Zombie - Apokalipsa Cz. I

AAA

Prima aprilis, dzień robienia sobie żartów i wrabiania ludzi. Kuba wstał jak zwykle rano, koło godziny dwunastej. Powoli zszedł po schodach na dół zastanawiając się kogo wkręcić oraz oblać dzisiejszego dnia.  
     Dzień zapowiadał się pięknie, słońce jasno świeciło na niebie, gdzieniegdzie można było znaleźć pojedyncze chmury powoli płynące po niebie. Zima nie chciała jeszcze do końca dać za wygraną i na ziemi można było znaleźć pojedyncze kupki topiącego się śniegu. Termometr nad oknem wskazywał trochę powyżej dwudziestu stopni.  
     - Przynajmniej jak obleję kogoś wodą to nie będzie mu zimno. - powiedział właściwie sam do siebie.  
     Wszedł do kuchni i otworzył lodówkę. Popatrzył na puste półki z grymasem na twarzy. Odwrócił się w stronę spiżarni, zamykając za sobą drzwi. Jednak w spiżarni także było pusto.  
     Rodzice wyjechali kilka dni temu zostawiając go samego w domu. Nie był już dzieckiem, umiał sobie sam poradzić. Jednak gdy nie było rodziców, nikt nie uzupełniał lodówki, a jemu samemu się nie chciało. Wiedział jednak, że kiedyś musi to zrobić. Jednak jego lenistwo zadecydowało inaczej.  
     - Jakoś to będzie. - pomyślał i poszedł włączyć telewizor.  
     Na TVN jakiś miły pan którego doskonale znał, tylko nigdy nie mógł zapamiętać jego imienia i nazwiska z przekonaniem twierdził, aby wszyscy pochowali się w domach, gdyż po ulicach grasują, jak to nazwał, 'chorzy ludzie'. Normalnie Kuba pewnie bardzo by się przestraszył takiej informacji w mediach, jednak ze względu na fakt, że był to prima aprilis zwyczajnie wyłączył telewizor.  
     - Ja się nie dam nabrać. - stwierdził.  
     Głośnie burczenie w brzuchu przekonało go jednak, że trzeba jeść. Oznaczało to nic innego jak to, że musi się ruszyć do sklepu. Wziął portfel, zamknął za sobą drzwi na klucz i wyszedł na ulicę kierując się w stronę sklepu. Po drodze spotkał sąsiada, który też śmiał się z żartu Kamila Durczoka (Tak! Tak nazywał się ten pan z telewizji! Teraz już pamiętał. ) o 'chorych ludziach'. Ta sytuacja jeszcze bardziej utwierdziła go w przekonaniu, że żadnych 'chorych ludzi' nie ma.  
     Wszedł do sklepu jak gdyby nigdy nic i udał się na poszukiwanie produktów na łatwe śniadanie. Po krótkim namyśle zdecydował się kupić mleko oraz płatki śniadaniowe, gdyż nie chciało mu się przygotowywać czegoś skomplikowanego. Podszedł do kasy, zapłacił za kupowane rzeczy i już miał odchodzić, gdy do sklepu wbiegła przerażona, na oko trzydziestoletnia kobieta krzycząc, że na ulicy jakiś koleś zabił jej córkę. Stanął przerażony nie wiedząc co robić. Po chwili jednak oprzytomniał.  
- Przecież dzisiaj jest prima aprilis i ta kobieta zwyczajnie może sobie robić żarty - starał się racjonalnie myśleć - jednak jej mina sugerowała, że mówi prawdę.  
     Nie chciał tak stać w niepewności więc wybiegł ze sklepu i... stanął jak wryty. Kobieta mówiła prawdę.  
     Mężczyzna klęczał obok dziewczynki wyrywając rękoma jej wnętrzności. Kubie zrobiło się niedobrze.  
     Kasjerka również wybiegła ze sklepu i zatrzymała się koło niego.  
     - Niech ktoś wezwie pogotowie i policję... - jęknęła zakrywając twarz dłońmi.  
     Chłopak pomacał po kieszeniach w poszukiwaniu telefonu, jednak nic nie znalazł.  
     - Fuck... Nie wziąłem telefonu. - powiedział do kobiety i to był błąd.  
     Mężczyzna który do tej pory ich nie zauważył powoli podniósł głowę znad ciała, a właściwie tego co po nim pozostało i swoimi przekrwionymi oczami spojrzał w ich kierunku. Twarz miał nienaturalnie bladą, uta całe we krwi, tak samo jak i ręce.  
     Nagle wstał i rzucił się w kierunku Kuby i kasjerki. Jednak nie szedł powoli tak jak to w amerykańskich filmach ledwo trzymając równowagę, sprintował w ich stronę jak profesjonalny sportowiec.  
     Odległość między nimi malała z każdą sekundą, a Kuba stał jak sparaliżowany. Nagle kobieta pociągnęła go w stronę sklepu. Wpadł do środka zamykając za sobą drzwi tuż przed tym, jak coś w nie od zewnątrz uderzyło.  
     Odwrócił się z przerażeniem na twarzy w stronę pań stojących w sklepie.  
     - Co to... - z trudem przełknął ślinę. -... było?
     Kobiety były w jeszcze gorszym stanie niż on. Mężczyzna stale uderzał w drzwi próbując dostać się do środka. Kuba wiedział, że drzwi do sklepu długo nie wytrzymają.  
     - Jest tu jakieś inne wyjście? - zapytał.  
     Bez odpowiedzi.  
     - Da się stąd wydostać inaczej? - zapytał ponownie.  
     Znowu nic. Kobiety stały zamurowane. Matka dziecka zemdlała.  
     Stwierdził, że nic od nich się pożytecznego się nie dowie, więc ruszył w głąb sklepu. Po chwili odnalazł drzwi z tabliczką: 'Tylko dla personelu'. Dokładnie tego szukał. Wszedł do pomieszczenia pełnego kartonów wszelkiego rodzaju żywności. Niewiele myśląc wziął w rękę kilka litrów wody i trochę konserw.  
     Wyjście ze sklepowego magazynu stanowiła brama. Niestety nie miał możliwości otworzenia jej w normalny sposób, więc podszedł do niej i uklęknął. Wsadził palce pod gumę bramy, która opoeirała się o ziemię i mocno pociągnął. Brama powoli ustępowała, wydając przy tym straszny pisk. Wydawało mu się, że słyszał krzyki kobiety, jednak był teraz zajęty i nie wiedział czy ktoś na prawdę krzyczał, czy to tylko jego wyobraźnia.  
     Wyszedł na zewnątrz. Obszedł sklep i wszedł na ulicę. Z przerażeniem zauważył, że drzwi do sklepu są włamane do środka. Starając się o tym nie myśleć pobiegł w kierunku domu.  
     Do domu dotarł dziesięć minut później. Po wejściu dokładnie zamknął za sobą drzwi. Powoli kilka razy włączył i wyłączył światło, jakby to była jakaś ceremonia, aby sprawdzić czy jest prąd. Jak na razie był. Na razie.  
     Wypakował wodę do spiżarni a konserwy do lodówki.  
     Przypomniał sobie, że musi znaleźć telefon. pobiegł do swojego pokoju. Telefon jak zwykle znalazł na biurku koło klawiatury. Szybko wybrał numer do mamy i zatelefonował. Brak sygnału. Nie był pewien czy go to dziwi czy nie. Na wszelki wypadek sprawdził czy ma zasięg i zatelefonował do taty. Też nic.  
     Co zrobić? Zastanawiał się co zrobić. W żartach to się na apokalipsę jest zawsze gotowym, ale teraz nie było żartów.  
     - Trzeba z czegoś zrobić broń. - postanowił. Pomysł jakoś tak sam wpadł mu do głowy. Potrzebna mu była broń biała, o palnej nie było co marzyć. To nie Ameryka, gdzie w byle jakiej ciemnej uliczce kupisz broń palną, nie, to jest polska, tutaj broń miała tylko policja, a tej nie było w pobliżu.  
     Zszedł z powrotem do kuchni i otworzył szufladę z nożami kuchennymi. Wyjął wszystkie na blat i zaczął je oglądać. W końcu wybrał największy, a także jeden mały, który schował sobie z tyłu do spodni.  
     Następnie poszedł do garażu w poszukiwaniu kolejnych rzeczy, którymi można się bronić. Najpierw znalazł piłę ręczną, stwierdził, że jednak się na nic nie przyda. Następna była siekiera którą rąbał czasami drewno na opał. Silna, o dużym zasięgu jednak małej manewrowości. Na pewno się przyda. Znalazło się też kilka śrubokrętów, jednak nic przydatnego wśród narzędzi nie było.  
     Wychodząc z garażu zauważył kosiarkę spalinową i w głowie zaświeciła mu pewna myśl. Jakby tak wymontować z niej silnik i ostrze, przy montować do jakiegoś długiego przedmiotu i była by... - zastanawiał się jak to nazwać - kosiarka na zombiaki? Tak, to dobra nazwa, stwierdził. Opuścił garaż.  
     Jednak dalej nie miał niczego aby zabijać 'chorych ludzi' z daleka. Zawsze można było w nich czymś rzucić, jednak tracenie rzeczy w ten sposób był słabym pomysłem.  
     Nagle przypomniał sobie o czymś. Rok temu miał fazę na strzelanie z łuku, dostał od taty nawet prosty łuk z tworzywa sztucznego. Tylko gdzie teraz jest ten łuk. Poszedł przeszukać jeszcze raz garaż, jednak nic nie znalazł. Przypomniał sobie też o małym stryszku mieszczącym się w jego domu.  
     Powoli wdrapał się po drabinie na górę. Na strychu było pełno kurzu. Pająki miały tu istny raj, i większość przedmiotów pokrywała pajęczyna. Przeszukanie całego strychu zajęło mu dobre dwie godziny, jednak schodził na dół bardzo zadowolony z łukiem w jednej ręce, a kilkoma strzałami w drugiej.  
     Wyszedł na dwór. Jego dom stał na całkiem dużej działce na obrzeżach miasta. Teren otoczony był miejscami murkiem, a miejscami płotem wysokości człowieka, więc jak na razie czuł się bezpieczny.  
     Postanowił przypomnieć sobie jak się strzela z łuku. Nie szło mu na początku za dobrze, jednak po kilku godzinach potrafił mniej więcej trafić w cel z około dwudziestu metrów.  
     Ćwiczył kilka godzin, a gdy zaczęło się ściemniać wrócił do domu. Postanowił położyć się spać. Wiedział, że jutro czeka go ciężki dzień. Jutro mieli wrócić rodzice, przynajmniej taki był plan przed zombie-apokalipsą.  
     Los dał mu szybką lekcję dorastania - z tą myślą usnął.  

     


----------------------------------
Od autora:
Witam wszystkich,  
to moje pierwsze opowiadanie. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie komentarze oraz plusy jak i minusy. Prosił bym abyście w komentarzach powiedzieli mi co mam poprawić, bo na pewno jest wiele takich rzeczy ;p

domi675

2 499 czyt.
100% 69

Opowiadanie opublikowano przez domi675, w kategorii przygodowe

Komentarze (7)

  • domi675

    domi675 -

    Bardzo ci dzięje BaBajarka za te parę cennych uwag, na pewno mi pomogą. Postaram się do nich zastosować.

  • BaBajarka

    BaBajarka -

    ale to taki szczegół tylko. Na tym koniec mojego bełkotu. Zacznij czytać od końca.

  • BaBajarka

    BaBajarka -

    jakby ominie istoty wątek, istotną rzecz, która może mieć znaczenie dla późniejszego toku wydarzeń. Dodatkowo opisy dają obraz świata przedstawionego. Mam też taki fetysz opisów tzw. kat-scenek. Tutaj: pożeranie córki tej kobiety, przez zombiaka. Wiesz o co chodzi, np. nieumarły klęczy nad rozszarpanym ciałem dziewczyny. Wykwintnie ubiera się w jelita ofiary, jakoby była to biżuteria. Coś w tym guście. Ostatnia uwaga to: jeżeli był to Lany Poniedziałek to większość sklepów jest zamknięta...cdn

  • BaBajarka

    BaBajarka -

    "Gdy byłam mała często rozmyślałam, co bym zrobiła gdyby niespodziewanie rozpoczął się atak zombiaków". Kolejną sprawą jest to, że brakuję mi troszeczkę opisów. Wiesz w jakim mieszkał domu, parę szczegółów. Dlaczego? Dlatego, że niekoniecznie może w tej sytuacji, ale w późniejszym czasie może dojść (jak ja to nazywam) do konfliktu autor - odbiorca, ponieważ Ty to widzisz tak, ale czytelnik może widzieć to inaczej i tak będzie zawsze. Czasami może porostu dochodzić do sytuacji, gdy czytelnik...cdn

  • BaBajarka

    BaBajarka -

    zombie i to jeszcze nie jest to powszechnym zjawiskiem, to człowiek może dostać paraliżu, chyba że założymy, że bohater grał w jakieś gry o tematyce zombie, albo często rozmyślał co by zrobił, gdyby nastąpiła apokalipsa zombie. Próbuję Ci wyjaśnić, że warto byłoby napisać dlaczego tak postąpił. Skąd wiedział, że to będzie prawidłowo reakcja, co nim kierowała. Pasuję mi tutaj wstęp, który kiedyś sama napisałam, gdy próbowałam właśnie napisać opowiadanie 'zombie apocalypse'...cdn

  • BaBajarka

    BaBajarka -

    Hej. Bardzo ciekawy pomysł. Życzę Ci spełnienia wszelkich ambicji literacki, ale do tego długa droga. Obecnie temat zombie jest modny (przynajmniej według mnie). Nie twierdzę, że to źle, że go wykorzystałeś, ponieważ czytelnik musi kupić pomysł, a zmobie są fajne. Mam parę uwag, których nie musisz brać do siebie, ponieważ jestem totalną amatorką. Otóż ludzie często w sytuacjach stresu, najczęściej nie potrafią myśleć praktycznie. Panikują. Wiesz o co chodzi. W sytuacji gdy na ulicy grasują ...cdn

  • astronautka

    astronautka -

    Jednak mnie to nie zadowoliło tak jak myślałam bo fajny tytuł ale teraz nie będę spać bo mam za bardzo wybujałą wyobraźnie ;P

Polub nas