. wymieniane wcześniej przyczyny, to nawet jeśli on formalnie jeszcze przez jakąś chwilę istnieje, tak naprawdę już jest to jego koniec. Tylko jeszcze formalnie trzeba to "ogłosić". W momencie gdy następuje rzecz niszcząca związek, jest po nim. A więc nie ma już znaczenia, czy ludzie już poszli każde w swoją stronę czy jeszcze nie – nie ma już czego ratować. To trochę jak ze śmiertelną chorobą – chory jeszcze nie umarł, ale w zasadzie już jest trupem i nic mu nie pomoże.

    AlexAthame

    AlexAthame: One lub co najmniej jedna z nich MUSI się zmienić, żeby to było możliwe.

    Zmiana niestety nic nie da. Pozostanie bowiem przeszłość, w której stało się coś nie do wybaczenia. A świadomość tego, której nie da się wymazać, doprowadzi do kolejnych konfliktów.

    Opowiem Ci coś. Choć przykład może będzie zbyt skrajny, ale myślę, że to ilustruje, o czym mowa.

    Pod koniec lat 80-tych w jednym z dolnośląskich miast miało miejsce makabryczne morderstwo. Pod nieobecność żony, mąż dosłownie zaszlachtował swoją teściową i własnego syna (czyli matkę tej kobiety i dziecko, które ta kobieta z nim miała). Nikt nie wie dokładnie, co tam się wtedy wydarzyło. Faceta złapali dość szybko gdzieś w pobliskim lesie, ale nie mogli z niego wydobyć składnych zeznań. Ponieważ miał bardzo wysoko postawioną rodzinę w partii komunistycznej i w wojsku, to – opinia przesłuchujących go milicjantów – grał głupa, udawał wariata, ale z powodu koneksji rodzinnych skutkujących naciskami na śledztwo i tego, że nie dało się z niego wydobyć jakichś sensownych zeznań, uznano go za psychicznie chorego i nie beknął za to. Posiedział trochę w szpitalu psychiatrycznym i wypuszczono go. Czyli w praktyce uszły mu całkowitym płazem dwa morderstwa. Choć nie da się też wykluczyć, nawet jeśli nikt w to nie wierzył, że facetowi przynajmniej w tamtym momencie faktycznie coś siadło na psychikę, bo przecież normalny człowiek – a żadna to patologia nie była – takich rzeczy nie robi. Czyli, że po wszystkim on wrócił do normalnego zachowania, a kto wie... może nawet się zmienił. I przecież przynajmniej do tamtego momentu jakieś uczucia w związku były.

    I teraz mi powiedz, czy kobieta, która była jego żoną, w ogóle może kontynuować z nim związek?

    Ona nawet nazwiska tego skurwysyna, które dziecko przecież nosiło, zabroniła umieszczać na pomniku na cmentarzu. Jest tylko imię i informacja, że był jej (pod jej panieńskim nazwiskiem) synem.

    I co z tego, że formalnie związek istniał jeszcze przez pewien czas, dopóki nie przeprowadzono procedury rozwodu? W momencie, gdy on popełnił tę zbrodnię, już było po wszystkim, i nic tego nie mogło zmienić. Reszta to tylko formalność.

    I choć przykład jest pewną skrajnością, to jednak mechanizm w ten sposób działa w każdym przypadku. Co najwyżej ludzie z rożnych powodów go ignorują, ale popełniają tym błąd.

    AlexAthame

    AlexAthame: Mozesz tylko napisać czy się z tym zgadzasz czy nie.

    Alex... Nie przeginaj...  
    Napisać o ja mogę, co będę miała ochotę, OK?  

    AlexAthame

    AlexAthame: Hymn do miłości nie odnosi się bezposrednio do postu.Pośrednio, oczywiści. Powodem, że dwoje ludzi jest razem jest uczucie. Nie jedynym, żeby się ktoś nie czepiał. Zgadzasz się czy nie?

    Tak, z tym się mogę zgodzić. :)

  • AlexAthame
    · 16 marca

    MEM

    MEM: AlexAthame: Źle przeczytałas.Ja napisałem, że podam co sam myśle jak bedzie 5 osob.Na razie są cztery.Wiem, że napisałeś, że ma być 5 osób. A czemu 5, a nie 3, lub 7,5? Jaka to różnica?  
    Alex, obojętnie jakie byś warunki nie postawił, to jest to wykręcanie się od odpowiedzi przy jednoczesnej ocenie wypowiedzi innych (owszem, nie piszesz, że dana odpowiedź jest dobra czy zła, zamiast tego wolisz napisać, że np. jest niekonkretna, albo, że nie napisano Ci w niej czegoś, o co pytałeś – słowa inne, sens ten sam).  
      
    I nie chodzi o to, czy uważasz, że Twoja ocena jest mniej lub bardziej ważna niż innych. Przecież nikt z nas nie wypowiada tu własnego zdania pod czyimś naciskiem. Jeśli podasz własną opinię na temat, to to wcale nie znaczy, że wszyscy od razu napiszą to samo. Czyli na dobrą sprawę mogłeś ją podać już na samym początku, zamiast stawiania warunków. AlexAthame: W koncu po namowach napisalaś co moze zniszczyć związek.A nieładnie... Ja nie napisałam Ci tego "w końcu po namowach". Już wcześniej, na samym początku, czarno na białym mniej więcej to samo otrzymałeś. Zacytuję tę napisaną wtedy odpowiedź na Twoje pytanie: "Co zniszczy każdy związek", udzieloną w pierwszym komentarzu, jaki napisałam: "Wszystko to, czego dane osoby nie tolerują. I tu to, co to konkretnie będzie, zależy od konkretnych osób. Nie ma uniwersalnej recepty. Choć pewne rzeczy się na ogół powtarzają. Brak uczuć do drugiej osoby, brak zaufania, zdrada, przemoc, zbyt duża różnica poglądów i charakterów, i tak dalej.".  
      
    Tak więc jak już wspomniałam, odpowiedź dostałeś. Nie odpowiadała Ci z jakichś tam powodów, to zacząłeś się przed nią bronić, pisząc, że nie napisałam, że niekonkretnie itd.  
      
    A to jest zachowanie nie fair. AlexAthame: Ja nie prosiłem o powody ktorą mogą naprawić zwiazek, ktory się rozpadł, chociaż i to jest możliwe.Napisałem ...co uratuje każdy związek.Co to znaczy.Że związek jeszcze istnieje czyli sie nie skonczyl czy nie rozpadł.Tak, wiem, że tak napisałeś. Tylko widzisz, problem w tym, że jeśli w związku stanie się coś na tyle poważnego jak np. wymieniane wcześniej przyczyny, to nawet jeśli on formalnie jeszcze przez jakąś chwilę istnieje, tak naprawdę już jest to jego koniec. Tylko jeszcze formalnie trzeba to "ogłosić". W momencie gdy następuje rzecz niszcząca związek, jest po nim. A więc nie ma już znaczenia, czy ludzie już poszli każde w swoją stronę czy jeszcze nie – nie ma już czego ratować. To trochę jak ze śmiertelną chorobą – chory jeszcze nie umarł, ale w zasadzie już jest trupem i nic mu nie pomoże. AlexAthame: One lub co najmniej jedna z nich MUSI się zmienić, żeby to było możliwe.Zmiana niestety nic nie da. Pozostanie bowiem przeszłość, w której stało się coś nie do wybaczenia. A świadomość tego, której nie da się wymazać, doprowadzi do kolejnych konfliktów.  
      
    Opowiem Ci coś. Choć przykład może będzie zbyt skrajny, ale myślę, że to ilustruje, o czym mowa.  
      
    Pod koniec lat 80-tych w jednym z dolnośląskich miast miało miejsce makabryczne morderstwo. Pod nieobecność żony, mąż dosłownie zaszlachtował swoją teściową i własnego syna (czyli matkę tej kobiety i dziecko, które ta kobieta z nim miała). Nikt nie wie dokładnie, co tam się wtedy wydarzyło. Faceta złapali dość szybko gdzieś w pobliskim lesie, ale nie mogli z niego wydobyć składnych zeznań. Ponieważ miał bardzo wysoko postawioną rodzinę w partii komunistycznej i w wojsku, to – opinia przesłuchujących go milicjantów – grał głupa, udawał wariata, ale z powodu koneksji rodzinnych skutkujących naciskami na śledztwo i tego, że nie dało się z niego wydobyć jakichś sensownych zeznań, uznano go za psychicznie chorego i nie beknął za to. Posiedział trochę w szpitalu psychiatrycznym i wypuszczono go. Czyli w praktyce uszły mu całkowitym płazem dwa morderstwa. Choć nie da się też wykluczyć, nawet jeśli nikt w to nie wierzył, że facetowi przynajmniej w tamtym momencie faktycznie coś siadło na psychikę, bo przecież normalny człowiek – a żadna to patologia nie była – takich rzeczy nie robi. Czyli, że po wszystkim on wrócił do normalnego zachowania, a kto wie... może nawet się zmienił. I przecież przynajmniej do tamtego momentu jakieś uczucia w związku były.  
      
    I teraz mi powiedz, czy kobieta, która była jego żoną, w ogóle może kontynuować z nim związek?  
      
    Ona nawet nazwiska tego skurwysyna, które dziecko przecież nosiło, zabroniła umieszczać na pomniku na cmentarzu. Jest tylko imię i informacja, że był jej (pod jej panieńskim nazwiskiem) synem.  
      
    I co z tego, że formalnie związek istniał jeszcze przez pewien czas, dopóki nie przeprowadzono procedury rozwodu? W momencie, gdy on popełnił tę zbrodnię, już było po wszystkim, i nic tego nie mogło zmienić. Reszta to tylko formalność.  
      
    I choć przykład jest pewną skrajnością, to jednak mechanizm w ten sposób działa w każdym przypadku. Co najwyżej ludzie z rożnych powodów go ignorują, ale popełniają tym błąd. AlexAthame: Mozesz tylko napisać czy się z tym zgadzasz czy nie.Alex... Nie przeginaj...  
    Napisać o ja mogę, co będę miała ochotę, OK?  AlexAthame: Hymn do miłości nie odnosi się bezposrednio do postu.Pośrednio, oczywiści. Powodem, że dwoje ludzi jest razem jest uczucie. Nie jedynym, żeby się ktoś nie czepiał. Zgadzasz się czy nie?Tak, z tym się mogę zgodzić.

    Ja wstawiłem post i sam sobie ustaliłem, że min 5 osób. Chciałabys faceta co by powiedział ze przyjdzie o 10 o by przyszedł o 11?

  • MEM
    · 16 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Ja wstawiłem post i sam sobie ustaliłem, że min 5 osób. Chciałabys faceta co by powiedział ze przyjdzie o 10 o by przyszedł o 11?

    Nie. Za to zawsze na plus jest facetowi, jak ma przysłowiowe jaja i potrafi wyrazić własne zdanie, nie chowając się za taką czy inną wymówką i wykrętem od niego. :p Bo tym są tego rodzaju "warunki". Chcesz dyskutować, bo chyba po to są tego rodzaju fora i tematy, przedstaw własne zdanie, nie szukaj wykrętów i usprawiedliwień do unikania tego.

  • AlexAthame
    · 16 marca

    5 .Mam nadzieje ze ktos jeszcze dołaczy.Moglem od razu napisac ale tak ustaliłem.

  • AlexAthame
    · 16 marca

    Moje zdanie jest tak samo ważne jak innych.

  • NelaMotylek
    · 19 marca

    Piąta!  
    Napiszę z samej ciekawości uzyskania odpowiedzi 😉

    Uważam, że każdy ma tutaj trochę racji i nie ma jednoznacznej odpowiedzi ale skoro chcesz konkretny przykład, to taki Ci podam.

    Moim zdaniem jest to rozmowa. Jeżeli potrafisz z partnerem rozmawiać o wszystkim, próbując rozwiązać każdy problem, obrać wspólne cele, kompromisy, znaleźć w nim swojego najwierniejszego przyjaciela, to przetrwacie. Pożądanie kiedyś mija, ale miłość i przyjaźń są na wieki. Brak tej rozmowy z kolei oddala od siebie pary i choćbyście się kochali na zabój, szaleli ale nie potrafili ze sobą rozmawiać, to taki związek nie przetrwa.

    To jest moje zdanie.  

    A teraz Alex czekamy na Twoją wiedzę na ten temat😉

  • AlexAthame
    · 19 marca

    To nie jest moja wiedza.Dzięki Nella Motylek.Wreszcie ktoś napisał co jest uznawane przez wszystkich psychologów i ludzi mających pojęcie o związkach. Komunikacja jest najważniejsza. Ponieważ mówimy, są to słowna. Oczywiście są jeszcze inne formy komunikowania, czyli dawania znaków. Brak tego niestety może doprowadzić do upadku związku. Wszystko co napisałaś jest zgodne z tym co myślę. Pożądanie się kończy, a miłość zostaje. Brawo. Podobnie jak Ty sądzę, że każdy powyżej ma trochę rację. Uczciwość jest bardzo ważna. To odnośnie ratowania. Co do czynników niszczących, większość ankietowanych podaje zdradę. Jest to na poziomie 20 procent ankietowanych. Drugim czynnikiem jest alkohol, na trzecim problemy finannsowe. Nikt z was niestety nie wymienił cichego mordercy. Czynnika, ktory zniszczy każdy związek. Jest nim zazdrość. Każda zazdrość jest toksyczna, a szczególnie bezpodstawna. Oczywiście zrobienie partnerowi piekła, bo się popatrzył na tyłek jakiejś dziewczyny nie jest tym o czym mówię. Zazdrość trxymana w środku, pobudzająca zmysły, odbierająca sen, zmuszająca do sprawdzania maila czy wiadomości. Dopowiadani, budowania domysłów. Jeżeli partner się przyzna, nic to nie daję. Jeżeli nie, to jeszcze gorzej. W tym wypadku rozmowa może coś pomóc, o ile wnętrze zazdrosnej osoby nie jest jeszcze przeżarte przez tego raka.

  • MrHyde
    · 19 marca

    Moją propozycją odpowiedzi była śmierć. Zniszczy każdy związek i uratuje przynajmniej niektóry. A nawiązując do Twojego dziesiejszego komentarza pod plagiatem, który niebawem pewnie zniknie z tego serwisu, dodam, że odpowiedź "śmierć" jest prawdziwa nawet w wypadku związku kazirodczego. Zabije każdy i może uratować.
    PS Żeby nie było nieporozumień jak w rozległej  polemice powyżej, słowo "uratuje" czytam jako "uratuje", a nie " naprawi".  
    Pozdrowionka!

  • AlexAthame
    · 19 marca

    MrHyde

    MrHyde: Moją propozycją odpowiedzi była śmierć. Zniszczy każdy związek i uratuje przynajmniej niektóry. A nawiązując do Twojego dziesiejszego komentarza pod plagiatem, który niebawem pewnie zniknie z tego serwisu, dodam, że odpowiedź "śmierć" jest prawdziwa nawet w wypadku związku kazirodczego. Zabije każdy i może uratować.  
    PS Żeby nie było nieporozumień jak w rozległej  polemice powyżej, słowo "uratuje" czytam jako "uratuje", a nie " naprawi".  
    Pozdrowionka!

    Widzę, że udzieliło Ci się postępowanie rządu PiS.Oni też sądzą, że smierć wszystko rozwiązuje.Niedlugo Śmierci nakażą założyć maseczkę i się zaszczepić.Z dystansem bedzie gorzej. Śmierć patrzy człowiekowi w oczy z bliska.

  • AlexAthame
    · 19 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: MrHyde: Moją propozycją odpowiedzi była śmierć. Zniszczy każdy związek i uratuje przynajmniej niektóry. A nawiązując do Twojego dziesiejszego komentarza pod plagiatem, który niebawem pewnie zniknie z tego serwisu, dodam, że odpowiedź "śmierć" jest prawdziwa nawet w wypadku związku kazirodczego. Zabije każdy i może uratować.  
    PS Żeby nie było nieporozumień jak w rozległej  polemice powyżej, słowo "uratuje" czytam jako "uratuje", a nie " naprawi".    
    Pozdrowionka!Widzę, że udzieliło Ci się postępowanie rządu PiS.Oni też sądzą, że smierć wszystko rozwiązuje.Niedlugo Śmierci nakażą założyć maseczkę i się zaszczepić. Z dystansem będzie gorzej. Śmierć patrzy człowiekowi w oczy z bliska.

    Nasuwa sie pytanie.Dlaczego nie użyją bomb A N lub W przeciw koronce?Wirus nie wytrzyma, ekonomia padnie i ludzie wyginą. A przecież to jest celem tego cyrku.

  • MrHyde
    · 19 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Widzę, że udzieliło Ci się postępowanie rządu PiS.Oni też sądzą, że smierć wszystko rozwiązuje.Niedlugo Śmierci nakażą założyć maseczkę i się zaszczepić.Z dystansem bedzie gorzej. Śmierć patrzy człowiekowi w oczy z bliska.

    Piss? Szczepionki? Spamujesz pod własnym postem? Dziwne.

  • AlexAthame
    · 19 marca

    MrHyde

    MrHyde: AlexAthame: Widzę, że udzieliło Ci się postępowanie rządu PiS.Oni też sądzą, że smierć wszystko rozwiązuje.Niedlugo Śmierci nakażą założyć maseczkę i się zaszczepić.Z dystansem bedzie gorzej. Śmierć patrzy człowiekowi w oczy z bliska.Piss? Szczepionki? Spamujesz pod własnym postem? Dziwne.

    Mnie już nic nie dziwi :smiech2: Zobaczylem właśnie że dodalem post na Hydrparku. System pierdolca dostał.

  • MrHyde
    · 19 marca

    :cheers:  :smiech2:

  • MEM
    · 19 marca

    NelaMotylek

    NelaMotylek: Moim zdaniem jest to rozmowa.

    AlexAthame

    AlexAthame: Wreszcie ktoś napisał co jest uznawane przez wszystkich psychologów i ludzi mających pojęcie o związkach. Komunikacja jest najważniejsza.

    Rozmowa i komunikacja są ważne w relacjach międzyludzkich. Ale...  

    Przede wszystkim, jeśli ludziom komunikacja nie idzie od początku, to nie ma po co brnąć w to dalej, samemu skazując się na późniejsze kłopoty. Czyli właśnie dlatego ludzie muszą mieć podobną do siebie mentalność, podobne poglądy na życie itd., bo choć powszechnie mówi się o przyciągających przeciwieństwach, to w praktyce to właśnie wspólne podobieństwa są czymś, co cementuje relację i unika się też dzięki temu powodów do złej atmosfery.

    Natomiast komunikacja nie zadziała jako jakieś lekarstwo w przypadkach, gdy pojawiają jakieś poważne przyczyny zniszczenia związku. Tym samym go nie uratuje. Bo co komu z komunikacji i "przegadania" tego, że ktoś kogoś np. zdradził, albo zrobił inną rzecz rujnującą relację? Gadka niczego w takim wypadku nie da, skoro dana rzecz już się stała i jest po wszystkim. Czyli liczenie na to, że rozmowa może w takiej sytuacji cokolwiek uratować, byłoby samooszukiwaniem się.

    Za to ludzie w dzisiejszych czasach mają bardzo często problem sami ze sobą. I dopiero to się przekłada na relacje z innymi, w tym i na związki. To znaczy, żyją w tak komfortowych pod wieloma względami warunkach, są tak "wychuchani" i na dokładkę praktycznie od dziecka nauczeni egoizmu, że z byle bzdury robią problem. I wtedy faktycznie potrzebują jego "przegadania", zanim doprowadzi on do pojawienia się faktycznie poważnych rzeczy, które związek zniszczą. Ale, że z racji wychowania w sposób o jakim wyżej są niedojrzali, to nie potrafią ani rozmawiać, ani wypracować ewentualnego kompromisu, ani zrozumieć, że nieraz z igły robią widły, przechodząc urojoną przez siebie samego/samą "tragedię", bo się królewnie lub królewiczowi w czterech literach poprzewracało i życie pomyliło z telenowelą.

    Tymczasem zaś życie jest w swych zasadach proste. Jeśli np. ktoś wraca z pracy zmęczony, to nie strzela się focha o byle gówno, tylko po prostu rozumie się powód. Jeśli mamy przez jakiś czas tyle zajęć, że mijamy się w biegu, to rozumiemy dlaczego tak jest, a nie mamy pretensji do drugiej strony. Jeśli są dowolne domowe obowiązki do zrobienia, to się je robi, a nie szuka wymówek, odskoczni od codzienności itd. Podobnie jak rozumie się, że każda osoba, także i ta w związku, ma prawo do "własnej autonomii", do czasu dla siebie, ale też potrzeba jest także i czasu, który regularnie spędza się razem, czyli właśnie zero egoizmu, a nie, jak od małego nauczyli, że ja to pępek świata i tylko to co ja chcę i moje potrzeby się liczą. I tak dalej. To, że takie rzeczy się rozumie, wynika z tego, jaką mamy mentalność, czego nas nauczono i na ile jesteśmy dojrzali (a związek powinien być dla dojrzałych ludzi, nie dla "mentalnej gówniarzerii", tyle że o tym chyba mało kto myśli, dlatego potem ma problem). A jak nie nauczono, to z powodu tzw. "problemów pierwszego świata" potem zarabia na nas psycholog z poradni małżeńskiej albo (lub pomimo łażenia do psychologa) relacja się rozpada i pół biedy, jak dzieci nie ma.

    Czyli, podsumowawszy.

    1. Rzeczy, które zniszczą związek nie da się załatwić/naprawić rozmową (komunikacją).  

    2. Rzeczy, które można w ten sposób załatwić, są najczęściej właśnie tymi "problemami pierwszego świata", a jako takie, są na tyle błahymi sprawami, że w ogóle nie powinno być problemu, gdyby tylko przysłowiowy olej był w głowach i zdrowy system wartości i priorytetów. Natomiast gdy ktoś (jedna ze stron w związku lub obie) go nie ma, to im prędzej ludzie ze sobą przestaną tworzyć relację, tym lepiej.  




    Niczego nie załatwi się gadką. A komunikacja jest ważna, ale powinna być czymś naturalnym (ludzie w związku powinni się bez większego problemu dogadywać, nawet odczuwać tego potrzebę, by ze sobą się komunikować, inaczej nie ma po co go zaczynać czy ciągnąć) i nie dotyczyć bzdur, które w urojeniach jednej lub obu osób będących w danej relacji rosną do rangi jakichś problemów. Bo problemami, to jest praca, utrzymanie rodziny, choroby, wypadki losowe, i tym podobne "przyziemne sprawy", a nie to, że przysłowiowa "zupa była za słona", czy to, że on ze mną nie chce spędzić na czymś tam czasu, bo przez ileś tam godzin tyrał w robocie, czy że nie mam nowej kiecki za ileś tam, a Kowalscy na kolejne wczasy za granicę pojechali. Życie jest proste i to nie jest film.

  • MEM
    · 19 marca

    AlexAthame

    AlexAthame: Nikt z was niestety nie wymienił cichego mordercy. Czynnika, ktory zniszczy każdy związek. Jest nim zazdrość. Każda zazdrość jest toksyczna, a szczególnie bezpodstawna.

    Zapewne tak. Choć osobiście nie rozumiem ludzi, którzy są zazdrośni o cokolwiek (nie tylko w kwestiach dotyczących związku, ale tak w ogóle zazdrośni) i uważam, że to dość szybko z człowieka wychodzi na jaw, a wtedy powinna się zapalić czerwona lampka w głowie i jeśli zazdrość (zwłaszcza taka chorobliwa) się potwierdzi, to mówimy tej osobie "sajonara" zawczasu, bo po co się w taki związek pakować.

    Czyli tak w zasadzie to jedna ważna rzecz, która powinna leżeć u podstaw każdego związku: robi się to – wchodzi w związek – z głową a nie ulega jedynie samym emocjom powodującym zaślepienie. Wtedy jest po prostu duża szansa na to, że się nie sparzymy, większość problemów spowodowanych jakimiś poważnymi wadami danej osoby (typu choćby zazdrość, albo skłonność do nałogów, do agresji, do utracjuszostwa, do egoizmu itd.) czy tym, że nie dogadujemy się światopoglądowo, nigdy w nim nie zaistnieje, i że w efekcie związek będzie udany.

    MrHyde

    MrHyde: Moją propozycją odpowiedzi była śmierć.

    Tak... Tylko, że to takie rozwiązanie ostateczne. ;)

    AlexAthame

    AlexAthame: Niedlugo Śmierci nakażą założyć maseczkę i się zaszczepić.

    :rotfl:

    AlexAthame

    AlexAthame: Śmierć patrzy człowiekowi w oczy z bliska.

    Ale przeciętna kosa (razem ze sztylem) ma około 2 metrów długości, więc można założyć, że chociaż bezpieczny dystans utrzymuje. ;)  

    AlexAthame

    AlexAthame: Nasuwa sie pytanie.Dlaczego nie użyją bomb A N lub W przeciw koronce?Wirus nie wytrzyma, ekonomia padnie i ludzie wyginą. A przecież to jest celem tego cyrku.

    Może dlatego, że Tobie się tylko wydaje, że to jest celem tego cyrku? :)

Zaloguj się aby dodać post. Nie masz konta? Załóż darmowe konto