Moje

Dźwięk ciszy (Prolog)

Bat spadł szybciej, niż mógłbym się tego spodziewać. Ponownie wpadłszy twarzą w kałużę, bezgłośnie błagałem o litość. Podniosłem wzrok na mego oprawcę, a do napuchniętych oczu nabiegły mi łzy, gdy ten wziął kolejny zamach. I jeszcze raz. I kolejny. To cud, mówiłem sobie. Czyste cuda. Mimo iż cieszyłem się z tego, że jeszcze żyję, potrafię chodzić, nie odpadły mi nogi, czy chociażby ręce...