Krwawa Przyszłość cz. 9

Zniknęli... Znaczy nowi, oni po prostu zniknęli. Nie ma ich. Shay też gdzieś zniknął. Zaczęłam szkolić moich żołnierzy, zbudowałam schron dla kobiet z dziećmi. Wzięłam się w garść. Wpadłam w monotonie: śniadanie - szkolenie - pomoc/budowa - trening - szkolenie - kolacja - patrole. Księgi Śmierci - jak ją nazwałam - nie otwierałam od czasu śmierci Hase'a. Tego wieczoru chciałam to zmienić. Księga wzywała mnie, hipnotyzowała. Wstałam i podeszłam do biurka. Otworzyłam księgę:
"Eve Look" - zamknęłam oczy: 1...2...3
"Średniego wzrostu blondynka, loki, fiołkowe oczy. Świt nadejdzie, a wraz z nimi czas zagłady, lecz nasza mała nie chce zabawy. Ona nic nie wie, że żyć będzie wiecznie o pomoc dziecię prosiło ją - pomoc uzyska śmierć za śmierć, życie za życie. Gładka to będzie jej minuta życia. Ona kocha jego - a on ją. Na wieki będą zwalczać zło". Łzy napłynęły mi do oczu. Położyłam się na łóżku. W głowie kłębiło mi się miliony myśli i pytań. Zasnęłam.  
Rano obudziło mnie walenie w drzwi. Po chwili wpadł do pokoju Jack wraz z kilkoma innymi żołnierzami. Powiedział do mnie tylko dwa słowa:
- Zaczęło się! - zerwałam się na równe nogi, założyłam mój kombinezon. Wzięłam do ręki pistolety i przeładowałam je. Wybiegłam za nimi na zewnątrz. Nasze "mury" obronne były teraz forsowane przez wilki. Nie wiedziałam ile taki wilk może przyjąć kul, ale zamierzałam to sprawdzić. Wymierzyłam w blond wilka - Lizie. Wystrzeliłam. Pocisk trafił ją w pysk. Siła pocisku odrzuciła ją do tyłu tak, że trafiła łbem o pobliskie drzewo, ona zaraz wstała i warknęła na mnie. Sforsowali mury. Wtargnęli do środka. Każdy z moich towarzyszy walczył jak za trzech. Ale zaczęliśmy przegrywać. Kilku moich żołnierzy leżało już trupem. Zauważyłam Lizie zbliżającą się do mnie powoli. Zaczęłam do niej strzelać. Nic.  
- Celuj w serce!! - usłyszałam wołanie Shay'a, ale za późno ona już się na mnie rzuciła. Właśnie rozdzierała mi skórę na twarzy. Zmieniła się w człowieka:
- Nie wierzę, dał ci antidotum na nasz jad? Hmm... Teraz nie wyjdziesz z tego cało. - z powrotem przemieniła się w wilka. Shay zrzucił ją ze mnie - walczyli. Po długich próbach udało mi się wstać. Lizie stanęła przede mną odwrócona do Shay'a skoczył na nią - uchyliła się. Przewróciłam się na ziemię. Ciemność zamigotała mi przed oczami. Cierpiałam z bólu. Teraz na pewno umrę...
******
O nie! CO ja zrobiłem!!! Usłyszałem wystrzał. Poczułem jak z mojej piersi wypływa rzeczka krwi. Ciemność.  
_________
Ta jest bardzo krótka i proszę nie komentujcie na razie - jeszcze do tego epilog dodam i będziecie mieli piękne zakończenie :P

975 czyt.
5215100% 1
Gabi14

Gabi14 opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 543 słów i 2833 znaków. ·

Komentarze (1)

 
  • iza0199

    iza0199 2 lut 2014

    Wieczorek poetycki z Gabi