Krwawa Przyszłość cz.6

Krwawa Przyszłość cz.6

Siedziałam w mojej sypialni. Od ponad 30 minut ludzie dobijali się do moich drzwi. Siedzę już w sypialni od dwóch dni. Jestem słaba, wiem. Ale chociaż chciał zrobić coś... strasznego, zranił mnie to jednak go kochałam. A teraz go nie ma. Znowu zaczęłam płakać w poduszkę. W końcu hałasy dobiegające zza drzwi ucichły. Wstałam niechętnie z łóżka. Wyjęłam z szafy czarną sukienkę kompletnie nie nadającą się na tą porę roku. Ogarnęłam włosy w łazience wiążąc je w luźny kok. Założyłam grubą zimową kurtkę w kolorze fioletowym z futrzanym kapturem, oraz wysokie do kolan kozaki w kolorze kurtki - również z futerkiem. Wyszłam na zewnątrz. Śnieg prószył delikatnie opadając na moje włosy. Kierowałam się do stołówki gdzie powinni znajdować się wszyscy moi żołnierze. Ku mojemu zdziwieniu - stołówka była pusta. Postanowiłam później to sprawdzić. Moją kurtkę powiesiłam na wieszaku. Dochodziła pora obiadu, więc nałożyłam sobie pełen talerz jedzenia oraz nalałam sobie duży kubek gorącej kawy. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Byłam tak strasznie głodna. Usłyszałam gwar rozmów poza stołówką, a po chwili w niej. Wszyscy ucichli na mój widok. Przełknęłam jedzenie i zapytałam:
- No co? Miałam umrzeć z głodu? - kilka osób zaśmiało się niepewnie z mojego kiepskiego żartu. Po chwili podszedł do mnie Jack z tacą pełną gorącego jedzenia. Usiadł obok mnie i delikatnie pocałował. Uśmiechnęłam się do niego blado.  
- Hej - powiedział. - Mamy straty w ludziach. - Uhh... Jakież to delikatne stwierdzenie jak nie widzi się swojej dziewczyny przez 2 dni!  
- Ilu? - zapytałam.
- Pięciu. - odparł cicho. Wstałam szybko od stołu nie dokończywszy posiłku. Zabrałam kurtkę i wybiegłam na zewnątrz. Nikt za mną nie poszedł. Nie no mam zajebistego chłopaka. Poszłam na miejsce śmierci Hase'a. Nie było już tam żadnych zwłok, ani śladów krwi. Rozłożyłam kurtkę na ziemi i usiadłam. Patrzyłam się głucho przed siebie. Oparłam się o pień pobliskiego drzewa. Patrzyłam jak mój chłopak wychodzi ze stołówki w towarzystwie jakiejś dziewczyny, chyba Lizie. Widzę jak przybliżają się do siebie i przerwa między nimi maleje. Patrzyłam jak mój były chłopak ją całuje. Patrzyłam na tę scenę jakbym oglądała jakąś badziewną komedię romantyczną. Brakowało tu tylko amorków. Poczułam ukłucie w sercu. Jak on mógł? Czułam jak jedna samotna, gorąca łza spływa po moim policzku, potem druga i następna. Patrzyłam pusto przed siebie. Usłyszałam szelest krzaków za mną. Trudno.  
- Hej! - powiedział Shay - Co się stało? - zapytał zdejmując swoją kurtkę i kładąc mi ją na ramiona.  
- Jack... Lizie... oni są razem. - rozpłakałam się kompletnie. Shay przytulił mnie.  
- Chcesz się gdzieś przejść? - zapytał po chwili. Spojrzałam jeszcze raz przed siebie i wstałam podnosząc moją kurtkę z ziemi. Otrzepałam ją ze śniegu. Oddałam kurtkę Shayowi a ja założyłam swoją.
- To... gdzie idziemy? - zapytałam. Cieszyłam się, że jest ze mną. Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w las.
- Niespodzianka, jak dojdziemy to zobaczysz. - powiedział. Droga nie była długa. Dotarliśmy do wielkiej skały.
- Co tu jest takiego wyjątkowego? - zapytałam.  
- To jeszcze nie tu - powiedział i odsłonił zasłonę z bluszczu. Była tam jaskinia, ale bardzo krótka ponieważ jakieś 100 metrów dalej było widać światło. Shay zaprosił mnie gestem ręki. Zachichotałam i weszłam. Szliśmy kawałek. W końcu wyszliśmy z niej. Widok zaparł mi dech w piersiach. Była tam żywa roślinność. Nie było śniegu, a jednak wodospad był zamarznięty. Było tam mnóstwo kolorowych kwiatów, oraz ślicznych małych zwierzątek. Miejsce było...
- Zaczarowane. - powiedziałam cicho. Shay uśmiechnął się szeroko.  
- Podoba ci się tutaj? - zapytał. Zamiast odpowiedzieć rzuciłam mu się na szyję.
- Jest cudownie. - szepnęłam mu do ucha.
***
Przytulałem ją dłuższą chwilę. Odsunąłem ją od siebie i zaprowadziłem do najbliższego drzewa i posadziłem ją na konarze.  
- Muszę ci coś powiedzieć. - zacząłem, ale ona mi przerwała.
- Dobrze, ale najpierw musisz coś dla mnie zrobić. - powiedziała.
- Co tylko chcesz. - odpowiedziałem.
- Pocałuj mnie. - zdziwiło mnie to co powiedziała. Zeskoczyła z konara i pocałowała mnie. Niewiele myśląc odwzajemniłem pocałunek.  
- Tak długo na to czekałem... - powiedziałem cicho - ale nie wiem, czy będziesz chciała robić to jeszcze. - odsunąłem ją ode mnie. Spojrzała na mnie zawiedziona. - Usiądź - poleciłem. Patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami i usiadła na konarze. - Zombie były straszną zarazą. Były 3 obozy. Jeden został całkowicie... wyjedzony. Drugi, czyli nasz został napadnięty, ale nie każdy od razu zamieniał się w zombie. Z... nie wiem jak to nazwać, jadem? Dobra, niech będzie. Na w pół żyjący z jadem zombie we krwi leżeliśmy i czekaliśmy na śmierć. Nie chcieliśmy oddać się bez walki i przeistoczyć się w zombie. Wtedy pojawiły się wilki. Jadły i ciała zombie i nas. Tylko różnica jest taka, że tylko właściwie ręce i nogi. Jad zombie połączyła się? Zmieszał? Z DNA wilka. Przeżyliśmy, ale zaczęliśmy się zmieniać w wilki. - dokończyłem. Patrzyła na mnie oszołomiona. Albo jeszcze lepiej - zdruzgotana.  
- Czyli... wszystkie te morderstwa to wasza wina. - stwierdziła. Pokiwałem twierdząco głową. Wstała z konaru. - Jak mogliście to zrobić?
- Musimy coś jeść.
- Chcecie wymordować ludzi? A co dalej?! - krzyknęła.
- No cóż. Chyba wiesz jak powstają dzieci?
- Jesteś... Ehh...- powiedziała sfrustrowana i ruszyła w stronę wyjścia z jaskini. Złapałem ją za rękę. Próbowała mi ją wyrwać, ale jej się to nie udało.
- Przestań się szarpać Evie. - powiedziałam spokojnie. - Kocham Cię. - szepnąłem.

1 297 czyt.
5138100% 2
Gabi14

Gabi14 opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1133 słów i 5984 znaków. ·

Komentarze (22)

 
  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Bo to cza sprawdzić

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    nie wiem

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    A jest jakiś max komentarzów?

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    Tak, bardzo się przydają: Im więcej komentarzy tym większa szansa, że to przyciągnie czytelników

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Też sie przydają

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    I dobrze :3 spamy są świetne

  • Hybrajan

    Hybrajan 28 sty 2014

    Gabi spamik ci robimy

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    Przydaje się ZAWSZE

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Ha… dzięki przyda sie napewno

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    Powodzenia

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Heh… to cza bedzie sie chyba nawrócić :/

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    Bocian cię nie przyniósł na 100%

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Ja w kapuście? Nie mówcie tak! :( jesteście niedobzi

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    zgadzam się z Arnim xD

  • Arni

    Arni 28 sty 2014

    nemfer.. napewno jesteś z kapusty to nie ma dyskusji xDDD

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Bociany? A w kapuście to niby same głąby sie znajduje?

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    Tak... bociany ***** -,-"

  • Hybrajan

    Hybrajan 28 sty 2014

    Nemfer nie wiesz? Bociany je przynoszą

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    <facepalm> nemfer <facepalm>

  • nemfer

    nemfer 28 sty 2014

    Yyy… ale skąd sie biorą dzieci?

  • Gabi14

    Gabi14 28 sty 2014

    no widzisz, właśnie to chciałam umieścić w tym rozdziale ^,^

  • iza0199

    iza0199 28 sty 2014

    Ciekawe. Przynajmniej wyjaśniłaś, skąd się biorą wilkołaki