To nic takiego... cz. 8

AAA

Poprzednie części:
To nic takiego... cz. 1
To nic takiego... cz. 2
To nic takiego... cz. 3
To nic takiego... cz. 4
To nic takiego... cz. 5
To nic takiego... cz. 6
To nic takiego... cz. 7

- Dopilnuję, żeby nic się Kai nie stało, bez obaw – usłyszałam. Spodziewałam się najgorszego, ale ku mojemu zdziwieniu to nie był głos Kamila, tylko Wojtka.
-------
Byłam mocno zszokowana, podobnie jak poszczególne osoby z obozu wiedzące o relacjach panujących między nami. Kamil nie odważył się pisnąć ani słówka. Dobijał wieczór, więc wszyscy zabrali się za rozkładanie namiotów. Widziałam, że Kamila spoglądała na mnie z zaciekawieniem, ale dałam jej znak, że wszystko jest w porządku. Głównie to Wojtek postawił namiot "na nogi”, ale starałam się mu pomóc. Panowała cisza, jak w kostnicy. Próbowałam zrozumieć, dlaczego stanął w mojej obronie. Wrzucił plecaki do środka, usiadł na kocu i grzebał w torbie. Usiadłam obok niego i w milczeniu przypatrywałam się wszystkiemu, co robił. Zerkał na mnie chwilami, chciał, abym się odezwała. Ale co miałam powiedzieć?  
- Nie musiałeś tego robić – wyszeptałam
- Wolałem rozłożyć śpiwory od razu, potem nie byłoby miejsca.
- Nie chodzi o to, przecież wiesz… Nie musiałeś zostawiać chłopaków.
- Nie potrafiłbym zostawić cię sam na sam z Kamilem. Muszę mieć cię na oku.
"Muszę mieć cię na oku”, ehhh…  
- Kamil wydaje się w porządku.
- Odkąd dowiedział się, że jesteśmy przyjaciółmi wyznaczył sobie na cel właśnie ciebie. Miałbym wyrzuty sumienia, bo wiem, do czego jest zdolny – powiedział odkładając plecak. Zdziwiły mnie jego słowa.  
Siedzieliśmy w milczeniu przypatrując się cienią drzew, które odbijały się przez cienki materiał namiotu.  
- Przepraszam.
- Hm? – zapytał
- Nie każ mi tego powtarzać, błagam.
- Zamyśliłem się i nie słyszałem, uwierz.  
- O czym myślałeś?  
- To mało istotne – powiedział po chwili
- Przepraszam za akcję z twoją siostrą i za to, że przeze mnie nasza znajomość wisiała na włosku. Nie chcę cię stracić.
- Nie stracisz, kocham cię, Kaju. Nie potrafiłbym opuścić tak bliskiej osoby. – powiedział wysyłając mi ciepły uśmiech
- Zależy mi na nas i naprawdę chciałabym wszystko odbudować.  
Popatrzył mi głęboko w oczy podając rękę na zgodę. Nie zamierzałam być traktowana jak kolega z ławki, więc rzuciłam się mu na szyję. Siedzieliśmy w objęciach około minuty, aż w końcu wybuchliśmy głośnym śmiechem.
- Chcieliśmy zorganizować podchody w lesie, piszesz się?
Dochodziła godzina 22, bez zastanowienia wyszłam z namiotu. Kilka osób gotowych do drogi czekało na m.in. naszą parę. Podzieliśmy się na dwie pięcioosobowe grupy i wyznaczyliśmy trasę obejmującą zabawę. Pech, albo przeznaczenie chciało, że znalazłam się w grupie razem z Kamilem. Byłam w piątce "uciekinierów” razem z Kamilem, Olką, Niną i dwoma kolegami Wojtka. Moja ofiara miała za zadanie szukanie naszej ekipy, więc po kilku minutach musieliśmy się rozłączyć.  
Nie brałam aktywnego udziału w podchodach, więc razem z Kamilem szłam na końcu i gawędziłam. Początkowo było wyjątkowo przyjemnie, ale potem nasza rozmowa zeszła na temat Wojtka.
- Dobrze, że dałaś mu kosza, to ciota. Nie zasługuje na taką ślicznotkę jak ty – wybełkotał
Wiedziałam, że trochę popił i alkohol robi swoje, więc nie brałam tego do siebie.
- Nawet nie byliśmy razem, jak mogłam dać mu kosza? – zarechotałam  
- Wiem swoje, ślicznotko. Nie musisz udawać, popieram tą decyzje.  
- Kiedy my naprawdę jesteśmy przyjaciółmi.  
- Powinnaś znaleźć sobie kogoś lepszego. Z takimi kształtami każdy się oprze – powiedział zagryzając wargę.  
Wkurzała mnie jego bezczelność i subtelnie próbowałam dać mu znać, że takie zachowanie mi nie odpowiada.  
- Coś ty taka nie w sosie? Złość piękności szkodzi, Kajuś – powiedział próbując mnie objąć. Przeginał. Dałam mu w twarz i dołączyłam do grupy. Zdaję sobie sprawę, że był nawalony. Ale kilka piw to żadne usprawiedliwienie. Nie wierzę, że mogłam trafić do jednego namiotu z tym męskim szowinistą. Z trudem utrzymałam łzy. Na moje szczęście zabawa się kończyła, bo na zegarku wybijała druga w nocy.  
Wróciliśmy grupą na obozowisko. Zobaczyłam pozostałą część razem z Wojtekiem, który siedział na jeziorem wpatrując się w wodę. Nie byłam w stanie dotrzymać mu towarzystwa, więc weszłam do namiotu próbując dość do siebie. Schowałam głowę w poduszkę i cicho łkałam.
- Jezu, Kaja, co się dzieje?! – zapytał ze strachem w oczach. Wiedziałam, że to Wojtek. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć, ale nie chciałam mu mówić o zajściu z Kamilem, bo po raz kolejny miałby rację.
- Nie ważne, nie przejmuj się.
- Możesz mi zaufać – powiedział przytulając mnie mocno.
- To nic, naprawdę.  
Wiedział, że nic nie zdziała, więc troskliwym głosem zaproponował:
- Połóż się, Kaja. Otulił mnie kocem i siedział obok przypatrując mi się z uwagą.  
- Naprawdę nic mi nie jest, idź do kolegów, nianiu. – powiedziałam z wyraźnym uśmiechem
- Myślisz, że zostawię cię taką zapłakaną?
- Wojtek…
- Jeśli mamy być przyjaciółmi, to przynajmniej daj sobie pomóc.  
- Połóż się obok. – wiedziałam, że zaskoczyłam go tą prośbą, ale wszedł w śpiwór i oparł głowę o koc.  
Nasze twarze były bardzo blisko, czułam jego oddech.
- Możesz się nie wiercić? – zapytałam z rozbawieniem
- Staram się…  
Po kilku sekundach oboje w tym samym czasie przewróciliśmy się na drugą stronę. Byliśmy wówczas plecami do siebie, to chyba synchronizacja – pomyślałam rozbawiona. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, co Wojtkowi także nie wychodziło najlepiej. Zasnęliśmy w mgnieniu oka.  
Rano obudziłam się tyłem do niego, słyszałam tylko jego ciche pochrapywanie. Pomyślałam, że skorzystam z okazji i przebiorę ubranie. Postawiłam na czarne spodenki i luźny t-shirt. Przebranie spodenek poszło mi z łatwością, ale kiedy ściągnęłam starą koszulkę, by założyć nową usłyszałam:
- BU!
- Aa! Boże, Wojtek!  
Odwróciłam się tyłem zakrywając stanik. Założyłam bluzkę i z wyrzutem popatrzyłam na jego twarz.
- Na plaży się nie wstydziłaś, zaczynasz mnie ranić, kobieto – powiedział z rozbawieniem.  
- To była inna sytuacja. Poza tym, myślałam, że jeszcze śpisz.  
- Twoje stękanie podczas zmiany skarpetek mnie obudziło i nie żałuję.
Uderzyłam go poduszką i zaczęłam się śmiać.  
- Wypadałoby, żebym i ja się przebrał.
- Spokojnie, zaraz wychodzę.  
Nie dokończyłam zdania, a Wojtek siedział obok bez koszulki szperając w plecaku. Bałam się, że zauważy jak gapię się na jego brzuch. I chyba się wydało…
- Wiem, że jest ładny, starałem się.
- Pf, widziałam lepsze.
- Serio? – zapytał niego zaskoczony
- A jeżeli tak, to coś w tym złego?
- Skądże. Powinnaś powiedzieć przyjacielowi, gdzie to się wyrywa takie umięśnione dupy – wybełkotał z wyraźnym rozbawieniem.
Nie potrafiłam powstrzymać śmiechu. Założyliśmy buty i wyszliśmy przed namiot. Było po ósmej. Zobaczyłam, że Kamila majstruje coś przy grillu. Wędziła złowione przez chłopaków pstrągi na obiad. Zapytałam, czy jej pomóc, ale wyraźnie odmówiła.  
- Stało się coś wczoraj?  
- Nie, czemu? – próbowałam zakryć wyraz przygnębienia.
- Byłaś jakaś smutna. Coś z Wojtkiem?
- Z Wojtkiem to ja się pogodziłam i jesteśmy sobie bliscy jak nigdy przedtem.
- Zauważyłam właśnie – powiedziała spoglądając z uśmieszkiem na namiot.  
- Głuptas! – zaśmiałam się.  
Zaczęłam szukać Wojtka, chciałam zaproponować mu mały spacer po lesie. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam.
- Jak z twoją siostrą? Znalazła coś dla siebie? – zapytałam z nutką zaciekawienia.
- Dwa pokoje, kuchnia, łazienka w centrum. Chociaż prawdę mówiąc, wolałbym, żeby wróciła do domu.  
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale co się właściwie stało? No wiesz – między Anią, a twoim ojcem?
- Po śmierci mojego brata Nikodema, mój ojciec totalnie się załamał. Niki był jego ulubieńcem, więc trudno było wyciągnąć go z dołka. Moja siostra wyjeżdżała na studia i chociaż jego śmierć także ją dotknęła, przeżywała to krócej niż ojciec. Powiedziała mu prosto w oczy, że życie toczy się dalej i nie warto rozpamiętywać. Chyba razem z mamą uważałem podobnie, ale nie miałbym odwagi tego przyznać. Ojciec tak się wkurzył, że awantura rodzinna trwała z kilka dni. W końcu Ania powiedziała mu, że dopóki nie pogodzi się z tą sytuacją faworyzując Nikodema, wyprowadza się. W dorywczych pracach uzbierała trochę kasy, zaoszczędziła. Mama starała się jej pomagać, często za plecami ojca, żeby ten się nie domyślał. W końcu skończyła naukę, znalazła pracę i niedawno też mieszkanie.  
- Twój ojciec nie próbował jej wybaczyć?  
- To dla niego za ciężkie. Mój tato to typowy facet z honorem, jeżeli rozumiesz…  
Zaśmiałam się kiwając głową.  
- Zgłodniałaś? Chyba pora wracać do reszty.
Wróciliśmy na obozowisko i przysiedliśmy się do "stołu”. Nie wiem czy kilka desek i pniaków można nazwać wysoko standardową klasą, ale było przyjemnie. Nie miałam ochoty patrzeć na Kamila, więc próbowałam odwracać wzrok. Nie sądzę, żeby ktoś się domyślił, co się właściwie stało między nami, bo moje "wszystko w porządku” było bardzo przekonywujące.  
- Pyszoty – powiedziałam kierując uśmiech w stronę przyjaciółki.
- Wyrosła nam mała kuchareczka – zażartował jeden z chłopaków.
- To co, wypadałoby popływać, co – brygado?! – krzyknął Mikołaj.  
Większość poparła jego pomysł. Godzinę później mieliśmy się spotkać nad niedaleko położonym jeziorkiem. Wzięłam strój, ręcznik i tym razem zajrzałam do namiotu Kamili, żeby w swobodzie móc się przebrać. Uznałam, że nie będę pływać, ze względu na zimną wodę i moje zerowe umiejętności. Położyłam się obok Kamy na kocu i próbowałam cieszyć się chwilą odprężenia.
- Kaju – usłyszałam – idę za potrzebą, zajmij mi miejsce, mała.
Syknęłam śmiechem i pożegnałam ją machnięciem ręki. Poczułam, że ktoś się przysiada…
- Cześć, Kaja – to głos Kamila – tylko nie on, nie teraz – pomyślałam.
- Daj mi spokój, nie mam ochoty na rozmowę z męskimi pozerami.  
- Chciałem cię przeprosić, trochę mi odwaliło po tych piwach. Normalnie zachowałbym to dla siebie.  
Jaki dżentelmen – pomyślałam z wyrzutem.  
- Nie obchodzi mnie to, odpieprz się. Próbuję się opalić.
- Jesteś już za ładna – powiedział rechocząc. Może popływamy na zgodę? – zaproponował
- Nie lubię pływać – powiedziałam wstając z koca.  
Nie miałam zamiaru wysłuchiwać jego cienkich podrywów.
- Nie daj się prosić, tylko się zanurzymy. Inni świetnie się bawią.
- Czy ja jestem "inni”? Nie lubię pływać.  
Widziałam, że idzie za mną. Modliłam się w duszy, żeby w końcu sobie darował, ale na marne.
- Kaju!
- Nie! – wykrzyknęłam.
Poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i zaczyna biec. Kamil podniósł mnie na łapskach i razem ze mną wskoczył do wody. Nie było płytko. Skok z mostu na dwa metry dał mi siwe znaki i po wynurzeniu zaczęłam wierzgać rękami. Mój "herkules z łaski bożej” śmiał się przypatrują mi się z boku.  
Zobaczyłam przerażone pary oczu patrzące na mnie z brzegu. Usłyszałam tylko plusk do wody i poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona. Wyciągnął mnie z wody i upewnił się, że wszystko gra.  
- Dzięki Bogu, Wojtek – usłyszałam szept Kamili w jego stronę.  
Podniosłam głowę i zobaczyłam jak dziewczyny klęczą dokoła mnie. Z wody w znacznie powolniejszym tempie czołgał się także Kamil.  
- Matole! – usłyszałam głos Wojtka.  
Zdążyłam zobaczyć, jak szybkim krokiem idzie w stronę Kamila. Koledzy próbowali go zatrzymać, ale na marne. Wojtek popchał "wodnego matoła”, a ten upadł na ziemię. Doszłoby do niezłej mordowni, gdybym w porę nie wstała. Podbiegłam do nich i weszłam w centrum terroru. Kamil leżał na ziemi, metr od Wojtka i z przerażeniem w oczach obserwował całą sytuację.  
- Chodźmy, nie warto. – powiedziałam kierując słowa do Wojtka
Stał przez chwilę w bezruchu patrząc na Kamila. Musiałam szarpnąć go za ramię, aby odpuścił. Odwrócił się i idąc za mną zabrał moje rzeczy. Widziałam jaką miał czerwoną twarz od złości. Nie obchodziło mnie w jakim stanie byli inni. Wiedzieli, że chcemy zostać sami i nie potrzebujemy żadnej łaski.  
- Nic ci nie jest? – zapytał po chwili, jakby oprzytomniał
- Wszystko dobrze, nie musiałeś mu nic robić.  
- Musiałem, ten dupek zasłużył na to! Jaki jestem tępy! Gdyby jeszcze był z tobą w namiocie… - nie dokończył.  
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Przepraszam, Kaju. Nie płacz. Nie powinienem tego mówić... – powiedział ocierając mi łzy z policzek.  
- Nie chodzi o to… Wczoraj podczas podchodów się do mnie dobierał.
- Dlatego płakałaś? – zapytał ze złością
- Tak.
Wojtek stanął i odwrócił się do tyłu.  
- Co chcesz robić? – powiedziałam zszokowana.  
Nie wiedziałam, czego się spodziewać.
- Zasłużył na porządne obicie dupy. Już ja tego dopilnuję.
- Stój. Olej to, dla mnie… Proszę.
Popatrzył mi w oczy i uległ. Jego twarz nadal czerwieniła się od złości, ale próbowałam stworzyć spokojną atmosferę. Doszliśmy do obozowiska. Byłam w długim t-shircie zarzuconym na strój, więc zaproponowałam, że się przebiorę. Wyszłam z namiotu w spodenkach, koszulce i krótkich coversach.  
Wojtek siedział nad żabim oczkiem, obok namiotów i rzucał kamyki do wody. Przywracały niedawno zapomniane wspomnienia. Usiadłam obok niego.
- Olać go, to dupek. – powiedziałam próbując się roześmiać.
Mina Wojtka była tak poważna, że zaczęłam bać się o niego samego.  
- A tym lesie… Co… Co on ci zrobił? – wydukał szeptem
- Przystawiał się do mnie, dostał liścia i tyle go widziałam. Aż do dzisiaj nad wodą…  
Poczułam jak powilgotniały mi oczy. Nie potrafiłam nic powiedzieć, czułam jakby wielki kamień rozsadzał mi krtań. Wojtek milczał. Skierował wzrok na mnie i przytulił mnie do siebie. Automatycznie się popłakałam. Siedziałam w jego objęciach dość długo.
- Nie pozwolę już nigdy, żeby kiedykolwiek coś ci się stało – powiedział całując mnie w luźnego koczka.  
- Zafajdałam Ci kolejna koszulkę – powiedziałam ze śmiechem, próbując oczyścić policzki z łez.  
Uśmiechnął się gorąco i poszedł przygotować coś do picia. Dochodziła godzina osiemnasta. Ponad 60 minut spędziliśmy w swoim towarzystwie. Zobaczyłam dziewczyny idące w naszą stronę. Wiedziałam, że na dziś to koniec samotności. Dałam im znak gorącym uśmiechem, mówiąc, że wszystko okej. Uśmiechnęły się do Wojtka na znak wdzięczności i weszły do namiotu. Wszystkie osoby schodziły się kolejno, w tym Kamil. Osamotniony, na końcu łańcucha. Nie dziwiłam się. Zarazem byłam szczęśliwa, że nawet jego koledzy stanęli w mojej obronie.  
Dochodziła dwudziesta, pora kolacji. Standardowo – grillowanie rybki. Odmówiłam posiłku, nie miałam siły, ani ochoty. Położyłam się do namiotu i usnęłam. Obudził mnie Wojtek. Spojrzałam na telefon, który pokazywał 23:00.  
- Przepraszam, że cię obudziłem, słodko spałaś – powiedział z uśmiechem – zdaje się, że zgubiłem gdzieś komórkę i raczej pewne jest, że wpadła w jakąś szczelinę.
Komórka się znalazła, co prawda ukryta w moim kocu. Ale jakim cudem?  
- Idziesz spać? – zapytałam
- Nie chce mi się, mówiąc prawdę. Wątpię, że dziś zasnę.  
- Chodź za mną.  
Wzięłam jego rękę i wyszliśmy z namiotu. Założyłam swoje ramię za jego łokieć i przyprowadziłam go nad feralne jeziorko sprzed południa. Woda zdążyła się nagrzać po całym dniu upału. Usiedliśmy nad brzegiem wpatrując się w niebo.  
- Dlaczego wtedy mówiłaś, że nie znamy się zbyt dobrze? - zapytał
- Nasza znajomość trwała kilka dni. Nie sądziłam, że po tak krótkim czasie można kogoś pokochać prawdziwą miłością.
- Rozumiem. No więc, czego chciałabyś się o mnie dowiedzieć?
- Hm, wszystkiego, jeżeli to możliwe.
Zapadła kolejna, monotonna cisza. Po chwili usłyszałam nucenie w rytm wojskowej przyśpiewki:
- Kiedy byłem mały tak,  
nie lubiłem mamy rad.
Wyzywałem ile wlezie,  
uciekałem na rowerze.
- Wojtuś? - powiedziałam nie potrafiąc powstrzymać śmiechu.
- Nie przepadam za pieczarkami,  
więc jeżeli pizza to tylko z brokułami - darł się na prawdę głośno, na cały głos nie zważając na późną godzinę.
Kontynuował - lubię matmę, chociaż siara,  
przydałaby się tu gitara.  
- Już dość, dziękuję! - powiedziałam próbując powstrzymać łzy ze śmiechu.  
- Dzięki, kończyły mi się pomysły - powiedział rozbawiony
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, w końcu zapytałam:
- Pamiętasz naszą wyprawę nad morze po imprezie?  
- Nie zapomnę jej nigdy. – powiedział z uśmiechem na twarzy
Puściłam jego ramię i zaczęłam odwiązywać sznurowadła. Ściągnęłam buty, skarpetki. W końcu wstałam i zrzuciłam z siebie koszulkę. Ściągnęłam spodenki i weszłam do wody. Stałam w samym stroju. Delikatnie zanurzałam się w jeziorku. Tym razem był to łagodny i płytki brzeg. Zaczęłam go nawoływać nie stając ani na krok. Wojtek ściągnął koszulkę, buty i migiem mnie dogonił. Rzucił się na mnie delikatnie ciągnąc moje ramiona w głebię. Była romantyczna cisza, która mogłaby trwać wiecznie.  
- Zaskakujesz mnie, kobieto! – usłyszałam
Uśmiechnęłam się gorąco, ujęłam dłońmi jego twarz i namiętnie pocałowałam.  
- Kaju? – zapytał z niedowierzaniem  
- Przepraszam, zrozumiem, jeżeli teraz nie zechcesz…
Wojtek nic nie odpowiedział, tylko odwzajemnił pocałunek. Dryfowaliśmy w wodzie dobre dziesięć minut. Wyszliśmy z jeziora. Tym razem bez uprzedzenia założyłam jego koszulkę sięgającą mi za uda i uciekałam co sił w nogach. Nasze śmiechy słyszał cały las. Przystopowaliśmy tuż przy obozowisku nie chcąc nikogo obudzić. Przebrałam się i wtulając głowę w pierś Wojtka zasnęłam jak małe dziecko.  
Obudziłam się po siódmej, a raczej zostałam obudzona gorącym całusem.
- Pora się zwijać, księżniczko.  
- Już lecę, królewiczu.  
Przebrałam się, spakowałam i pomogłam w uprzątnięciu namiotu. O dziewiątej cały obóz był gotowy do odjazdu. Jedynie Kamil trzymał się jak najdalej Wojtka. Słyszałam nawet słuchy, że tę noc spędził poza namiotem. Powędrowaliśmy grupą przez lasek, aż do najbliższego przystanku autobusowego. Naturalnie siedziałam obok wodnej ofiary, wtulona w jego ramiona. Chyba nikogo to szczególnie nie dziwiło.

----------
Coś na zachętę? ;-)

Następne części:
To nic takiego... cz. 9
To nic takiego... cz. 10
To nic takiego... cz. 11
To nic takiego... cz. 12
To nic takiego... cz. 13
To nic takiego... cz. 14
To nic takiego... cz. 15
To nic takiego... cz. 16
To nic takiego... cz. 17
To nic takiego... cz. 18
To nic takiego... cz. 19
To nic takiego... cz. 20 (OSTATNIA)

1 814 czyt.
100% 1

Opowiadanie opublikowano przez Endajs, w kategorii miłosne

Komentarze (11)

  • hjkghuj

    hjkghuj -

    Kocham

  • Lump

    Lump -

    Nie podoba mi się, bo jest za mało emocji tutaj napisane. Jest również wiele błędów ortograficznych i interpunkcyjnych.. A opowiadanie troche do ****.. Zero oryginalności...

  • kucha

    kucha -

    cudowne xd

  • Rose

    Rose -

    Strasznie mi się to podoba Wojtek to prawdziwy ideał *o*

  • kolorowa215

    kolorowa215 -

    świetne :)

  • sweetkicia

    sweetkicia -

    Świetne, pisz dalej!

  • Zaskoczona ;*

    Zaskoczona ;* -

    opowiadanie super.. szkoda tylko ze wlasnie taka milosc zdarza sie tylko w filmach lub wlasnie w opowiadaniach..

  • Vessene

    Vessene -

    Fantastic! ♥

  • Endajs

    Endajs -

    Następne jutro koło wieczorka jak sądzę. Napisanie i poskładanie tej do sensownej kupki zajęło mi trochę czasu, więc każde komentarze są wielkim plusem. ;-)

  • ^^

    ^^ -

    Na zachęte powiem tylko: bosko! Aż sie nie moge doczekać, co jeszcze nawywija ten ****k, Kamil..

  • DarkAngel

    DarkAngel -

    Świetne kiedy następne ? ;)

Polub nas